Skocz do zawartości
Nerwica.com

analizowanie dziecinstwa w NN bardziej szkodzi czy pomaga?


fionaona7

Rekomendowane odpowiedzi

byłam pierwszy raz na terapii i zauwazyłam,ze pierwsza wizyta i analizowanie sytuacji rodzinnej,mi zaszkodziła,bardziej nerwowo reaguje na rodzicow i boje sie,ze wybuchne w ich towarzystwie,mam chec wwykrzeczenia im,ze byłam zle traktowana itd. w dziecinstwie ,a z drugiej strony mam poczucie winy,ze czuje taka złosc na ich widok,po analizie mojej sytuacji rodzinejj(terapia systemowa),bo wczesniej z tych emocji nie zdawałam sobie sprawy,wiec tliły sie moze i we mnie jakies natrectwa myslowe,ale nikogo w to nie mieszałam,a teraz tak.

Nie chce ich obwiniac,bo obwiniajac ich za swoja nerwice,czuje sie jak w pulapce,bo w konsekwencji sama czuje sie winna,bo w koncu to moi rodzice,wiec tez sie obwiniam,nie chce chyba rozczulac sie nad dziecinstwiem...obawiam sie ,ze lepsza byłaby pozawczo behawioralna u mnie od razu....i tyle,.a nie babranie sie w dziecinstwie,co mnie wewnetrznie po prostu rozbija,bo zaczynam to w natrectwach analizowac....a kiedys tego nie robiłam

 

-- 26 gru 2012, 11:37 --

 

a wczoraj na spotkaniu rodzinnym matka jeszcze sama płacząc,ze tak rzadko ja odwiedzam(od kiedy mam nawrot nerwicy natrectw jej nie odwiedzam,bo ona nie zdaje sobie sprawy,ale nieswiadomie poteguje u mnie nerwice,płączac,wmawiajac mi ze nic mi nie jest,mowiac,ze to przez to,ze sie odchudzam tak sie zle czuje,ze mam czasem nie chodzic do psychiatrow zadnych,bo to nie pomoze itd,a do tego płacze i wymusza poczucie winy,ze jej nie chce odwiedzac codziennie\)

 

-- 26 gru 2012, 11:38 --

 

mam wrazenie,ze obwiniajac rodzicow za swoja sytuacje wpadam tylko w depresje i nie chce mi sie wtedy zyc...wiec czy to analizowanie pomaga osobie z nerwica natrectw/?

 

-- 26 gru 2012, 12:02 --

 

JAK WYBACZYC RODZICOM,JAK ZRZUCIC Z SIEBIE TEN CIEZAR NA SERCU,nie CHCE CZUC DO NICH ZALU!!TEN ŻAL DO NICH,TAK NAPRAWDE NISZCZY,ALE MNIE!!!OD ŚRODKA!!!SAMA SOBIE PSUJE ZDROWIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też mam takie wrażenie, że psychoterapia w pewnym sensie mi przeszkadza. Od pewnego czasu zainteresowałam się swoim problemem, zaczęłam czytać różne objawy itp. Zaczęłam wszystko to analizować, wmawiać sobie też te rzeczy, których nie miałam. Psychoterapia to dla mnie takie jakby ciągłe analizowanie. A przecież moim głównym problemem jest właśnie analizowanie wszystkiego, co obrzydza mi wiele sytuacji. Chciałabym się od tego uwolnić, a psychoterapia powoduje, że jeszcze więcej o tym myślę i czuję się gorzej, bo te myśli mnie przytłaczają.

Odwołując się do Twojej historii pamiętam, że jako dziecko poszłam na spotkanie z psychologiem, kiedy miałam nn. Tak samo powiedział mi, że to wina moich rodziców (może ubrał to w słabsze słowa) i że najlepiej by było żebym się od nich odcinała, nie spędzała z nimi tyle czasu. Nie wiem czy to właściwe podejście w stosunku do 13 letniego dziecka. Pamiętam, że potem też byłam zła na rodziców i mówiłam, że to ich wina. Denerwowali się to słysząc.

Ja osobiście uważam, że przy nn często lepiej jest wiedzieć mniej niż więcej. Chociaż sama natrętnie dążę do tego, żeby wiedzieć coraz więcej i przekroczyć jakąś granicę, która pozwoli spojrzeć na moje problemy zupełnie inaczej.

 

Też tak masz?

Bierzesz równocześnie leki? Właśnie oglądnęłam filmik o zaburzeniach obsesyjno- kompulsywnych i tam się wypowiadają lekarze, że jest to jedyna nerwica, na którą nie pomaga sama psychoterapia, tylko trzeba dołączyć do niej leki. Pewnie nie we wszystkich przypadkach, ale na pewno bardzo ciężko poradzić sobie z tą chorobą bez leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko jak przejść terapię bez analizowania? Ja to ciągle robię. Niekoniecznie dzieciństwo, ale dosłownie wszystko.

Poza tym zauważyłam i potwierdziło się to w artykułach, że im więcej się myśli na dany temat źle tym potem trudniej się od tego uwolnić i prowadzi to do chorobliwego myślenia.

U mnie to się dzieje tak, że dowiaduję się czegoś, myślę na ten temat sporo. Z początku często są to nawet myśli przeciwstawne typu "ja tak nie mam", "to nie jest nic złego", "to głupota" itp. Na początku są mi one często obojętne, jednak coś każe analizować te myśli, choćby nawet dla "przyjemności". Prowadzi to do tego, że nieświadomie zaczynam sobie coś wmawiać. Nawet jeśli nie myślę o tym w takim sensie, że " ja to mam", "to straszne" itp. to mimo wszystko po pewnym czasie zaczynam myśleć tak jak wcześniej nie myślałam i tak, jak mi się to nie podoba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko jak przejść terapię bez analizowania? Ja to ciągle robię.
Chyba nie można, wiele terapii na tym polega. Ja tylko napisałem co uważam o analizowaniu, mi niczego dobrego nigdy nie przyniosło, never.

 

I dlatego preferuję przeciwny kierunek - brak analizowania, medytację. Przynajmniej poza tym wszystkim co już teraz mi dolega nie nabawię się jakiejś nerwicy natręctw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I dlatego preferuję przeciwny kierunek - brak analizowania, medytację. Przynajmniej poza tym wszystkim co już teraz mi dolega nie nabawię się jakiejś nerwicy natręctw.

 

Naprawde medytujesz? Ja kiedys myslalam zeby sprobowac, ale jakos nie wiem jak sie do tego zabrac i chyba to wcale nie jest takie proste.

 

Tez uwazam, ze nadmierne analizowanie jest zle. Przez takie rozkminki mozna dac sie wydymac swoim wlasnym myslom. Na zadnej terapii nie bylam, ale kiedys wiecej myslalam o tym co czuje, co przeszlam, o dziecinstwie, o alkoholizmie itp. Wcale nie czulam sie lepiej tylko coraz gorzej i gorzej. Teraz staram sie nie rozmyslac o jakis gornolotnych celach zyciowych, nie zganiac mojej zlej kondycji psychicznej na terror, ktory mialam w domu. Byc moze zamiotlam tylko problemy pod dywan, ale tak mi lepiej. Mysle o tym co jest tu i teraz. O przyszlosci a nie przeszlosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I dlatego preferuję przeciwny kierunek - brak analizowania, medytację. Przynajmniej poza tym wszystkim co już teraz mi dolega nie nabawię się jakiejś nerwicy natręctw.

Jak to robisz?

Naprawde medytujesz? Ja kiedys myslalam zeby sprobowac, ale jakos nie wiem jak sie do tego zabrac i chyba to wcale nie jest takie proste.

 

Tez uwazam, ze nadmierne analizowanie jest zle. Przez takie rozkminki mozna dac sie wydymac swoim wlasnym myslom. Na zadnej terapii nie bylam, ale kiedys wiecej myslalam o tym co czuje, co przeszlam, o dziecinstwie, o alkoholizmie itp. Wcale nie czulam sie lepiej tylko coraz gorzej i gorzej. Teraz staram sie nie rozmyslac o jakis gornolotnych celach zyciowych, nie zganiac mojej zlej kondycji psychicznej na terror, ktory mialam w domu. Byc moze zamiotlam tylko problemy pod dywan, ale tak mi lepiej. Mysle o tym co jest tu i teraz. O przyszlosci a nie przeszlosci.

Ja właśnie też się zawsze lepiej czułam nie rozmyślając o tym co powinnam, czego nie itp. Później jednak zaczął się mój związek i mój chłopak wpędzał mnie dość często w poczucie winy tym, że np. czasami musiałam coś innego zrobić, np. pójść na uczelnię niż się z nim spotkać itp. Zaczęłam chodzić na terapię, która zaczęła analizować dokładnie jego zachowanie i moje, ja też zaczęłam się tak bardzo na tym skupiać, że do tej pory tak mam. Analizując każdą sytuację doszłam do wniosku, że nikt nie potrafi kochać, że świat jest beznadziejny itp. Wmówiłam sobie myśli, których wcześniej nie miałam/ nie zauważałam. Teraz ciężko jest mi przyjąć inny sposób myślenia. Nie wiem jak to mogę zmienić, skoro wiem tyle rzeczy, o których wolałabym nie wiedzieć. Może tylko lekarstwa potrafiłyby spojrzeć inaczej...

Nana13 od jakiego czasu "zamiatasz to pod dywan"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nana13 od jakiego czasu "zamiatasz to pod dywan"?

 

Moze wlasnie leki pomogly mi zdynsansowac sie od problemu i przestac nadmiernie martwic sie wszytskim i przezywac pewne sytuacje bez konca. Jednak uwazam, ze sily powinnismy szukac przede wszystkim w sobie bo same leki to nie jest panaceum na problemy. Teraz juz od kilku miesiecy nie biore zadnych lekarstw. W sumie to w rozny sposob probowalam "zamiesc pod dywan" niektore sprawy, ale mysle, ze ta wlasciwa droge wybralam okolo pol roku temu. Wczesniej probowalam nie myslec, ale np. miksujac benzo z innymi substancjami co tez byl zalosne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia psychoanalityczna/psychodynamiczna nie ma żadnej udowodnionej skuteczności w leczeniu NN. W sporej większości przypadków to podejście terapeutyczne może spowodować więcej szkód i znaczne pogorszenie stanu zdrowia. W zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych terapią pierwszego rzutu (i zarazem najbardziej skuteczną) jest terapia poznawczo-behawioralna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze powinno sie brac leki ,zeby potem lepiej moc analizowac na luzie:)

Dlatego myślę o braniu leków. Myślę, że akurat przy nn poradzenie sobie z nią bez nich jest bardzo trudne, niemalże niemożliwe. Brałam kiedyś leki chociaż krótki czas, ponad pół roku. Miałam bardzo ostrą nn. Leki pomogły bardzo, chociaż nie do końca. Zostały właśnie takie pozostałości choroby, błędny sposób myślenia. To mnie dołuje, te myśli mnie nachodzą, a najgorsze jest to, że przyjmuję je jako własne. Ciężko mi ocenić czy są nerwicowe, wiem tylko, że utrudniają mi życie. Jakbym była pewna, że to są myśli paranoiczne to łatwiej byłoby mi je pokonać. Jednak ja mam poczucie, że to część mojego charakteru i że być może nie są chore. Na pewno te myśli spotęgowała terapia głównie analityczna.

 

Czy ktoś z Was poradził sobie z nn bez leków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia psychoanalityczna/psychodynamiczna nie ma żadnej udowodnionej skuteczności w leczeniu NN. W sporej większości przypadków to podejście terapeutyczne może spowodować więcej szkód i znaczne pogorszenie stanu zdrowia. W zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych terapią pierwszego rzutu (i zarazem najbardziej skuteczną) jest terapia poznawczo-behawioralna.

 

Mi terapia psychodynamiczna pomogła i to niesamowicie.

Miałam depresję, NN i NL. Po trzech latach terapii ustąpiło prawie wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia psychoanalityczna/psychodynamiczna nie ma żadnej udowodnionej skuteczności w leczeniu NN. W sporej większości przypadków to podejście terapeutyczne może spowodować więcej szkód i znaczne pogorszenie stanu zdrowia. W zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych terapią pierwszego rzutu (i zarazem najbardziej skuteczną) jest terapia poznawczo-behawioralna.

 

Mi terapia psychodynamiczna pomogła i to niesamowicie.

Miałam depresję, NN i NL. Po trzech latach terapii ustąpiło prawie wszystko.

 

Po jakim czasie zaczęłaś odczuwać pooprawę? To był pewnie proces długofalowy? Miałaś okres kiedy w trakcie terapii czułaś sie gorzej? Leków w ogóle nie brałaś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawde medytujesz? Ja kiedys myslalam zeby sprobowac, ale jakos nie wiem jak sie do tego zabrac i chyba to wcale nie jest takie proste.

No, tylko to nie jest tak na prawdę nic nadzwyczajnego, nie siedzę w pozycji lotosu, nie mam kadzidełek ani żadnej specjalnej muzyki. Bardziej chodzi o to co (nie)robisz ze swoim umysłem.

Jak to robisz?

Ehh, to trochę skomplikowane, kilka lat czytałem różne materiały o medytacji, jest tak dużo różnych technik, które się wzajemnie wykluczają. Ja to robię tak, że po prostu siadam, albo się kładę i nic nie robię. I to jest właśnie główny punkt i początek problemów z wytłumaczeniem komuś na czym to polega. Skoro nic nie robię to jaka jest różnica w porównaniu ze zwykłym leżeniem? Chodzi o uwagę, nie robisz nic i 'patrzysz' co się dzieje, obserwujesz zupełnie biernie co robi twój umysł, jakie płyną doznania z ciała, jak się czujesz i próbujesz się coraz bardziej rozluźniać w swoim ciele. Jeśli odpłynęłaś w myśli to to zauważasz i nadal jesteś uważna. To w skrócie, wydaje się, że to nudne zajęcie, ale tak nie jest, to dodaje energii, organizm się rozluźnia, czuję się bardziej przytomny. Trzeba temu poświęcać sporo czasu choć ważniejsze jest wyczucie niż regularność. Czasami mam lepsze efekty, czasami wcale, medytacja jest dla wytrwałych.

 

Mi to pomaga oczyścić umysł i rozluźnić się. Kiedyś po prostu cały czas myślałem, całymi tygodniami użalałem się nad sobą w myślach, mieliłem setny raz od nowa stare niepowodzenia, albo oczekiwałem najgorszego w przyszłości. Dziś nadal tak robię :mrgreen: jak mam chwilowy kryzys, ale teraz te kryzysy są rzadziej i szybciej odchodzą. Ostatnie kilka dni miałem taki kryzys. A teraz nie mam :D

 

Z drugiej strony to nie jest jakieś panaceum na wszystko, mi pomaga, dlatego polecam innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia psychoanalityczna/psychodynamiczna nie ma żadnej udowodnionej skuteczności w leczeniu NN. W sporej większości przypadków to podejście terapeutyczne może spowodować więcej szkód i znaczne pogorszenie stanu zdrowia. W zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych terapią pierwszego rzutu (i zarazem najbardziej skuteczną) jest terapia poznawczo-behawioralna.

 

Mi terapia psychodynamiczna pomogła i to niesamowicie.

Miałam depresję, NN i NL. Po trzech latach terapii ustąpiło prawie wszystko.

 

Po jakim czasie zaczęłaś odczuwać pooprawę? To był pewnie proces długofalowy? Miałaś okres kiedy w trakcie terapii czułaś sie gorzej? Leków w ogóle nie brałaś?

 

Z tą poprawą to ciężko stwierdzić... Jakiś przełom tak na prawdę nastąpił już po pierwszej sesji, bo terapeutka po godzinie rozmowy zobaczyła we mnie mnóstwo rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy. Potem przez jakiś rok był naprzemiennie dołek, a potem górka i tak na prawdę po niewiele ponad roku wszystko ruszyło na prawdę szybko. Co nie zmienia faktu, że ten początek był potrzebny, żebym poczuła się pewniej, nauczyła patrzeć w siebie i pewnie jeszcze do wielu rzeczy, które nastąpiły, chociaż nie zdawałam sobie z nich sprawy.

Spektakularnych efektów z dnia na dzień nie było, za to jak porównywałam siebie w danej chwili z tym, co było np. kilka miesięcy wcześniej (w analogicznej sytuacji) to już wyraźnie było widać poprawę.

Leki brałam przez jakieś 2 miesiące. Najpierw długo się wzbraniałam, mimo że terapeutka mnie namawiała na psychiatrę, potem się zdecydowałam. Efekty były, ale fakt, że spałam 14-16 godzin na dobę skłonił mnie do rezygnacji z leków. Niby miałam iść do psychiatry zmienić, ale jakoś tak się nie zabrałam. Potem brałam jedynie ziołowe tabletki w chwilach kryzysu.

 

I jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała... To nie jest regułą, że terapia musi trwać aż tak długo. U mnie tak wyszło, ponieważ w międzyczasie zakończył się mój czteroletni związek, co mocno mnie przetyrało i kilka miesięcy wszystko wokół mnie kręciło się w okół tego. I przez to nie mogłam ruszyć tego, co na prawdę było problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej:)

długo chodziłam na terapię. jakis czas temu zrezygnowałam. wiedziałam już co moi rodzice zrobili nie tak. wiedziałam co powinnam czuć. jakie to ma skutki itd. i co? i nic. objawy nie zniknęły. od czasu dzieciństwa mineło sporo lat. po co to rozpamiętywac i co rusz doszukiwac czegos tam gdzie nic nie ma? a poza tym.. to nie zalezy chyba od nikogo. to nie rodzice, dom itd... to ja sama zachowywałam się tak a nie inaczej. z jakiegos powodu zamiast wrzeszczec uciekałam. przeciez mam róznych znajomych i wy na pewno tez. nie kazdy jest z idealnego wg psychologii domu. mam kolezanki z rozbitych rodzin, znajomych dzieci alkoholików w których domach rozgrywały się rozmaite sceny. znam ludzi gdzie w domu była przemoc i psychiczna i fizyczna. niektórzy nie sa do konca zdrowi. ale większośc nie ma problemow nerwowych. no i co na to by powiedział terapeuta? pewnie że wyparli cos ze świadomości... eh. spróbuje terapi poznawczo behawioralnej duzo o niej słyszałam dobrego. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia nie zawsze jest przyjemna, zwłaszcza na początku. Jeśli przeszłość jakoś nie żyje w nas dzisiaj to rzeczywiście analizowanie jej i roztrząsanie nie ma sensu, ale często w nas pracuje i to mocno determinując nasze zachowanie i postrzeganie świata. Nerwica też nie bierze się z nikąd, dlatego w wielu przypadkach jednak trzeba się do tego dobrać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×