Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re:

przez lifethirsty 14 lut 2009, 00:24
punca24 napisał(a):od kilku lat borykam się z nerwicą natręctw. czasem jest lepiej a czasem duużo gorzej. do tego te natrętne myśli. tez to macie? czasem mam takie dni, ze nie potrafię o niczym innym myśleć, na niczym się skupić. w głowie wciąż jedno....
proszę napiszcie, ze wy tez to macie



mamy tak mamy.. ;P :*

[*EDIT*]

piotrus napisał(a):taak:) ogromnie dużo nerwów i energii pożerają te rozmyślania, tak że nie ma już za bardzo siły na co innego, np jeśli boję się imprez, bo boję się, to skupiam się na tym właśnie, przez co nie mam siły iść na imprezę. No i jak nie pójdę to się boję. Czuję się jak kamień :)



I tak jakby w pulapce swojego umyslu..? ;) Ze niby naprawde chciales isc na impreze ale jakies natretne myslenie tak zzarlo energie i przeroslo( u mnie myslenei typu: a moze jednak nie, chyba jednak za brdzo nie jestem gotowa na impreze...;| marnie wygladam, jakas jestem zdolowana za abrdzo lepiej sie ludziom nie pokazytwac;p(chociaz jeszce przed chwila myslalam ze wlasnie mis ie chce isc na ta impreze i czuje sie w nastroju!:|), marnie wygladam.. (ale czasem to az naprawde do tkaiego stopnia mnie meczy i czuje ze widac ze jestem jakas zdepresowana.. ze mam jakas szara niewyrazna buzie no i w ogole cale cialo..:(.., a cos mi sie stanie jak sie sama przejde kawalek po tych ciemnych uliczkach.. itd.. niby prawie normalne myslenie.. kazda dziewczyna moze miec jakeis tkaie przed impreza;pp ale u mnie to jest jakos nasilone w takim stopniu ze mi to w mozgu na serio przeszkadza..:|;p ... I w koncu jak nie pojdziesz to masz poxneij wyrzuty sumienia?? bo ja to ostatnio okropne... ze nie robilam tego co chcialam tego co sobie postanowilam... i takie okropne natrectwa ze to nie ja ze to nie jest moje zachowanie i ze sie boje sama siebie.. a mialo byc juz tak pieknie bo jakbym robila to co sobie postanowie to by bylo w ogole inaczej... i zyje tymi myslami jakby bylo...;| a zycie ucieka... a ja nie moge sie odpedzic od tych mysli... i mnie mecza;];p fuuuuu.... ;( i sie boje ze juz nei bedzie tak jak mialo byc.. bo to ja sama sobie narobilam.. i jak mam to teraz odkrecic.. bo powinnam dzialac.. a ja zamiast dzialac to sie wdalam w te myslenie analizowanie...:| i coraz bardziej mi braknie odwagi.. zeby cokolwiek zrobic.. i sie tka emcze tymi wyrzutami i sie sama dobijam..:|:| o masakra jak w pulapce... ;O MAtko KOchana;] i ne iwem co zrobic bo czasu juz nei wroce;pp glupie to ze cholera.;] aaaaaaaa !

[*EDIT*]

cinnamon_inspiration napisał(a):Ja mam pytanie co wam radza wasi terapeuci na to?> Bo tez tak mam, jak sie modle to mam czasem wulkgarne mysli, czasem cos mi kaze sobie wyjsc na ulice pod tramwaj (oczywiscie nie slysze nic, to taki przymus tylko).

Jakie na to lekarstwo?

Super, wyleczylam depresje teraz bede miala nerwice natrectw?:D


Ja jzu myslalam ze depresje ma za soba..;] ale jakby mi wraca..:| ;p a takie natrectwa ze cos mi kaze pod tramwaj wskoczyc czy pod pociag tez mialam..;p ze jakby moze mnie pod te tory wciagnac:|hehe<LOL> moze i jeszce jakby zcasem mam ale to juz i tka nei to samo co kiedys.. bo kiedys balam sie bardzo.. po prostu masakryczny strach ze zaraz moge zostac przejechana na pod tym pociágiem.. bleeeeee ! teraz to jakby sie z tego smieje.. chociaz roznie to jest zalezy w jakim nastroju jestem.. w kazdym razei dla bezpeczenstwa zawsze staje daleko od torow;p, i daleko od ludzi bo boje sie tez ze ktos moglby mnie tam wrzucic;pp<lol> i jak sie da to blisko czegos czego jakby co moglabym sie zlapac;dhehee:PP tak dla bezpieczenstwa jakby ktos mnie chcial popchnac;ppp hehehee ojejj chyba te moje natrectwa jednak jeszcze sá w zaawansowanym stopniu skoro tak sie zachowuje;pp A rózne natrectwa na tle religijnym tez mialam... a pewnie ze tak;] ;P czego ja nie mialam..;] zle sie przezegnalam i mialam wyrzuty sumienia.. hmm.. chwila.. wlasciwie to chyba jezcze nadal tak mam..??<hmmm> :PPP aleee.. to i tak juz nie w takim stopniu jak kiedys.. a jakies okropne wyobrazenia z Jezusem... ze robie jakies brzydkie rzeczy... :|jakies bluxnierstwa na Boga ojj rózne róznosci... Jezu wybacz..!.. ;p a i Boze wybacz!;p aa Jezus i Bog.. Jedno i To Samo :):):) No ale nie mozemy sie o to obwiniac.. Bóg rozumie i nie patrzy na nas potépiajáco..:) tylko trza sie leczyc.. ;] jeszcze poxneij popisze troche wiecej jak to sobie raadzilam z tym wszystkim i w ogole... Wlasciwie to myslalam ze juz mam za soba cala ta depresje. natrectwa i caly ten shit..;] a terwaz cos mi sie znowu stalo.. ze zamiast sie cieszyc zyciem to ja w to myslenie wpadam... fuuuuuuuj:( i sie strasznie obwiniam za to.. ale z drugiej strony nie moge sie powstrzymac od tego myslenia, analizowania swojego zachowania itd...:|:|:| szukam punktu wyjscia i nie moge znalexc.. i nie moge normalnie oddychac.. :|;( ja chce oddychac i czuc ze zyje! No aleeee.. ja wiem ze oczywiscie ebdzie lepiej.. no bo musi byc lepiej nie:):) i sie ladnie wszystko pieknie rozwiaze i ulozy... lalaaalalaaaa... tratatatataaaa ;) Pozdrawiam wszystkich z chorymi mózdzkami..;):):) :PP
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
11 gru 2008, 14:55

Re: Natręctwa myśli...

przez robson 14 lut 2009, 15:33
nerwusjo - przeczytalem caly Twoj post. Wspolczuje Ci bardzo tego co musisz przezywac. Ja mam podobna nerwice, wciaz mam chaos w głowie, wciaz rozmyslam. Pozatym mam nieustanny szum - pisk w uszach i przymus spiewania muzyki w myslach. Najczesciej ostatnio zaslyszanej. Nie martw sie o to czy jestes pedofilem, alo opetanym - napewno nie jestes. Ale w tej chorobie niestety czesto wlasne zdanie nie jest wystarczajace. Zauwazylem ze jest to, przynajmniej w moim przypadku choroba woli. Apropos ja mialem tez taka psychoze ze bylem opetany, ale leki pomogly i na szczescie minelo. Nie boj sie lekow, chociaz z wlasnego doswiadczenia moge Ci poradzic, abys bral duze dawki tylko na poczatku terapii, potem lepiej zmniejszyc.
Poztym mnie podtrzymuje wiara w Boga i codzienna modlitwa. Bo chociaz jest ciazko to da sie z ta choroba zyc.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Re: Natręctwa myśli...

przez raphael8888 15 lut 2009, 21:36
moi drodzy, najwazniejsza sprawa w tym zaburzeniu jest jego poznanie, i przede wszystkim zrozumienie powtarzam zrozumienie swojego problemu, szczerze polecam w tym celu wybranie sie do specjalisty, autentycznie nie ma innej drogi, leki-oczywiscie ale roznie to z nimi bywa niektorym pomagaja niektorym nie, w przypadku natrectw myslowych nie jest to taki hip-hop, jedynym wyjsciem byloby tylko zresetowanie swojej swiadomosci co jest niemozliwe, naprawde nie bojcie sie tego zaburzenia, trzeba potraktowac je jako drogowskaz w swoim zyciu, jako kolejne doswiadczenie, i jakis czerwony sygnal ktory mowi ze cos sie w Twoim zyciu dzieje nie tak, naprawde tak jest, w organizmie ludzkim nic nie dzieje sie bez przyczyny i te wlasnie mysli, ktore pochodza absolutnie od nas samych sa takim sygnalem, te mysli ktore nas drecza sa sygnalami, ktore wlasnie z pomoca specjalisty trzeba odczytac bo samemu jest to trudne, wrecz niewykonalne bedac uwiklanym w tej matni, dlatego ja naprawde polecam zeby potraktowac to raczej jako nawet lamiglowke dlaczego one sa i co one mowia, lecz trzeba ja rozwiazac z pomoca, ja to przezywalem i wiem jak jest, mialem dosyc uciazliwe mysli, poszedlem na terapie, zalezalo mi na tym zeby z tego wyjsc i wyszedlem, zrozumialem te mysli i dzieki nim nastapila zmiana w moim zyciu one cos mi powiedzialy, od tamtego czasu one dalej sa, bo wykopac ich sie nie da, ale sa na drugim planie i naprawde gasna, dlatego narpawde polecam Wam wybrac sie do specjalisty bo to jedyna droga zeby uzyskac ten komfort psychiczny na ktorym nam tak zalezy, te mysli przeciez nam nic nie zrobia, ale nie walczcie absolutnie z niimi to to nie na tym polega, lecz potraktujcie je tak jak np bol brzucha ktory mowi nam ze np cos tam jest nie tak, jako bol gardla sygnalizujacy np zapalenie, tak samo dzialaja te mysli jako znaki ktore tylko trzeba odkryc, naprawde mowie to z doswiadczenia, nerwica natrectw to bardzo inteligentne zaburzenie:Dpozdrawiam
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2008, 23:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez rolingstone 16 lut 2009, 15:01
raphael8888 napisał(a): nie walczcie absolutnie z niimi to to nie na tym polega, lecz potraktujcie je tak jak np bol brzucha ktory mowi nam ze np cos tam jest nie tak, jako bol gardla sygnalizujacy np zapalenie, tak samo dzialaja te mysli jako znaki ktore tylko trzeba odkryc,


zgadzam się. terapia to podstawa w tym zaburzeniu. leki niczego nie rozwiążą albo rozwiążą na pewien czas, nie na stałe :)
Nerwicę można pokonać :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
304
Dołączył(a)
04 kwi 2006, 12:52
Lokalizacja
Wawa

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez nieśfiadomy23 16 lut 2009, 19:38
jest sposub na pokonanie jej definitywnie.
udawało mi sie z nią wygrywac na pare dni, ale jakoś to wraca nie wiadomo z kąd.
czy otworzenie sie przed bliskimi i opowiedzenie o swojich natręctwach może troche pomuc.
znajomi zawsze mnie pytaja dlaczego jestem zamyślony i nie obecny. muwie że, to zmęczenie bo nie
chce sie przyznać do problemu, obawiam sie wysmiania tego co mi dolega :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
07 lut 2009, 23:37

Re: Natręctwa myśli...

przez raphael8888 16 lut 2009, 20:28
wszelka walka z natrectwami jest jak walka z wiatrakami, to niemozliwe bo to tak jakby walczyc z samym soba, to tak jakby samemu sobie odciac reke, w tej walce jestesmy skazani na przegrana i taka jest prawda, uciszymy mysli ale jakos na sile zamkniemy im droge ale one znajda inna bo one musza cos nam przekazac i nie ma na to sily, opowiedzenie znajomym o problemie moze spotkac sie z roznymi reakcjami, ludzie czesto nie rozumieja tak skomplikowanych zaburzen, co innego poweidzeic mam grype a co innego mam nerwice natrectw...what?:D:Dja tak mialem, prawda jest taka ze czesto te mysli zastepuja pustke w nas samych pustke ktora mozemy wypelnic jako rekompensate tylko tym ze otworzymy sie na drugiego czlowieka, przyjaciela, dziewczyne i to ta osoba zastapi nam nam ja, to jest bardzo wazny aspekt, naprawde trzeba o tym mowic, moze nie koniecznie wsyzstkim w kolo bo po co, ale jeden naprawde szery i rzetelny przyjaciel czy przyjaciolka badz dziewczyna to narpawde bardzo wielki skarb:) masz wtedy swiadomosc ze nie niesiesz tego krzyza sam:) otwarcie na drugiego czlowieka i nie zostawanie w pojedynke z tymi myslami to szalenie wazny jak nie najwazniejszy mankament tego zaburzenia pozdrawiam
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2008, 23:20

Re: Natręctwa myśli...

przez nerwusjo 16 lut 2009, 23:37
Ostatnio mam dziwne natręctwo i w sumie nie wiem czy to można do tego zaliczyć.Wydaje mi sie, ze czesto jak spojrze na zegarek jest cos z liczba 22 albo 33.Albo nadinterpetuje to, ze zuwaze gdzies liczbe 22 albo 33.Na zegarek w ciagu dnia spojrze 30 razy ale od razu o tym zapomne a jak zobacze taka liczbe to juz mysle ze cos nie tak.Czy to NN :D ? Aha i nie biorę żadnych leków.Teraz mam dopiero zamiar zapisac sie na porzadna terapie :) Pozdrawiam wszystkich z NN dzieki ze jestescie itworzycie to forum to naprawde pomaga !
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 sty 2009, 01:52

Re: Natręctwa myśli...

przez polaola 17 lut 2009, 00:15
Ja jestem nowa, mam teraz najgorsze co moze byc jak dal mnie nerwice zwiazana z miłoscia ze niewiem czy kocham zreszta opisłam to co czuje w podjetym temaciena forum,mam nadzieje ze ktos odpisze.To 2 raz tak juz mam z ta miłoscia,do tego chyba z 3 inne takie jazdy ale nie dotyczace chlopaka eh juz niemam sily jutro lece do lekarza.Czasem niewiem juz czy tak naprawde czuje czy to walsnie to ze wymyslam.. :( mam nadzieje cicha ze to ta choroba ze z niej wyjde a nie ze to to ze przesałam kochac...bo to chyba najgorsze co moze byc
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2009, 23:26

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez RAMM 27 lut 2009, 13:21
Ja mam na koncie bardzo złe zachowanie sprzed lat dotyczące starych znajomych oraz pewnej osoby, na której po dziś dzień bardzo mi zależy. Usłyszałem kiedyś od niej, że mam na jej punkcie obsesję i choć uważam to za pomyłkę, to od jakiegoś czasu zastanawiam się czy nie ma w tym ziarenka prawdy. Jak myślicie - czy ZOK może doprowadzić do ułudy silnego uczucia, bezpodstawnego przywiązania do kogoś? Czy może imitować miłość?
Nie żyć przeszłością, to mieć wszystko w dupie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lut 2009, 18:10
Lokalizacja
Wołomin/Łódź

Re: Natręctwa myśli...

przez robson 27 lut 2009, 16:16
Nie wiem co to jest ZOK, ale jesli chodzi o fikcyjna milosc to ja to niestety tez przezylem.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez RAMM 27 lut 2009, 16:31
"ZOK" to medyczna nazwa nerwicy natręctw - "zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne".

Mógłbyś precyzyjniej opisać swoje przeżycia robson?
Nie żyć przeszłością, to mieć wszystko w dupie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lut 2009, 18:10
Lokalizacja
Wołomin/Łódź

Re: Natręctwa myśli...

przez robson 27 lut 2009, 17:52
Kiedy jeszcze nie wiedziałem ze jestem chory tj w 2000 roku, pojechałem na oboz wedrowny z duszpasterstwem akademickim w Bieszczady. A ze bardzo chciałem miec dziewczyne (mialem 20 lat) to zaczalem jej dosc intensywnie poszukiwac. Jedank poszukiwania toczylem raczej skrywajac sympatie, natrafilem na obozie na dziewczyne, ktora wydawala sie dla mnie idealna. Wtedy tez zaczela sie moja choroba. Chyba wlasnie to byl ten ZOK, bo nie mowilem jej nic co do niej czuje ale staralem sie zawsze byc w jej otoczeniu. Np gdy szlismy na szlaku to zawsze szedlem za nia. Potem zaczalem chodzic do kosciola codziennie, zaangazowalem sie w duszpasterstwo w ktorym ona byla. Ale skrywalem swoje uczucia przez pol roku. Chodzilem tez do swietlicy dla dzieci z rodzin patologicznych, aby im pomagac w nauce, ale tylko dlatego ze ona tam sie udzielala. Widzialem w niej jakby boginie, wyobrazalem sobie slub z nia. Ukrywanie uczuc wywolalo chorobe. Najpierw byla do silna depresja, problemy w domu (nienawisc do rodziny). Jako ze ojciec popadal stopniowo w alkoholizm, mialem z nim tez problemy. Wszystko jednak na tle tej chorej milosci. W koncu zachorowalem na nerwice natrectw myslowych. Natrectwa nie dawaly mi chwili spokoju. Nie spalem przez 20 dni pod rzad. Zawaliłem studia (2 sem). W koncu, tuz przed szpitalem, pogodzilem sie z rodzina, oni mi wybaczyli. Mozg jednak tego juz nie zniosl - trafilem do szpitala psych. na miesiac.
Od tamtej pory minelo 8 lat i juz dawno zrozumialem ze ta dziewczyna nie byla dla mnie. Teraz mam juz swoja prawdziwa narzeczona i jestem z nia szczesliwy. W sierpniu bierzemy slub. A tamta, teraz juz kobieta wiem ze jest tez w zwiazku z kims. Nie mialem z nia od czasu jak zachorowalem kontaktu, ale wiem ze ta "milosc" to byla wlasnie jakas obsesja.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez RAMM 27 lut 2009, 18:25
W moim przypadku jest inaczej, ale od długiego czasu nie mogę zapomnieć o kimś kogo słabo znam, choć żyłem kogo tej osoby wiele lat. Bardzo bym chciał żeby ona mnie chociaż lubiła, ale na własne życzenie wszystko popsułem. Myślałem nie raz, żeby odezwać się do niej, ale zastanawiam się czy to ma sens.
Nie żyć przeszłością, to mieć wszystko w dupie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lut 2009, 18:10
Lokalizacja
Wołomin/Łódź

Re: Natręctwa myśli...

przez neurotic__ 15 mar 2009, 14:54
Witajcie!
Pokrzepiająca jest myśl, że człowiek nie jest sam w takich doświadczeniach. Chociaż życzyłbym sobie, żeby nikt nie miał takich problemów :) Natręctwa myślowe są strasznie "upierdliwą" forma nerwicy i sam się o tym przekonałem. Na początku myślałem, że wszyscy tak mają ale parząc na to wszystko z perspektywy wydaje mi się, że wszystko zaczęło się już bardzo dawno. Od dziecka nie lubiłem np. stąpać po pękniętych płytkach chodnikowych, albo obracać się wokół własnej osi (potem musiałem obrócić się w druga stronę - tak żeby się "odkręcić" ;)) Od dziecka byłem też dość religijną osobą i właśnie w późnym okresie dziecięcym pojawiły się natręctwa myślowe związane z Kościołem i osobami świętych. Może to śmieszne ale do dziś wydaje mi się, że pamiętam jaka to była myśl i gdzie to się zaczęło. Taka niby nic nieznacząca myśl: "A co gdyby..." potem strach, że "jak ja tak mogłem pomyśleć" I ta nieznacząca myśl i jej podobne nie opuściły mnie przez wiele wiele lat. Po latach przyszła matura i prawdopodobnie przez stres z nią związany pojawiły się natrętne czynności. Na początku wydawało się to wszystko tylko kierowane zdrowym rozsądkiem. Mycie rąk i niekończące się kąpiele które wysuszały moja skórę i portfel rodziców (rachunki za gaz i wodę) ;) W najgorszym okresie kiedy wydawało mi się, że jestem "brudny" doznawałem dziwnej reakcji galwanicznej skóry - swędzenie, ale tak jakby ktoś mnie szpilkami dźgał. Wtedy zdecydowałem się na terapię i leki antydepresyjne, bo przez to wszystko depresja mi się jeszcze przyplątała. Terapia trwała dość długo ale jako, że był to "serwis" na koszt państwa sesje były niedorzecznie rozciągnięte w czasie. Po 2 latach terapii (ale może jakieś 10 wizyt łącznie) terapeutka stwierdziła, że chyba nie może mi pomóc i mam zmienić terapeutę! Nie wiem czy to sztuczka była i terapia szokowa... więcej tam nie wróciłem. Zapamiętałem jednak jedną ważną rzecz jaką ta kobieta mi powiedziała... "...może nie da się tego do końca wyleczyć i będziesz musiał nauczyć się z jakąś częścią tego żyć..."
Teraz chyba wiem co ona miała na myśli. Przez jakiś czas przestałem w ogóle chodzić do kościoła i może nie wszyscy się z tym zgodzą ale to pomogło. Odstawiłem czynnik wywołujący najsilniejsze reakcje nerwicowe. Wyjechałem, zacząłem nową prace itp itp. Dalej mam jakieś resztki natręctw i ciężko mi się np. modlić, ale teraz wiem na czym polega problem i potrawie nad tym bądź zapanować, bądź to zignorować. Czytałem kilka postów i wiele osób boi się, że z tego nie wyjdzie, że stają źli itp. Po pierwsze uważam, że pomaga akceptowanie siebie i tego problemu, to jest nasza głowa i część nas. Po drugie, mając bezsensownie złe natrętne myśli nie jesteśmy złymi ludźmi. To tylko dowód na to jak jesteśmy wrażliwi, bo zła osoba by się takimi myślami nie przejęła. Sam fakt, że jesteście tu i o tym piszecie i się przejmujecie i martwicie o tym świadczy :) Podstawa to nazwać problem, a potem wrzucić na luz, bo to nie wasza wina.
Aha... i trzeba znaleźć sobie coś do roboty, żeby nie mieć czasu na rozmyślania ;)
Pozdrawiam
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 mar 2009, 14:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do