natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez refren 17 cze 2011, 21:18
Co masz na myśli pisząc, że kolejne lata są gorsze?;D


Tylko to, że lepiej nie przeciągać struny:) I w ogóle wieloletni związek bez ślubu to stanie w miejscu, albo wóz albo przewóz... Ale to już inny temat.

-- 17 cze 2011, 21:22 --

Ale też ciekawe, że od razu wybierasz z wypowiedzi coś, czym można się martwić...
refren
Offline

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez shitxhappens 17 cze 2011, 21:46
refren, dziękuję Ci za pomoc, poprawiłeś mi humor :) postaram się inaczej spojrzeć na swoją sytuację. :smile:
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
16 cze 2011, 21:25

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez patryk022 17 cze 2011, 22:23
Jeżeli możecie to pomódlcie się za mnie bo mam takie wrażenie że zaczynam tracić wiarę :( chociaż wcale tego nie chce jednak prosiłbym wszystkich czytających w miarę możliwości pomóc mi chociaż modlitwą bo naprawdę nie chce przestać wierzyć w Boga :(
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
15 cze 2011, 15:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez refren 19 cze 2011, 21:26
Dobra, zrobi się i nawzajem. :)
refren
Offline

Nerwica na tle religijnym

przez Bachan 13 sie 2011, 16:40
Jak powyżej . Możecie opisać swoje doświadczenia , odczucia , objawy ? Z góry dzięki .
Ostatnio edytowano 13 sie 2011, 17:27 przez *Wiola*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na temat
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 sie 2011, 16:00

Nerwica na tle religijnym

przez Nurofen 13 sie 2011, 16:51
miałem tak czasem że prosiłem boga, by nie zesłał na mnie powołania bo nie chce być ksiedzem smieszne co
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
29 cze 2011, 18:18

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez nika89 08 lis 2011, 10:06
Hej! Odwiedziłam Wasze forum, ponieważ dręczą mnie natrętne myśli na tle religijnym odnośnie sytuacji, które na prawdę się nie wydarzyły. Może po krótce opowiem. Kiedyś się masturbowałam i nie spowiadałam się z tego, myślałam sobie, że przecież to nie jest taki straszny grzech, a do tego wstyd było mi go wypowiadać podczas spowiedzi. Pewnego dnia doszłam do wniosku, że muszę z tym raz na zawsze skonńczyć i wyznałam wszystko. No i wszystko by było cacy, gdyby nie jeden wnerwiający fakt. Po jakimś czasie dręczyły mnie myśli, że znowu dopuściłam się tego grzechu mimo, że rozum podpowiadał mi, że na 100% nie. Mimo wszystko wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju, więc się wyspowiadała z tego (chociaż nadal gdzieś tam twierdzę, że to się nie wydarzyło). No i tu zaczyna się już kompletna paranoja. Po spowiedzi powiedziałam sobie, że mam nadzieję, że teraz już takie bezpodstawne wyrzuty sumienia nie będą mnie dręczyły. No i po chwili, gdy powiedziałam sobie, że na razie na pewno jestem "czysta" bo przecież jestem w kościele, zaczęłam się zastanawiać, czy czasami przed chwilą się nie masturbowałam. Przecież to nienormalne jest. Sam zdrowy rozsądek mówi mi, że to niedorzeczne, że przecież siedziałam obok ludzi, w kościele, w dodatku przed chwilą się z tego spowiadałam, więc to po prostu jest niemożliwe. Niestety jednak mózg swoje, a wyrzuty sumienia swoje. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Znowu się z tego spowiadać, czy to (że tak brzydko powiem) olać. A jeśli na serio to zrobiłam i po prostu wmawiam sobie, że nie. Błagam Was, jeśli ktokolwiek z Was był w podobnej sytuacji, to proszę o udzielenie podpowiedzi, jak mam się tych natręctw pozbyć. Ewentualnie jak mam siebie przekonać, że grzech się nie wydarzył. Z góry wielkie dzięki :).
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lis 2011, 09:43

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez shinobi 08 lis 2011, 11:01
Wyluzuj, bo to Ci Bóg dał ręce, żebyś mogła się nimi masturbować. :)
Offline
Posty
2481
Dołączył(a)
31 lip 2011, 22:09

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez nika89 08 lis 2011, 11:17
Sorry shinobi, ale wyczuwam w Twoim poście ironię. Chyba mnie nie rozumiesz. Wiesz jeśli ktoś jest wierzący, to dla niego masturbacja jest grzechem. Każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania i poglądów religijnych(jak ktoś nie uważa tego za grzech to mi nic do tego). Ja natomiast jestem osobą wierzącą i chcę się pozbyć tego natrętnego uczucia bezpodstawnego poczucia winy, które na serio mnie dręczy. Myślenie, że masturbacja to nic złego nie pomoże.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lis 2011, 09:43

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez refren 08 lis 2011, 11:30
Jeżeli nie jesteś świadoma i w racjonalny sposób pewna czy to zrobiłaś, to masz prawo się z tego nie spowiadać - bo nie jest to celowe zatajanie, tylko uzasadnione wątpliwości czy ten fakt się w ogóle wydarzył. Zwłaszcza, że zdrowy rozsądek mówi Ci pewnie, że to natręctwo, chorobliwe myśli. Ale nawet (hipotetycznie, bo tak nie jest) jakbyś to zrobiła, a potem nie pamiętała czy wydawało Ci się, że nie i byś się nie wyspowiadała, to też nic złego - bo nie zatajasz celowo. Z tym, że to typowe natręctwo - myśli przeciwstawne do tego, czego chcemy świadomie - typu lęk, że ktoś zrobiłby krzywdę bliskim (choć by nie zrobił) - tylko Ty masz w wersji, że już coś zrobiłaś, choć to nieprawda.

Poza tym nie ma co się aż tak dręczyć grzechem, nawet jeśli Ci się zdarza, skoro tego nie chcesz. Jesteś tylko człowiekiem, nikt nie jest od razu doskonały i bezgrzeszny.
"Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka." - polecam Rz 7, 18–25 św Pawła
Po to jest właśnie spowiedź, żeby grzech nie miał nad człowiekiem władzy - nikt nie zbawi się sam, za pomocą uczynków. Potrzebny jest do tego Bóg i Jego wybaczenie.
refren
Offline

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez nika89 08 lis 2011, 12:33
Dziękuję :). Powiem szczerze, że trochę się uspokoiłam. Niestety te natarczywe myśli gdzieś tam w podświadomości mam, ale staram się je ignorować. Sama wiem, że przecież nie dałoby się nawet masturbować w kościele. Nawet jakby komuś wisiało, czy to grzech, czy nie. Przecież nawet jeśli chciałabym to zrobić, to obecność innych osób by mnie stanowczo zniechęcała. Wiem, że te moje paranoje są głupie, ale nic na to nie poradzę. Jeszcze raz dzięki za pomoc.

-- 08 lis 2011, 15:34 --

Sorry za post pod postem, ale chciałam się zapytać co jest lepszą techniką na pozbycie się tych natręctw: ciągłe przekonywanie siebie, że to nie miało miejsca, czy po prostu zapomnienie. Tylko jak tu zapomnieć?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lis 2011, 09:43

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez apsik 09 lis 2011, 21:04
przechodziłam przez skrupulantyzm gdy miałam 10 lat - wtedy wszystko było dla mnie grzechem, nawet np nie złożenie szmatki, czy nie upomnienie kogoś kto użył wulgaryzmu, pomyślenie o kimś źle, nie przeczytanie ze zrozumieniem jednego zdania w lekturze szkolnej itd... piekło na ziemi. Potem przerodziło się to w bluźniercze myśli w czasie modlitwy, mszy itd - potrafiłam klęczeć wiele godzin, aby w końcu się "dobrze" pomodlić... miałam też strach przed duchami i do bardzo niedawna strach przed opętaniem czy szatanem. Do niedawna nie umiałam zostać sama w domu w nocy pomimo tego, że jestem dorosła i że z NN już się "praktycznie" wyleczyłam (to tylko taka pozostałość)... wydawało mi się zawsze że byłam wierząca, brałam czynny udział w życiu kościoła, jeździłam na oazy, pielgrzymki itd... jakieś pół roku temu, może troche dłużęj, gdy był we mnie ten ogromny lęk przed szatanem, zaczęłam poznawać Boga... chyba od początku - zaczęłam czytać PŚ, czytać wiele rzeczy na necie, modlić się więcej... na początku strach się pogłębiał i pogłębiał (np. nie mogłam przed snem czytać PŚ bo gdy np w nocy się obudziłam miałam bluźniercze myśli)... ale coś się w końcu zmieniło... strach zniknął i wierzę, że to odpowiedź Jezusa na moje modlitwy - nigdy jeszcze nie czułam się tak wolna od NN, jak teraz... nie boję się szatana, bo wiem że należę do Jezusa. Nie boję się opętań, bo wiem, że jestem dzieckiem Bożym, a przecież to Bóg ma największą moc... w końcu uczę się prawdziwej (a nie warunkowej) wiary... moja rada - szukajcie prawdy... szukajcie jej w PŚ, módlcie się o uwolnienie... narodźcie się na nowo, oddajcie życie Bogu :) u mnie to właśnie działa :) :) :)

Z perspektywy czasu, mam podejrzenie, że cała ta NN była po to, bym odnalazła drogę do Boga... Powodzenia!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 sty 2011, 15:25

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez michal23 06 lut 2012, 11:27
Natręctwa religijne

Witam wszystkich na forum. Przyszedłem do was z takim problemem. Przepraszam z góry za pismo, ale pisze w pośpiechu. Więc…
Wszystko zaczęło się od wyemitowania programu „the voice of Poland” gdzie występował ten cały Nergal. Potem przeczytałem sobie na wikipedii co to jest blackmetal / deathmetal ale nie słuchałem tego typu muzyki. Potem jeszcze ten ks.Natanek i strasznie szatanem…Czytałem sobie jeszcze na forach katolickich tematy np. czy słuchanie techno to grzech? Potem jeszcze wieczorem oglądnąłem „Indiana Jones” tam były jakieś duchy czy inne demony. Położyłem się spać i wtedy mi się śniło że jakiś mężczyzna krzyczy „ava satan” i jest jakas scena z tego filmu. Wtedy zaczely się mysli bluźniercze, obrażające i przeklinające Boga, wzywajace szatana, chwalące go. Gdybym wtedy się nie przejmowal tym, to może by przeszlo ale, … jeszcze bardziej się tym przejalem kilka dni w nocy prawie że nic nie spalem ( tylko 3-4 h), wszędzie widziałem działanie szatana. Przykładowo posłuchałem sobie Basshuntera jakieś piosenki. Potem zobaczyłem na wikipedii że on tworzy techno, ale ta piosenka to nie było techno ale mimo to grała mi ta piosenka w glowie cała noc, nie mogłem spać, albo oglądaliście Must Be the Music? Tam grał na skrzypcach T. Dolski Lacrimosa z podkładem techno. Oglądałem ten program zanim miałem te myśli i nic mi nie grało nawet sobie na YT słuchałem bo fajna muzyka. Potem już jak miałem te myśli to grało mi to cały czas w głowie. Albo w autobusie ktoś siedział koło mnie i słuchał techno to musialem wyjsc z autobusu. Takie mnie nerwy wzięły, że musiałem wyjść. Potem niepotrzebnie, bo to tylko pogorszyło sprawę chciałem się dowiedzieć czegos wiecej o tych myślach więc czytałem na serwisie zapytajwiara.pl różne pytania. Niepotrzebnie, bo to tylko pogorszyło moją sytuacje. Mam jakąś „obsesję” na punkcie szatana. Jak coś jest związane z szatanem to dobieram to do siebie. Kolejne myśli, a mianowicie że sprzedaje duszę szatanowi. To jest najgorsza myśl. Pojawia się w różnych momentach. Np. oglądam sobie mecz piłki nożnej, przychodzi mysl że sprzedam dusze szatanowi, za to żeby jakas tam druzyna wygrala. Albo gramy w ping-ponga z bratem to przychodzi mysl ze sprzedam dusze szatanowi za to, żebym wygral w tego ping-ponga. A teraz uwaga, najgłupsza myśl – bo miałem oglądać sobie mecz o 21, jest 20:30 i mówię sobie pacierz, i wtedy przychodzi myśl że sprzedam dusze szatanowi za to żeby wcześniej skończyć pacierz… To jaki sens ma ta modlitwa?! Najgorsze są mysli, „a jeśli ja tego chce” , „już teraz sprzedam dusze szatanowi”, „kiedys sprzedam dusze szatanowi” , albo jestem w Kościele i mysl przechodzi „jestem w Kosciele i sprzedaje dusze szatanowi”. Przychodzą też różne myśli przeklinające inne osoby, obrażające je, życzące im śmierci, piekła. Np. brat zakaszle sobie i wtedy mi przychodzi myśl „niech go piekło pochłonie”. Fakt kiedyś też mnie wkurzało że jest cicho i ktoś nagle zakaszle ale żeby życzyć mu śmierci? Przychodzą mysli przeklinające Boga np. Bóg to ch*j. Itp.
Wtedy gdy przychodzi jakaś natrętna myśl, to modlę się do Boga, mówię że nie chce go obrażać, że nie chce służyć szatanowi. Z czasem doszło do tego że sam mówiłem modlitwę, a nie było myśli. Tylko że też „wywoływałem” te myśli żeby mówić modlitwę ( może to jest z nerwicy? ). „Wywoływanie” w ten sposób że mówiłem że „nie sprzedam duszy szatanowi” kilka razy i wtedy przychodziła myśl że sprzedam. I tak ciągle. I ciągnie się to i ciągnie od 4 miesięcy! Już nie mam siły. I jak to przyjdzie to obwiniam siebie że sam chciałem, rozmawiam z mamą, chodzę do spowiedzi. I tak dalej. Niby już przechodzi, niby wszystko dobrze, wywołuję myśl i znowu to samo… Nie mogę przestać o tym myśleć po prostu. Nie mogę się skupić na nauce zbytnio. W ogóle opuściłem się w nauce. Uczę się tylko tego co muszę, ciągle tylko „zajmuje się myśleniem”. Nic mi się nie chce. Tylko czasem oglądać mecze. Oczywiście jak przychodzi Tosię denerwuję, spinam się, po jednym dniu to mnie polało na głowie koło uszu, no wiecie gdzie to jest. http://ifotos.pl/zobacz/glowabokd_rrswnhq.jpg/
Brałem tabletki uspokajające firmy Labofarm ziołowe.
Bardzo mi to przeszkadza w rozmowie, w szkole. Przykładowo coś mówię i nagle przychodzi myśl. Zatrzymuję się, i mówię modlitwę do Boga szeptem pod nosem i kontynuuję dalej to co miałem mówić. Oczywiście każdej myśli towarzyszy lęk mniejszy lub większy. Największy lęk przychodzi gdy jest myśl że sprzedaje dusze szatanowi. Przy modlitwie przychodzi ta myśl i wtedy jest najgorzej. Albo że „najłatwiej będzie ulec tej pokusie”. I rozmyślania, bo probuje to odwrócić jakoś, i sobie mowie że nie chce isc do piekła. Itp. Czasem mi przychodziły myśli że to mi jest obojętne gdzie pójdę… W szkole chodzą tacy ludzie „wzorowani na satanistów” czyli nie wiem czy są satanistami ale mają na koszulce/plecaku pentagramy, pokazują „rogatą dłoń” jak pozują klasami do zdjęcia, chodzą na czarno ubrani. I tym się też przejąłem. I jeszcze trochę się bratem przejąłem bo chodzi z nim do szkoły do klasy z którą mają WF taki koleś mówił mi brat że chyba jest satanistą, chodzi na czarno ubrany. Popatrzyłem sobie na nk.pl na jego zdjęcie, jakis diabeł wymalowany na czarno miejsce zamieszkania: Hell… I takie sytuacje mnie niepokoją. Powiecie, spróbuj się nie przejmować. Starałem się już prawie że przechodziło, i był jakiś impuls że się to odnawiało. W pewnym momencie mi się to przypomina i znowu… Przykładowo wczoraj byli u nas wujkowie, i graliśmy z kuzynem w ping-ponga i wszystko dobrze niby. I mowi kuzyn że gramy do 11, ja mówię na głos do niego że ogram go do 0. I wtedy przychodzi mi myśl „tak mi dopomóż szatan”… i wtedy lęk, nerwy, mowienie pod nosem że tego nie chciałem itp.
Lub oglądam mecz Manchester United – Chelsea, przydomek ManUtd to „czerwone diabły” – to przyszła myśl że szatan im pomaga, że będę prosił szatana o to żeby wygrali mecz…
Albo na sprawdzianie z matematyki, mało umiałem i wtedy przychodziła myśl „Szatanie, pomóż…”. To bardzo męczące. Tutaj kończy się opowieść o myślach.
Mam 16 lat, chodze do 1 klasy liceum, jestem raczej z natury nieśmiałym człowiekiem. A te myśli jeszcze bardziej zniszczyły mi życie. Czasem miałem takie myśli że nic mi się nie chce, itp. Coś w aluzji do samobójstwa chyba… Jestem bardzo wierzącym człowiekiem, z rodziny katolickiej i nie chce mieć nic wspólnego z szatanem. Dodam jeszcze że mam taki wstydliwy problem że jak przychodzę do szkoły to mam zawsze biegunkę, z nerwów, bo jak jestem w domu to nic się nie dzieje biorę te laremidy i uspokajające. Jak mam coś powiedzieć na środku klasy to trzęsie rękami, już wiercenie w brzuchu itp.
Proszę o pomoc jak sobie z tym radzić, bo momentami już nie mam sił. I czy to jest NN?
Pozdrawiam serdecznie.
Ostatnio edytowano 07 lut 2012, 23:45 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
06 lut 2012, 10:01

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez Nibelheim 09 lut 2012, 05:16
Hej, michal23.
W sumie powinienem już lulać, ale nie mogę zasnąć. Wiem, co czujesz. Sam mam prawie identyczne jazdy od jakichś 4-5 lat. Mimo 22 lat na karku, w głębi duszy jestem jeszcze dzieciakiem. Ostatnie 2 lata to dosłownie dziura w życiorysie (przerwane studia, jestem na garnuszku rodziców). To co przeżywasz, to żaden wstyd. Jeśli Cię to urazi, to przepraszam, ale sądzę, że w obu naszych przypadkach tzw. "katolickie wychowanie" przyczyniło się do powstania całego problemu. Wpajanie ludziom zasady: "takie jest stanowisko Kościoła, więc także twoje". Widzenie we wszystkim grzechu i działania szatana (wspomniane przez Ciebie techno to tylko wierzchołek góry lodowej). To wszystko sprawia, człowiek się najnormalniej w świecie gubi. A ja się pytam, gdzie w tym wszystkim Bóg? Gdzie wolność, miłość? Ludźmi takimi, jak pan Natanek nie warto się przejmować, bo są niespełna rozumu. Zresztą być może i jest on księdzem, ale suspendowanym. Pan Adam Darski to żaden "sztanista", tylko pozer. Taki po prostu ma styl. Nie utożsamia się z chrześcijaństwem, tak samo jak z żadną inną religią. Poza tym podobno nie przyjął księdza na Czarnej Kolędzie :twisted:

Moja rada: nie tłum w sobie emocji. Musisz porozmawiać z kimś szczerze, wyrzucić *to* z siebie. Pamiętaj, że Ty sam też jesteś ważny i nie jesteś na tym świecie po to, by spełniać czyjeś oczekiwania. Jeśli czujesz taką potrzebę, wyspowiadaj się. Z głębi serca, nie bój się swoich myśli. Nie możesz zostać z tym sam. I koniecznie umów się na wizytę u psychologa. Z doświadczenia polecam ci terapię na gruncie behawioralno-poznawczym.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
10 sty 2011, 14:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do