Nerwica natręctw a związki...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Nerwica natręctw a związki...

przez antistatic 29 wrz 2006, 23:41
Witam Wszystkich i prosze o radę.
Kocham osobę, która ma zdiagnozowaną nnkę. Jest kimś wokół kogo kręci się moje życie. Co najważniejsze chce żeby się kręciło:) Coraz częściej planuję z tą osobą przyszłość. Jednak coraz częściej - również - zastanawiam się, czy osoba ta prawdziwie mnie kocha. Nie wiem co robić, jak reagować - coraz częściej tracę nerwy, cierpliwość - gdyż co jakis czas ona zastanawia się czy prawdziwie mnie kocha. Nadmienię, że prócz tego w okazywaniu uczuć jest chłodną osobą. Bardzo mnie to dołuje. Czasami mam ochotę po prostu dać sobie spokój, bo brakuje mi sił.
Może Wy macie podobne doświadczenia? To trochę infantylne pytanie (część z Was pewnie mnie zjedzie;)), ale czy można być pewnym czyjeś MIŁOŚCI, gdy osoba ta cierpi na nn?
Dziękuję za wszelkie odpowiedzi
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 01:07
Jeżeli osoba ta jest chłodna w okazywaniu uczuć to z pewnością się to nie zmieni a jakiekolwiek próby wymuszenia mogą skończyć się krytycznie. Jeżeli chcesz słyszeć w kółko puste KOCHAM CIĘ to (jak to mówią) nagraj sobie to na dyktafon lub znajdź kogoś kto będzie Ci to powtarzał co 5 minut (co wcale nie będzie oznaczało że naprawdę Cię kocha). Miłość to nie słowa ale czyny. To że ktoś nie okazuje nam uczuć tak jak tego byśmy sobie życzyli nie oznacza że nie kocha nas szczerze i ponad życie.

NN to osoba jak każda inna i nie widzę tu rzadnego związku z tym czy można być pewnym jej miłości czy nie. Jeżeli nie jesteś pewna czy ta osoba Cię kocha lub nie czujesz tego że jesteś kochana lub ten ktos nie kocha Cię tak jak byś tego chciał(a) to zastanów się czy ten związek wogóle ma sens skoro wątpisz w uczucia tej osoby.
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez antistatic 30 wrz 2006, 10:39
Cześć. Dzięki za post. Tytułem wyjaśnienia tylko.

>>Jeżeli osoba ta jest chłodna w okazywaniu uczuć to z pewnością się to nie zmieni a jakiekolwiek próby wymuszenia mogą skończyć się krytycznie. Jeżeli chcesz słyszeć w kółko puste KOCHAM CIĘ to (jak to mówią) nagraj sobie to na dyktafon lub znajdź kogoś kto będzie Ci to powtarzał co 5 minut (co wcale nie będzie oznaczało że naprawdę Cię kocha). Miłość to nie słowa ale czyny. To że ktoś nie okazuje nam uczuć tak jak tego byśmy sobie życzyli nie oznacza że nie kocha nas szczerze i ponad życie.

Zdaję sobie z tego sprawę. Nie chcę tej osoby zmienić. Może troszeczkę. Zresztą chyba jak każda/y swoją drugą połowę;) Nie zależy mi na tym by osoba ta mówiła mi kocham cię (puste). Bo rozumiem że na tym jak nie polega miłość. Nie potrafię tego przekuć w słowa (wyrażam się dosyć ogólnie) - twoje wyrażają to naprawdę świetnie.


>>NN to osoba jak każda inna i nie widzę tu rzadnego związku z tym czy można być pewnym jej miłości czy nie. Jeżeli nie jesteś pewna czy ta osoba Cię kocha lub nie czujesz tego że jesteś kochana lub ten ktos nie kocha Cię tak jak byś tego chciał(a) to zastanów się czy ten związek wogóle ma sens skoro wątpisz w uczucia tej osoby.

Problem w tym, że to moja połówka wątpi. Ja tylko od czasu do czasu w to powątpiewam słysząc, że mnie "nie wie czy kocha". Mówi, że jest ze mną bardzo dobrze, ale nie wie czy coś do mnie czuje. I to jest jej głównym problemem. Nie wiem na ile jest to wpływ nn (natrętnych myśli, rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, przepełniających życie wątpliwości) czy jest to zwykła reakcja osoby, która po prostu nie wie czy kocha.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 12:19
antistatic napisał(a):Mówi, że jest ze mną bardzo dobrze, ale nie wie czy coś do mnie czuje. I to jest jej głównym problemem. Nie wiem na ile jest to wpływ nn (natrętnych myśli, rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, przepełniających życie wątpliwości) czy jest to zwykła reakcja osoby, która po prostu nie wie czy kocha.

Myślę że prawie każdy ma czasem jakiś moment powątpienia. Są ludzie mają problem z ozpoznaniem własnych uczuć - innymi słowy kochają, ale nie są pewni że to miłość. W końcu nikt nie uczył nas jak rozpoznać miłość, skąd więc możemy być pewni że to właśnie miłość, że o właśnie ta osoba? To stąd rodzą się wątpliwości. Jest mu dobrze ale nie jest pewien czy to właśnie miłość a jeżeli skupia na tym wątku swoje natręctwa to istotnie takie wątpliwości i myśli mogą się pojawiać. Musisz uzbroić się w cierpliwość i "nauczyć go kochać". Okazuj mu swoją miłość, troskę, dbaj o niego, rozmwiaj z nim o uczuciach. Wierzę że to pomoże.

Pozdrawiam
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez antistatic 30 wrz 2006, 14:49
Dzięki wielkie Peace-B. Nie mam za bardzo możliwości z kim porozmawiać - prócz tej mojej osóbki. Boję się, że ktoś tego może nie zrozumieć, a poza tym boję się by ta osoba nie czuła się źle, w jakiś sposób napiętnowana. Nie potrafię przemówić do rozsądku. Za to coraz częściej dostrzegam brak wsparcia z zewnątrz, choćby rozmową, upewnienia się, że dobrze będzie z NAMI, że jesteśmy na dobrej drodze. Ważne jest dla mnie tym bardziej co napisałeś. Czasami po prostu tracę nadzieję, że moze być wszystko dobrze. Brakuje mi jakiejś chwili wytchnienia.
Myślę coraz częściej by mniej lub bardziej zaciagnąć tą moja drogą osóbkę na psychoterapię. Mam przeczucie, że kiedy zacznie sobie radzić z malymi rzeczami - gaszenie światła, gazu - sama będzie potrafiła dojść do wazniejszych rzeczy. Chcę nawet tam z nią pójść..
Byłaby to kolejna wizyta. Poprzednim razem pani psycholog-terapeuta, wydaje mi się olała sprawę, skończyło się na kilku spotkaniach.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 16:45
Związki z ludźmi mającymi nerwicę, depresję, rodziny dysfunkcyjne lub alkoholickie - to z pewnością trudne związki dla obojga. Ludzie jak my mamy skłonności do całkowitego zamykania się uczuciowo i braku wylewności uczuć lub wręcz przeciwnie zadręczania innych naszymi uczuciami. Trudno jest to zrównoważyć. Czasem dla drugiej - zdrowej - strony to może być za mało lub zbyt wiele. Najważniejsza jest jednak komunikacja. Uwież w niego bo on na pewno w Ciebie wieży. Musisz go wspierać i nie przestawać nawet wtedy gdy nie widzisz wielkich zmian lub gdy on wciąż nie okazuje Ci uczuć. Jestem pewna że prędzej czy puźniej Twój wysiłek przyniesie zamierzony skutek i ta Twoja osóbka na pewno oworzy się choć trochę, gdy tylko będzie miała pewność że Tobie naprawdę zależy i że nie zostawisz go choćby nie wiem co.

Jeżeli masz ochote porozmawiać zapraszam na GG (2802671) albo PW. Wiem co nieco o trudnych zwiazkach - sama mam taki za sobą, chętnie więc służę radą jakie błędy popełniłam.

Pozdrawiam
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez Nonenow 30 wrz 2006, 20:04
Ci ktorym dolega ZOK (bo pewnie bardziej o obsesje niz natrectwa tu chodzi) to z reguly dobre, opiekuncze i zaskakujaco silne osoby. Ta choroba opiera sie na niepewnosci co do doslownie wszystkiego. Ale jesli Ty bedziesz dosc dojrzala zeby zobaczyc w nim to czego on nie widzi, mozesz znalezc wsparcie i partnera na cale zycie. Baaardzo wiele wybitnych osob chorowalo na zespol obsesyjno-kompulsywny (wiecej chyba tylko na chorobe dwubiegunowa), a teraz mozna to podobno bardzo dobrze leczyc. Tzn na zachodzie sie leczy - podobno terapia kognitywno-behawioralna daje znakomite efekty.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

Avatar użytkownika
przez n-monika 02 paź 2006, 18:48
ja tez choruję na NN .Czasami zdarza mi się, że nie wiem co czuję.Czy kocham czy nie.ALE TO WCALE NIE ZNACZY ŻE NIE KOCHAM!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 21:29

przez szarotka 07 paź 2006, 14:36
Antistatic, gdy przeczytałam Twój wpis- popłakałam się. Mogłabym podpisać się pod każdym Twoim słowem, pytaniem i wątpliwością. Także byłam w związku z osobą ze zdiagnozowanym nn. Był, a raczej ciągle jest, dla mnie bardzo waży. Ale rozstaliśmy się. Bo powiedział mi, że mnie nie kocha. Bałam się tego od momentu gdy po raz pierwszy powiedział mi o swoich wątpliwościach- że nie wie co do mnie czuje. Nie piszę tego po to żeby Cię zniechęcić czy przestraszyć. Przeciwnie- uważam że jeżeli zależy Ci na tej osobie- walcz o nią i z jej chorobą. Szczerze mówiąc- ja nie wiem, czy „przegrałam” z jego rzeczywistym brakiem uczuć do mnie, czy z jego nn. Nie wiem, może nigdy się nie dowiem. Wiem, że cierpię i potwornie mi go brakuje, był w moim życiu wspaniałym człowiekiem. Ciągle mam wątpliwości czy się poddać, czy jeszcze walczyć. To jest bardzo trudne i bolesne. Nie wiem co jest prawdą i co powinnam zrobić. Starałam się wierzyć jego czynom, nie słowom, ale po tym co powiedział- pozwoliłam mu odejść... Jeżeli przy chorobie przy której nie jest pewny żadnej decyzji jest pewny że mnie nie kocha to chyba muszę to uszanować... Weszłam na to forum, bo też chciałam rady, chciałabym usłyszeć: „walcz o niego”, „warto”, ale boję się, że mogłaby to być rozpaczliwa, beznadziejna desperacja, która unieszczęśliwi nas oboje. Przyznaję się- nie wiedziałam co zrobić. I dlatego nie zrobiłam nic. Czy dobrze? Nie wiem. A co Ty robisz? Jak wyglądają Wasze rozmowy? Jak formułuje swoje wątpliwości? Pytam, bo jestem bardzo ciekawa. Trzymam za ciebie bardzo mocno kciuki, bardzo. Chciałabym żeby u Ciebie było dobrze. U mnie to chyba koniec. Nienawidzę tego „chyba”- towarzyszyło mi od początku tego związku- wszystko było chyba, nic na pewno, przejęłam je od niego. To czasami naprawdę było wyniszczające. A z drugiej strony- mówią że miłość jest ponad wszystko. Ale on powiedział, że u niego nie ma miłości. Widzisz- zasypałam Cię stosem własnych wątpliwości...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 paź 2006, 13:21

Miłość i natręctwa

przez balik21 28 gru 2006, 12:53
Witam!

Już od około dwóch lat cierpię na nerwicę natręctw i towarzyszącą jej depresję. Jakiś czas temu poznałem wspaniałą dziewczynę i wszystko wskazuje na to, że się zakochałem. Sądziłem, iż może to tylko pomóc choremu na taką przypadłość. Niestety, stało się odwrotnie. Moja kobieta jest dla mnie przyczyną natrętnych myśli. W zasadzie nie ma chwili, żebym nie miał jej "w głowie". Zależy mi na niej i boję się, że nasz związek się rozpadnie, boję się, że Ona nie czuje do mnie tego, co ja czuję do niej - to natrętna myśl nr 1. Cały czas wydaje mi się, że powiedziałem coś, co popsuło relacje między nami. Doszło do tego, że kiedy się nie widzimy np. dwa dni, to ja wolę nie pisać sms-ów, bo boję się, że ona odbierze je w negatywny sposób. Tymczasem ona pyta się dlaczego nie daję żadnego znaku... Jestem trochę zaborczy i to też przeradza się w jakąś obsesję, bo kiedy nie ma jej przy mnie, cały czas czuję to okrutne nerwowe napięcie i myślę co Ona może robić i czy myśli wtedy o mnie... To wszystko sprawia, że nie odczuwam stanów depresyjnych i niepokoju jedynie przy niej. Jest to jedynie pewien zarys mojego problemu, który jest dość skomplikowany. To wszystko mnie przytłacza...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 gru 2006, 22:53

przez asia13 28 gru 2006, 19:08
Uważam że jesteś dla niego zbyt surowa!!! Dla osób chorych na nn bardzo ważna jest bliskość drugiej osoby i posiadanie w niej oparcia! Jeśli zostawisz go z powodu że zbyt rzadko mówi do Ciebie KOCHAM to ta osoba morze się jeszcze gorzej zdołować! Miej świadomość że od Ciebie wiele zależy. POzdrawiam :smile:
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
27 gru 2006, 21:00

przez Torhild 29 gru 2006, 11:19
Balik!!!!! Twoja wypowiedz mnie zmiażdżyła... (ja też się zakochałam, już prawie rok temu) mam identyczne objawy, dosłownie. Aż mnie to wgniotło WY FOTEL poprostu wielkie LOL. Wybacz, że to powiem ale pocieszyło mnie to. Teraz wiem, że skoro nie tylko ja mam takie fazy to znaczy, że to jest tylko(aż) choroba. To naprawde niesamowite... Nawet myśli o tym co ta osoba teraz robi itp, to na serio niezwykłe co ta choroba potrafi zrobić, nawet sprawdziłam czy to przypadkiem nie jest jakiś mój post. Radzę Ci idź do psychoterapeuty, chodze już ponad miesiąc, a skłoniły nie do tego właśnie te myśli, rok to za długo. Nie daj się tak długo wykańczać.
Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia
nadal under impressive...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 22:15

Avatar użytkownika
przez Kejsi 29 gru 2006, 13:05
Osoby z nn normalnie kochają tylko nie zawsze to okazują, łatwiej wyprowadzić je z równowagi i troszkę trzeba je traktować w białych rękawiczkach. Ale My potrafimy kochać :)
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez kwasanri 13 sty 2007, 02:13
:shock: ja mam tak samo...IDENTYCZNIE...jak tylko moglabym piep...a bym to wszystko w pizdu..po cholere budowac zwiazek i uzerac sie z kims...czasami jestem tak zrezygnowana...ale wiekszosc wynikajacych awantur to moja wina...a wtedy zlosc przechodzi na niego...a wtedy mowie ze go zostawie...a po 30 minutach siadam mu na kolanach, przytulam sie i mowie mu ze go kocham i bardzo przepraszam...to chore, ale ja jestem chora, a on mi pomaga.NIe nosi mnie na rekach, nie przynosi kwiatow, ale znosi moje furie, je ze mna obiad, wyhodzimy razem do znajomych, pracujemy razem, uprawiamy sex i sprawiamy sobie niespodzianki. Osobiscie mysle ze jest to bardzo waze miec go obok...i ze nie przynosi ci Wedlowskiego serca codziennie do domu to nie znaczy ze cie nie kocha. Zastanow sie ile razy byl obok jak trafil cie szlak...hm?
K..W..A..S..A..N..R..I..
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
23 paź 2006, 20:31
Lokalizacja
Sieradz

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do