Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez sredniowieczna_panna 06 maja 2007, 15:49
weronika napisał(a):wiesz dlaczego ja się bałam noży? bo prześladowała mnie myśl, coby było gdybym tak zabiła mame, nigdy nie chciałam nikogo zabić, ale bałam się, że mogę zwariowac i takie zeczy się przecież zdarzają, wiesz co jeszcze robiłam, miałam takie natręctwa, że przeklinałam naa oga, wyobrazsobie jakie to jest straszne dla wierzącej osoby mówić na Boga na ch..., ja cały czas myślałam , jak to się dzieje,że człowiek myśli i czy to dobrze, że mamy świadomość czy żle, miałam te mysli 24 godziny i wiesz że po lleku efectin mi wszystko przeszło?


A przerazilam sie pewnej sytuacji.
Stalam na swiatlach, czekalam na zielone i patrzylam jak jada samochody.
Wolno jechal autobus a ja sobie pomyslalam- a jakby tak noge postawic na jezdni, zeby ten autobus po niej przejechal.....az mnie wzdrygnelo...ale tak pomyslalam :/ Nie wiem nawet dlaczego.


mam to samo:( identiko:( pisałam Wam o tym pół roku temu w innym temacie ( http://www.forum.nerwica.com/viewtopic. ... c&start=45 ). Byłam raz jedyny u psychologa. Po tej wizycie było lepiej. Miałam iść do psychiatry po diagnoze i ewent leki, a potem wrocic na psychoterapie. Ale bylo mi lepiej i nie zrobilam teg. Potem za kazdym razem, kiedy cos takiego wracalo (w mniejszych natezeniach jesli chodzi o rozlozenie tego wsyztskiego w czasie, tzn jesli mialam taki "atak", to np. przez jakis czas w ciagu dnia, ale nie przez dluzszy), obeoicywalam sobie, ze poojde w koncu, a jak mijalo, to rezygnowalam. W koncu zdecydowalam sie, powiedzialam mamie, ze chce sie leczyc, ale jej reakcja mnie zniechecila (miala pretensje, ze nie biore deprimu i persenu oraz zaczela pomrukiwac, ze leczenie jest drogie i ze pewnie mam to wsyztsko z niewyspania:/). Byc moze wcale nie jest niechetna mojemu leczeniu, ale taka reakcja zniechecila mnie raz na zawsze do poruszania tego tematu...

Mam jednak taki plan, aby isc do psychiatry bez jej wiedzy (jesli bede szla prywatnie, to wyloze ze swoich oszczednosci), a do domu rzyniesc diagnoze. Jestem pewna, ze COS mi jest. Objawy wskazuja na NN, chociaz moze sie nie znam... poza tym, co stwierdzaja znajomi, przyjacieele, moj ukochany, i wspomniana pani psych, mam koszmarnie niska samoocene i jeste ogromnie wrazliwa. To mi wszytsko utrudnia. :( dlatego bardzo bardzo chce chodzic na jakas terapie-ale boje sie zaczac i czasem jestem na to zbyt leniwa-w momencie, kiedy niewiele sie dzieje, nie mysle o tym kompletnie i prowadze normalny tryb zycia. A potem to wraca. I ucieka. I taka szachownica.

Trzymam sie powyzszego planu, bo teraz jest srednio na jeża. Tzn swiadomość, że to, co sie dzieje, to nerwica, o tyle ułatwia sprawe, ze wiem, że nie jestem jakaś bluźnierczynia czy psychopatka, niemniej jednak mimo to strasznie meczy. Decyzje o tym, zeby zaczac, latwiej mi podjac dzieki temu, ze moj chlopak mnie wspiera i obiecal mi, ze pojdzie ze mna na pierwsza wizyte, tzn bedzie czekal w poczekalni.

Wydaje mi sie, szczegolnie gdy czytam Wasze posty, ze ze mna jeszcze nie jest tak zle. Ale gdy przypomne sobie, co sie ze mna dzialo w listopadzie i gdy mam swiadomosc, ze to moze wrocic.... szczegolnie, ze z tego, co mi wiadomo, takie rzeczy moga wrocic w sporym nasileniu, kiedy bede w ciazy lub bede miec male dziecko. W sensie, ze bede sie ogromnie bala, ze zrobie mu krzywde. A chcialabym do tego czasu juz byc "czysta" od nerwicy.

Ostatnio to wsyztsko dotyczy sfery religijnej. Dlatego mecza mnie troche niedziele... Kiedy ide do kosciola na msze, to nie potrafie sie skoncentrowac, a jesli juz probuje, to zawsze mnie cos rozprasza i pojawiaja sie jakies beznadziejne obrazliwe mysli. Kiedys sposobem na takie rzeczy bylo tupanie i wbijanie paznokci w reke (bol odwracal uwage od mysli). Teraz mysle "nienawidze siebie!" albo "nie cierpie tego/siebie!" i to jest jedyny sposob, juz taki mechaniczny, na odgonienie tych mysli. Przykro mi bardzo z tego powodu, bo dlaczeo cos takiego ma sie dziac w kosciele? wychodze z mszy pelna zawodu sobą:( mysle, ze jestem taka beznadziejna, bo znowu mi sie nie udalo normalnie w tej mszy uczestniczyc. tzn wiem, ze to nerwica, nie moj grzech, nie jestem temu winna, ale mimo wszytsko czuje sie do dupy:(

w ogóle mam wrazenie, ze wiele rzeczy robie zle zle zle:( ze pojde do piekla :( zabija to szczescie, ktore mi sie przytrafia:( jestem z tego powodu z sporym dolku od okolo 2 dni:( mam ochote zawinac sie w koc po uszy, schowac sie do kąta i przeleżeć tam cały czas...

Boje sie, ze natretna mysla spowoduje czyjs wypadek. Moja siostra leci niedlugo do Turcji i wiem, ze bede sie w taki sposob bac, ze ona spadnie. Bo juz tak bylo, kiedy leciala do Egiptu pol roku temu.:( tzn tak samo sie balam

nie moglam sie w ogole modlić, bo cały czas mi jakieś wulgaryzmy do głowy przychodziły... no i codziennie potrafiłam godzinami klęczeć i sie modlić tak, aby w końcu cały pacierz zmówić bez innych myśli...


O_O
to tez jest objaw nerwicy?
rany julek, a ja zawsze myslalam, ze jestem jakas powalona, ze nie potrafie sie skoncentrowac, ze jestem taka beznadziejna, ze sie skupic na prostej modlitwie nie potrafie, i zawsze spowiadalam siez tego, i zawsze tak strasznie wstyd mi za to....
Ostatnio edytowano 06 maja 2007, 18:46 przez sredniowieczna_panna, łącznie edytowano 1 raz
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

przez cinnamon_inspiration 06 maja 2007, 16:38
Ja mam pytanie co wam radza wasi terapeuci na to?> Bo tez tak mam, jak sie modle to mam czasem wulkgarne mysli, czasem cos mi kaze sobie wyjsc na ulice pod tramwaj (oczywiscie nie slysze nic, to taki przymus tylko).

Jakie na to lekarstwo?

Super, wyleczylam depresje teraz bede miala nerwice natrectw?:D
Posty
273
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:18

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez cheyenne 20 maja 2007, 20:43
Witam! Jestem tu całkiem nowa. Cieszę się, że znalazłam tą strone. Już myślałam, że tylko ja jestem inna i nikt więcej nie ma takiego problemu.

Od dawna prześladują mnie natrętne myśli a najcześciej są one bardzo brutalne i makabryczne. Kiedyś myślałam, że jestem pesymistką i dlatego zawsze widzę tylko czarną stronę jakiegoś możliwego zdarzenia. Przy prawie każdej sytuacji mam "wizję" jakiegoś nieszczęścia np. wylany przez przypadek wrzątek na twarzy mojej małej siostrzyczki albo moje połamane kończyny przy upadku. Brr.. aż mnie wszystko boli.

Żeby tego było mało to często wyobrażam sobie, że robię komuś krzywde. Nawet bliskim. Boję się, że kiedyś zrobie to naprawde. Czasem na uczelni ktoś tak mnie wkurza, że już widzę jak wbijam mu długopis w oko albo rozwalam twarz na ścianie. Obawiam się, że to nie jest tylko natrętna myśl, ale moje pragnienie i kiedyś się nie powstrzymam. Wiem, jestem jakąś okropną psychopatką.

Był też taki okres, że w moich myślach pojawiały się wyzwiska w stosunku do Boga. Zwłaszcza kiedy się chciałam pomodlić. To było tak jakby ktoś siedział w mojej głowie i nic na to nie mogłam poradzić. Myślałam, że jestem opętana. Prosiłam Boga żeby mnie od tego uwolnił bo dłużej już nie mogłam tego znieść. Przeszło mi i mam nadzieję, że już nie wróci.

pozdrawiam wszystkich
I am a machine
No longer living, just a shell of what I dreamed
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
20 maja 2007, 19:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nerwica a obsesyjne myslenie...

Avatar użytkownika
przez visine 26 maja 2007, 20:57
hej
chcialam zapytac czy ktos z was ma moze jakies obsesje ktore powoduja u was leki.....
ja np mam taka sytuacje ze.... kiedy moja kolezanka wyskoczyla z okna i zgniela na miejscu. jakis rok temu tak mi sie to wkrecilo w glowe ze prawie ciagle o tym mysle. wlasnie od tego mialam 1 atak paniki. boje sie tych mysli. nie chce ich..... strasznie sie od tego denerwuje. w tym momencie tez...... ;(( jak sie tego pozbyc z glowy??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
09 maja 2007, 11:25

Pomóżcie mojemu przyjacielowi...

przez anusia 27 maja 2007, 12:28
Mój Przyjaciel ma wielki problem, każdego dnia przychodzą do jego głowy różne natrętne myśli, których nie może się pozbyć. Gdy widzę jak się tym martwi, robi mi się bardzo smutno, tak bardzo chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie wiem jak. Jest to bardzo dobry i wrażliwy człowiek, zawsze mogę na niego liczyć. Piotrek ma takie chwile, że czuje się samotny i nie potrzebny, boi się depresjii i tak bardzo chciałby sie wyleczyć. Proszę was o pomoc, doradźcie mi co mogę dla niego zrobić, by ulżyć jego cierpieniu...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

przez qlka 27 maja 2007, 17:05
anusia, powinnaś go namówić na wizytę u psychologa bądź u psychiatry. Najlepiej żeby wybrał się tam jak najszybciej, bo im dłużej będzie się z tymi myślami męczył tym dla niego gorzej! To nic strasznego.Nie ma na co czekać, dobrze,że ma kogoś takiego jak ty, kto go wspiera.
Pozdrawiam i powodzenia!
" Zblaknie twój fantastyczny świat, zamrą, uwiędną twoje marzenia i osypią się jak żółte liście z drzew..."
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 maja 2007, 12:04
Lokalizacja
Polska

przez Pstryk 27 maja 2007, 21:40
Cierpię na halucynacje. Nie zdarzają się często, ale zawsze bardzo mnie zaskakują. Od dłuższego czasu non stop o nich myślę. Analizuję każdy szczegół z przed napadu. Czy mogę w jakikolwiek sposób przewidzieć, że to nastąpi. Zauważyłam, że cały czas jestem spięta, zestresowana, zaniepokojona. Tak jakbym na coś czekała - na coś czego się obawiam, ale nie wiem kiedy i z jakiego kierunku to nadejdzie... i gdzie mi się przydarzy. Na ulicy? Podczas prowadzenia auta? W sklepie? W pracy? Na plotkach u koleżanki?
Zadręczam się ciągłym myśleniem o tym. Nie potrafię się na niczym innym skoncentrować. Właściwie to boję się czymś innym zająć uwagę, żeby nie tracić kontroli.
Pstryk
Offline

przez anusia 28 maja 2007, 16:32
Więc co możesz doradzić mojemu przyjacielowi? Proszę pomóżcie...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

przez Pstryk 28 maja 2007, 16:38
Anusia dołączam się do Qlka. Nerwica natręctw to poważna choroba. Powinnaś z nim porozmawiać n/t wizyty u specjalisty, jak trzeba (za jego zgodą) umówić go na wizytę i pójść z nim. Spróbuj mu uświadomić, że to co się z nim dzieje jest choroba, na którą cierpi mnóstwo ludzi, że nie ma się czego wstydzić i nad czym zastanawiać bo sami nie dacie sobie z tym rady. Powodzenia
Pstryk
Offline

przez anusia 28 maja 2007, 16:42
Dzięki wielkie, ale on już chodzi do specjalisty. Bierze leki, i najważniejsze wierzy, że się wyleczy...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

przez Pstryk 28 maja 2007, 17:35
No to pozostaje cierpliwie czekać na efekty. Nic na siłę. To, że chodzi do lekarza i chce sobie pomóc to najważniejsze. Teraz bądź przy nim ale go nie poganiaj.
Dziubki
Pstryk
Offline

przez robson 30 maja 2007, 15:15
Czesc. Ja tez jestem nowy. Chayenne bardzo Ci współczuje tych mysli. Ja tez mam nerwice natrectw myslowych. Rozpoznałem ją sam. Choruje od 2001 roku. Początkowo moją chorobę rozpoznano jako zespół paranaoidalny. Byłem pare razy w szpitalu. Moje natrectwa są ze mną 24h/dobę. Najbardziej charakterystycznym ich objawem jest to , ze musze stale myslec. O czymkolwiek. Nie mogę przestac myslec nawet na minute. Pozostałością po pierwszym ataku choroby jest to, ze mam w głowie wciąż muzykę. To tak jakby ktos wszczepił mi odtwarzacz mp3 do muzgu, a on nigdy nie przestaje grac :( No ale to są drobiazgi. Najgorsze są mysli, które spadają na mnie jak grom z jasnego nieba. Ja to nazywam psychozami. W ułamku sekundy w mojej głowie rodzą sie zdania typu:"moja dziewczyna mnie zdradza", albo "moj brat wsadził mnie do szpitala". Ja sam w to nie wierze, ale jakas czesc mojego muzgu, kaze mi o tym rozmyslac. Wiem, ze moja dziewczyna jest mi wierna, a moj brat jest dla mnie najblizszym przyjacielem jakiego mialem przez ostatnie 6 lat. Pomogł mi walczyc z chorobą i nie raz dodawał mi nadziei. Pozatym jest wiele w mojej głowie mysli, których jednak nie chce przytaczac , sa zwiazane np. z seksualnoscia. Wierze jednak w Boga i jest we mnie jakies uczucie, które kaze mi miec nadzieje, ze bedzie lepiej. Mimo choroby studiuje na politechnice i wciaz robie jakies kroki na przód.
Nie chce zanudzac, pozdrawiam wszystkich i zycze zdrowia.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez cheyenne 30 maja 2007, 16:23
Witaj Robson!
Nikogo nie zanudzasz. Pisz jak najwięcej. Napisałam tylko kilka postów, ale już czuję wielką ulgę, że wreszcie to z siebie wydusiłam. Nikomu wcześniej nie mówiłam o tym co się dzieje w mojej głowie. Poza tym tu są osoby, które zrozumieją.
Jednym z moich problemów jest wręcz chorobliwa nieufność. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z NN. Wciąż wydaje mi się, że nikt mnie nie lubi i że wszyscy na moimi plecami śmieją się ze mnie. Nikomu nie mogę ufać bo wydaje mi się, że każdy próbuje mnie w jakiś sposób wykorzystać i nikt nie jest szczery. Przez to jestem strasznie nieufna. Buduję mur wokół siebie i nikomu nie pozwalam sie zbliżyć. Jestem agresywna w stosunku do każdej nowopoznanej osoby. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
20 maja 2007, 19:08

przez robson 30 maja 2007, 22:14
Chayenne rozumiem Cie doskonale... Ja sie ze swoja chroba nie ujawniam. Mówie tylko zaufanym przyjaciolom. Wiesz wogóle mam malo kontaktów z ludzmi. Bo gdy jestem sam to mam mniej objawów tej choroby. Najgorzej jest wsród ludzi... Jesli chodzi o leki to mam mieszane odczucia z przewaga na negatywne. Co prawda gdy brałem Anafranil, Asentre i zalaste na raz nie mialem az tylu natrectw. Ale to skutki uboczne sa chyba jeszcze gorsze niz sama choroba. Powoduja u mnie zamkniecie sie na swiat, mam problemy z nawiazaniem jakichkolwiek kontaktów. Po lekach spie nawt przez pół dnia. I takie uczucie, nie wiem czy ktos je mial, ze nie ciężko mi się rozmawia z druga osoba. Pozatym przyrost wagi i zmeczenie fizyczne. Duzo by tu jeszcze wymieniac, ale to z grubsza główne u mnie skutki leków. Teraz biore mała dawke zalasty i pernazyny i jakos od pazdziernika sobie radze.

Piszesz

Jednym z moich problemów jest wręcz chorobliwa nieufność. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z NN. Wciąż wydaje mi się, że nikt mnie nie lubi i że wszyscy na moimi plecami śmieją się ze mnie. Nikomu nie mogę ufać bo wydaje mi się, że każdy próbuje mnie w jakiś sposób wykorzystać i nikt nie jest szczery. Przez to jestem strasznie nieufna. Buduję mur wokół siebie i nikomu nie pozwalam sie zbliżyć. Jestem agresywna w stosunku do każdej nowopoznanej osoby. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Sad


Wiesz to musi byc straszne odczucie. Ja takich objawów nie mam, chociaz mnie z kolei czasem sie wydaje ze jak ktos na mnie spojrzy to od razu widzi we mnie człowieka nienormalnego. Nie wiem czemu tak jest. Czasem wydaje mi sie ze powiem cos co wskazuje jednoznacznie na chorobę psychiczna. Potem musze z tym walczyc i wmawiac sobie ze tak nie jest.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do