Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Natręctwa myśli...

przez lena.lena 27 sty 2015, 22:45
Kilka dni miałam spokoju tak mnie natręctwa nie męczyły a teraz z powrotem się nawraca. Staram sie zajmować dniem codziennym ale mam ich dosyć :cry:
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Agni82 28 sty 2015, 08:29
Lena.lena mam to samo. U mnie w sobote wyjazd na dwa miesiace I wydaje mi sie ze to przez to mi sie nasililo. Dzis ostatnia sesja przed wyjazdem.a potem skypowe przez dwa miesiace. Choc boje sie tak bardzo, to gdzies w glebi serca czuje ze tam bede sie czula swietnie.
Alexandra ale brzydzi cie to, ze rodzice opowiadaja o swoich dzieciach, tzn o toalecie Itp? Czy po prostu cie wkurzaja?
life begins at the end of your comfort zone
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1271
Dołączył(a)
18 sty 2015, 22:06

Natręctwa myśli...

przez SzatanskaArcypelina 28 sty 2015, 21:34
Witam, ostatnio mam dziwne odczucia.
Brzydzę się ludźmi a właściwie to ich bliskości i dotyku, dzisiaj jak przytuliła się do mnie znajoma to ja wręcz odskoczyłam. Wyjątkiem jest tu jeden chłopak z którym aktualnie nie mam kontaktu, chodź chciałabym go odnowić. Nie rozumiem dlaczego wszyscy mnie odrzucają a on nie...
Posty
59
Dołączył(a)
19 gru 2014, 03:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Natręctwa myśli...

przez Alexandra 29 sty 2015, 01:23
Agni82, gadanie o toalecie denerwuje mnie, zwlaszcza jak np jestem u znajomych ktorzy maja dzieci i oni o tym iles razy. Wkurza mnie to, ale i brzydzi jak np pije kawe czy jem cos, a znajoma wchodzi do pokoju i zaczyna opowiadac co jej dziecko w toalecie robi i to jeszcze z takim przejęciem i zadowoleniem, ze az sie niedobrze robi. Dla mnie niektorzy rodzice sa jacyś niepowazni i bez wyczucia...zeby w ogole o tym mowic jako o czymś interesującym. Ale jak o tym sie powie, sa oburzeni, no bo przeciez nie mam dzieci to nie rozumiem ja uwazam ze jak ma sie dzieci, nie trzeba o tym w ogole mowic i informowac. I to mnie brzydzi, nie samo dziecko.
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Agni82 29 sty 2015, 07:41
Alexandra, rozumiem :smile:
Tylko rodzice niestety maja to do siebie, ze o swoich pociechach bede opowiadac bez konca. Sama jestem matka, ale jestem juz wyczulona by nie zaglebiac sie w detale na temat mego syna,bo nikogo to nie interesuje :P
Choc u ciebie to dosc Silna reakcja. A moze ty sama chcialabys miec dziecko? ;)
life begins at the end of your comfort zone
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1271
Dołączył(a)
18 sty 2015, 22:06

Natręctwa myśli...

przez Alexandra 29 sty 2015, 17:57
Ale wiesz, uważam, że to przegięcie opowiadać gościowi, ktory pije kawę o tym, że jego dziecko robi kupę... może to dla rodziców jest norma i opowiadacie o tym sobie w kuchni, przy stole, natomiast ja nie chcę tego słuchać. Uważam że jest to brak wyczucia i szacunku wobec osoby, która przyszla, a poza tym mnie to po prostu zniechęca takie opowiadanie jako czegoś interesującego.
Czy chciałabym mieć dziecko.... pewnie tak, choć musiałabym sie lepiej czuć psychicznie. Ale nie mam jakiegoś parcia dużego na dziecko. I wiem, że na pewno nie będę w ten sposób opowiadać nikomu, gdybym juz była matką. Mam mądre koleżanki, które są matkami i tego nie robią- same uważaja, że o tym się nie opowiada, bo po co?
A są takie, które uważaja, że kogoś to interesuje, a jak w jakiś sposób zasugerujesz, że ci to nie odpowiada, tlumaczą , że to dlatego, że dziecka nie masz lub może chcialabyś mieć... Nie rozumieją, że tego typu opowiadanie nie każdemu się podoba i nie każdy chce o tym słuchać.
Poza tym, tak, nie mam dziecka i nie chcę tego słuchać i jest to dla mnie nieestetyczne i odpychajace.
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Natręctwa myśli...

przez lena.lena 29 sty 2015, 18:45
Kochani wy też macie wrażenie że leki wam nie pomagaja? Na nerwice natręctw choruje już prawie 6 lat choć zdiagnozowano ją u mnie 4 miesiące temu. Zachorowałam jak miałam 15 lat i nikt nie chciał mnie wziąć do specjalisty i przez te lata wmawiali mi ze nic mi nie jest a ja sie czułam coraz gorzej. Dopiero niedawno z narzeczonym postanowilam pójść do psychiatry i dowiedziałam sie co mi jest. Brałam przez pierwsze 2 miesiące citabax 10mg po dwóch tygodniach przez dwa dni czułam się dobrze spokojnie ale potem lęki powróciły. Następnie lekarz kazał mi brać 20 mg przez tydzień przez miesiąc 30mg i 40 przez 2 tyg do kolejnej wizyty. ale nie czuje żeby mi to pomagało. duże dawki mam bo u mnie natrętne myśli są cały dzień non stop. ostatnio troche lepiej sie czuje bo byłam pare dni u narzeczonego a jestem przy nim spokojniejsza i dzięki temu forum jakoś czuje się lżej bo tu wiem że czuje się zrozumiana ale leki wcale mi nie pomagaja

-- 29 sty 2015, 18:09 --

Mam chwile paniki i myśli powróciły.Chce troche to wyrzucić z siebie i ulge mieć choć na chwile bo wiem że to zaraz wróci. męczą mnie jakieś myśli i w kółko to samo. Teraz zaczeło mnie dręczyć że we wrześniu pokłociłam się z narzeczonym o te myśli wcześniej nic o nich nie wiedział bo bałam się ze mnie zostawi przez to bo pomysli ze go nie kocham. Jak wcześniej pisałam mam natrętne myśli ze nie kocham narzeczonego ze wole chłopaka co kiedyś mi sie podobał. jak kiedyś go widziałam zaczeła sie analiza ze powinnam zostawić narzeczonego dla tego chłopaka że nie kocham nazeczonego. zaczynałam się bać i szukałam argumentów że te myśli to nieprawda że kocham mjego narzeczonego i to w kółko było tak samo. we wrześniu pokłociliśmy się o to i mieliśmy przerwe, ja byłam bardzo załamana bo nie wiedziałam już co jest prawda nie mogłam jesc nic robić cały dzień mnie to męczyło i dręczyło. chciałam po raz kolejny się upewnić ( to był czyn niekontrolowany w panice) napisałam na fejsie do tego kolegi i w rozmowie wyszło ze napisałam mu z=czy nigdy bysmy razem nie byli on odpisał ze nie. Od tamtej pory miałam straszne wyrzuty sumienia ze to zrobiłąm wymiotowałam nie mogłam sobie darować. gdy byłam spokojna bardzo załowałam nie chciałam tego, miałam natrętne myśli ze jakby ten chłopak zalatywał do mnie to bym zostawiła narzeczonego. itp. dużo tych mysli któryh nie chciałam. przez całe liceum płakałam choodziłam tego do szkolnego pedagoga ale myślałą ze ja jakaś głupia mama mnie nie rozumiała. załuje tego co zrobiłam we wrześniu. z narzeczonym wróciliśmy do siebie na początku się bał i ja też ale zaczelismy walczyć dowiedziałam się ze jednak to choroba. ale długo się bałam ze te myśli to prawda. boli to jak te myśli wracaja. nie chce ich po ślubie... ale wiem ze narzeczony to ten jedyny i dla niego warto walczyć. męczą mnie te myśli bo kocham narzeczonego a pokazują one coś innego niż ja czuje. też tak macie. napisałam dużo dlatego ze chce to z siebie wyrzucić. też tak macie? :?
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Agni82 29 sty 2015, 21:10
Lena.lena ja lekow nie biore wcale. Nie bylam u psychiatry, od razu trafilam do psychologa. Byc moze moja NN nie jest az tak straszna, albo potrafie funkcjonowac bez lekow.
Wydaje mi sie, ze kazdy, kto ma NN, meczy sie ze swoimi myslami I cos co mi sie wydaje tragedia ( moje NN) dla innych sa normalnoscia, badz smieszne. Na tym to polega. Ja to troche widze tak: przychodzi Sobie NN do Agni82 I mowi: booooooo!!!!! I Agni sie trzesie ze strachu. :D kwestia tego by nie dac sie przestraszyc.
Meczysz sie ze swoimi myslami, ale dobrze ze w tym wszystkim masz narzeczonego, ktory cie wspiera. :great: razem walczycie I dobrze. :great:
Ja sie boje raka,a nie pale, nie naduywam alkoholu, cwicze codziennie, zdrowo sie odzywiam, nie smaze sie na sloncu I pewnie jak zrobie badania to okaze sie ze mam konskie zdrowie, ale lek jest lekiem :roll:
Ty boisz sie, ze Twoje mysli, ze nie kochasz swego narzeczonego, sa prawdziwe, a pewnie za swoim wybrankiem w ogien wskoczysz.
Grunt to sie nie poddawac I walczyc. Bo walczysz o zdrowa siebie , o lepsza siebie. A o to zawsze warto ! :great:

-- 29 sty 2015, 20:13 --

Alexandra I masz do tego prawo I masz prawo wyrazic swoje niezadowolenie, jak Ci ktos tu z ksztaltem kupy wyjezdza Przy obiedzie. ;)
Znajomi sa nietaktowni I tyle.
life begins at the end of your comfort zone
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1271
Dołączył(a)
18 sty 2015, 22:06

Natręctwa myśli...

przez lena.lena 29 sty 2015, 21:18
Agni 82 ja bez narzeczonego nie potrafie żyć. Jest moja miłością taką którą sie spotyka raz w życiu. Walcze i sie nie poddaje choć są chwile że mam tego dosyć. Jak mówisz dla mnie te myśli są przerażające a dla moich znajomych śmieszne. Masz w tym racje. Tylko tutaj czuje sie zrozumiana i przez naerzeczonego i jego rodzine a inni nie rozumieja tego :cry:
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Agni82 29 sty 2015, 21:28
Bo inni nie maja NN. Moj maz tez nie rozumie, ale wspiera. On w ogole nie wierzy w psychologie ;) dla niego to prawie to samo co wrozbici :D
life begins at the end of your comfort zone
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1271
Dołączył(a)
18 sty 2015, 22:06

Natręctwa myśli...

przez lena.lena 30 sty 2015, 02:08
ja nie chce żeby te natrętne myśli były prawdą a tak bardzo dokuczaja... nie można sie na niczym skupić. czemu akurat mnie to spotkało. nie jestem taka że miałabym zostawić narzeczonego dla innego, jestem dobrą osobą. Nie chce już analizować i się bać :cry:
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Natręctwa myśli...

przez Alexandra 30 sty 2015, 18:44
Lena, tak to już jest , że te myśli są megamęczące, powodujące udręczenie psychiczne i okropne samopoczucie. Ty masz je bardzo nasilone. Wiem, że Fluoksetyna całkowicie hamuje natręctwa, nie znam tego Twojego leku.Mnie został okolo tydzień aż zacznę brać fluoksetynę. Na razie schodzę z wenlafaksyny, a ja się długo odstawia...
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Natręctwa myśli...

przez qwertys 30 sty 2015, 20:21
Witam cierpie na natretne mysli wkrecilem sobie,ze jestem pedofilem i pedalem co mnie bardzo meczy . Bylem u psychiatry ktora mi to zdiagnozowala ,przepisala mi neurotop jestem na 14 dniu brania mysli jakby troche sie uspokoily ale teraz pojawil sie prawdziwy koszmar . Gdy mijam dziecko czuje taki jakby impuls w glowie by zrobic mu swinsto oczywiscie sie powstrzymuje od tego , gdy to robie czuje jakis lek przy tym i stres i takie jakby podniecenie . Czy to tez sa objawy nn ? Prosze o odp bo juz sie martwie co sie ze mna dzieje :(
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
30 sty 2015, 11:46

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez refren 30 sty 2015, 23:33
lena.lena napisał(a):Kochani wy też macie wrażenie że leki wam nie pomagaja? Na nerwice natręctw choruje już prawie 6 lat choć zdiagnozowano ją u mnie 4 miesiące temu. Zachorowałam jak miałam 15 lat i nikt nie chciał mnie wziąć do specjalisty i przez te lata wmawiali mi ze nic mi nie jest a ja sie czułam coraz gorzej. Dopiero niedawno z narzeczonym postanowilam pójść do psychiatry i dowiedziałam sie co mi jest. Brałam przez pierwsze 2 miesiące citabax 10mg po dwóch tygodniach przez dwa dni czułam się dobrze spokojnie ale potem lęki powróciły. Następnie lekarz kazał mi brać 20 mg przez tydzień przez miesiąc 30mg i 40 przez 2 tyg do kolejnej wizyty. ale nie czuje żeby mi to pomagało.


Jeśli próbowałaś tylko jeden lek - citabax - to nie możesz powiedzieć, że ogólnie leki Ci nie pomagają. Są lepsze leki na natręctwa, powinnaś znaleźć dobrego lekarza i psychologa.

ja nie chce żeby te natrętne myśli były prawdą a tak bardzo dokuczaja... nie można sie na niczym skupić. czemu akurat mnie to spotkało. nie jestem taka że miałabym zostawić narzeczonego dla innego, jestem dobrą osobą.


Przecież nie zostawisz narzeczonego, skoro tego nie chcesz. Nie ma takiej siły, która każe Ci coś zrobić wbrew Tobie. Nie można czegoś chcieć i jednocześnie nie chcieć.

Nerwica spotyka różne osoby, zwykle bardziej wrażliwe i na pewno nie oznacza, że ktoś nie jest dobry. Choć może chcesz być dobra "za bardzo" i atakują Cię lęki czy na pewno taka jesteś.

Może z jakiegoś powodu nie masz zaufania do siebie.

Być może masz idealistyczną wizję miłości - że jedna osoba zawsze ma zajmować całą Twoją uwagę, że nie może Ci się nikt inny spodobać. A to nie tak, to że kochasz kogoś, nie znaczy, że inni już kompletnie nie będą dla Ciebie atrakcyjni, nigdy nie będą Cię w niczym pociągać - bo przecież jest dużo ciekawych, atrakcyjnych osób na świecie, wręcz w każdym można dostrzec coś interesującego. Ponieważ nie chcesz, boisz się myśleć o innych chłopakach, Twoja psychika płata Ci figla - i wprawia Cię w lęk, że chcesz być z kimś innym.

Miłość wbrew pozorom to nie jest uczucie czy pociąg do kogoś. Wiele osób może cię pociągać, mniej lub bardziej i wybierasz kogoś, z kim chcesz rozwijać relację, budować ją. Uczucia się zmieniają, ktoś cię wkurza, masz ochotę go zabić, a potem znów go lubisz. Miłość to jakaś trwała skłonność czy wybór -oparty na uczuciach, ale też na rozumie, świadomości.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3282
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: pawel12345 i 18 gości

Przeskocz do