misz masz w glowie i duszy

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

misz masz w glowie i duszy

przez dragster5 23 sty 2013, 14:24
Przyszla kolej na mnie, pewnie nic nowego nie napisze ale mecze sie sam ze soba wiec moze chociaz troszke mi ulzy piszac o sobie tak naprawde.

Sorki za brak PL liter i ewentualne bledy :)

Przegladajac forum znalazlem wiele problemow bardzo podobnych do tych moich.
Postaram sie pisac tak zeby bylo na temat i w miare czytelnie.

Mam 31 lat, w stalym zwiazku.
problemy:
- niechec do ludzi
- nerwcia (tak sadze) bo:
*praktycznie zjadlem swoje palce
*mocne bole w klatce piersiowej i plecach
*choroba niespokojnych nog
*bardzo szybko sie denerwuje
*brak cierpliwosci totalne
*szczekoscisk (bruksizm)
- okresy depresyjne (przynajmniej tak mi sie wydaje)
- nerwowe 'nakrecanie' sie na wspolpracownikow i dziewczyne
- mysli o smierci naturalnej lub przez sznur...
- poczucie wyzszosci z jednoczenym brakiem poczycia wlasnej wartosci (czasami/chyba/nie wiem/moze)

opis pacjeta:
- dziecinstwo uwazam za udane, jednakze wychowywala nas z siostra tylko mama bo tato pracuje za granica od lat.
- stala praca, nie stresujaca (mimo tego caly sie trzese wlasnie teraz i wszystko do okola, monitor, biurko, monitor kolegi z naprzeciwka....)
- nie jestem nie smialy nie mam z tym problemu
- mimo tego nie mam wielu znajomych bo poprostu miec ich nie chce, wystarczy mi kilkoro starych znajomych wokol mnie. do nowych znajomosci trzymam dystans/ chlod.
- nie mam problemow ze spaniem

rozwine troche to co wymienilem wyzej. Problem jest w tym ze jestem taki sam jak moja mama a wcale taki byc nie chce. Wychowywala nas bez taty (tato zyje, nie sa po rozwodzie poprostu pracuje na placowce od lat) i to tez pewnie zlozylo sie na to ze byla bardzo nerwowa i raczej skutecznie podporzadkowala nas sobie. Ja postepuje tak samo wzgledem sowjej dziewczyny (jej cierpliwosc tez juz sie konczy). Czesto lapie sie na tym ze przez caly dzien siedzac w pracy 'nakrecam' sie negatywnie na nia lub na innego wspolpracownika. W glowie kolacza mi sie mysli o tym ze napewno cos zle zrobila np obiad, nie tak jak jej powiedzialem. Spirala nakreca sie tak, ze jak wracaam do domu jestem taki wsciekly ze bym normalnie cos jej zrobil :/ analogicznie do wspolpracownikow, Pani siedzacej w jakims urzedzie gdzie musze cos zalatwic itp. Widac to czesto na mojej twarzy stad tez nie jestem za bardzo lubiany (na czym wogole mi nie zalezy)

Niechec do ludzi objawia sie tym ze kompletenie jak by nie istnieli wokolo mnie, nawet teraz gdyby wszyscy znikneli z mojego zakladu pracy i jutro pojawili by sie wszyscy nowi wogole bym sie nie przeja, wykasowal nr ktore mam i zapomnial o nich jeszcze dzisiaj.
BTW chyba jestem narcyzem nie mam kompleksow na punkcie swojego wygladu, bardziej boli mnie to ze nie jestem bardziej inteligentny bardziej przedsiebiorczy.
kontakty z siostra raczej chlodne - potrafimy przyznac sie przed soba ze sie nie lubimy.

Okresy spadku nastroju zdazaja sie co kilka razy w roku. Nie chce mi sie wtedy kompletenie nic, mysle o smierci, ze nadejdzie w ciagu najblizszych 10 lat. i jesli nie bedzie to zawal to bedzie to sznur. Tkwie w beznadzieii przez okolo 2, 3 tygodni. myslac o tym ze powinieninem natychmiat cos zrobic ze swoim zyciem, tak jak by moje dalsze zycie zalezalo wlasnie od jakies zmiany. Gdzies gleboko tkwi we mnie strach (duzy strach) o materialne zabezpieczenie swojej przyszlej rodziny. Jestem materialista.

Mama dziala mi na nerwy jak nikt inny. Ostatnio przy wizycie w domu zwrocila mi uwage ze zle jem zupe. W sekundzie krew mi sie zagotowala i wybuchlem z piana na ustach. Nie nawidze kiedy cokolwiek mi kaze lub radzi. Odrazu wykrzyczalem ze sie zabije itp itd. ostro bylo. Nie lubie sie tez przytulac do mamy.

Problem ze mna w pracy jest taki ze traktuje ludzi do okola jak nie znajomych z pracy tylko jako jakis tam ludzi zupelnie mnie nie obchodzacych. Tzn: wychodze z zalozenia ze przychodze pracowac do pracy a nie kumplowac sie z kazdym do okola. W duzej firmie nie jest to problem bo jest mnostwo ludzi. w mniejszej jest gorzej gdzie oczekuje sie od pracownika zaangazowania w pracy w grupie i pozytywnego nastawienia do innych, czego mi brakuje i bardziej odpycham od siebie innych niz ich przyciagam.
Bardzo mnie denerwuje takze gdy ktos z pracy pyta mnie o rzeczy oczywsice (dla mnie).

Zadnych lekow na glowe nie bralem, lecze sie doraznie palac tak bardzo nielegalne ziola w naszym kraju. Ostatnio mama zakupila mi Cardiol na serce i mam zamiar go uzyac zeby zmniejszyc czestotliwosc bolu w klatce i plecach.

to chyba na tyle. Z wazniejszych problemow to boje sie o swje zdrowie, mysle ze padne na serce juz calkiem niedlugo jesli nie uspokoje sie wewnetrzenie. Albo padne sam z wlasnej woli jjak przyjdzie mocny kryzys wieku sredniego :)

dzieki wszystkim ktorym chcialo sie przeczytyac powyzsze i prosze o jakies porady.
Mysle takze ze wiecej pomogla by mi dobra ksiazkao zdrowu psychicznym niz jakies leki.

Pozdrawiam
L.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
22 sty 2013, 16:10

misz masz w glowie i duszy

Avatar użytkownika
przez lovely 25 sty 2013, 15:37
Tak jak czytałam twojego posta, to przypomniał mi się staaary kawał. A brzmi on tak:

"Zajączek postanowił usmażyć naleśniki. Szkopuł w tym, że nie posiadał patelni.
Szczęśliwym posiadaczem patelni był za to przyjaciel zajączka, miś. Przyjaciele powinni sobie pomagać. Zajączek wyruszył zatem do misia by pożyczyć sprzęt. Droga długa,
czasu na rozmyślania pod dostatkiem.
Zajączek pełen pozytywnej energii snuje rozważania: Och, jak dobrze mieć takiego przyjaciela. Jest miły, uczynny, chętnie pomaga. Pożyczy patelnię jak nic! Droga się dłuży, dłużą się rozważania: A jak nie pożyczy? Co ja wtedy zrobię? Na nosie zajączka ląduje motylek, w oczy świeci słoneczko. Ech, czym ja się martwię? Miś ma serce na dłoni.
Na pewno pożyczy. Słońce chowa się za chmury, robi się ponuro, las szumi złowieszczo. Zajączka dopadają wątpliwości: Coś mi się zdaje, że jednak nie pożyczy...
W wisielczym humorze dociera do chatki niedźwiadka. Puka. Miś staje w progu. Widząc przyjaciela uśmiecha się szeroko. Zajączek bez zbędnych ceregieli wypala:
A wsadź sobie misiu tę patelnię w dupę!"

Ale do sedna.
Po tekście ciężko ocenić co się z tobą dzieje. Zwłaszcza, że tu to przybrało potok słów, z których ciężko wyłapać konkrety (za dużo wszystkiego po prostu)
Z tego co mi się zapamiętało:
Problemy z sercem, bóle w klatce piersiowej itepe to są rzeczy z którymi powinieneś pójść do lekarza. Najpierw do zwykłego, żeby wykluczył jakieś nieprawidłowości. A jeśli to nerwica - to do psychiatry.
Po drugie ciężko stwierdzić mi czego tak naprawdę chcesz, z tego co piszesz, np. piszesz, że nie lubisz bliskich kontaktów z ludźmi z pracy. I teraz tak: gdzie tkwi problem w tym przypadku? Chcesz ich lubić, ale nie możesz? Nie chcesz się nimi zajmować, ale masz wrażenie że to dziwne? Zabrzmi to banalnie - każdy ma swój charakter. Jeden jest duszą towarzystwa, ktoś inny woli co innego. Pod tym względem może warto by się zastanowić czego naprawdę chcesz. To znaczy napisz sobie, jak postępuje osoba, którą chcesz być.

Co do leków. Leki jak każde inne. Są na serce, są na nierównowagę hormonów, są na ból i są na nierównowagę chemiczną w mózgu. U ludzi pokutuje przekonanie że leki od psychiatry to są jakieś dziwne specyfiki, po których człowiek nie jet sobą, a co więcej, może chodzić jak buka, patrzeć niewidzącym wzrokiem w dal i się ślinić. To nieprawda. Jeśli ktoś cierpi z powodu jakichś zawirowań psychicznych i utrudnia mu to życie - to czasem naprawdę lepszym rozwiązaniem są leki niż życie np. z silną nerwicą.

Ja osobiście jestem zwolenniczką terapii i od tego radziłabym zacząć. Dobrze poprowadzona terapia, w odpowiednio dobranym nurcie, przez odpowiedniego terapeutę w wielu przypadkach potrafi zrobić więcej niż leki. O ile nie są to przypadki bardzo nasilone.
Co do książek: ciężko polecić coś sensownego. Większość książek "psychologicznych" to masa psychobullshitów w stylu "kochaj życie a ono pokocha ciebie", "uczyń każdy dzień wyjątkowym poprzez pozytywne nastawienie", "ciesz się każdym listkiem i drzewkiem". Równie "terapeutyczne" może być czytanie Paulo Coelho (wszyscy fani - wybaczcie):P
W tej sensownej mniejszości która pozostaje musiałbyś jeszcze znaleźć coś co by było bliskie twojej sytuacji.
Myślę że o wiele łatwiej poszukać odpowiedniego terapeuty.
Przez odpowiedniego mam na myśli takiego, który poświęca sporo czasu (a nie odwala ekspresową 15-minutówkę, przeglądając jeszcze w tym czasie jakieś papiery), który się zna na konkretnych rzeczach, a nie twierdzi że zna się na wszystkim.

Ach, jeszcze jedno: napisałeś w dziale nerwica natręctw. Z tego co piszesz nic na nią nie wskazuje. Czy masz też objawy nn?

Pozdrawiam:)
gg 45603073
Avatar użytkownika
Offline
Posty
170
Dołączył(a)
17 gru 2012, 18:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do