Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 22 cze 2010, 01:35
To co piszesz,Księżniczka,o tym,że natrętne obrzydliwe myśli ustępują,gdy przestaje Ci na kimś zależeć to prawda.Cierpienie zawsze(tylko i wyłącznie)wiąże się z jakimś przywiązaniem.Też tak mam.Tej obserwacji ja sam nie odkryłem,przeczytałem o tym w książce Anthony DeMello "Przebudzenie".I to się potwierdza.Tam w ogóle jest opisanych w bardzo wiele takich błędów myślowych i mechanizmów neurotycznych.Bardzo przystępnie i jasno.Coś dla poszukujących.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Natręctwa myśli...

przez izabelka20s 22 cze 2010, 13:24
byłam juz u dwoch psychologów (przed testami), mimo tego ze powinni wiedziec o tym bardzo duzo gdyz pracuja z takimi ludzmi to zero podejscia do sprawy uslyszalam od jednego i drugiego "masz przerabane"
Tu faktycznie macie całkowita racje, ze mija jak przestaje zalezec.u mnie jest tak ze niestety nie mija do konca ale wystepuje w mniejszym nasileniu. Bardzo kocham chl i bedac z nim i cudownie spedzajac chwile to dla mnie jest to meka i im bardziej on sie stara zeby bylo wspaniale mnie ogarnia przerazenie, ze i tak zaraz umre wszystko nie ma sensu, ze jest tak wspaniale a ja zaraz to strace :( :(
a Wam od jakiego momentu sie to zaczeło był taki przelom jakis?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 cze 2010, 23:38

Re: Natręctwa myśli...

przez piece_of_sky 22 cze 2010, 18:03
Księżniczko, mam tak samo w momencie, gdy przestaje mi na kimś zależeć, czuje sie taka "wolna" odmyśli. a Jeśli już zależy to oczywiście co chwile myśli, a czy mu sie nic nie stanie w drodze z pracy, czasem nie moge poświęcic sie obowiązkom, bo mysle o tym czy nie bedzie miał wypadku.
Zmienne nastroje też miewam, ale juz staram sie je w miare kontrolowac, jeśli cos nagle mi sie nie spodoba, albo przyjdzie taki przysłowiowy kilkuminutowy "dół", staram sie go jakoś olac i pomyśleć "przecież przed chwilą wydawało Ci się, że Twój świat jest idealny"
Najgorsze co mnie denerwuje, to to, że nie moge robić to co kocham, bo w pewnym momencie przychodzi myśl, że mi sie nie chce, ze po co ja to robie itp. A za kilka dni, znów świadomość, ze przecież ja to kocham robic... i w kółko:D
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
19 cze 2010, 13:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 cze 2010, 21:17
piece_of_sky, Czyli takie niezdecydowanie, szukanie...moze stąd ta zmienność myśli? Próbujesz się okreslać, a to dobra oznaka.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Natręctwa myśli...

przez piece_of_sky 23 cze 2010, 20:47
właśnie takie niezdecydowanie. Próbuje iść jedną drogą, wybrać jeden cel i do niego dążyć, a tu nagle droga się rozdziela i trzeba wybrać miedzy jednym a drugim, wybieram coś a potem myśli, że źle wybrałam, ze tak naprawdę chce robić tamto, a nie to co wybrałam to jest męczące.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
19 cze 2010, 13:22

Re: Natręctwa myśli...

przez dogomaniaczka 23 cze 2010, 22:24
eh ostatnio chyba częściej zdarzają mi się natręctwa..nie wiem czy to w ogóle to..jakby ktoś mi mógł powiedzieć..ostatnio np panicznie się bałam że mój chłopak będzie miał wypadek że coś mu się stanie i umrze. nie spałam całą noc nakręcając się i wyobrażając co mogłoby się stać. wkręcałam się że mi się to przyśni co byłoby jeszcze gorsze. nie byłam w stanie przemóc się i usnąć.
a teraz wkręcam się jakby to było gdybym przestała go kochać..a to nie jest tak że go nie kocham bo kocham go z całego serca tylko nie wiem wkręcam sobie że mogłoby coś nie tak szukam w sobie na siłę uczucia w tym momencie i wmawiam sobie że nie mogę go znaleźć i wtedy panika we mnie narasta że jak to ja mogłabym go przestać kochać..ale nie przestaje jest dla mnie najważniejszy nie wiem w ogóle skąd te myśli czy to normalne czy ktoś miał tak kiedyś czasami? ;( BO JA GO NAPRAWDĘ KOCHAM! ;( głupie myśli...
dogomaniaczka
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 23 cze 2010, 22:33
dominika92, mam czasem myśli, że ktoś z mojej rodziny ma wypadek, umiera, odchodzi.
Jakoś tak sama wkręcam sie wtedy w te czarne myśli i odczuwam je jakby były realne, płacze wtedy i czuje ogromny strach. To jest takie dziwne, odtwarzam scenke w głowie i wczuwam sie w te emocje. A po chwili otrząsam się, i pukam sie w głowe, jak ja moge myśleć o czymś takim :?
Zastanawiam sie czy to nie jest jakiś odruch obronny, że wczuwamy sie w to , zeby nie być kiedyś tam zaskoczonym taka sytuacja ?
Nie potrafie tego wytłumaczyć.
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Natręctwa myśli...

przez dogomaniaczka 23 cze 2010, 22:35
ALEKS*OLO, ja mam w sobie jakieś przeczucie i panikę że skoro w moim związku jest tak dobrze i oboje się tak bardzo kochamy to oznacza to że musi się stać coś niezależnego od nas co to zniszczy..jakaś choroba, wypadek itp...zazwyczaj potrafię to zwalczyć ale czasami tak mnie dopada panika ..nie wyobrażam sobie żebym mogła go stracić. nie wiem skąd we mnie to przekonanie że nie może być dobrze i cudownie i że coś się musi koniecznie stać..
dogomaniaczka
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 23 cze 2010, 22:43
dominika92, przesadny pesymizm?
Rozumiem, mam podobnie, jest dobrze a ja podświadomie "czekam" kiedy coś sie stanie, bo przecierz nie może być tak że jest dobrze, coś musi to popsuć. To chore :roll:
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 24 cze 2010, 14:16
Mam podobnie,myślę że dużą rolę grają tu takie nieuświadomione wewnętrzne postanowienia typu:"Nigdy więcej nie pozwolę się zranić!".Miałem takie coś,że wsiadałem do autobusu i byłem przygotowany na sytuację,że ktoś mnie tam nagle zaatakuje słownie i wobec tych wszystkich ludzi i będę się czuł upokorzony i odrzucony("Nikt już nigdy mnie nie upokorzy!").Nie można wierzyć że już nikt nigdy nas nie zrani czynem,czy po prostu swoim odejściem.To jest nieakceptacja swojej słabości i kruchości.Ból jest jednak wpisany w nasze tutaj życie,na tym łez padole.Pytać Boga: "Co chcesz mi przez te wydarzenie powiedzieć...".A jednak tak to jest,że nic bardziej nie porusza człowieka niż piękno i ból...
I też sobie czasem tak wyobrażam,że widzę moją żonę w trumnie.Kiedyś ćwiczyłem sobie taką medytację-wizualizację(czy jak to zwać),etapami:dowiaduję się od lekarza o śmiertelnej chorobie,żegnam się z bliskimi,umieram,wkładają mnie do grobu,moje ciało się stopniowo rozkłada.Można to przeprowadzić ze szczegółami(co robię oczekując na śmierć itd).I potem do tego pomieszczenia,gdzie to ćwiczyłem weszła nagle pewna młoda kobieta,rozmawiam z nią i czuję,że strasznie ją jakoś ciągnę tak seksualnie :) Czytałem gdzieś potem,że ludzie,którzy przeżyli trzęsienie ziemi w jakimś mieście,rżnęli się potem jak psy.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Natręctwa myśli...

przez zdesper 24 cze 2010, 14:19
:DD
zdesper
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez refren 25 cze 2010, 21:55
Hej, piece_of_sky,
A nie jest też tak, że uwierzyłaś w to, że te niepokoje muszą się potwierdzić, bo raz tak było? Takie przeżycie: niejasnych intuicji, które się potwierdzają mz może nieźle wyprowadzić z równowagi. Bo życie przestaje być racjonalne, wszystko wydaje się tajemnicze i magiczne i nie wiadomo jak nad tym zapanować. Stąd np. jakieś rytuały odczyniania. A tymczasem te irracjonalne impulsy, intuicja i "głos wewnętrzny" wcale nie są nieomylne, przyjęłabym z intuicją maksymalnie 50% prawdopodobieństwa ( w porywach), że się sprawdzi. Tak samo jak z przewidywaniem rozumowym. Nie ma jakiejś nieomylnej władzy prześwietlania tego, co ukryte. I tak tylko opierając się na zdrowym rozsądku możemy stabilnie kierować swoim życiem.
refren
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez piece_of_sky 27 cze 2010, 11:20
Właśnie siedze w przekonaniu, ze musi sie powtorzyć, zdażyc jesli nie wykonam jakiegos rytuału, a najgorze jest to, że część tego sie sprawdza i nie napawa mnie optymizmem, bo wszytsko staje sie takie troche magiczne a jednoczesnije zamyka mnie w błędnym kole natręctw. Od pewnego czasu uciekam od natrectw, staram sie ich nie wykonywac i najgorsze jest to, że co przychodzi w myslach powoli zaczyna wkraczac do normalnego życia, albo ja sie usilnie tego doszukuje.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
19 cze 2010, 13:22

Re: Natręctwa myśli...

przez izabelka20s 27 cze 2010, 18:32
oj i byłam u psychiatry , zero rozmowy przepisał leki i tyle;/ chyba nikt mi nie pomoże juz a i czytałam opinie tych leków i działaja podobno otepiajaco a ja mam za tydzien egzaminy, nie wiem czy zaczac brac czy co :( :(
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 cze 2010, 23:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do