Z czasem wszystko się zmienia...trzeba walczyć do końca

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Z czasem wszystko się zmienia...trzeba walczyć do końca

przez sprzedawca87 02 lip 2011, 22:52
Hey!
Kiedyś czytałem to forum a teraz postanowiłem co nieco tutaj pobyć.
Opowiem wam moją historię z nn. Z czasem naprawdę wszystko się zmienia.

Chorować na NN zacząłem w wieku dorastania właściwie w LO - choć zaczęło się jeszcze wcześniej właściwie w gimnazjum choć nie myślałem że to coś poważnego. Będąc jeszcze w gimnazjum zacząłem natrętnie myć ręce. Kilkanaście razy dziennie. Potem jakoś tak samoistnie zacząłem uważać to za niedorzeczność i zwalczyłem to w sobie, nie myślałem że to może się przerodzić w coś innego. A jednak zaatakowało jakieś 3 lata później. W lo naprawdę doświadczyłem olbrzymiego stresu - nowe otoczenie, nowi ludzie mnóstwo nauki, częste niedosypianie i forsowanie organizmu- chodziłem na treningi koszykówki. Pewnego dnia stres wkradł się nieświadomie i zaatakował mnie wewnętrzną paniką, ciśnienie maksymalnie mi podskoczyło, zaczęło mnie dusić w gardle nie mogłem oddychać o mały włos i bym zemdlał.

Oczywiście myślałem że to może kwestia hormonów i przemęczenia - czekało mnie mnóstwo badań. We wszystkich okazało się że mam książkowe wyniki. Pozostało echo serca. Mój kardiolog zdiagnozował u mnie nerwicę wegetatywną. Po tym co wydarzyło się w Lo każdy kolejny dzień był dla mnie totalnym stresem, na sprawdzianach nie mogłem się skoncentrować - opuściłem się w nauce. Ciągle bałem się że ten atak paniki się powtórzy. Szukałem w sobie jakiegoś lekarstwa - długie godziny w wannie i kąpiele relaksacyjne, odkryłem w sobie pasję do jazdy rowerem.

Ale im dłużej jeździłem rowerem tym mniej wychodziłem gdzieś do ludzi, towarzysko odpadłem. Zacząłem się izolować, rzadko wychodziłem na piwo ze znajomymi. Któregoś dnia szedłem do szkoły z nauczycielką. Szliśmy i rozmawialiśmy o czymś i nagle patrząc na drzewa przebiegła mi przez głowę myśl - obraz powieszonej na drzewie nauczycielki. Oczywiście to była tylko myśl nigdy nie miałem nic do tej nauczycielki i nie miałem takich wyobrażeń. Nie wiedziałem skąd taka myśl pojawiła się w mojej głowie.
Cały dzień martwiłem się o to skąd się to wzięło, a mnie udzielił się przygnębiony stan i poczucie winy za tą myśl, na którą nie miałem wpływu. Tak się wszystko zaczęło ale najgorsze było dopiero przede mną.

Moje przygnębienie się pogłębiało, wkrótce zaczęły się pojawiać bardziej przerażające mnie myśli na które oczywiście nie miałem wpływu i nigdy się nie zrealizowały. Natręctwa te pojawiały się odnośnie wypadku (np. jadąc samochodem miałem myśl że może dojść do wypadku a w wyobraźni wszystko było takie prawdziwe pomimo tego że nigdy nie miałem choroby lokomocyjnej to przez pewien czas bałem się totalnie jeździć samochodem) Wraz z czasem wszystko się zmieniało natręctwa pojawiały się o różnych treściach albo masakrycznej rodem z horrorów czyli że np w koszu na śmieci leżą trupy albo do natręctw seksualnych. Depresja się pogłębiała - czułem się jakbym był złym człowiekiem obwiniałem się o to wszystko. W międzyczasie odkryłem swój talent do robienia zdjęć to odrywało mnie od myślenia. Ale moje przygnębienie zaczęło już męczyć nawet moją rodzinę o którą też się bałem. Wychodząc do szkoły sprawdzałem po kilkanaście razy kurki od gazu bo w myślach miałem wizję tego że czegoś nie dokręcę i widzę jak ginie moja rodzina, w szkolę pojawiała się natrętna myśl odnośnie jakiejś nauczycielki i myślałem że coś strasznego jej się mogło stać jak np się spóźniła na zajęcia. Tego było coraz więcej a ja myślałem że wariuję. Zaczynałem myśleć o tym aby ze sobą skończyć - taki myśli chodziły mi po głowie też jako natręctwa. Totalny obłęd. Patrząc na pasek od spodni miałem myśli natrętne o wisielcach, krojąc chleb nożem bałem się żeby nikt z bliskich się nie kręcił obok mnie bo w myślach taki nóż lądował w czyimś brzuchu. Myślałem że zeświruję. Pasje nie pomagały mi się odciągnąć od myślenia na tyle aby wyjść na prostą. Postanowiłem pójść do psychologa. Psycholog był kiepski, straciłem czas. Pozostał psychiatra zdiagnozował u mnie NN i przepisał proszki.
Przez pół roku brania mój stan się polepszał niestety nie pamiętam już nazwy leku ale dziwnie się czułem po nich taki trochę zmulony. Cierpiałem z powodu samotności, byłem atrakcyjnym chłopakiem kręciły się wokół mnie seksowne dziewczyny nawet jedna chciała ze mną chodzić. Nie zgodziłem się chciałem zwalczyć w sobie tą chorobę. Nie chodziłem na terapię. Walczyłem sam. Poprzez fotografię mogłem totalnie znaleźć się w innym świecie, nie myśleć o sobie i przede wszystkim być wśród ludzi. Małymi kroczkami się polepszało bałem się tylko matury. Potem pojawiły mi się znowu natręctwa będąc u kogoś, po powrocie do domu musiałem się upewnić czy nic złego nie stało się z tą osobą u której byłem, ciągle czułem w sobie jakiś fałszywy wyrzut sumienia za swoje myśli. Znowu było źle. Paradoksalnie choć nauka była dla mnie wtedy piekłem LO ukończyłem z wynikiem bd i udało mi się dobrze zdać maturę.
Walczyłem z chorobą próbując filozofii wschodu, medytacji, biegania itp. Uleczyła mnie w znacznym stopniu i pokazała inny świat moja dziewczyna. Z którą mieszkałem i byliśmy razem przez 3 lata. Choroba minęła albo bardzo rzadko się pojawiały natręctwa.
Na studiach kłopotów z nn miałem raczej mało sporadycznie coś było. Ale z czasem naprawdę można zrozumieć strategię ataku tej choroby. Wiedząc jak to funkcjonuje łatwiej się z tym walczy.
Obecnie skończyłem studia licencjackie i pracuję moje życie jest w miarę normalne choć męczy mnie czasem takie niewytłumaczalne uczucie wewnętrznego ciężaru. Ważne jest żeby nie tracić wiary można to pokonać trzeba to zwalczyć w sobie o tym jakie mam na to sposoby opiszę wam później może wam się to przyda a może macie podobnie.
Pozdrawiam was wszystkich którzy męczą się z tym rakiem duszy bo tak nazywam to cholerstwo ale czasem można to przekształcić w dobrą stronę ja przez chorobę zająłem się fotografią a dzisiaj pracuję w firmie fotograficznej i oprócz tego jestem doświadczonym amatorem fotografii i specjalistą sprzętu fotograficznego pomimo tego że z chorobą tą walczę od 6-7 lat.
Trzeba walczyć do końca bo jak wiecie jest o co w końcu gra jest o nasze życie i jego komfort. :8):
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lip 2011, 21:57

Z czasem wszystko się zmienia...trzeba walczyć do końca

Avatar użytkownika
przez bliksa 02 lip 2011, 22:54
sprzedawca87, witaj, pozytywny poscik ;)
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Z czasem wszystko się zmienia...trzeba walczyć do końca

przez sprzedawca87 03 lip 2011, 14:42
Witam ponownie :)

Sytuacje alkoholowe w mojej rodzinie też były - byłem wychowywany przez matkę, ojciec pracował na kontraktach zza granicą także przyjeżdżał tylko raz na 2 tygodnie odkąd sięgam pamięcią tak było. Moja matka wiecznie samotna, jej ojciec był alkoholikiem tłuk moją babcię, moją mamę i mojego wujka. I paradoksalnie był taki okres kiedy moja matka sobie nie radziła z tym wszystkim popadła w depresję, znalazła sobie kochanka, potem sama zaczęła pić. Jako dzieciak w gimnazjum musiałem to wszystko przeżywać sam w sobie, bo gdy tylko coś wygadałem to ojciec w to nie wierzył, jak powiedziałem dziadkom to potem były niezłe kwasy.

Z czasem jakoś sprawa się zakończyła rodzice zaczęli ze sobą rozmawiać i sytuacja wróciła w sumie do normy. Ale wtedy rodzinę zaczął atakować brat mojej mamy alkoholik - robił awantury nachodził mój dom i dom mojej babci. Wyrzucał rzeczy swojego ojczyma itp. Do tego wszystkiego zdechł mi wtedy mój pies którego wraz z moim dziadkiem grzebałem, no i w międzyczasie pojawiły się testy gimnazjalne czyli pierwszy stres. Może to wszystko ten zbiór negatywnych sytuacji miał na mnie wpływ i to ukrywanie emocji nienawiści do kochanka mojej matki i tego wszystkiego co przeżyłem za małolata po latach zaatakowało jako nn. Trudno mi powiedzieć.

Nie mniej jednak po tych wszystkich złych przeżyciach w dzieciństwie i już później walcząc z NN pojawiły się takie cholerne natręctwa. Otóż jeżdżąc rowerem z daleka od domu widywałem różnych ludzi, kiedyś widziałem jakąś kobietę na rolkach. I nagle ni stąd ni z owąd pojawiała mi się myśl że coś mógłbym złego zrobić tej kobiecie albo że samo coś złego mogło jej się stać. Oczywiście to wszystko zaczęło dziać się w mojej głowie. I po powrocie do domu zacząłem analizować totalnie co robiłem poza domem, czy nikogo nie skrzywdziłem itp analizowanie krok po kroku swojego zachowania - wiem że to głupie. Ale pozostawiło we mnie olbrzymią blokadę na szczęście i ciągle te fałszywe wyrzuty sumienia jakbym był winny za takie myślenie. Ba wyrzuty jakbym zrobił coś co nigdy nie miało miejsca. Wszystko to sprawiało że popadałem w depresję.
Kolejnym dołkiem była sytuacja kiedy spacerowałem sam a może z moim psem już nie pamiętam lasem - i nagle w środku dużego lasu widziałem dwie małe dziewczynki na widok których się wystraszyłem - a może to moje halucynacje??? Nigdy nie miałem żadnych halucynacji ani nie ćpałem ale co do licha w środku tego lasu robiły 2 małe dziewczynki same...przecież to nieodpowiedzielne i niebezpieczne zwłaszcza że niedaleko są bagna. Wyminąłem te dziewczynki które najprawdopodobniej szły na skróty do domu. Ale wyminąwszy je pojawiły mi się natrętne myśli że coś mogło się im stać, że nic nie zrobiłem itp. Po powrocie do domu znowu analiza swojego zachowania i blokada na wszystko co pozytywne ciągle tylko myślenie i obwinianie się nie wiadomo o co...bo nic złego nikomu nie zrobiłem. Te 2 natręctwa nachodzą mnie czasami po prawie 3 latach - ostatnio znowu mnie zaatakowały. Jaką mam na to receptę o tym za chwileczkę.
Po tych wszystkich wydarzeniach zacząłem pracować w sklepie fotograficznym. W jednym z olbrzymich supermarketów. Jakby ktoś widział moje zachowanie po zamykaniu sklepu to od razu uznałby mnie za czubka. Kasę podliczałem zawsze 2 razy. Kasetkę w której zamykałem pieniądze sprawdzałem z 5 czy 6 razy czy dobrze zamknięta a same gabloty w których był sprzęt sprawdzałem po 4 razy nigdy tego nie liczyłem ale jakoś tak wychodziło. Bo cały czas miałem lęk że coś mogłem spiepszyć.
Potem stopniowo po latach pracy już odpuszczałem, bo zwykle takie natrętne sprawdzanie sprawiało że w sklepie po zamknięciu siedziałem jeszcze lekko z 30 minut. Zacząłem sam sobie tłumaczyć kurdę zamknę raz i w dupie będzie co ma być - po jakimś czasie poskutkowało i ograniczyło się tylko na 2 sprawdzeniach.

Wracając do tych natręctw z tymi dzieciakami i tą babką na rolkach które męczą mnie po tylu latach i wracają jak bumerang, wtedy znowu podupadam na humorze. Jak mnie już złapie to znowu czuję się podle i czuję w sobie jakiś niewytłumaczalny ciężar, znowu się obwiniam i staram się tłumaczyć że nigdy nikogo nie zabiłem, nie pobiłem, nigdy nic nie ukradłem i jestem prawym obywatelem do tego odpowiedzialnym. To tylko te cholerne myśli sprawiają że się czuję tak źle, choć nie chciałbym tak myśleć a nie miałem wpływu na swoje natręctwo. Czasem to nie pomaga i zaczynam się dołować. Po tylu latach życia z nn można się do niej przyzwyczaić. Czasem ją wyśmiewam jak mi się coś tam w głowie pojawi bezsensownego jak kiedyś jakieś natręctwa dotyczące mojej orientacji seksualnej - co było totalną bzdurą bo nie mam skłonności homoseksualnych i nie kręcą mnie faceci a bez kobiet nie wyobrażałbym sobie życia - więc sam się śmiałem z takiego natręctwa.
Odwołując jednak się do tych stałych natręctw które mnie męczą już tyle lat i sprawiają że przez dłuższy czas czuję się podle - znalazłem na to pewną receptę. Otóż biorę czystą kartkę papieru i na zasadzie mapy myśli rozpisuję całą taką sytuację. Taka analiza i rozkładam wszystko to na czynniki pierwsze. W ten sposób udało mi się przyjrzeć chorobie - że zawsze działa w ten sam sposób a ja zawsze padam jej ofiarą. Ponieważ jestem racjonalistą opieram się na faktach racjonalnych i tak też sobie to tłumaczę. Zasada działania NN jest zawsze taka sama zaczyna się od sytuacji której nie da się przewidzieć, która nie wiedzieć czemu wzbudza w nas podświadomie lęk - przykładem w moim przypadku były dzieciaki w środku lasu - co wyglądało jak scena z horroru albo jakaś halucynacja, potem nasz umysł zaczyna szukać jakiegoś skojarzenia (ja nie oglądam horrorów ale skojarzyło mi się to ze sceną jak z filmu lśnienie i dziewczynki na korytarzu hotelu kiedyś widziałem tą scenę w tv choć filmu nie widziałem) idąc tym tropem dalej jeżeli umysł nie jest w stanie sobie racjonalnie odpowiedzieć skąd one się tutaj wzięły wtedy podświadomość buduję w nas stres i do gry wchodzi negatywna myśl albo cała gonitwa - bo umysł szuka potem w głowie pojawia nam się makabryczny obraz który jest wytworem naszej wyobraźni. Wracamy do domu i zaczynamy się obwiniać, potem następuje analizowanie swojego zachowania, pojawia się niedowierzanie odnośnie samej treści myśli, fałszywe wyrzuty sumienia, przeżywanie ciężaru obwiniania się - smutek -depresyjny nastrój. A w rzeczywistości przecież nic się nie stało. Czułem się dziwnie odpowiedzialny za te dzieciaki którym napewno nic się nie stało ale widząc je same w lesie po prostu byłem w szoku z powodu braku wyobraźni rodziców. Poza tym gdyby nawet cokolwiek się stało tym dzieciakom to napewno bym o tym słyszał bo mieszkam w małej miejscowości i tutaj nawet rozbita szyba w samochodzie jest sensjacją na cały powiat. NN lubi sobie z nami pogrywać ale jak dokładnie sobie rozpiszecie takie natręctwo, taką wizję nawet najbardziej brutalną to sobie zobaczycie że nie ma powodów do obaw choć ta choroba tak właśnie chce i o to jej chodzi reszta to nasza wyobraźnia i nasz mózg. Polecam wam też książkę Żyj radością Yongey Mingyur Rinpoche - buddyjskiego mnicha który opisuje jak działa nasz umysł i mózg oraz polecam książkę Martyny Wojciechowskiej "Przesunąć Horyzont" - Martynę miałem okazję kiedyś spotkać i jej osobiście podziękować za to że swoim przykładem potrafi zarazić innych - mnie dodała optymizmu i sił aby walczyć z chorobą dalej. I jak napisała mi w dedykacji z "Życzeniami pokonania własnego Everestu" bo każdy z nas takowy ma w naszym przypadku jest to NN inni mają jeszcze inne trudności najważniejsze jest nie dawać za wygraną i małymi kroczkami iść do przodu - wiem że to niełatwe ale chyba lepiej próbować niż stać w miejscu i tylko myśleć. Myślenie czasem pomaga a czasem zaczynamy zaplątywać się we własny mózg popadając w depresję. Szukajcie pozytywnej odskoczni czegoś co nie będzie was zajmować tylko myśleniem.
Ja w stu procentach jeszcze nie wygrałem ale staram się jak mogę nie dać za wygraną. Będę tutaj wpadał na pewno jeszcze nie raz. Trzymam za was kciuki !!!!!!!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lip 2011, 21:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Z czasem wszystko się zmienia...trzeba walczyć do końca

Avatar użytkownika
przez Milutki 04 lip 2011, 19:07
sprzedawca87, dzięki za Twój pozytywny przykład i wiele wartościowych myśli ! :great:

sprzedawca87 napisał(a):NN lubi sobie z nami pogrywać, ale jak dokładnie sobie rozpiszecie takie natręctwo, taką wizję nawet najbardziej brutalną, to sobie zobaczycie, że nie ma powodów do obaw, choć ta choroba tak właśnie chce i o to jej chodzi, reszta to nasza wyobraźnia i nasz mózg.

sprzedawca87 napisał(a):udało mi się przyjrzeć chorobie (...) Zasada działania NN jest zawsze taka sama: zaczyna się od sytuacji, której nie da się przewidzieć, która nie wiedzieć czemu wzbudza w nas podświadomie lęk (...), potem nasz umysł zaczyna szukać jakiegoś skojarzenia ... idąc tym tropem dalej jeżeli umysł nie jest w stanie sobie racjonalnie odpowiedzieć, skąd one się tutaj wzięły, wtedy podświadomość buduje w nas stres i do gry wchodzi negatywna myśl albo cała gonitwa - bo umysł szuka, potem w głowie pojawia nam się makabryczny obraz który jest wytworem naszej wyobraźni.

sprzedawca87 napisał(a):najważniejsze jest nie dawać za wygraną i małymi kroczkami iść do przodu - wiem, że to niełatwe ale chyba lepiej próbować, niż stać w miejscu i tylko myśleć. Myślenie czasem pomaga, a czasem zaczynamy zaplątywać się we własny mózg popadając w depresję. Szukajcie pozytywnej odskoczni - czegoś, co nie będzie was zajmować tylko myśleniem.
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do