Moje całe życie to rytuał.

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Moje całe życie to rytuał.

przez Vanillacoco 21 lut 2011, 21:52
Jak w tytule. Nie wiem czy jeszcze cokolwiek jest w stanie pomóc. Mój problem trwa od... kiedy pamiętam. Jako mała dziewczynka nabawiłam się, a raczej odkryłam u siebie paniczny lęk przed bujaniem, huśtaniem, ruszaniem się czegokolwiek. Wpadałam w histerię, gdy widziałam huśtawkę, rozbujany żyrandol sprawiał, że musiałam zwijać się w kulkę, aż nie ustał, a zawieszenie koralików w moich drzwiach to był prawie koniec świata, aż w końcu musieli je zdjąć, bo chodziłam jak wariatka. Objawy nerwicy, jak ostatnio się dowiedziałam, nasilały się z wiekiem, ale uznałam, że każdy ma takie dziwactwa, dopóki nie zorientowałam się, że nie każdy i to nie dziwactwo, a zwykła nerwica, i nie tylko ja z tym walczę. Dzisiaj doszłam do momentu, w którym całe moje życie jest jednym, wielkim rytuałem. Lęk przed bujaniem pozostał w stanie niezmienionym, do tego doszły natrętne myśli i czynności, zdarzyła mi się sytuacja, w której w gościach, po usłyszeniu głośnej muzyki, poczułam się tak niebezpiecznie, że musiałam kłaść się w innym pokoju, zawinięta w koc i uspokajająca samą siebie. Dzisiaj każda czynność to katorga. Rano wstaję i zanim wstanę z łóżka, muszę zakończyć moje myślenie odpowiednią myślą, na odpowiednim boku i w odpowiedniej pozycji. Nie śpię inaczej niż z rękami wystawionymi na wierzch kołdry, i łokciem podpartym pod bok. Odpowiednio stawiam kroki na dywanie i wychodzę z pokoju odpowiednią nogą, rytuał ubierania, jedzenia, mycia, to klasyk. Przy tym liczę. Najlepiej jeśli wszystko jest po 1, 3, 10, lub 18 razy. Unikam liczb parzystych, wyeliminowałam z życia liczby 6 i 13. Zanim wyjdę z domu obejdę wszystkie pokoje, zaczynając i kończąc na moim. Napiję się herbaty, dotykając dzbanka od spodu. Wszystko dotykam od spodu. Naszarpię się z pudłem z odkurzaczem w środku, ale podniosę je, tylko po to, żeby go dotknąć. Prawą, lewą, i znów prawą ręką, wewnętrzną stroną. Droga to już...droga przez mękę. Wybrane ścieżki, przechodzenie po odpowiedniej stronie słupa, latarni, krawężnika, no i co najgorsze. Wracanie zawsze tą samą drogą. Przejdę pół miasta, żeby tylko móc wrócić tędy, którędy przyszłam. Kasłanie w moim towarzystwie to najprostsza droga do rozwścieczenia mnie. Muszę wtedy...ukłuć się w głowę. Przy czole, na środku i z tyłu, tak, żebym aż poczuła. Potem odkasłuję. Także jeśli wezmę za głęboki wdech, aż do płuc, kaszlę. Trzy razy. I tak jest ze wszystkim. Pisanie, mówienie, chodzenie, mogę wymieniać w nieskończoność. Jedyny sposób, w jaki kiedyś udało mi się uniknąć wykonania rytuału, to wściekłość, byłam bardzo, bardzo zła i krzyknęłam wręcz sama do siebie, "a w d. cię mam". I uniknęłam idiotycznego wracania się, by odpowiednio postawić krok. Drugi sposób, to świadomość, że jeszcze zdążę to zrobić. Jeśli naprawdę nie mogę w danej sytuacji wykonać rytuału, mówię sobie w myślach, że jeszcze to zrobię, kiedy tylko będę miała możliwość. Później przeważnie o tym zapominam. Trzeci sposób, to metoda druga, plus dodatkowo zmierzenie czasu, który tracę na rytuały. Mówię sobie, że nie wykonam tego teraz, zrobię to później i z zaskoczeniem widzę, jak o wiele wcześniej udało mi się wyjść z domu, albo myślenie, o reakcji kogoś, kto by mnie widział w danej sytuacji. Ale to pomoce, które pomagają na jakieś drobnostki, dalej nie umiem zapanować nad lękiem, on kiedy przejmie stery, mi pozostaje tylko zwijać się w kulkę. Boję się wszelkich psychologów, bo jeśli przyszłoby mu do głowy zmierzyć mnie ze swoim lękiem, a już uchowaj, od próby rozbujania żyrandola, albo kaszlnięcia w mojej obecności, albo zastosowałabym jedyną znaną mi reakcję obronną, koc i kulka, albo wściekłabym się i straciła nad sobą panowanie.
Możecie albo pocieszyć się, jeśli musicie zmagać się z mniej dziwnymi dziwactwami, albo skorzystać z trzech rad, jakie udało mi się wydukać na podstawie wieloletnich moich własnych obserwacji, albo wesprzeć mnie, jeśli macie podobnie i utwierdzić w przekonaniu, że może nie jestem wariatką, a dziwactwa można się pozbyć.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 lut 2011, 21:14

Moje całe życie to rytuał.

przez Adaś2222 23 lut 2011, 18:20
Mam to samo rytuały myslowe, spanie w okreslonych pozycjach, robienie wszystkiego tak samo, wracanie tą sama drogą itd itd tylko, że moj lek tyczy się wszystch ludzi ktorych kocham i wszystkiego na czym mi zalezy
Offline
Posty
501
Dołączył(a)
16 sty 2006, 23:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do