Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Lariana2 09 sie 2010, 21:27
Tylko że ja się tego nie boję ,np. tych wizji . Wręcz traktuje to czasem jako rozwiazanie może moich problemów - uderzy we mnie auto- pójde do szpitala i poleze sobie pare miesięcy itd.
Raczej nie robię nic. Przestałam sama próbować rozwiązywac to . Czytam ksiazkę o Wpywie rodziców na różne nasze zachamowania itd.
https://mojeinteligo.pl/konkurs/index.php5?id=praca&wid=1028#
https://mojeinteligo.pl/konkurs/index.p ... a&wid=1028
Avatar użytkownika
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
22 gru 2009, 22:00

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Sian 10 sie 2010, 03:49
Ja mam stwierdzoną nerwicę natręctw od 7 lat, jednak standardowo, tak jak większość z ludzi cierpiących na to zaburzenie, wkręcam sobie schizofrenię. niby z jednej strony zdaję sobie z tego sprawę, ale z drugiej ciągle się obawiam i analizuję.

Długi czas miałam natrętne myśli dotyczące tego, że zrobię krzywdę mojej mamie, z którą mieszkam i która jest dla mnie jedyną rodziną. Pozbyłam się tych myśli dzięki temu własnie forum. Ale w zeszłym roku podczas zasypiania, pomyślałam sobie: "jak strasznie byłoby się zacząć bać własnej mamy" no i się zaczęło...Nie mogłam sobie przestać wyobrażać że boję się mamy, analizowałam to co czuję gdy na nią patrzę i wkręcałam sobie ten strach. Kilka dni temu te myśli znowu do mnie powróciły:/

Zaczęło się od tego że mimo tego, że byłam bardzo zmęczona, nie mogłam zasnąć. Czułam jakiś intensywny niepokój, olbrzymi strach. W jednym momencie wnętrzności zaczęły mi się skręcać, mięśnie nóg trząść, miałam szczękościsk. Doskonale znam to uczucie - oznacza u mnie nawrót nerwicy. Nie mogłam zasnąć, nie potrafiłam nawet konkretnie określić czego się boję. Tak jakby coś nie pozwalało mi zasnąć. I znowu przypomniało mi się piekło przez jakie przechodziłam niespełna rok temu a miało to związek z tym że wciąż wyobrażałam sobie że boję się mamy i chłopaka.

Wkręciłam sobie że może nie mogę zasnąć bo naprawdę uwierzyłam że mama mnie skrzywdzi a to powodowało że jeszcze bardziej panikowałam i o spaniu nie było mowy. Wybrałam się do mojej lekarki, czuję się nieco lepiej, dzięki xanaxowi. Na codzień mam zażywać Trittico. Jednak ciągle się obwaiam, że może to nie są natręctwa tylko moje urojenia? Momentami po prostu mam wrażenie że jestem na granicy obłedu i boję się, że następnego dnia się obudzę i naprawdę będę się bała mamy, że stracę nad sobą kontrolę.

Przeraża mnie to, że w ogole o tym myślę, przeceiż niby wiem że to absurdalne, że mama mi coś może zrobić, a jednak się boję i do tego stopnia to analizuję, że momentami już nie wiem czy to jest tylko moja wyobraźnia czy zaczynam świrować..Boję się, że przez to zmienię stosunek do mamy, która jest jedyną bliską mi osobą na tym świecie... Dlaczego takie straszne myśli w ogole pojawiają się w mojej głowie? Czasami ciężko jest już znaleźć siłe na walkę z samym sobą:/
pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
131
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 15:54
Lokalizacja
Wrocław

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 10 sie 2010, 12:21
didol, Jak mozesz mieć siłe do walki skoro sama z tym jesteś. Sama napisałaś,że mama jest najbliższą osobą, którą masz. W obawie o jej utratę możesz mieć takie jazdy. To są emocje, sama nie zrozumiesz co powoduje takie natrectwa myśleniowe u Ciebie. Wiec sie zastanawiam dlaczego nie rozpoczniesz terapii.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

przez mary890 20 sie 2010, 11:10
hej, witam!
znalazłamto forum szukając pomocy bo juz nie wiem jak sobie pradzic. w
sumie to nie wiem za bardzo od czego zaczać. mam 20 lat i od jakiegos
czasu nie opuszczaja mnie czarne mysli i lęk przed nimi, te mysli sa tak
straszne ze czasami boje sie samej siebie. nie wiem jak sobie z tym
poradzic, przyjmuje leki uspokajające ale jest mi strasznie ciezko.
wszystko zaczelo sie pobytu w szpitalu kiedy to strasznie bolal mnie
brzuch, wykonano na mnie serie badań bardzo niemilych ktorych nigdy mi
nie robiono, doswiadczylam okrutnosci naszych lekarzy ktorzy sa
straszni, od tamtej pory mimo ze zrobiono mi badania nie zdiagnowzowano
dlaczego mnie boli bo badania wyszly w porzadkua mnie denerwuje ze dalej
brzuch mnie boli. nie mam kompletnie apetytu choc wiem ze powinnam jesc
ale czasem poprostu czuje ze zwymiotuje jesli zjem wiec boje sie zjesc,
teraz wrocil moj chlopak ktory przez 3 m-ce byl na morzu, bardzo mnie
kocha i wiem ze chce dla mnie jak najlepiej ale za kazdym razem gdy sie
z nim spotykam skreca mnie z bolu, a gdy zaczyna mnie skrecac to
obwiniam siebie ze to moja wina bo czyms sie denerwuje i sama nie wiem
czym, czuje ze go zawodze i wszystkich wkolo, przez to wszystko nie
zaliczylam do konca sesji, teraz czekaja mnie we wrzesniu zalegle
egzaminy ale boje sie ze nie podolam im, ze znow bedzie mnie bolec a
przez co nie bede jesc i znow doprowadze sie do strasznego stanu w
ktorym bylam, czasami czuje sie lepiej i wszystko jakby przechodzilo i
mysle sobie ze w koncu uporalam sie z tym wszystkim ale przychodzi taki
moment ze poprostu wszystko traci dla mnie sens, ze nie wyjde z tego.
czasem czuje sie jak wariatka ktora nie potrafi sobie poradzic z
problemem a wiem ze kiedys sobie ze wszystkim radzilam i przez to
pojawia sie u mnie poczucie zawodu i beznadziejnosci, takiej cholernej
bezradnosci, nie mam ochoty na nic, nic mnie nie cieszy, najchetniej bym
lezala tylko w lozku nie rozmawiala z nikim. nie mam ochoty nawet czasem
spotkac sie z chlopakiem i pozniej obwiniam sie ze go zranilam a bardzo
tego nie chce. sama juz nie wiem co mam ze soba zrobic a czuje sie
jakbym wszystkich wkolo ranila, nie chce tego, wczoraj bylam u
psychiatry gdyz od jakiegos czasu do niego chodze ale drazni mnie bo nie
potrafi mi pomoc jedynie zmienia mi tabletki prawie co tydzien i za
kazdym razem gdy do niego ide mam wrazenie ze wogole slucha i ma to w
dupie bo siedzi nie patrzy sie na mnie i rysuje w zeszycie koleczka,
pobazgroli cos w mojej karcie i wypisuje nowa recepte, wygalasza swoje
teorie ze po co ja tyle mysle. wczoraj powiedzial mi ze to moze ja cos
nie tak robie albo robie cos wbrew samej sobie i o tym nie wiem i
dlatego to sie uzewnetrznia w postaci tych boli brzucha, tylko nie
powiedzial mi co ja moge robic zle a potym jak powiedzial ze robie cos
wbrew sobie pojawily sie u mnie najpierw straszny gniew, ze co mam niby
rzucic studia na ktore marzylam sie dostac albo rzucic chlopaka ktory
mnie tak bardzo kocha i ktorego tez kocham?potem zaczelam sie nad tym
zastanawiac i wystraszylam sie ze moze ma racje i tylko ranie chlopaka,
ze moze tak naprawde nie chce z nim byc a oszukuje siebie, ale przeciez
tyle chwil z nim cudowny spedzilam i na nim moge polegac jak na nikim
innym, jest mi z nim dobrze. ta mysl doprowadzila mnie do okropnego
stanu, wpadlam w histerie i nie moglam przestac plakac, nie wiedzialam
juz co mam robic i strasznie bolal mnie brzuch. naprawde bardzo staram
sie z tego wyjsc ale czasem wydaje mi sie to bezsensu bo wszystko co
robie w pewnym momencie upada i powraca straszny stan. prosze pomozcie mi
jakos, poradzcie cokolwiek. :( :( :( :(
czekam i z góry dziekuję za odpowiedz
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
20 sie 2010, 09:14

Re: Natręctwa myśli...

przez marciatka 20 sie 2010, 21:22
mary

Po pierwsze- zmień psychiatrę. Nie ma sensu marnować i tak zszarganych nerwów na człowieka, co do którego masz zastrzeżenia.

Powiem tak. Ja miałam podobny problem, tylko jak miałam 9 lat to się zaczęło. Bolał mnie brzuch z lewej strony, wymiotowałam, miałam ataki drgawek. Przerażeni rodzice wozili mnie po lekarzach, a lekarze chcieli mnie wpakować do szpitala i robić dużo badań. Rodzice nie chcieli ryzykować, byłam małym dzieckiem, a zalecane badania były bardzo inwazyjne.
Zawieźli mnie do lekarza irydiologia, który powiedział, że te dolegliwości związane są z nerwicą.
Od tej pory uczyłam się radzić sobie ze strachem, czasami brałam persen, na ukojenie nerwów.

Dlatego być może rozumiem, co czujesz (do tego też mam 20 lat).
Mam coś takiego, że jak tylko zaczyna mnie boleć brzuch, to zaraz panikuję, zapętlam się w tym strachu i koncentruję na bólu, co, jak można się domyślić, tylko go potęguje. Jednak jak się sobie przyjrzałam, zauważyłam, że sama się nakręcam. I bardzo staram się nie denerwować.
Zajrzyj może do wątku o częstym siusianiu. Mówię serio, bo Twój problem, choć nieco inny, ma podobne podłoże i mechanizm działania ;)

Myślę, że powinnaś spróbować uświadomić sobie, że brzuch Cię boli przez to, że się denerwujesz. Jak poczujesz, ze znowu ten łobuz zaczyna Cię boleć, spróbuj zrobić tak (mi to bardzo pomaga):

połóż się na plecach albo usiądź na łóżku
zamknij oczy
i zacznij oddychać: podczas wdechu licz w myślach do czterech, zatrzymaj powietrze (też na cztery chwilki), wydychaj również na cztery i znów zrób pauzę, tym razem bez powietrza (również na cztery)
powtórz to tyle razy, aż skupisz się całkowicie na liczeniu oddechów, poczujesz się lekka, będziesz czuła tylko odżywcze powietrze w sobie ;)

Jakbyś nie dawała rady liczyć do czterech, licz do trzech.
To bardzo pomaga na stres i nakręcanie się.
A kiedy brzuch będzie bolał Cię przy Twoim chłopaku, poproś go, żeby Ci go pomasował, delikatnie i powolutku, tak, żebyś mogła skupić się na jego dotyku. Może też gładzić Cię po głowie, tulić, kołysać na kolanach... On naprawdę ma w sobie trochę magicznej mocy, żeby Ci pomóc. Poprzez czuły dotyk istoty dają sobie energię ;)
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
13 sie 2010, 18:37

Re: Natręctwa myśli...

przez anitka2610 23 sie 2010, 12:54
:why: WITAJCIE !!!! CHCIAŁA BYM SIE Z WAMI PODZIELIĆ Z MOJĄ CHOROBĄ Z KTÓRA ZMAGAM SIE OD WIELU LAT,BRAŁAM LEK FEVARIN POMAGAŁ.NOWY EPIZOD ZACZĄŁ SIĘ U MNIE SIĘ PRZED ŚLUBEM !!MIAŁAM SILNY WEWNĘTRZNY LĘK CZY KOCHAM MOJEGO NARZYCZONEGO,STWIERDZIŁAM ŻE JEST BRZYDKI I ZACZĘŁAM SIĘ W NIEGO WPATRYWAĆ I WYSZUKIWAĆ WADY !!!! TO STRASZNE,NAWET JAK GO NIE WIDZIAŁAM OBSESYJNIE MYSLAŁAM O NIM, JEGO OBRAZ MIAŁAM PRZED OCZAMI I DO TEGO NIEPOKÓJ,LĘK.ALE MIM O TEGO WYSZŁAM ZA MĄŻ ZA NIEGO .JESTEM TERAZ W CIĄŻY I NIEMOGE PRZYJMOWAĆ ŻADNYCH LEKÓW,TAK MI LEKARZ POWIEDZIAŁ!!! I MUSZĘ SIĘ MĘCZYĆ!!!!PO SLUBIE MIAŁAM JAKIŚ CZAS SPOKÓJ ALE MYSLI POWRÓCIŁY I NIE DAJĄ MI ŻYĆ.MYSLAŁAM ZEBY MOJEGO MĘŻA OPUSCIĆ,GDYŻ JUŻ W TEJ NIEPEWNOŚCI NIE WIEDZIAŁAM CZY TO OD TEJ CHOROBY CZY NAPRAWDE TAK SĄDZE!!!!MÓWIĘ WAM ISTNA MĘCZARNIA!!!!ZOSTAŁAM TERAZ SAMA Z TYM PROBLEMEM!!!LEKARZ POWIEDZIAŁ ŻE MI W NICZYM NIE POMOŻE!!! PRZEPISAŁ RELANIUM I TO WSZYSTKO .PORADCIE CO MAM ROBIĆ,CZY KTOŚ MIAŁ TAKIE OBJAWY PODOBNE DO MOICH?POZDRAWIAM
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
23 sie 2010, 09:54

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez polo 23 sie 2010, 21:02
Anitka-na obsesje, natręctwa najlepsze są ssri lub (i) terapia poznawczo-behawioralna. Jesli ssri u Ciebie odpadają, to może pomyśl o krótkiej terapii. Niektórym na natręctwa już 8 sesji pomaga, jeżeli trafi się dobry terapeuta, a twój stan nie jest ciężki (u mnie niestety trwalo to dluzej i konieczne byly leki dodatkowo).
Relanium tylko doraźnie działa.

[Dodane po edycji:]

Mary-Marciatka bardzo dobrze Ci radzi-najważniejsze to nie zapętlać się w strachu,w myśleniu o nim czy o bólu(chociaz wiem ze latwo powiedziec, trudniej realizowac).
Może poza psychiatrą pomyśl o terapii też.
trzymsie.pl - zapraszam na bloga o ukończonej drodze wyjścia z nerwicy (objawy wegetatywne, lęki i natręctwa), piszę tam jako paolo jones, z chęcią odpowiem na pytania
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
21 gru 2009, 23:15
Lokalizacja
Kraków

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez Bartek2230 23 sie 2010, 22:01
Ja już nie mam siły, po prostu jestem tak wykończony że nie chce mi sie żyć. Mam mase natręctw w wieku 15 lat, czy to normalne?
np. musze jak sie kąpie 20 razy ochlapać wodą głowe
Nie używam liczb takich jak: 13, 16, 26, 113 nie mam pojęcia dlaczego, po prostu nie moge ich użyć
Jak kłade sie spać musze mieć ułożone wszystko tak samo jak coś jest nie na miejscu to nie usne
boje sie że nie usnę, spanie to dla mnie najgorsze co może być, zawsze mam myśl że nie usne już do końca życia i będę wiecznie chodził zmęczony
wymieniłem tylko kilka bo jakbym miał wymieniać wszystko to bym z 3 godziny to pisał.
Najgorsze jest to że mama nie chce mi uwierzyć, kiedy jej mówie że coś jest ze mną nie tak to mówi że sobie to wmawiam i nie jestem żadnym świrem, próbowałem sie zabić? można tak powiedzieć.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, czuje sie jak jakiś wariat, a najwspanialsze lata mojego życie mi uciękają...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
23 sie 2010, 21:52

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez polo 23 sie 2010, 23:07
jak ja mialem 14-15 lat to u mnie wszystko się zaczynalo, a dopiero w wieku 23 lat uporalem sie z tym. Ale nie dlatego że tyle to ma trwac tylko przez niewiedzę co się ze mną dzieję i przez fakt, że nikt nie skierowal mnie na wlasciwe leczenie (po drodze zaliczylem 2 letnia psychoanalize np zupelnie niepotrzebnie). Przez 4 pierwsze lata (do 18stki)wogole nie wiedzialem że to co się ze mna dzieje to natrectwa. Także jak ty już wogole masz swiadomość, że jestes chory to duzo. Zgłoś się do dobrego psychiatry (moze leki beda niezbedne) plus zapisz na terapie poznawczo-behawioralna i nawet w niecale pol roku masz szansę się z tym uporac;trzymam kciuki
trzymsie.pl - zapraszam na bloga o ukończonej drodze wyjścia z nerwicy (objawy wegetatywne, lęki i natręctwa), piszę tam jako paolo jones, z chęcią odpowiem na pytania
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
21 gru 2009, 23:15
Lokalizacja
Kraków

Re: Natręctwa myśli...

przez brokenwing 23 sie 2010, 23:55
Wyłania mi się ,już, od kilku dni kształt myśli .
Kiedyś już była -Zaczynam być przekonany ,że zostałem źle zdiagnozowany .Że to nie depresja tylko schizofrenia o łagodnym przebiegu .
Już mam pewność ,że ta myśl będzie mnie nawiedzała wiele razy dziennie przez wiele tygodni ,może miesięcy .Ciekawe czy nie zwariuje od niej?
brokenwing
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 26 sie 2010, 10:10
Często nachodzą mnie myśli . O tym co się stanie moim bliskim , że ktoś zginie , lub straci pracę . Kiedyś bardzo to przeżywałem , jednak teraz zdaję sobie z tego sprawę ,że to nie zależy o czym myślę . Przestałem sobie głowę zawracać ,rzeczami na których nie mam wpływu . Kiedyś na przykład myślałem o kupcach z KDT jednak zdałem sobie sprawę ,że nie mam na to wpływu i nie mogę zawracać sobie głowę rzeczami co mnie nie dotyczą . :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16548
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 26 sie 2010, 10:20
U mnie potrzeba bodźca, żeby się pojawiły- nie zawsze, chociaż zwykle.
Facet nie odbiera telefonu - nie kocha mnie, zaćpał, zachlał (nie, nie mam podstaw), coś się stało i tak dopóki nie odbierze, będę łazić nerwowo jak debil, bo inaczej by mi rozsadziło mózg. Bardzo często w kontaktach z ludźmi mnie to spotyka - powiedzą coś, co mnie zastanowi lub zrani a potem przez niewiadomo ile czasu to przeżywam, analizuję i nie mogę skończyć. Nie wspominając już o tym jak często myślę, czy to, co robię (jeśli coś robię) ma jakikolwiek sens.
Nie wiem czy to już można nazwać natrętnymi myślami, ale upierdliwe, monotonne i dołujące one na pewno są.
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Online
Posty
7325
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Natręctwa myśli...

przez marciatka 27 sie 2010, 18:33
Są okropne, dla mnie szczególnie te z wyrzutami sumienia. Jak zdarzy mi się zrobić coś nie tak, to okropnie długo tego żałuję, stresuje mnie najmniejsze wspomnienie tego. Za to jak ktoś mnie skrzywdzi, bardzo szybko o tym zapominam i wracam po tym do normalności. A jak mi się zdarzy zawinić (chociaż oczywiście, jak wiele osób z nn, staram się być "idealna"), mam zupełnego świra na tym punkcie, wałkuję to, chociaż potwornie mnie to boli i strasznie stresuje, aż nie mogę się czasem uspokoić.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
13 sie 2010, 18:37

Re: Natręctwa myśli...

przez izabelka20s 27 sie 2010, 19:47
witajcie! ja już biorę leki 2 tyg ludzie pisza ze tyja okropnie ja natomiast odwrotnie, schudłam juz 4 kg i nadal jestem w leku i okropnym stresie, jak narazie żadnej poprawy;/ a wam jak idzie??
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 cze 2010, 23:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do