Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 13 paź 2008, 21:40
Marto myślę że nikt za mnie decyzji nie podejmie, poczytałam kilka ostatnich stron i też czułam się jakbym czytała o sobie, nie sądziłam że ktoś może mieć podobnie :) Jak widzisz teraz mam lepszy nastrój, ale co będzie za 20 minut - niewiem. Najbardziej się boję że to nie nerwica, a prawda - po prostu takie są moje uczucia, że okaże się że naprawdę go nie kocham, że to wszystko jest rzeczywistością, a nerwica jest tylko 'przykrywką' - wytłumaczeniem. Nie wiem ale jak skończę maglować jedną myśl, natychmiast niemal przerzucam się na coś innego i znów zaczyna się 'co by było gdyby....'
Marto jak ty przetrwałaś swój ślub? Ja się boję że wpadnę w histerię, albo ucieknę, że po ślubie nie będę mogła 'wrócić do siebie' i że te negatywne uczucia nie ustąpią, i naprawde sie okaże że nie mogę z Nim być. Ja trochę boję się brać ślub w tym momencie, bo ja się boję grzechów (to kolejna moja fobia), obawiam się że przyrzeknę mu miłość w urzędzie, a potem wyjdzie że to nie byla miłość, i będę miała wyrzuty sumienia że go oszukałam, a przecież jak widać mam już sygnały (podpowiedzi od nerwicy) że go nie kocham. Jak tobie się udało? Ja cały czas sie zastanawiam, boje się powiedzieć znajomym i rodzinie bo obawiam się że będę czuła presję, i wezmę ślub bo będę wstydziła się znów odwołać. Jednym słowem boję się że jakimś cudem wezmę ślub wbrew sobie i będę do końca życia nieszczęśliwa. Czasem mam wrażenie że moje życie to jakiś film.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

przez konewkaa 13 paź 2008, 21:52
ja mam masakryczne stanyyyy teraz.... jestem pewna ze nie kocham, za chwile pewna ze jednak tak, za chwile pewna ze to nerwica, za chwile ze to tylko wytłumaczenie. marzy mi się jakaś hipnoza, albo gdyby mnie ktoś tak mocno uderzył - żeby przeszło.

nie wyjdę z domu, bo wszędzie widzę zagrożenie. że sie w kims zakocham, ze mnie mysli dopadną.
konewkaa
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez MartaF 14 paź 2008, 08:56
Amandio, ja też ciągle się zastanawiałam i zastanawiam, co jeśli to nie jest nerwica, jeśli ja rzeczywiście nie kocham? Jeśli ten głos krzyczący we mnie NIE NIE, jest prawdziwy i ja naprawdę Go nie chcę? Ale przecież wiedziałam, że takiego faceta jak On właśnie chcę, nie chcę od Niego odchodzić, jeśli nawet powinnam. Skupiłam się na WOLI, przestałam myśleć o tym co będzie, co to jest i skupiłam się na tym pragnieniu, które mnie pchało do przodu. A slub? Wczoraj obchodziliśmy pierwszą miesięcznicę... Sam ślub pamiętam jak przez mgłę, jakbym była wyłączona trochę, ale przecież w ślubowaniu chodzi o WOLĘ i na tym się skupiłam :). Wszystko pięknie się udało, i akurat ja, patrze na to trochę przez Boży pryzmat. Przez ostatnie 1,5 roku moich zmagań wszystko wskazywało na to, że mamy być razem, tak jakby ktoś tym pięknie kierował.. i sam ślub też tak wyglądał. Tak jakby Ktoś w gorze zaplanował wszystko w szczegółach i nad tym doskonale panował. Teraz zaczęłam psychoterapię, wydaje się, że wreszcie trafiłam na własciwego terapeutę. Powiedziała mi ostatnio, że nie ma wątpliwości, że wszystko dobrze się skończy, a dopiero po jej zakończeniu przekonam się jaki mam Skarb, i jak silne są moje uczucia. Jeśli odnajdę samą siebie, i dam sobie prawo do Szczęścia, którego z góry zakładam, nie powinnam mieć. Ale mnie i tak wtedy pojawialy się mysli w głowie, że Ona pewnie mnie nie rozumie, że pewnie i tak nie wiem o czym ja do Niej mówie, i co jak się okaże, że jednak Go nie chciałam i nie chcę? A swoją droga ja też mam świadomość grzechu, nie zakładam rozerwalności małżeństwa, rozwód nie wchodzi w grę, i jeśli już to na całe życie. Też miałam obawy, że kłamię, że Sakrament może być nie ważny, ale rozmawiałam ze znajomym księdzem, On potwierdził, że liczy się WOLA a nie uczucie. Ale cięzko kiedy Cię coś odpycha od tj drugiej osoby... Ale to nic innego, jak my same sobie je odpychamy...

Amandio, skąd jesteś?

---- EDIT ----

A Ty Konewkoo proszę nie zadawaj sobie pytań czy Go kochasz czy nie? W Twoim obecnym stanie trudno jest odpowiedzieć sobie na te pytania. Zapytaj siebie raczej czy Go chcesz? Czy wyobrażasz sobie innego mężczyznę, i tego się trzymaj......
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 14 paź 2008, 10:59
Marto jestem z Warszawy.
Konewko to chyba kapralis napisał ostatnio (wątek co by było gdybym….) że nie liczy się nazewnictwo i definicja miłości. Liczy się to że chcesz z nim być i że chcesz spędzać z nim czas – czyli de facto WOLA o której pisze Marta - tak to sobie tłumaczę, to przeczytałam na tym forum i uważam że jest w tym sporo racji. Może czas przestać się doszukiwać tej miłości, może ona cały czas jest a my jej nie zauważamy?
Ja mam tak że wiele rzeczy mogę sobie wmówić, coś usłyszę, coś zobaczę, coś przeczytam i zaraz odnoszę to do swojej osoby, wręcz kieruję sobą tak by było tak w tym obrazie który gdzieś tam zobaczyłam. Wczoraj pomyślałam że może to wcale nie nerwica, że może i to sobie wmówiłam, ale przecież mam opinię lekarza, ale tu znów problem bo przecież u lekarza mogłam udawać, czytałam o objawach nerwicy, depresji. I koło się zamyka, samonakręcaniu nie ma końca.
Dziś w nocy śniło mi się że spotkałam się z moim byłym facetem, jest on bratem mojego narzeczonego. Ja wciąż mam jakieś nieuzasadnione (podobno) poczucie winy że może będąc w związku z obecnym partnerem tamtemu robię krzywdę – rozstaliśmy się i w niedługim czasie zaczęłam spotykać się z obecnym, tamten przez długi czas nie mógł się z tym pogodzić, był wobec mnie niemiły i wulgarny (choć czasami myślę że robił to złośliwie). Miałam (mam?) nawet takie natręctwo że może wciąż kocham tamtego, że skoro interesuję się nim (czasem rozmawiam z obecnym narzeczonym o nim) to może coś do niego czuję, poza tym czasami odczuwam coś takiego wewnątrz (jakis głos?) żeby tamtego objąć, przytulić, pocieszyć. W każdym razie dziś mi się on przyśnił. I było tak że on spał, a ja podeszłam i pomyślałam we śnie czy nie położyć się obok, a potem rozmawialiśmy, zapytałam go co myśli o naszym ślubie, i nie pamiętam co powiedział, ale czułam że jest mu przykro, potem dodał że cała rodzina mnie nienawidzi, bo jestem kłamczuchą i że oni wiedzą że nie kocham obecnego partnera. To był niemiły sen, obudziłam się i znów zaczęłam to analizować, nie wierzę w sny, ale pomyślałam że to może jakiś sen proroczy, a mój wewnętrzny głos to intuicja. W każdym razie znów zaczęłam się bać, że coś mnie łączyło z jego bratem, że może coś łączy nas nadal, i że to nie jest normalna sytuacja, wręcz patologiczna. Poza tym jako osoba o niskiej samoocenie, bardzo przejmuje się tym co powiedzą ludzie, często mówię o tym jak się poznaliśmy, i patrzę na reakcje różnych osób, rozmawiałam nawet z księdzem, który powiedział że tak widocznie musiało być, i że nie jest to nic strasznego i niemoralnego, że ludzie robią gorsze rzeczy. Mimo wszystko to mnie nie przekonało do końca, nadal mam wyrzuty sumienia, zadręczam się tym, i czasem myślę że może lepiej skończyć ten związek, bo do końca życia będę się dręczyć, że jestem beznadizejna, że unieszczęśliwiam ludzi. Mojemu facetowi to nie przeszkadza, on wręcz uważa że może gdybym nie spotykała się z jego bratem to nigdy bym później z nim nie była. Jejku czy tak będzie już zawsze czy kiedyś to się uspokoi. Mam nadzieję że przynajmniej po ślubie część tych natręctw przejdzie, ze nie będę czuła tej złości i niechęci, że się uspokoję. Zauważam że stres (a również brzydka pogoda) jaki mnie czasem spotyka w życiu osłabia mój organizm i pojawia się coraz więcej myśli :((
Ostatnio edytowano 14 paź 2008, 11:07 przez amandia, łącznie edytowano 2 razy
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 14 paź 2008, 11:01
.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

przez konewkaa 14 paź 2008, 11:45
witaj Amandio.
ja uzalezniam swoje zdanei od opinii innych. jesli ktos skrytykuje andrzeja to zastanawiam sie czy nie ma racji, jesli andrzej komus sie nie podoba to mi nagle tez. jestem w glebokiej frustracji. w dodatku nie jest to zwiazek jaki sobie wymarzylam, andrzej to nie krolewicz na bialym koniu, nie uratowal mnie z wysokiej wiezy otoczonej smokami, nie byla to milosc od pierwszego wejrzenia. to co najbardziej w nim lubie - to osobowosc. i tym tlumacze to ze zakochalam sie z czasem -- musialam go poznac. zwiazalam sie z nim po 10 dniach od poznania, wiem teraz ze za szybko. Andrzej mi sie podobal, ale nie bylam zakochana, ryzyk fizyk, chcialam sporóbowac. Z czasem odkrylam w nim to ze jestem przy nim sobą, zaczelam kochac jego wlosy, oczy, rzęsy - szczegoly. On tez zaczal sie angazowac. I jakos z czasem tylko on sie liczyl, meczylam go prosbami o zapewnienie ze mnie kocha, ze bedzie moim mezem. [A TO JUZ WTEDY BYLO CHORE]. Potem kiedy on zaczal mowic ze mnie kocha na zawsze, role sie odwrocily. I tak w sekundzie swiat mi runął, a moje zycie zdominowaly rozwazania czy cokolwiek do niego czuje, czy kiedykolwiek czułam. Wątpie nawet w to czy bylam zakochana, czy sobie tego nie wmowilam, boje sie tej neurotycznej potrzeby milosci. Cholera... co ja mam robic?
konewkaa
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 14 paź 2008, 17:43
Konewko a może chodzi o to że jesteś go pewna bardziej niż siebie, tzn że wiesz że cokolwiek nie zrobisz on cię kocha, ja mam tak samo, nie doceniam tego co mam, mój facet jest wyrozumiały, cierpliwy, dobry, wiem że ma wady, jak każdy. Mam też świadomość że gdyby jemu mniej zależało, gdyby nie okazywał mi tak bardzo miłości, gdyby to on miał takie humory i gdyby to on chciał się rozstać byłabym zrozpaczona, po prostu role by się znów odwróciły. Trudno to wyjaśnić, po prostu wiem że na wiele mogę sobie wobec niego pozwolić, mam nadzieję że zrozumiałaś o co mi chodzi.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

przez konewkaa 14 paź 2008, 18:04
wiem, rozumiem bo przezywam to samo. Jakub w tamtym watku, w ktoryms poscie pytal czy przed natrectwem "kocham nie kocham" mielismy silna potrzebe zapewniania ze jestesmy kochanymi. przypomnialo mi sie ze tak mialam, rzeczywiscie. ale traktowalam to jako swoją zalete, ze niby ja tak kocham, tak sie martwie, ze ja kocham bezgranicznie. mowilam : "chcialabym zebys kochal mnie tak jak ja ciebie, po grób".
jeszcze cos zauwazylam, ze "wygodnie" mi z tym lekiem chyba. bo kiedy go nie ma, to wpadam w panike ze juz sie nie boje, wiec moze nie kocham. w sensie: tak jakby lęk, mial sie opisywac za tym ze mi zalezy, bo walcze z myslami w imię milosci. rozumiesz.
nie umiem sobie poradzic z tym ze o andrzeju moge nie pomyslec, nie tęsknić.
konewkaa
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 14 paź 2008, 22:35
ha mam tak samo, też jak uda mi się zapomnieć o jakimś natręctwie i się zorientuję że tak się stało, to zaczynam sobie przypominać, czy aby to natręctwo już przestało działać na mnie czy nie. Coś na zasadzie bolącego zęba, zamiast zostawić w spokoju to ja grzebię w nim i sprawiam sobie większy ból. Jakiaś straszna autodestrukcja, tylko czemu i skąd?
Akutualnie jestem na etapie niechęci do seksu, już kiedyś tak miałam w czasie fazy z życie w czystości, kiedy to postanowiłam (chyba rok temu) żyć w celibacie, na samą myśl o seksie robiło mi się niedobrze i wracało odczucie paniki. Teraz znów tak mam, ale chyba jest to spowodowane lękiem przed ślubem, znów pojawia się ta niechęć, taka sama jak wczoraj do narzeczonego (do jego osoby)- też tak macie?. Nie wiem czemu ale im więcej natręctw udaje mi się sobie wytłumaczyć i 'pokonać' (choćby chwilowo) to zaraz pojawia się multum nowych, tak jakbym nie mogła po prostu się cieszyć. No cóż liczę tylko na to że minie to po ślubie, bo jak nie to nie wiem co zrobię :roll:

Konewko też mam tak że lęk jest dla mnie pewnym wyznacznikiem, jakby towarzyszy mi już na codzień, wręcz trudno mi bez tego żyć, i chyba stąd się bierze moje nieszczęście, bo jak tylko z czegoś się cieszę, jak zaczynam czuć i wiem co czuję, to pojawia się jakaś myśl/lęk tak jakby chciała wszystko to zniszczyć.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Rafał9 14 paź 2008, 22:59
Kurde no niezbyt ciekawe zadanie dostałem od swojego psychologa, kazał mi codziennie przez godzine bombardować swoją głowę myślami o rzeczach, których najbardziej się boje (znaczy się jakby przyzywać wszystkie te natrętne myśli, które budzą u mnie lęki). Problem w tym, że ta sama myśl w jednym momencie jest dla mnie straszna a w innym obojętna, w jednym momencie moge bać się schizofreni (i odganiam myśli, modle się by na to nie zachorować), a zaras mam głupie myśli, że chce mieć tą chorobę (i też się zaczynam bać tej choroby). Ogólnie jak niby mam nawalać tak sobie w głowie przez godzine skoro to samo co przed chwilą mnie straszyło teraz będzie nieistotne.

Najzabawniejsze jest teraz to, że jak sobie pomyśle o tym zadaniu to dopada mnie ostry lęk i cały drże (pomyślałem o tym zadaniu, że zaczne od następnego rana - to omal co nie upadłem). Zasadniczo więc może zaczne od bombardowania swego umysłu myślami o tym
Czy będę żył jutro nie umiem powiedzieć. Jednak wiem na pewno, że nie żyję dzisiaj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
23 wrz 2008, 22:14
Lokalizacja
DG

Re: Natręctwa myśli...

przez amandia 15 paź 2008, 07:35
Rafał moja lekarka kiedyś też mi powiedziała żebym codziennie rano przeznaczała czas na myśli autodestrukcyjne - wtedy były to myśli o tym że jestem brzydka, beznadziejna i do niczego. Powiedziała że po tych kilku minutach które sobie wyznaczę na myślenie negatywne nie mogę tego robić w ciągu dnia. Mnie się nie udało, nie miałam tyle samozaparcia, no i tak jak piszesz nie umiem przywołać natręctw na zawołanie, one dręczą mnie wtedy kiedy najmniej się tego spodziewam, kiedy mam jakiąś stresującą sytuację. Ale próbować warto.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Natręctwa myśli...

przez retro 15 paź 2008, 20:49
Słuchajcie - czy strach przed schizofrenia o mehanizmie (jestem nakrecony i podswiadomie mysle o schizo. - patrze na okladke ksiazki i w tym momencie przez glowe przebiega mysl: "ta babka z okladki sie na mnie patrzy - i mowie to juz wlasciwie z przeswiadczeniem, ze na pewno mam schize albo psychoze albo cos...) to sie zalicza do natrectwa mysli? (nie mam tego, jak jestem b. zajety, wlasciwie jak zapomne o tym leku przed schizo. to w ogole tego nie mam, ale nieraz trudno sie uwolnic)
retro
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Rafał9 15 paź 2008, 23:20
Spoko ja po ostatnim wątku przeczytanym na temacie o schizie miałem dzisiaj myśli, że mam kamere w głowie ;)
Czy będę żył jutro nie umiem powiedzieć. Jednak wiem na pewno, że nie żyję dzisiaj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
23 wrz 2008, 22:14
Lokalizacja
DG

Re: Natręctwa myśli...

przez retro 16 paź 2008, 13:19
Słuchajcie - nie chciałbym naprawde nikogo straszyc, ale kisiu na dziale o schizofrenii napisal, ze to mu sie zaczelo od nerwicy natrectw... :/
retro
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do