Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 16 cze 2010, 00:49
To beznadziejna sytuacja,żadne tam odganianie tych myśli.Tu nie jest potrzebna kosmetyka,ale RADYKALNE zerwanie z takim życiem.Wiem co mówię.
Teraz schodzisz w ciemność,igrasz z losem,(np:niechciana ciąża,"przyjaciel" ma to gdzieś,aborcja) sama pchasz się w jeszcze gorsze historie.
Przestań patrzeć w mrok,odwróć się ku słońcu,a twój cień będziesz miała z tyłu,za sobą(to słońce to oczywiście tylko symbol).
Znam wielu takich,co po różnych historiach mają teraz nowe życie i ich przeszłość nie ma już znaczenia ani dla nich ani dla ich małżonków.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Natręctwa myśli...

przez brokenwing 16 cze 2010, 02:25
Odganianie myśli,pozytywne myślenie i afirmacja -to w sumie jedno i to samo narzędzie
kris1966, Wszyscy jesteśmy inni,dla niektórych to sposób walki z depresją ,nerwicą. itd
...ale masz racje,są ludzie którzy osiągają poprawę ,własnego stanu .Za pomocą starej metody Macedończyka "węzeł gordyjski"

Ja od wielu lat ,zmagam się z myślami i tendencjami samobójczymi ...zostało mi (tak szczerze mówiąc )niewiele nitek łączących mnie ze światem .Jest we mnie masa konfliktów,dla mnie odganianie natrętnych myśli to kolejny dzień wśród żywych. Nie jest to łatwe.. a z dnia na dzień sił ,chęci i motywacji coraz mniej .
brokenwing
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 16 cze 2010, 11:42
Gdzieś widziałem porównanie,chyba w "Przebudzeniu"A.deMello.Boli cię ząb-i albo będziesz tylko brał środki przeciwbólowe i zniszczysz sobie zdrowie,albo idziesz do dentysty i wyrywasz ten ząb i koniec.
Jest inna perspektywa patrzenia,kiedy to wszystko maleje do normalnych rozmiarów i da się to znieść.
Punktem odniesienia nie może być tylko:ja,drugi człowiek,i nic więcej.Wtedy się wszystko zapętla i mamy to co mamy,węzeł gordyjski.Musi być jeszcze inny punkt odniesienia,ktoś trzeci.
Ja miałem naprawdę straszliwe natręctwa myśli,tak silne,że o żadnym ich odganianiu nie było mowy.Dziś też jeszcze czasem mi się zdarzają,ale dziś patrzę na swój świat emocjonalny z pewnego dystansu,on mnie już nie przeraża i nie zamartwia.Cóż,no taka już uroda tej mojej emocjonalności.
Hej,Mała Księżniczko,możesz być jeszcze naprawdę księżniczką.Możesz czekać na tego jedynego księcia,w czystości.Proponuję Ci,poczytaj sobie coś na temat:"Ruch Czystych Serc".
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

przez Mala_Ksiezniczka 16 cze 2010, 16:19
dziekuje serdecznie za odpowiedzi. Myślę ,że jestem Wam winna wyjaśnienia bo tak naprawde przedstawiłam swoja sytuacje bardzo ogólnikowo.
Na nerwicę natręctw cierpię od wczesnego dzieciństwa więc nie podlega wątpliwości fakt ,że mam takie skłonności. W wieku 13 lat zostałam zgwałcona. Wowczas myślałam ,że nic gorszego nie może mi się przytrafić.Zreszta szybko poradziłam sobie z tym problemem a właściwie szybko go wyparłąm.Uwierzyłam w to ,że to nie moja wina i że nie zrobiłam nic złego.
Kiedy byłam nastolatką poznałam moją pierwszą sympatie. Niestety była to osoba będąca ofiarą przemocy domowej i molestowania psychicznego. Nie wiem czemu tak bardzo kurczowo trzymalam się tej relacji. On miał wiele partnerek przede mna i lubościa mi o tym opowiadał nawet kiedy zakrywałąm uszy i prosiłam żeby przestał. Teraz myśle ze to był jego sposob na nekanie mnie .Wtedy pojawiło się moje natrectwo myśli. Usiłowałam od niego odejsc raz nawet na pol roku jednak znowu dałam mu kolejna szanse. Wtedy dopiero zaczelo sie moje prawdziwe małe piekło.Najpierw zostałam pobita przez jego ojca. Niestety ani policja ani lekarze nie chcieli mi w tej sprawie pomoc zeby moc wszczac postepowanie sądowe przeciwko temu czlowiekowi.Jak wiadomo bez dowodow nie moglam niczego mu udowodnic. Potem zamieszkalismy razem. Myslalam ze z dala od patologii on zacznie funkcjonowac inaczej ze pokaze mu zdrowy normalny dom. I wtedy okazalo się ze moj chlopak ma problem alkoholowy. To niesamowite ze przez te wszytskie lata tak skrzetnie to ukrywal i ze ja mimo wielu sygnalow nawet nie wpadlam na to ze on jest chory. Myslalam ze i tym razem jakos sobie poradzimy az do chwili kiedy w pijackim amoku dostalam od niego w twarz. Uznalam ze to koniec, ze nigdy nie pozwole na to zeby moje dzieci wychowywaly sie w patologicznym domu. Zebym i ja stala sie ofiara przemocy. Na koniec jakby tego bylo malo okazalo sie ze on mnie notorycznie zdradzal.
Teraz jestem w kolejnym zwiazku niestety moj chlopak na samym poczatku mnie oklamal. Generalnie to dobry czlowiek ale moj strach przed kolejnym patologicznym zwiazkiem jest na tyle silny ze byc moze sama rozbudowalam ten problem do granic absurdu.
Nie chce go tlumaczyc przed soba.Wiem z doswiadczenia ze jesli jest mi zle ,nie powinnam dluzej tego ciagnac ale wiem tez ze bardzo mi na nim zalezy i ze nie powinnam go obwiniac za swoje niepowodzenia. To ze mnie oklamal bylo po czesci moja wina. On am problemy ze zrozumieniem uczuc i emocji dla niego biale jest biale a czarne jest czarne nie ma odcieni szarosci. Czuje ze jestem w kolejnej matni bo moje natretne mysli i stany depresyjne powrocily w dodatku zaczynam miec stany lękowe czego nie miewalam wczesniej.

@Kris1966 takie male sprostowanie gdybym zaszla w ciaze i ojciec dziecka by sie go wyparl nie byloby to dla mnie problemem. Nie usunelabym ciazy. Mam wspaniala rodzine mam gdzie mieszkac. Koncze prestizowe studia mam dobrze platna prace. Bycie samotna matka nie jest dla mnie zadna ujma a tym bardziej problemem wrecz przeciwnie. Aczkolwiek masz racje wplatywanie sie w kolejny zwiazek ktory moze okazac sie toksyczny jest problemem. Czego panicznie sie boje. Bo doskonale wiem ze w takim zwiazku nie cierpie tylko ja ale takze ta druga osoba a co najgorsze jesli ucierpialoby na tym dziecko.
Posty
7
Dołączył(a)
13 kwi 2010, 15:11

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 16 cze 2010, 17:05
Księżniczko,dzięki za szczerość.Sam nie wiem ile człowiek czasem musi znieść,by wreszcie powiedzieć "mam tego dość".Od tego się zaczyna np. moment wychodzenia z nałogu alkoholowego.
A może spójrz na te Twoje związki jako na formę niszczącego Cię nałogu i z tego punktu zacznij.Może jakaś terapia,jakaś grupa wsparcia(ja mam wspólnotę w kościele).
Na pewno wyszłaś bardzo poraniona z dzieciństwa.Takie porównanie:nie da się prowadzić samochodu nie patrząc czasem,umiejętnie,w lusterko wsteczne.W końcu się rozbijesz.
Trzeba spojrzeć wstecz,na swoje bolesne doświadczenia.Ja już to wiem,Bóg uzdrawia.
Ja wyszedłem z dzieciństwa z takimi urazami m.in. do kobiet,że myślałem,że nigdy się nie ożenię.Związane były one z matką-zaborczość,zły dotyk(w okr.dojrzewania),nadopiekuńczość,manipulowanie itd.Masakra.Kiedy tylko jakaś dziewczyna dawała sygnał-odsuwałem się.
Dziś mam wspaniałą,dobrą żonę,kilkoro dzieci.Od paru ładnych lat potrafię już z przyjemnością popatrzeć na ładną dziewczyną,pozwalam już na to sobie.Wszystko może się zmienić o 180 stopni.

[Dodane po edycji:]

Znalazłem artykuł,który mnie kiedyś bardzo poruszył,może nie w 100% na temat,bo o uzależnieniu od seksu i chorej miłości:
http://www.kidprotect.pl/forum/viewtopic.php?t=3189
Bo ja też całe życie nałogowo poszukuję miłości.Gdyby nie ten dystans do kobiet i pragnienie jakiegoś ładu wewn.,to dziś byłbym strasznie zniszczony,albo bym już nie żył.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Natręctwa myśli...

przez refren 17 cze 2010, 14:35
Tak, ale nie wiadomo wcale, czy ten aktualny związek też jest toksyczny. Bo może to tylko obawy jako efekt przeszłości i natręctwa, co do toksycznego związku, a nie sam toksyczny związek. Poza tym, poza skrajnymi przypadkami, typu zdrady, przemoc, alkohol, trudno jednoznacznie ocenić każdy związek i przewidzieć, co się z nim będzie działo i czy jest dobry, czy nie. Zawsze jest jakieś ryzyko, ale i tak ryzykujemy, bo inaczej się nie da. Może nie oceniać, tylko zobaczyć, co będzie dalej? A czego dotyczyło to kłamstwo, jeśli można?
refren
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez kris1966 18 cze 2010, 00:31
Tak czytam sobie wcześniejsze posty i myślę o tych natręctwach myślowych i natrętnych czynnościach,jak np.sprawdzanie czegoś.
Myślę,że to świat(rodzice,partnerzy,środowisko)nauczyli nas tak mimochodem tych form pastwienia się nad sobą.Kiedy rodzic mówił:"Zrób to jeszcze raz!,tylko dobrze!To ma być dobrze zrobione!"To dziecko wyczuło,że była w tym(czasem) ukryta mściwość,złośliwość.Otrzymało komunikat:widzisz,jak się masz pastwić nad sobą?Właśnie tak!Ta czynność przynosi ulgę,upust złości.
Albo tak wrócę do Księżniczki:Poprzedni partner dał Ci metodę:"Opowiadam Ci o moich poprzednich partnerkach,widzisz?pastwię się nad tobą!Teraz już wiesz,jak sama masz to robić!(to ostatnie było oczywiście niewypowiedziane słowami).
Co do mnie,od dziecka pastwiono się nade mną w mojej rodzinie przy pomocy osądzania,oskarżania.Było w tym tyle agresji,mściwości.Ojciec frustrat odreagowywał tak swe totalne uzależnienie od matki.Matka,swymi osądami,budowała swą "moralną wyższość" i też wyrażała dużo złości-mogła ranić w białych rękawiczkach.
I co ja robiłem w związku z tym w dorosłym życiu,kiedy zostałem sam i czułem dużo złości(strachu).Raniłem siebie obsesyjnymi,natrętnymi oskarżeniami,o najgorsze,wstrętne rzeczy(tylko najcięższy kaliber wchodził w grę).
A tak w ogóle,wielu ludzi tutaj nie widzi prawdy o swoich rodzinach i boi się tego.Są z rodziną blisko,a wszystko widać dopiero z oddalenia."Najciemniej jest zawsze pod latarnią"
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Natręctwa myśli...

przez Nenaja 19 cze 2010, 05:07
Chciałabym by była możliwość zresetowania głowy. Może by się tam wreszcie poukładało.
Nenaja
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez Mala_Ksiezniczka 19 cze 2010, 13:38
nie chcialam zapeszać ale masz w 100% racje Kris a scislej mowie o tym fragmencie "Poprzedni partner dał Ci metodę:"Opowiadam Ci o moich poprzednich partnerkach,widzisz?pastwię się nad tobą!Teraz już wiesz,jak sama masz to robić!(to ostatnie było oczywiście niewypowiedziane słowami)."
Odkad zdalam sobie z tego sprawe o wiele latwiej jest mi zapanowac nad natretnymi myslami.Nadal mam pozostale mniej uciazliwe natrectwa ale skoro powoli moje mysli zaczynaja sie ukladac teraz naprawde zaczynam wierzyc w to ze znalezienie przyczyny natrectwa moze byc lekarstwem.
Niestety Nenaja glowy sie nie da zrestartowac a szkoda. Moze tez warto spojrzec inaczej na nasze doswiadczenia .Być może los nie bez powodu nas doswiadcza ,moze ma to jakis wyzszy cel. Ja mysle ze moje doswiadczenia pomogly mi stac sie dorosła ,mniej ufna i bardziej asertywna. Poza tym z tego co zauwazylam moim problemem jest tez nadmierna analiza kazdej sytuacji. Czasem nie warto sie wszystkiemu tak rzeczowo przygladac i byc bardziej spontanicznym.
Jeszcze raz dziekuje za wszystkie odpowiedzi Wasze uwagi sa niezwykle trafne i tj juz wczesniej mowilam nierzadko przełomowe.
Posty
7
Dołączył(a)
13 kwi 2010, 15:11

Re: Natręctwa myśli...

przez piece_of_sky 19 cze 2010, 14:14
jesli juz o zwiazkach mowa, to moze wcisne tu moja sytuacje.
W innym poscie opisałam swoja przygode z choroba, natrectwa myslowie byly od malego, natomiast poszerzyły sie kiedy poznałam swojego pierwszego chopaka. Paniczny strach przed rozstaniem, paralizował mnie, siedziałam w domu i zamiast skupic sie na czyms pozytecznym siedziałam i myslałam czy on mnie nie zdradza, a co robi itp. Sprawy nabrały innych barw, gdy pewnego dnia coś kazało mi jechac nad brzeg rzeki i zobaczyc czy go tam nie ma... i jak sie okazało był i to z inna laska, pozniej sytuacja sie powtorzyła, znow cos kazało mi isc i zobaczyc i znow tam byl. Dodam, ze nie wiedziałam, ze tam bedzie tylko to "cos" mi tak podsowało, a wdodatku powtarzanie czynnosci "powtorz to bo inaczej on Cie zostawi" przerodziły sie w obsesje. Dzis mam meza i co jakis czas pojawiaja sie te mysli i ten paniczny lek, nie chce o tym myslec, ale to silniejsze, w głebi wiem, ze jest dobrze,a jednak te natretne mysli przychodza i potrafia zrujnowac człowiekowi dzien.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
19 cze 2010, 13:22

Re: Natręctwa myśli...

przez Mala_Ksiezniczka 19 cze 2010, 15:03
Jak myślisz to było bardziej samospełniające się proroctwo czy bardziej intuicja??
Bardzo bardzo Ci współczuję bo wiem jak później trudno jest komukolwiek zaufać.
Posty
7
Dołączył(a)
13 kwi 2010, 15:11

Re: Natręctwa myśli...

przez piece_of_sky 19 cze 2010, 15:11
sama nie wiem co to było, ale najgorsze, ze jeszcze jak "chodziłam" z innym, takich "proroctw" było wiecej, każde były poprzedzone jakimś niewykonanym zadaniem, ja uważałam, że była to w jakims sensie kara, w związku z tym każde natręctwo musiałam wykonywać, a co za tym idzie choroba sie poszerzała i żyłam w zasadzie tylko natrectwami. Cieżko jest zaufac do końca, te lęki... no upierdliwe poprostu.
Czasem sie zastanawiam czy "natrętowcy" nie maja moze jakiejś siły, mocy, ze pewne aspekty z zycia sie sprawdzaja-oczywiscie te złe, jesli czegos nie wykonamy.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
19 cze 2010, 13:22

Re: Natręctwa myśli...

przez izabelka20s 21 cze 2010, 00:06
Witam Was Wszystkich bardzo serdecznie.
Jestem tutaj pierwszy raz i tak naprawde nie zdiagnozowano u mnie jeszcze tej choroby, gdyż nie byłam u psychiatry, wysluchajcie mojej histori i bardzo prosze Was o pomoc w rozpoznaniu czy to moze byc nerwica?..Cierpie na AIDSFOBIE, zaczelo sie to bardzo niewinnie, czytalam duzo w internecie na ten temat(drogi zakazenia), nastepnie zaczelam czytac na forum i tak z dnia na dzien coraz wiecej..Nasilalo sie to bardzo powoli a teraz jestem w stanie wyczerpania, nie mam sily juz na nic, ciagle mysle o AIDS, jestem pewna ze to mam, ze choruje(robie testy co 2 tyg IVgeneracji- wszystkie wychodza ujemne), wychadzac z laboratorium jestem pewna ze pielegniarka miala krew na rece i dotknela rekawiczki a pozniej mojej rany po ukluciu i znow wracam w to miejsce aby sprawdzic czy pielegniarka mnie nie zarazila i takie bledne kolo!nie wychodze z domu, boje sie autobusow,dyskotek(miejsc gdzie jest duzo ludzi) bo wydaje mi sie ze ktos mnie drasnie np paznokciem na ktorym jest krew, w tramwaju mysle ciagle ze ktos za mna mi chce wstrzyknac strzykawke z zarazona krwia.Bardzo sie mecze nie dam rade funkcjonowac, nie mam ochoty sie uczyc(bo wydaje mi sie ze poco jak i tak umieram), zawalilam studia, potrafie siedziec kilka godz dziennie na forum HIV PLUS i utozsamiam sie z tymi ludzmi, czuje sie ze jestem jedna z nich, chora.Boje sie wszystkiego, ale najbardziej ludzi bo w nich widze kazdego zarazonego hiv!! nie daj Boze jesli ktos poda mi reke to mam 2 tyg najgorsze mysli ze mialam ranke na rece i on, potrafie godzinami ogladac cialo a na rece patrzyc przez lupe, boje sie dotykac klamek. jesc poza domem bo wszedzie widze krew ktora leje sie z rak kucharza do mojego talerza. Gdzie mam sie udac , co mam ze soba zrobic?ja juz sobie sama nie poradze, jestem na skraju wyczerpania, ciagle sobie obiecuje ze juz ostatni test ide zrobic i........
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 cze 2010, 23:38

Re: Natręctwa myśli...

przez Mala_Ksiezniczka 21 cze 2010, 23:43
@Piece_of_sky: rozumiem Cie doskonale.U mnie nie dosc ze mam natretne mysli to jeszcze skoki nastrojow.Raz zupelnie bez przyczyny wydaje mi sie ze wszystko nie ma sensu innym razem mam wyrzut endorfin i wydaje mi sie ze moj zwiazek moje zycie jest idealne.Wiesz takie dziwne popadanie ze skrajnosci w skrajnosc i totalny brak rownowagi. Z ta paskudna mysla ktora przyczepia sie na caly dzien jest u mnie identycznie.Jesli pozostawi we mnie cien watpliwosci od razu natłok wstretnych paskudnych mysli zalewa mnie jak lawina.Najsmieszniejsze jest to ze wszystko mi mija kiedy przestaje mi na kims zalezec.

@ Izabelka: Marny ze mnie psychiatra i psychologa ale niewatpliwie cierpisz na nerwice lekową i nerwice natrectw.Wiesz tak mi sie nasunelo na mysl ze moze masz tez silna potrzebe przynaleznosci do grupy ,po tym jak przeczytalam ze "utozsamiam sie z tymi ludzmi, czuje sie ze jestem jedna z nich, chora." Nie wiem na ile to prawda ale radzilabym Ci ze szczerego serca porozmawiac ze specjalista.W internecie az roi sie od poradni "wystarczy" tylko zadzwonic( i pisze to osoba ktora zwleka z tym od miesiecy) :hide:

Pozdrawiam cieplutko i napisz jak Ci poszlo!!
Posty
7
Dołączył(a)
13 kwi 2010, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do