Moja przykra historia przeszłości

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Moja przykra historia przeszłości

przez Swietlisty 11 kwi 2013, 07:41
Witam.

Na wstępie pragnę zaznaczyć że ta historia jest mega przybijająca i nie umiem o niej mówić innymi słowami. Jest przykra, pełna bardzo bolesnych emocji. Wyrzuciłem z siebie wszystko jednym ciągiem myślowym, jest w niej więc też parę baboków gramatycznych czy ortograficznych. Jest to historia WULGARNA, BOLESNA i jeśli ma komuś pogorszyć humor, to niech jej nie czyta bez konsultacji z opiekunem czy lekarzem lub terapeutą. Ja wiem, że gdyby ktoś mi ją pokazał parę lat temu, to by mnie bardzo bolała i może byłoby to dla mnie za dużo zobaczyć prawdę w pełnej "krasie" na tamtym etapie.

Przebrnąłem przez mega horror życia. Kiedy myślałem że jestem zdrowy, to byłem cały czas chory tyko objawy były bardziej ukryte. W okresach trudnych myśli kompulsywne były tak straszne, że leżałem i wyłem i zamulali mnie hardkorami. W okresach łatwych kompulsywnie gadałem płosząc ludzi a w związkach przejawiałem skłonności masochistyczne. Bałem się mieć poczucie własnej wartości.

Dopiero jak poznałem naprawdę fantastyczną dziewczynę, zacząłem zdrowieć. Walczyła o mnie przeciw mojej matce i przeciw sekcie polityczno-religijnej w której się obracałem. Wyjechaliśmy do innego miasta, ale tam w pracy przez brak poczucia własnej wartości i chorą obrzydliwą rzeczywistość III RP byłem dalej chory.

Wyjechaliśmy za granicę. Byłem zdrowy, bo uwolniłem się od toksycznej starej. Ale dalej nie umiałem rozmawiać z ludźmi, radzić sobie ze stresem. Kompulsywnie ględziłem, byłem albo zbyt cichy albo zbyt agresywny, tym razem z przewagą agresji. Budowałem swoje poczucie wartości na nienawistnej postawie wyniesionej z dawnych sekciarskich lat.

Wróciłem do kraju i zobaczyłem jaka moja stara jest naprawdę wredna. Ona mną manipuluje, a widzę to teraz kiedy się niczego nie boję. To znaczy boję – zamiast kompulsji w głowie mam nagłe ataki drgawek – fizyczne. Dawniej tym atakom drgawek zapobiegały albo psychotropy albo kompulsje. Jak już nie mam kompulsji to mam te ataki drgawek kiedy się wścieknę lub wystraszę.

Dlaczego to się działo ? Stary napierdalał całą rodzinę, znęcał się nade mną dla przyjemności. Ale matki nie napierdalał, bo ona na niego mordę darła. Do nas była milutka tiu tiu tiu, manipulowała tak żebyśmy mu „dali szansę” bo on jest „taki biedny”. Innym razem gdy jej było wygodnie korzystała z nas jako spowierników jaki to mężuś niedobry. On mi zabronił się bawić grami komputerowymi – uwielbiał takie kary wtedy kiedy dostaliśmy nową grę. A gry były naszą ucieczką.

Matka moja to chora kłamczucha. Ona nie umie nie kłamać. Już jak przyjechałem próbowała mnie wmanipulować w „dawanie szansy ojcu”. Pamiętam pełno takich sytuacji. Jak się z nim pokłóciłem i chciałem mu najebać w wieku 17 lat, to stanęła w jego obronie. Uciekłem z domu do babci, ona jedna rozważna. Potem do ciotki. A potem matka dzień w dzień namawiała mnie żebym ja pierwszy wyciągnął rękę „ojciec na pewno cię przeprosi”. W końcu tak mi to pierdoliła że w to uwierzyłem, choć niepewnie. Powiedziała żebym go przeprosił bo on też żałuje. Kiedy przeprosiłem on mnie zignorował jak powietrze. ALE /cenzura/ MAMUSIA MIAŁA radochę bo była PRZYKŁADNA WIGILIA W ZGODNEJ RODZINIE. A potem stary zaczął ze mną gadać, nawet nie powiedział słowa że żałuje, tylko był taki milusiński skurwiel i widziałem jak się cieszy że „jest po staremu”. Potem przy stole wigilijnym badał na ile sobie może pozwolić, to znowu wyszedłem z domu. Stara wysłała ze mną brata żeby mnie łagodził.

Brat też jest pionkiem, siedzi z nią w jednym pokoju, ma 30 lat waży 170 kilo i ja nie mam pojęcia jak mu pomóc. Przeraża mnie ten świat. Ona używa go jako pionka w grze ze mną. Kłamie nawet w drobnych, najdrobniejszych rzeczach. Kiedy jej wygodnie płacze bardzo nierealistycznie a jak odezwę się ciepło, to obrażona milczy a potem budując poczucie winy drze mordę. Zawsze tak robiła. Jeśli np. nie idę na płacze, no to idzie do brata i pokazuje jaki jestem niedobry dla matki, a brat przychodzi i na niego spadają gromy kłótni, no ale jest kochany synuś, pociesza mamusię. Ja chciałem żeby przestała mu podtykać pod nos słodycze, to stwierdziła że to gierka przeciw niej i po kryjomu mu daje słodycze „bo on tak bardzo je lubi”. To jest taka chora wariatka, że ja z nią wytrzymać nie mogę. Jak jej powiedziałem wszystko o ojcu, wszystko jej to powiedziałem i płakałem, to ona nie zrobiła nic, zero, nul. Wylądowałem na SOR bo takiego ataku drgawek dostałem. Potem jak byłem osłabiony znów próbowała swoich chorych gierek i urabiała brata przeciwko mnie. On jest jej agentem i bardzo chorym człowiekiem.
Kiedyś przez przypadek przeczytałem jej smsy z tamtych lat – miałem komórkę po matce a ona zapomniała usunąć smsy i szukałem swojego nowego smsa a zobaczyłem początek, cieszę się że nie powstrzymałem się od przeczytania tej wiadomości. Wtedy co moja obecna narzeczona do mnie zaczynała przychodzić – to był ten okres kiedy ten sms powstał. Moja stara robiła wszystko żeby ją spłoszyć. Wpierdalała się co chwila do pokoju. Jak zobaczyła, że zdrowieję, to znów się wpierdalała. Jak ją wyganiać zacząłem, bo /cenzura/ nie mogłem spokojnie z dziewczyną posiedzieć, to zaczynała urządzać awantury o byle pierdoły. SMS który przeczytałem brzmiał mniej więcej tak, że ja się do niczego nie nadaję że nawet do najbardziej gownianej roboty się nie nadaję, no i że „ja tu codziennie robię awantury, a ta krowa dalej siedzi” krową nazywała moją narzeczoną i wyszło z tych rzeczy że ona celowo ją chciała spłoszyć. A potem do mnie grała cudowną mamusię. Obrzyliwa wariatka. Im bardziej jestem poczytalny, spokojny tym więcej przypomina mi się rzeczy. Ona emocjonalną manipulacją tuszowała to, że jest współwinna w kryciu mojego starego a mój stary to ohydny zboczeniec którego podnieca bicie dzieci i dominacja psychiczna.

Nie gwałcił mnie a jeśli tak to nie pamiętam nic takiego. Ale pamiętam dobrze jego podnieconą ohydną mordę kiedy mnie bił i łamał moją psychikę. Na pewno jest pedofilem, ale to ma podłoże sadystyczne, pedofilstwo tutaj jest trochę bardziej podskórne.

Tak czy owak to jest już przeszłość, ohydna, brudna, podła i zła – ale tylko przeszłość.

Zacząłem ćwiczyć jogę w domu – nie mam zamiaru chodzić na jakieś zajęcia sekciarskie. Nie chodzę już w ogóle do kościoła, ani do żadnej grupy religijnej. W kościele też są sekty – domy misyjne, które robią takim jak ja sieczkę z mózgu. Kościół Katolicki to podstępna patologia – np. utrzymywali mnie w przekonaniu że to SZATAN mi te MYŚLI NARZUCA ! No a ja to łyknąłem !!!! Ile czasu zajęło potem mojemu psychologowi żeby mnie z tego wyciągnąć, a ile mi zajeło czasu uciekanie od tej chorej religii w inne bardziej lub mniej chore religie.

Ćwiczę jogę oddechem i rozciąganiem, ćwiczę na siłowni – ale nie kompulsywnie jak dawniej. Dawniej napieprzałem kompulsywnie na siłowni, żarłem mnóstwo i przyjmowałem nie koniecznie zdrowe specyfiki. Ćwiczę oddech, jogę, wizualizację, sięgnąłem do NLP, czytam książki – w tym bajki terapeutyczne. Słucham sobie muzyki ambient, bawię się muzykoterapią, ale też domowo. Jestem na takim etapie, że mam różne nastroje, ale po każdym smutku czy bólu emocjonalnym potrafie wrócić do normy.

Teraz wstałem rano po trudnej nocy. Czuję ucisk mięśniowy w klatce piersiowej i potrzebę by wyrzucić te wstrętne emocje.

Codziennie rano cieszę się życiem, płynącą chwilą. W dzień chodzę na spacer, staram się by było w nim dużo energii pomimo zimy. Jem mało, bo nie umiem jeść wg głodu. Dawniej jadłem o konkretnej porze 6 razy dziennie „bo na siłownię tak trzeba” i robiłem to wbrew sobie, często kompulsywnie, przed równie kompulsywnymi treningami. Świat jest piękny i widzę, że nikt mnie nie zbije jak okażę wrażliwość. Lubię razem z narzeczoną oglądać ptaki, drzewa, lubię spokój i ciszę.

W dzień ćwiczę na przemian z relaksem i muzyką różnorodną. Głównie ambient, drone ambient i inne spokojne rzeczy, szumy, które nie zakłócają ciszy. Do tego w ciągu dnia wplatam czasem coś żywego, coś wesołego, coś agresywnego i coś smutnego. Muzyką generuję nastroje do czynności i muzyka mnie leczy. Wieczorem słucham muzyki bardzo spokojnej, pogodnej ale mega cichej i łagodzącej zmysły – ambient, chillout, ethno, czasem minimal ambient techno itd. przed samym snem słucham po prostu szumu i buczenia ambientu. Potem kładę się do łóżka i relaksuję oddechem i wizualizacją. I jakoś udaje mi się zasnąć.

Jestem zdrowy bo przestałem myśleć o sobie „ja jestem chory”. Ja jestem duszą. Moje otoczenie najbliższe, to świat moich myśli. Moje myśli są w świecie mózgu. A mózg jest w świecie ciała i jego fizjologii. Nie jestem moimi nawykami, nie jestem chorobą, nie jestem lękami, nie jestem błędami z przeszłości – jestem duszą. Dusza ma tylko siłę i delikatność, dwa aspekty. Ja tak to czuję i z tym się czuję zdrowy. W sumie zaczerpnąłem tę myśl z ksiązki NLP i filozofii wschodu, nie kryję tego. Do filozofii podchodzę z rezerwą i podejrzliwością. Najpierw sprawdzam czy coś działa dla mnie, dopiero potem zaczynam w to wierzyć i afirmować to szczerze. Tak czy owak – dusza ma dwa aspekty – wrażliwy (kobiecy) i jasny (męski).

Potem umysł – są elementy wrażliwe (dziecięco-kobiece) i ogniste (męskie). Kiedy przenikają się wzajemnie jest harmonia. Ta metafora pomogła mi dużo w poukładaniu myśli. Nie wiem czy komu innemu pomoże, ale na pewno jest wielu takich którzy spróbują i którym pomoże.

Jeśli ta wiadomość jest nazbyt wulgarna to przepraszam, pisałem to od serca, po prostu wyrzucając z siebie to, co we mnie siedzi. A to dość smutnawy poranek. Idę więc biegać i życzę powodzenia każdemu kto chce wyzdrowieć – ja wiem że się da, bo już jestem zdrowy, tylko jeszcze dochodzę do siebie. Jeśli tutejsi psychologowie uważają, że ta wiadomość może komuś zaszkodzić, to zmodyfikujcie ją jak chcecie, ocenzurujcie czy co tam trzeba. Nie znam się na leczeniu innych, bo dopiero poznaję się na leczeniu samego siebie. Pozdrawiam
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 kwi 2013, 07:15

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do