Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez olciaaaaa 07 maja 2011, 17:06
witam.
Jestem tu nowa.
Cierpię na różnego rodzaju przypadłosci od długiego juz czasu.
Mam 22 lata.
I dopiero rok temu zaczełam się leczyc.
Mialam świadomośc że cos niedobrego dzieje sie ze mną .....
Myslalam ze to minie, że wkoncu samo pouklada mi sie w głowie.
Jest tego tyle, że nie wiem od czego zacząc .. echhh..
Spróbuję od początku..
Byłam wesołym dzieckiem, mowie tu o wczesnym dzieciństwie , bo od momentu pojscia do szkoly podstawowej cos sie ze mna zaczeło dziac.
Nic dobrego...
Mialam bardzo dużo trudnosci w kontaktach z równieśnikami, nie to że ich unikałam ... bardzo chcialam sie z nimi zaprzyjaznic jednak odrzucali mnie od siebie.. nie rozumiem do tej pory dlaczego, nie wyglądałam dziwnie,nie byłam brzydka , gruba czy niemiła dla kogokolwiek.
Przejawy niechęci w stosunku do mnie zaczęli przejawiac nawet niektórzy dorośli..
Nie lubiło mnie moje wlasne rodzeństwo, Mam dwie siostry.
Starałam sie ...próbowalam sie zmieniac tylko po to żeby udzie zaczeli mnie akceptowac..
Czesto czulam sie taka malutka..
Nadszedł moment kiedy , przestalam sie starac, zaczelam sie pogrążac we własnym swiecie , siedzialam sama pogrążona w krainie kolorowych kredek , ksiazek, muzyki.. roślin.
Mialam problemy ze swoja mamą.Ona równiez mnie nie akceptowala, wraz z moim wiekiem narastaly kłotniemiedzy na a nia.
Ciagle slyszalam ,"dlaczego taka jestes"?, "dlaczego nie mozesz byc taka jak Twoje siostry?!, " "Żałuję ,że Cie urodziłam!"...
Robiłam wszytsko żeby tylko była ze mnie dumna.
Niestety nie udało mi sie to, mimo tego ze interesowalam sie wszytsim czymmoglam, uczylam sie duzo, spiewalam,zaczelam chodzic do szkoły muzycznej ,malowac...
Nic nie działało.
Jest mi tak ciężko,bo majac teraz 22 lata nadal czuje to wszytsko i widze przed oczami tak samo jakbym nadal byla tym malym dzieckiem ...
Przestałam wierzyc w siebie. Przestalam wierzyc w cokolwiek.
Po przeprowadzce 7 lat temu bylo tylko gorzej.
W nowej szkole nikt mnie nie lubil..
mało tego nawet dostawalam smsy zpogrózkami..
Bałam sie.
Moja mama zachorowala na raka 2 lata pozniej.
zmienil sie jej charakter , na gorsze, byla coraz bardziej drażliwa, cala swoja niechec do swiata wylewala na mnie...
Nie pamietam ile nocy przepłakałam.
Cierpialam ,nic nie mowiac. nikomu.
Bokomu mialam powiedziec? siostrom ktore mnie nie nawidza? czy ojcu ktory opiekowalsie schorowana matka?
i płakał w poduszke nie spiac co noc ?
.. bylam zupelnie sama.
Wtedy pierwszy raz postanowilam spróbowac.
To nie mialo byc wołanie o pomoc..
Ja naprawde tego chcialam.
Babcia znalazła mnie nieprzytomna..
Zawieźli mnie do szpitala..
nic nie pamietam, bo dluugo spałam.

Nadszedł czas liceum.
klasaa maturalna.
Oczywiscie ja chcac zaimponowac " najbliższym" nałozyłam na siebie bardzo duzo.
Nie udźwignełam tego, wiec zmuszona byłam niesc jeszcze wiekszy ciezar.
Nie zdana matura , dla kogos takiego jak ja , gdzie zawsze chcialam robic cos pond byla jak rysa , kaza nie do zamazania , myslalam ze swiat mi sie zawalil.
Wyobrazcie sobie co moja rodzina o mnie myslala...
Byłam powodem do wstydu..
Moje siostry obmawialy mnie za plecami.
Mówily ze jestem oblesna, ze sie mnie wstydza , ze jak moglam zrobic cos takiego rodzicom, ze nic mnie nie obchodzi i ze załuja ze nie maja 4-osobowej rodziny..
postanowilam sie skupic raz jecze i sprobowac pokazac ze jestem cos warta , zeby zatrzymac ciagle porownywania, chcialam zeby mnie ktos zauwazyl..
Uczylam sie sama przez rok czasu do matury z historii sztuki, pod wielka presja oczywiscie , bo przeciez codziennie mi powtarzano, ze za malo pracuję..
Że przyniosłam wstyd.
Ahh...
Skonczylo sie na tym ze zdalam mature z historii sztuki, chcialam isc na ten sam kierunek ale oczywiscie nie pozwolona mi na to..
Archotektura Krajobrazu byla wg. moich rodzicow
"idealnym" kierunkiem dla mnie.
mowilam ze sobie nie poradze.
uhh Wyprowadzilam sie od rodzicow.
Zaczelam studia , znalazłam mieszkanie.
Zakochalam sie.
Pierwszy raz , tak prawdziwie , do szpiku kosci...
Zamieszkalismy razem.
Przez poł roku bylo cudownie , nie wierzylam w to ze tak wyglada moje zycie!
ze to niemozliwe , zastanawialam sie kiedy sie przebudze..
i przebudzilam sie. Zostawil mnie, zostawil jak rzecz, wtedy tez wyrzucili mnie ze studiów,stracilam prace i mieszkanie .
Rodzina mnie wyklęła gdy sie dowiedzieli.
Znajomi nagle gdy dowiedzieli sie ze mam problem odwrocili sie ode mnie.

To wszytsko stalo sie tak nagle ze wydawalo mi sie ze spie. On poprostu przyszedl zpracy i mnie zostawil...
Płakałam ,krzyczalam , w glowie mi sie krecilo , nie moglam sie ruszyc z miejsca, bolało mnie całe ciało.
Przez dwa tygodnie nie wychodzilam z pokoju, czekalam az wróci z pracy patrzylam na zegarek, ledwo co jadłam, nawet juz nie płakałam.
Poprostu siedzialam.., Jak kamien.
Przyjechali moi rodzice..
Gdy zobaczyli w jakim jestem stanie zaczeli sie na mnie drzec. Wygladal to tak ze siedzialam na łózku a oni stali nade mna jak sępy.. i krzyczeli jedno przez drugie ..
Wstalam z łózka i dostalam ataku sszały, myslalam ze ich pozabijam , rzucalam wszytskim czym moglam ..
Biłam przede wszytskim siebie..
wkoncu bylam tym tak zmeczona ze upadłam...
Obudzilam sie w szpitalu.
psychiatrycznym..
tzn na izbie przyjec.
Rozmowa z doktorem dyżurnymmiala mi pomóc.
Czulam sie fatalnie ...
4 godziny rozmowy z lekarzem, ojciec siedzila przy mnie i płakał..
Mowil ze nie zdawal sobie sprawy, ze nie widzialtego co sie dzieje i jak duzokrzywde mi robia .. On matka , moje ssiostry..
Lekarz wypisał mi leki.
Amizepin i citronil.

Wrócilam do mieszkania...

Poczułam sie nagedziwnie spokojna majac te leki w ręce, wzielam amizepin, po ktorym czulam sie bardzo dobrze!
tzn nie myslalam o niczym. bylam totalnie bezpłciowa. Przestałam płakac wiec glowa juz mnie nie bolała.
bylam tak przymulona ze nie myślałam.
Nagle, w ciąglu jednego dnia dowiedzialam sie dlaczego On mnie zostawil...
i Że moja współlokatorka tak mnie obsmarowala przed wlascicielami mieszkana ze musialam sie wyprowadzic ...
mialam dwa dni na wyprowadzke..
tak płakałam...
Obudzilam sie rano.. zobaczylam lezacy amizepin i citronil + kilka innych leków.
Wino było w lodówce.
Postanowilam skrocic swoje cierpienia..
Nie bylam zdenerwowana, nie, wlasnie pamietam tylko cpokój z tamtego dnia,bylo mi tak błogo.
Ułozyłam sobie caly dzień.
Postanowilam obejrzec dobry film, przesłuchac ulubioną muzykę , zrobic sobie przyjemna kapiel , jednym slowem zrobic sobie mily dzien.
Nadszedł wieczór.
Wtedy ze spokojem wzielam swoje magiczne pigulki. Zapilam wszytsko winem.
Właczylam kompilacje Kronos Quartet z Mogwaiem.
Połozylam sie i czekałam.
Czulam ze jest mi coraz lepiej.

dokanczajac moja opowiesc...
Znalazłam znowu w tym samym szpitalu co kilka lat temu...
Obudzilam sie dwa dni pozniej.
Nic nie pamietam... wiem tylko ze gdy sie obudzilam nie moglam chodzic ani wyslowic sie..
Po niecalym tygodniu zabrali mnie do szpitala psychiatrcznego..
Miesiac czasu spedzilam na oddziale zamknietym nr VII w Lublinie.
Dodam ze najgorszym oddziale w calym abramowickim kompleksie..
krzyki co noc
lezenie w pasach,leki, przywidzenia , silne leki...
Starzy powykrzywiani ludzie, kobieta budzaca mnie w nocy ! nie zapomne jej twarzy..
Mowila ze mam jaratowac bo boi sie corki ktora jej powiedziala ze spali ja i caly jej dobytek..
Dziewczyna ktora zamknela mnie w łazience..
ehh
Nie wiedzialam
juz czy jestem do uratowania...

Po miesiacu przeniesiono mnie do kliniki leczenia nerwic i zaburzen odżywiania . Był to oddzial otwarty.
Ale ja balam sie wychodzic na poczatku..
Było mi bardzo ciezko sie odnalezc , zaczac rozmawiac na grupach, poznalam tam wielu ludzi, z ktorymi zaczelam lapac wspolny kontakt...
Jednak rozne rzeczy widzialam i slyszalam coraz czesciej.
Zaczelam sie bac ze ktos mnie sledzi obserwuje...
i ten okropny smutek.
Drapałam sie.
Natrętne mysli powracaly..
natręctwa.
magiczne myslenie, że jesli zapale trzy raz i zgasze trzy razy swiatlo nic mi sie nie stanie i moge sie polozyc spac.
I mase innych rzeczy robilam tylko po to zeby wystrzec sie przed złym losem.
Czułam w pewnym momencie ze wpadam w czarna dziure.
Dostawalam silne leki.
nie pamietam w jakiej kolejsnosci juz ale dostawalam takie leki : Bioxetin, depakine chrono, rispolept, asertin...
wiecej nie pamietam... ciezko bylo przez te kilka miesiecy w klinice...
Wyszłam z rozpoznaniem pogranicznego zaburzenia osobowosci, nerwicą, depresją..

Troche mi pomogł ten pobyt ale wiem ze moje zycie nie zmieni sie ..że musze tak życ.
obecnie biorę Lenuxin po ktorym czuję się zle...
boje sie nowych leków..
boje sie osiebie.
http://www.youtube.com/watch?v=lg52GFdRw-k
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
05 maja 2011, 16:42
Lokalizacja
Kraków

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 maja 2011, 17:37
olciaaaaa, Bardzo smutne to co przeczytałam. :-|
Wiele przeszłaś.
Czy Ty chodzisz jeszcze na terapię?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez Ritka7x 07 maja 2011, 17:55
wiesz co Ci powiem,nie słuchaj mamy i sióstr i tak jesteś wartościowa jaka byś nie była każdy człowiek jest..tylko musisz..sama starać się zaakceptować...to jest bardzo ważne..to Twoja mama i siostry są złe,puste,że Ci takie przykrości mówiły...a Ty według mnie powinnaś iść na dobrą terapię,aby to zrozumieć,wiem,że to trudne jak tak zostałas wychowana,ale da się to zmienić...ja też się boję leków tak jak Ty...ja akurat już niedługo wybieram się do ośrodka leczenia nerwic w Komorowie..i mam nadzieję,że mi tak dużo pomogą...
Offline
Posty
528
Dołączył(a)
15 lis 2010, 10:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez MARTIN1986 07 maja 2011, 18:00
Masakryczne słowa od strony matki :twisted: A co to masz byc klonem swoich sióstr. Kazdy z nas ma inna mentalnosc i osobowosc. Ja cie rozumiem mam wiele z twoch objawów tez mi jest ciezko. 8)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
05 maja 2011, 16:27
Lokalizacja
Częstochowa

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez paradoksy 07 maja 2011, 18:03
olciaaaaa, straszna jest Twoia historia. Ale może mieć dobre zakończenie...
Czy Twoja matka wie jaką krzywdę Ci wyrządziła? Twoje siostry?
Czy oni nie zdają sobie sprawy z tego, że nikt nie jest idealny?
paradoksy
Offline

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez black_cat 07 maja 2011, 21:28
straszne:( powinni teraz zrobić wszystko by pomoc Ci z tego wyjsc ! Ale to co przeszlas ... masakra:(
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
05 maja 2011, 23:28

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez Katti20 05 paź 2011, 17:10
Słuchaj, ja mam podobny problem, myślę o myśleniu, boję się, że przestanę myśleć i popadnę w jakiś obłęd...
Ten problem jest kolejnym wyimaginowanym w toku mojej cholernej nerwicy. Zaczęło sie od tego, że zaczęlam się bać, że nie zasnę, jeśli będę o tym mysleć i faktycznie, zaczęłam poświęcać tej natrętnej myśli cały dzień, a apogeum nerwicy następowało wieczorem, kiedy nadchodzi pora spania. Ta myśl powodowała, że kładłam się do łóżka nie spokojnie, a totalnie znerwicowana, a co najgorsze- rzeczywiście nie mogłam spać, tzn. nawet jak już zasnęłam, to budziłam się po 1h, potem jak zasnęłam znowu, było to samo. Najpierw siostra poradziła mi Bellergot, żebym się po prostu uspokoiła, ale to słabo pomagało, po czym odwiedziłam internistę, który zapisał mi antydepresant( wzięłam jedną tabletkę, ale czułam się jeszcze gorzej, tego typu leki mają to do siebie, że ich pozytywne działanie pojawia się po 2 tygodniach stosowania), oprócz tego zapisał mi Zolpic- lekarz powiedział, że te tabletki, cytuję "powalą konia", ychym;/, jasneee, więc ja jestem tym pieprzonym ewenementem pomyślałam, kiedy przespałam po nich zaledwie 3h. Teraz każdego dnia wymyślam sobie nowy problem do rozważania, nie potrafię zająć się normalnym życiem. To jest jakaś paranoja, tak strasznie zazdroszczę ludziom na ulicy, którzy nie mają takich bzdurnych problemów jak ja... Jak sobie pomyślę jak nie doceniałam swojego życia, zanim to cholerstwo pojawiło się w mojej głowie...echhhh

-- 05 paź 2011, 18:06 --

Kochana, jestem przerażona tym, co napisałaś, to okropne, że spotkałas w swoim życiu tylko tak parszywe, niegodziwe osoby. Rozumiem, że różnie bywa w szkole, koledzy mogą nas nie akcetpować, ale rodzina......tragedia. Nie rozumiem jak mogli tak Cię ranić, robić to tak jawnie i bezpośrednio. A dopiero wtedy, kiedy znalazłaś się w szpitalu zaczęli "widzieć", dostrzegać jaką krzywdę Ci wyrządzili swoim podłym postępowaniem. Co mnie uderzyło, to to, że napisałaś, że rodzice płakali i nie zdawali sobie sprawy z tego, że tak zniszczyli Ci psychikę i życie- byli tym faktem zdziwieni....Może za bardzo się uniosłam, nie powinnam osądzać, ale nie mogę tego pojąć, jak można krzywdzić i niszczyć swoją córkę...Ja ze swojej strony życzę Ci, żebyś odnalazła w życiu tę właściwą drogę, żebyś spotakała ludzi, którzy będą dla Ciebie wyrozumiali i zrozumieją Twoje problemy. Pamiętaj, nie staraj się dla kogoś, kto nie jest wart Twojego zaangażowania i pracy, staraj się dla siebie. Myśl o sobię jako o wartościowej, ale niezwykle emocjonalnej i wrażliwej osobie, a przez to właśnie wyjątkowej. To, co przeżyłaś świadczy o Twojej wyjątkowości, przeszłaś piekło, ale ciągle walczysz....i wierzę kochana, że dasz radę....Ty też w to uwierz, ale przede wszystkim licz na siebie, bo często nawet ci, którzy uważają, że mają tych "przyjaciół", tracą ich automatycznie wtedy, gdy potrzebują wsparcia...Nie generalizuję, ludzie są różni. Szukaj ludzi o podobnej osobowości do swojej własnej, o podobnej wrażliwości emocjonalnej, takich, którzy potrafią szczerze współczuć,a nie udawać, że im przykro, że ktoś cierpi...wiem, że to trudne, ale Tobie się uda. Widzisz, próbowałaś ze sobą skończyć, ale mimo wszystko nie udało Ci się, w tym upatruj przeznaczenia, masz być i się podnieść po raz kolejny, ale tym razem na dobre...:) :great:
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 paź 2011, 16:40

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez black_cat 25 lis 2011, 16:45
Katti 20 mam tak samo patrząc na innych nawet na ludzi mi bliskich i mam wrażenie, że tylko ja nie umiem normlanie żyć zając się zwykłymi sprawami i normlanie cieszyć się z różnych rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość :( ale długo czułam się już dobrze w czasie nawrotu nerwicy właśnie czuje się inna niż wszyscy i tak bardzo chciałabym byc normlana:((
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
05 maja 2011, 23:28

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez Viii 28 lis 2011, 13:07
To działa jak komputer... kiedy myślimy gromadzi nam się więcej SPAM-u. Chodzi tutaj o gromadzenie informacji - gromadzimy za dużo "zbędnych" informacji.
Zastanawiam się tylko nad jedną rzeczą - dlaczego piszemy czasem że chcemy wrócić do normalności??? Bo tak na prawdę czym jest normalność?
czy ktoś mi to logicznie wytłumaczy?
Normalnością jest być takimi jak inni? Bycie takim samym jak reszta?
Kto ustalił teorię bycia normalnym?
I dlaczego sami siebie podejrzewamy o to że jesteśmy dziwni, inni, chorzy....
To że jesteśmy wrażliwsi, czujemy więcej i bardziej.... czy to na prawdę takie złe? Czy to jest złe że że dla mnie kaszmir to przyjemy w dotyku materiał a dla kogoś innego to zwykły kawałek szmaty?
Sami wrzucamy się do worka z innością, sami zamykamy się w 4 ścianach z obawą o tym że ktoś pomyśli o nas "zobacz on nie jest normalny" czytaj. on nie jest taki sam jak my i większość społeczeństwa - trzeba go z tego wyleczyć.
Ja pytam - ale z czego?
Czy spotkaliście na forum osobę która szczerze życzyła źle innej osobie?
Bo ja nie... Ilu takich spotykacie na co dzień? Hmmm.... ?
Dlaczego... o to pytam? Ponieważ większość w "normalnym" świecie goni tylko za jednym... za $
Walcząc o stołki i pozycję niszcząc po kolei innych... Wspaniale jest być przecież Pięknym i Bogatym. Jest o tym wszędzie przecież w TV,Radiu, internecie... Nagonka na to żeby być "normalnym". Jak inni...
Wiecie co ja na to - w dup.... mam to. Głęboko!! Tak głęboko że nikt nie jest w stanie tego już zobaczyć. Mało tego - nie chcę być taki jak reszta, być typowym przewidywalnym i nudnym człowieczkiem. Mało tego nawet jeśli się obalę bo mnie dopadnie nerwica lub panika to się obalę - i będę miał gdzieś co o mnie pomyślą inni. Mogą mówić wszystko - jest mi to obojętne. Ludzie są już do tego stopnia omamieni że wszystko co jest troszeczkę inne - jest złe. Boją się po prostu - wiem to bo byłem taki sam. Też się bałem, bałem się też kiedy dowiedziałem się że mam nerwicę. Ten strach przed innością męczył mnie i to bardzo. Do momentu.... aż uświadomiłem sobie że mam to gdzieś.... Oni tego i tak nie rozumieją więc dlaczego miał bym się jeszcze przejmować ich opinią???

WSZEM I WOBEC OZNAJMIAM WAM - JESTEŚCIE NORMALNI I WSPANIALI !! !! !!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
196
Dołączył(a)
24 paź 2011, 13:22
Lokalizacja
Bydgoszcz

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez monk.2000 28 lis 2011, 13:25
Z chęcią "powrotu do normalności" to u mnie jest tak, że pamiętam jak się czułem kiedyś i wiem jak się czuję teraz. Stąd ciągłe poczucie jakbym stracił coś cennego. Myślę, że czucie się innym jest jednym z objawów choroby. Jest się na tyle chorym żeby było nie tak, ale na tyle zdrowym żeby sobie z tego zdawać sprawę. Myślę że jest co zazdrościć zdrowym, sam często bagatelizuje problemy takich ludzi, bo w obliczach moich problemów te ich wydają mi się małe. Ale jeśli ktoś wierzy że to co się zdarza w świecie ma jakiś sens, to w takiej chorobie można znaleźć jakieś plusy. Ja znajduję, zastanawiam się tylko czy te wszystkie poglądy które w sobie ukształtowałem nie są właśnie takie czysto chorobowe i gdybym wyzdrowiał to bym się śmiał z moich górnolotnych przemyśleń.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

Avatar użytkownika
przez Viii 28 lis 2011, 14:32
monk.2000 napisał(a):Ja znajduję, zastanawiam się tylko czy te wszystkie poglądy które w sobie ukształtowałem nie są właśnie takie czysto chorobowe i gdybym wyzdrowiał to bym się śmiał z moich górnolotnych przemyśleń.

Coś w tym jest, może to tylko własna alternatywna odpowiedź - takie hasła ażeby poczuć się lepiej... nie wiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
196
Dołączył(a)
24 paź 2011, 13:22
Lokalizacja
Bydgoszcz

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez podlasin95 24 gru 2011, 03:16
U mnie ciągłe skupianie na myśleniu występuje tylko wtedy gdy siedzę w swoim domu. Jeśli poza nim wydarzy się coś co nie pozwala mi się skupić już na niczym innym wtedy wracam do siebie przesypiam to i mogę dalej funkcjonować. Wszystko mija kiedy wychodzę gdzieś ze znajomymi lub najlepiej z dziewczyną. Mam nadzieje że może komuś to pomoże : )
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 gru 2011, 02:50

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez Mic43 24 sty 2012, 20:13
Ja się zastanawiam czy jest chociaż jeden post Moniki bez nawiązania do terapii. Jakby to było jakieś magiczne cudo:)
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
01 kwi 2009, 13:22
Lokalizacja
Wawa

Ciągłe skupianie się na ''myśleniu''

przez angelinaa 18 wrz 2013, 21:54
Mam to samo. Wieczne myślenie, że mogę być chora psychicznie, że mogę mieć w przyszłości raka, że w życiu może być trudno, że wszystko jest takie niepoukładane. Każda myśl musi być dokładnie przemyślana. Wiem, że to chore, ale ciężko przestać. Walczę, ale czasami już nie mam sił. Nie chce mi się nic, cały czas cierpię, widzę swoje koleżanki i im zazdroszczę, że się niczym nie przejmują, nikt nie wie, co mi jest. Już nie daję rady, nie daję rady się uczyć, robić lekcji, tylko śpię. Mam nadzieję, bo to najważniejsze, ale brak sił.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 wrz 2013, 21:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do