Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 15 paź 2009, 21:24
do psychologa najpierw
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Anna R. 25 paź 2009, 15:09
Ja bym jednak stawiała na lekarza.
Heimat ist kein Ort, Heimat ist ein Gefühl
Herbert Grönemeyer

_____________________________________________
sertralina 25 mg, lamotrygina 25 mg, olanzapina 5 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1415
Dołączył(a)
29 paź 2008, 15:39

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 25 paź 2009, 23:53
lekarz zapakuje w SRII i po zawodach nie dostanie szansy nad zapanowaniem nad tym, leki p.depresyjne w nerwicach to leki na całe życie, nerwica jest zaburzeniem nawracającym w takiej czy innej formie. Każdy kto już wejdzie w leki będzie się bał je odstawić co już jest zaburzeniem lękowym, a jak odstawi to nerwica wróci w czasie od 3 do 6 miesięcy u szczęściarzy ciut później, przeważnie tak bywa spójrzcie po sobie, po własnych doświadczeniach, ona zawsze wraca słabsza ale wraca.
1507
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

przez zdesperowany1 26 paź 2009, 11:03
Dobrze napisane.Najpierw osoba musi i

[Dodane po edycji:]

Cos mi komp szwankuje... mialem na mysli ze dobrze napisane bo nerwica zawsze wraca a leki nie ucza nas zycia z natrectwami tlumia tylko objawy
zdesperowany1
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez kotecek 29 paź 2009, 14:48
a ja sobie dzisiaj trochę ponarzekam. Ostatnio jakby tracę nadzieje, że sie coś poprawi. Biore coprawda leki ale nie widze żadnej poprawy po nich, myśli moze o 1% złagodniały ale to jest taka mała strasznie niezauważalna zmiana. Poza tym od wczoraj mam silne lęki. Nie wiem co zrobić, staram sie niekiedy mysleć pozytywnie, czy na siłę się czymś zająć ale to nie pomaga :(
Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm.
— Fiodor Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 16:47

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 01 lis 2009, 23:23
kotecek napisał(a):a ja sobie dzisiaj trochę ponarzekam. Ostatnio jakby tracę nadzieje, że sie coś poprawi. Biore coprawda leki ale nie widze żadnej poprawy po nich, myśli moze o 1% złagodniały ale to jest taka mała strasznie niezauważalna zmiana. Poza tym od wczoraj mam silne lęki. Nie wiem co zrobić, staram sie niekiedy mysleć pozytywnie, czy na siłę się czymś zająć ale to nie pomaga :(


leki nie przestaną za ciebie myśleć w taki czy inny sposób, to ty myślisz nie leki, zastanów się dobrze co uzdrawia nasze myśli.
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez kotecek 02 lis 2009, 11:31
leki nie przestaną za ciebie myśleć w taki czy inny sposób, to ty myślisz nie leki, zastanów się dobrze co uzdrawia nasze myśli.[/quote]

Tylko kiedy są okresy, że nie mam nerwicy, wtedy potrafię się czymś cieszyć i wiem, że np na poprawe samopoczucia pomaga mi słuchanie ulubionej muzyki lub zabawa z moim kotem. Czasem jak stawiam opór tym myślom to w jej miejsce pojawia się następna.
Ale czasem próbuje.
Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm.
— Fiodor Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 16:47

Re: Natręctwa myśli...

przez zuzik44 02 lis 2009, 13:54
witajcie!
ja mam natrectwa myslowe dotyczace mojego malego synka. Boje sie,ze zrobie mu krzywde albo ze go zabije. Chwilami jak sie na niego spojrze, to doslownie widze w wyobrazni jak go dusze. Boje sie tych mysli i ich nie chce. Z drugiej strony boje sie,ze je zrealizuje przez to,ze sa takie czeste i wplyna na mnie. Wszystko utrudnia stan derealizacji, w ktorym sie znajduje. Chwilami sama siebie sie boje, bo juz nie wiem czy ja to ja, czy to wszystko jest realne, czy to tylko jakis koszmarny sen.Biore anafranil od 3 miesiecy, ale na razie nie widze widocznych efektow, ...
150mg effexor + 10mg lexapro
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
11 kwi 2009, 13:59

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Słowianka 02 lis 2009, 14:21
Zuzik a chodzisz na psychoterapię?Rozumiem,że do psychiatry tak,ale tylko raz w miesiącu po leki?Twoja rodzina o tym wie?Wydaje mi się,że to tylko natrętne myśli,ale rozumiem,że Cię to bardzo niepokoi...
"Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka."
Roman Dmowski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
22 paź 2009, 07:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 02 lis 2009, 14:52
zuzik44, skoro sie boisz tych myśli i są one przeciwieństwem ciebie to są to myśli tzw natrętne, bardzo wazną rolę w leczeniu natręctw pełni psychoterapia, nawet ważniejszą niż leki, leki mogą poprawić ci nastrój i eliminować lęk które to masz pod wpływem owych myśli, derealizacja jest nastepstwem długotrwałego lęku, masz typowe objawy nerwicy, boisz się utraty kontroli. Jest duza szansa na wyjście z tego zajmie ci to jakiś czas pod warunkiem że podejmiesz psychoterapię
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez jenova 03 lis 2009, 10:27
lekarz zapakuje w SRII i po zawodach nie dostanie szansy nad zapanowaniem nad tym, leki p.depresyjne w nerwicach to leki na całe życie, nerwica jest zaburzeniem nawracającym w takiej czy innej formie. Każdy kto już wejdzie w leki będzie się bał je odstawić co już jest zaburzeniem lękowym, a jak odstawi to nerwica wróci w czasie od 3 do 6 miesięcy u szczęściarzy ciut później, przeważnie tak bywa spójrzcie po sobie, po własnych doświadczeniach, ona zawsze wraca słabsza ale wraca


Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ale to już nie ma znaczenia czy ktoś brał leki czy nigdy się nie leczył. Natręctwa zawsze wracają :(
Ja myslałam że jeuż jestem "zdrowa", przez długi czas nie miałam lęków, byłam pewna swego, że wszystko jest ok, że nie zrobiłam nic o czym nie pamietam... i wystarczyła jednamała myśl, skojarzenie sytuacyjne i koniec, wszystko od początku. Co prawda leki nie są już tak silne, łatwiej sobie z nimi radzę ale powracają i do tego też trzeba przywyknąć. Myślę że jak człowiek sobie zda sprawę z tego że to będzie wracać będzie mu łatwiej.

[Dodane po edycji:]

Malowana Lala napisał(a):Mam do was pytanie. A szczególnie do tych bardziej doświadczonych i tych którzy sami radzą sobie z nerwicą. W jaki sposób odróżniacie natrętne myśli od zwykłych? Czy to są zawsze te, przy których pojawia się lęk?
Ostatnio zrobiła mi się nerwica natręctw na temat spowiedzi. Nachodzą mnie myśli,że mam grzech ciężki i nie mogę rzystąpić do komunii, natomiast jestem pewna,że wszystko poiedziałam na spowiedzi jak należy to wtedy pojawiają się myśli,że moze czegoś nie powiedziałaś jeszcze,może źle powiedziałaś i,że muszę powtórzyć wszystko jeszcze raz. Nie wiem czy to nerwica czy jakiś wewnętrzny nakaz. Przecież wszystko już powiedziałam jak nalezy :(

Ja mam właśnie lęki w podobnej formie (co prawda nie dotyczą one konkretnie spowiedzi). Wydawało mi się cały czas że nei powiedziałam komuś wszystkoego tego co powinnam chociaż wiedziałam że to zrobiłam. Młuciłam te myśli wyszukiwałam sobie coraz to nowe rzeczy, że muszę jeszcze coś powiedziec, że nie powiedziałam wszystkiego, że o czymś zapomniałam. Męczyło mnie to i męczyło... w końcu doprowadziłam się do stanu że zaczełam sobie wmawiać rzeczy które nigdy nie miałay miejsca a ja się bałam że może jednak, że nie pamiętam albo nie chcę pamiętać. Katastrofa, bo człowiek gubi się co się stało naprawde a co jest tylko wyobraźnią.

Czasem gdy jestem w okresie silnego stresu i strachu te myśli wracają.
jenova
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez nienormalna_mama 04 lis 2009, 00:22
hej, jestem tu nowa, wydaje mi się, że mam natrętne myśli.
przychodzą nagle, w określonych lub przypadkowych sytuacjach i miejscach i nie umiem sprawić, żeby opuściły moją głowę. mam wrażenie, że jak przyjdą, to siedzą tam tak długo, dopóki dość mnie nie pomęczą. na przykład jak idę do szkoły (chodzę do medycznego studium zawodowego, oddalonego od mojego domu o kilometr) to zawsze w tych samych miejscach, wyobrażają mi się różne katastroficzne sytuacje: zawsze na konkretnym przejściu dla pieszych wyobrażam sobie, a właściwie widzę sceny, że rozjeżdża mnie samochód, że nie zdążę przejść, że nie zwolni i przejedzie mi po brzuchu i gardłem wyjdą mi flaki, albo dość głupie, że tuż po przejściu przez owe pasy, walnę głową w znak i wbije mi się on w głowę głęboko na tyle, że umrę. chociaż jest on za wysoko, bym dosięgnęła tam głową. nachodzą mnie też wtedy takie myśli, że co powiedzą ludzie z klasy, w domu, teście, znajomi z widzenia, itd. jak się dowiedzą, że umarłam i co zrobią. dziwne to jest. potem nieco dalej, kiedy przechodzę obok małej stacji benzynowej, widzę, jak cała stacja benzynowa wybucha, tym bardziej, jeśli stoi koło niej akurat wielka cysterna. albo że rozjedzie mnie jakieś auto, wyjeżdżające z pobocznej uliczki. albo, że auta, które skręcają na zakręcie wylecą z drogi prosto na mnie i rozmiażdżą mnie na pasztet.
mam też mnóstwo myśli dotyczących mojego niespełna półrocznego dziecka - tak boję się o jego życie i zdrowie, że widzę przed oczami straszne wizje, których się boję, są to moje obawy, a czasem i takie rzeczy, które normalnie nie wpadły by mi do głowy i część z nich na pewno nie mogłaby się spełnić, bo jest po prostu nierealne. tysiące razy widziałam, jak moje dziecko w różny sposób leciało z rąk trzymającego go dorosłego (lub moich rąk - częściej) na podłogę, łamiąc sobie kręgosłup, przy okazji zahaczając nóżką lub całym sobą o łóżeczko, stół, itd., krztusiło się i dusiło, a ja sparaliżowana ze strachu nie mogłam mu pomóc, albo pomagałam mu, ale nie udawało mi się, że łamie sobie nogę albo rękę, kark, rozbija głowę o kant biurka, wylewa na siebie wrzątek, ''zjada'' coś niejadalnego w nocy, gdy ja śpię, a jak rano się budzę to widzę, że nie żyje, bo się udusił. albo widzę w myślach, że wchodzę do pokoju, w którym wcześniej w wózeczku zostawiłam małego i widzę wózek po brzegi wypełniony krwią... dlatego wiele razy zdarza się, że sprawdzam, czy oddycha. takich przykładów myśli mogłabym wymieniać bez końca. jestem bardzo znerwicowana, spięta w myślach, jak widzę, jak moja szwagierka lub teście trzymają małego na rękach, mam wrażenie, że on zaraz im się wyślizgnie i zabije, albo co najmniej zostanie kaleką do końca życia. albo jak na wierzchu leżą jakieś ostre przedmioty albo mały znajduje się w jakimkolwiek miejscu, to ja od razu szukam zagrożeń i staram się je neutralizować. jednak czasem mam wrażenie, że nożyczki, które przed chwilą schowałam do szuflady, wyskoczą z niej i wbiją mi się w głowę albo zrobią coś mojemu dziecku. od chwili narodzin mojego dziecka mam takie wizje związane z nim (myśli pojawiające się w drodze do szkoły od rozpoczęcia nauki w studium) tylko nie pokazuję tego po sobie i jakoś tak czuję niechęć do rodziny mojego męża, chociaż nie mam powodów, żeby ją czuć, bo oni są naprawdę w porządku. normalnie ich nie lubię, czuję się wiecznie na ''nie'' wobec nich, ich zdanie uważam za nieważne, jakby chcieli od razu mi zaszkodzić. wkurzają mnie pod każdym względem - tylko nie wiem, dlaczego?, ale nie okazuję tego. nie lubię do nich jeździć, nie lubię, jak oni do nas przyjeżdżają. powoli ogarnia mnie lekka paranoja - czuję, że tak nie powinno być. że powinnam cieszyć się z chwil z nimi spędzonych i że cieszą się z mojego szczęścia jakim jest moje dziecko. a odczuwam to jakby oni mi zabierali syna i wszystko wiedzieli lepiej. chociaż tak nie jest, a ja naprawdę chciałabym się z tego wszystkiego cieszyć.
w kontaktach międzyludzkich jestem zamknięta, staram się nawiązywać nowe znajomości i utrzymywać stare, ale niestety wcale mi się to nie udaje. odnoszę wrażenie, że mam w sobie magnez, który odpycha ludzi, bo z dnia na dzień nagle przestają ze mną rozmawiać, siedzieć ze mną, nie wiem, co jest grane? żeby odezwać się do obcego człowieka w swoim interesie potrzebuję, jak to ostatnio określił mój mąż, algorytmu, który określa każdą możliwą odpowiedź mojego rozmówcy na moje pytania. mam czasem takie dni, że wszystko, ale to WSZYSTKO mnie wkurza, nawet rzeczy błahe, dosłownie pierdoły, którymi normalny człowiek na pewno by się nie przejął! np. że babka stojąca przede mną w kolejce w sklepie stoi za blisko swoich nieskasowanych jeszcze towarów, zamiast dalej i pakować te skasowane już do torby. albo że ktoś w szkole dziwnie na mnie spojrzał, lub właśnie usiadł z kimś innym, albo nie odezwał się, tak jakbym ja tego chciała, albo postąpił tak, jak wg mnie nie powinien i się rozczarowałam przez to. mam wrażenie, że w moim życiu jest kompletny bałagan, a ja przecież lubię porządek, zorganizowanie i gubię się, kiedy tego nie mam.
wkurza mnie też, a właściwie dezorganizuje całą moje wewnętrzną potrzebę zorganizowania i porządku, to, że w mojej szkole, przy przyrządzaniu leków recepturowych niby ma być sterylność, dokładność, itd., a tak naprawdę tego nie ma. burzy to moje zaufanie do farmaceutów i ostatnio mam wrażenie, ze tak nie powinno być i czuje się zawiedziona i boje się ze wiele ludzi może paść ofiara tych ich niedoskonałości. przeraza mnie poczucie niedoskonałości, nieporządek, chaos, brak sterylności. a u mnie wszystko musi być dokładnie, wszystko na swoim miejscu, jak zbyt wiele rzeczy jest nie odłożonych to czuję, się zagubiona i że coś jest nie tak! a poczucie, że coś jest nie tak mnie przeraża! samo napisanie tego wyrażenia ''coś jest nie tak'', mnie przeraża... brrr...
czuję, że nie ogarniam świata, nie rozumiem, jakimi prawami się rządzi i nie potrafię nad nim zapanować, nie mam nad nim jakiejkolwiek kontroli!
moja mama jak usłyszała o tych moich wizjach katastroficznych, otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i powiedziała całkiem serio, że muszę się leczyć.
pytanie: czy to nerwica?
Posty
8
Dołączył(a)
11 wrz 2009, 20:52

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Słowianka 04 lis 2009, 08:40
Witam Cię.
Wygląda to na nerwicę natręctw,ale odpowiednią diagnozę może postawić tylko specjalista.Przejdź się do psychiatry a jeśli wolisz to do psychologa,choć on powinien skierować Cię tak czy siak do psychiatry i opowiedz wszystko.Może nie być łatwo,ale warto :smile: Też miałam często podobne myśli,ostatnio mam ich mniej za to kompulsje się nasiliły.Zaczęłam się leczyć i widzę światełko w tunelu :smile: Wizyta u specjalisty to jedyna możliwość jaka może Ci raczej pomóc.
Pozdrawiam
"Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka."
Roman Dmowski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
22 paź 2009, 07:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: Natręctwa myśli...

przez nienormalna_mama 04 lis 2009, 08:48
i dodatkowo strasznie boję się śmierci swojej albo kogoś z moich bliskich. nie wyobrażam sobie życia bez kogoś ukochanego. swojej śmierci boję się jeszcze bardziej, bo nie mam pewności, co jest po śmierci - po prostu szczerze mówiąc, wątpię, że po śmierci jest niebo (a jestem osobą wierzącą!), raczej nicość, albo reinkarnacja w innego człowieka (to by był raj). boję się, bo wiem, że życie jest za krótkie, a ja mam wiele marzeń i ostatnio doszłam do wniosku, że życie jest tylko jedne i nie zdążę spełnić nawet większości swoich marzeń. dlatego postanowiłam wszystkiego spróbować. wtedy osiągnę życiowy spokój i spełnienie. ale boję się nagłej śmierci. boję się starości i upływającego czasu.
do tego od kilku lat mam tak, że kiedy się stresuję albo mi się nudzi, wydrapuję tłusty łupież ze skóry głowy :/ (tylko w domu) oraz mam swoją określoną kępkę włosów z kucyka, który w określony sposób przewijam między palcami - robię to wszędzie, w taki sposób chcę zneutralizować stres.
Posty
8
Dołączył(a)
11 wrz 2009, 20:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do