Muzyka w głowie...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Muzyka w głowie...

przez NLD 29 gru 2008, 23:08
Mam taki sam problem: słyszę bardzo przyjemną muzykę w głowie i widzę obrazy. Nie chcę ich - są bezużyteczne. Tak samo głosy każące coś zrobić (jak napisane było 2 wiadomości temu - natchnienia do modlitwy to nie natręctwa, ale należy udać się zarówno do psychiatry, księdza, jak się mam dużo rodzajów natręctw, zwłaszcza "kontrolujących"). To nie są skrajne przypadki.
NLD
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
06 gru 2008, 11:08

Re: Muzyka w głowie...

przez paktofonikaz 30 gru 2008, 18:02
Poprostu trzeba ignorowac, nie przejmowac sie jesli masz muzyke w glowie albo cos innego.. a jak czytasz to czytaj ,.. jak nie zapamietasz.. to ignoruj to i czytaj dalej np na glos ;) to nic ze za pierwszym razem gdy tak zrobisz nic nie zapamietasz i nie zrozumiesz ale za kazdym kolejnym, bedziesz rozumial i zapamietywal wiecej bez wracania i powtarzania ciagle tych samych linijek ;) pozdrawiam ;) i jeszcze dla tych ktorzy nie wiedza Pan Bog jest dobry... ;) pozdrawiam ;)
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 sty 2008, 13:58

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 06 sty 2009, 21:14
O Matko jedyna !!! Ludzie zgłoście się jak najszybciej do psychiatry, nie lekceważcie tego tak jak radzi to paktofonikaz !!
To co macie to objaw psychozy !!! To się leczy neuroleptykami !!!


"Poprostu trzeba ignorowac, nie przejmowac sie jesli masz muzyke w glowie albo cos innego."

Człowieku co Ty piszesz tym ludziom :shock:
ESTER
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Muzyka w głowie...

przez paktofonikaz 22 sty 2009, 23:13
Ester najpierw czytaj potem analizuj a na koncu pisz tak bym Ci radzila na przyszlosc ... po pierwsze nigdzie nie napisalam zeby nie pojsc do psychiatry... tzn sie do terapeuty... bo nerwica natrectw nie jest choroba ktora wymaga wizyty u psychychiatry to raz, dwa.. ingorowanie gdybyc cokolwiek wiecej wiedzial na ten temat ( a widze z tego co piszesz ze wiesz niewiele ) to bys wiedzial ze metoda.. behawioralna to jedna ze skutecznych sposobow wydostania sie z tej choroby. Po trzecie uwierz mi ze wiem bo znam z autopsji.. ? a Ty skad.. ? z ksiazek..? z tv.. ? i to chyba tyle na ten temat pzdr
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 sty 2008, 13:58

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 04 lut 2009, 00:31
paktofonikaz przepraszam jeśli Cię uraziłam, rzeczywiście ja nie mam ZOK więc z autopsji tego nie wywnioskowałam, ale że tak napiszę kształcę się i specjalizuję w tym zakresie więc niejednokrotnie miałam do czynienia z ludżmi mającymi ZOK :) No więc moja droga muszę Cię zmartwić, niestety "nerwica natręctw" jest zaburzeniem które wymaga przede wszystkim wizyty u psychiatry w odróżnieniu od innych typów "nerwic".Takie osoby w pierwszym rzucie poddaje się leczeniu farmakologicznemu a dopiero póżniej terapii poznawczo-behawioralnej bowiem zbadano , że przyczyny tego zaburzenia leżą głęboko w mózgu, niektóre bardzo ciężkie przypadki nawet się operuje.Proponuje zajrzeć do jakiejś fachowej literatury na ten temat.Poza tym to o czym piszą autorzy w.w.postów raczej nie jest charakterystyczne dla tych zaburzeń a wydaje się mieć specyfikę zespołu psychotycznego.Pozdrawiam i ja :D
ESTER
Offline

Re: Muzyka w głowie...

Avatar użytkownika
przez carlos 06 lut 2009, 14:39
Witam.

Co prawda nigdy nie miałem konkretnego zainteresowania muzyką ( NAWET ULUBIONEGO GATUNKU CZY ZESPOŁU ), to od momentu , w którym cierpie podobno na "Zaburzenia lękowo-depresyjne" ( co brzmi jak mówienie na dorosłego lwa miły, słodki kotek... ) , to muzyka nie daje mi spokoju. Być może kiedyś na to nie zwracałem uwagi , jednak teraz jest to dla mnie conajmniej dziwne. Kiedyś utwór podobał mi się, chodził po głowie i koniec, nie chodzi. Teraz nie dość, że mam to samo tylko , że we wzmożonym stopniu ( częściej mi się to przytrafia ) , to jeszcze potrafi mi po głowie chodzić muzyka po głowie sprzed kilku lat. Na przykład kiedy wracam ze szkoły lub kłade się spać, to po chwili orientuje się, że słyszę utwór z gry w którą grałem 5 lat temu :| Często nie daje mi to spokoju:/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 07 lut 2009, 02:07
carlos , ale Ty słyszysz tzn., że masz odbiór sensoryczny czy poprostu odtwarza Ci się linia melodyczna w głowie zasłyszanej kiedyś piosenki?
ESTER
Offline

Re: Muzyka w głowie...

Avatar użytkownika
przez carlos 07 lut 2009, 02:38
Chodzi po głowie, nie słysze jej wyraźnie raczej.. W sumie to szkopuł polega na tym, że ja jestem przewrażliwiony na punkcie tej choroby, mam obsesje i się jej boje. Pewnie dlatego wszystko odbieram jako objaw. Nawet muzykę, która kiedyś też mi tak chodziła po głowie. Z objawów sensorycznych, a dokładnie odzdziałujacych na mój zmysł słuchu, to czasami w nocy mam wrażenie, że słyszę głośno swoje myśli. Na przykład już zasypiam, prawie mnie nie ma a tu nagle podczas przemierzania 1000 różnych myśli, na przykład słyszę głos mojego kolegi , który mnie wybudza. No i maluje mi się mnóstwo obrazów w wyobraźni, ale mój psychiatra i psycholog mówią, że to wcale nie świadczy o chorobie. Więc póki co STARAM się być dobrej myśli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 07 lut 2009, 18:00
carlos no to jesteś zdrowy :) Każdemu zdrowemu człowiekowi przynajmniej raz w życiu chodziła piosenka po głowie :) No cóż.... tylko naprawdę niewielka część naszego mózgu jest zbadana :) Co do reszty to Twój psychiatra ma racje..... to nic innego jak tylko omamy hipnogogiczne pojawiające się czasem w stanie półsnu u zdrowych psych. ludzi :)
Pozdrawiam :)
ESTER
Offline

Re: Muzyka w głowie...

przez gavril princip 14 lut 2009, 01:00
poczulem sie wezwany do zabrania glosu
No więc moja droga muszę Cię zmartwić, niestety "nerwica natręctw" jest zaburzeniem które wymaga przede wszystkim wizyty u psychiatry w odróżnieniu od innych typów "nerwic".Takie osoby w pierwszym rzucie poddaje się leczeniu farmakologicznemu a dopiero póżniej terapii poznawczo-behawioralnej bowiem zbadano , że przyczyny tego zaburzenia leżą głęboko w mózgu, niektóre bardzo ciężkie przypadki nawet się operuje.


Gówno!! etiologia tego zaburzenia [podkreslam ;zaburzenia] jest nieznana,a wszelkie hipotezy nie zostaly pozytywnie zweryfikowane.Tylko umyslom plytkim z hukiem stawiane hipotezy biologow sa na rowni z ich potwierdzeniem.Te 'dowodzenie' biologicznej etiologi nie tyle jest zasluga postepowi nauki w tejze dziedzine co raczej tendencji do urposzczania modeli w strone 'uszkodzenia mozgu' ,'neuroprzekaznikow' itd.Tak jakbym stwierdzil ze etiologia schizofreni jest stricte biologiczna bo 'zaobserwowano nieprawidlowosci w neuroprzekaznikach x y z'.W oczach studenta mieni sie to wszelkimi naukowymi hipotezami kiedy ujrzy jak kompuslyjny typ po zarzyciu jednej pigulki nagle przestaje liczyc modlic powtarzac pocic sie w rytm nakazow myc myc i myc a pozniej robic inne cuda.Leki latwo wtedy pomylic z udowodnieniem stawianych hipotez. Leki pomagaja tyle co w innych zaburzeniach czyli w stopniu zerowym bo nawroty po nich sa nieuniknione.W pierwszej kolejnosci poddaje sie 'leczeniu farmakologicznemu' [oczywiscie slowo 'leczenie' jest calkowicie bzdurne chyba ze nie wymagamy od tego 'leczenia' wyleczenia] poniewaz ZOK wybitnie paralizuje zwykle zyciowe czynnosci i na ten moment to pierwsza rzecz do ktorej dopuszcza terapeuta pacjenta.ZOK to nerwica i jak kazda nerwica ma objawy osiowe takie jak inne, tyle ze rozni sie swoim niezwyklym 'zmaterializowanym' charakterem.Jednym 'samo ustapi' innemu starczy psychoaanaliza a jeszcze innemu TPB lub nawet TRE Ellisa a zdarzaja sie tacy ktorym bedzie trzeba zrobic 'lobotomie'.Wiecej niz biologiczna hipoteza daje nam podejscie holistyczne stawiajace w strukturalnej [czyli w rownej] zaleznosci psozczegolne czynniki ;podatnosc genetyczna,najblizsze otoczenie,dziecinstwo ,dysfunkcje poznwcze, itd.Staroswiecckie sposoby rozumowania wedle paradygmatu przyczynowoskutkowego dalej beda plodzic spory typu ' zrodlo ma w łbie nie w domu bla bla'
gavril princip
Offline

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 15 lut 2009, 17:43
Witam Gavrillo znów na forum :) No fajnie , że się odezwałeś :)

Co do Twojej wypowiedzi to hm....no po części masz trochę racji ,ale nie we wszystkim się z Tobą zgadzam :) Nie wiem skąd u Ciebie taka wiedza :) Ja swoją z tej tematyki zaczerpnęłam od bardzo doświadczonej ,znanej i uznanej w środowisku Pani prof. z którą mam seminarium kliniczne a Ty? Z obserwacji ? Czy może z książek ? Piszesz z taką stanowczością i pewnością swoich racji jakbyś był psychiatrą z conajmniej dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym........


"Leki pomagaja tyle co w innych zaburzeniach czyli w stopniu zerowym bo nawroty po nich sa nieuniknione."

NIEPRAWDA !
W większości przypadków ze względu na spore natężenie lęku u osób z ZOK (większe niż w innych typach 'nerwic') właśnie leczenie farmakologiczne umożliwia im odbywanie terapii najczęściej TBP ( psychoanaliza raczej się nie sprawdza) ponieważ tak jak sam to napisałeś "ZOK wybitnie paralizuje zwykle zyciowe czynnosci " i np. bywa , że osoba nie jest w stanie normalnie przyjechać na sesje o ustalonym czasie bo np. 20 razy wraca do domu itp.Dopiero leki zmniejszają lęk na tyle , ze taka osoba może wziąć udział w terapii bo np.wraca do domu , ale już nie 20 a tylko 3 razy albo robi to nie przed każdą sesją itp.

"ZOK to nerwica i jak kazda nerwica ma objawy osiowe takie jak inne, tyle ze rozni sie swoim niezwyklym 'zmaterializowanym' charakterem."

Nie tylko tym się różni. Przede wszystkim różni się natężeniem i strukturą samego lęku.
ESTER
Offline

Re: Muzyka w głowie...

Avatar użytkownika
przez rolingstone 18 lut 2009, 16:22
ESTER napisał(a):
"Leki pomagaja tyle co w innych zaburzeniach czyli w stopniu zerowym bo nawroty po nich sa nieuniknione."


Po lekach są nawroty, to prawda, ale leki w pierwszym rzucie pomagają. Zwłaszcza, jak pisze Ester, na początku, żeby pacjent w ogóle rozpoczął terapię, która jest w nerwicy podstawą. Leki z grupy SSRI wycofują natręctwa i przygotowują grunt dla terapii. Pisanie, że pomagają w stopniu zerowym jest kłamstwem. Może dziurawiec i melissa pomagają w stopniu zerowym na ZOK, ale nie np. seroxat czy anafranil. Czasem nawet terapia nie daje rady i trzeba ustawić pacjenta lekami. Gorzej, gdy na samych lekach się kończy. ZOK wróci bez rozpracowania psychoterapeutycznego.
Aha, i do ESTER - rozumiem, że myślałaś, że kolega, który się wypowiadał na temat muzyki, którą powtarza w myślach, słyszy ją jako muzykę z zewnątrz. Za bardzo napanikowałaś z tą psychozą. Trzeba ostrożniej stawiać diagnozy, zwłaszcza tu, na forum nerwicowców. Powołujesz się na znajomość ze słynną prof., na książki, rozumiem, że jesteś studentką. Chyba trochę nadgorliwą. Nie strasz tu nikogo psychozą, dziewczyno ;)
Nerwicę można pokonać :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
304
Dołączył(a)
04 kwi 2006, 12:52
Lokalizacja
Wawa

Re: Muzyka w głowie...

przez gavril princip 18 lut 2009, 17:00
Fajnie, bo ja swoje informacje zaczerpnolem od 2 wybitnych naukowcow amerykanskich przy czym ten pierwszy jest czworokrotnie wybitniejszy od twojej pani profesor w matematycznie scislym stopniu a ten drugi jest półtorej razy bardziej ceniony w swoim srodowisku niz twoja pani prof. ,takze..przykro mi... Pisze 'stanowczo' nie dlatego bo mam jakies doswiadczenie [bo nie mam] lecz dlatego poniewaz jak w kazdej dyskusji na pierwszy plan wysuwaja sie bledy logiczne,pojeciowe,komunikatywne, i wszelkie natury polemicznej a nie merytorycznej. Uporzadkujmy;
W porywie emocji podalas infromacje jakoby ZOK lezalo gleboko w mozgu co kaze leczyc farmakologia [etiologia biologiczna-leki ...przeciez uszkodzneia mozgu psychoterapia sie nie wyleczy a tylko zaleczy] to zwykla nieprawda, zaklestionowalem to pojecie etiologi ,przyznalas mi racje ,takze leczenie lekami w twoim pojeciu jest niespojne.Leki w leczeniu ZOk zpelniaja taka sama role co w leczeniu innych zaburzen nerwicowych ,roznica jest tylko jakosciowa.Spelniaja taka sama role jak trening jacobsona czy autogenny schultza przed psychoterapia. SA skladnikiem psychoterapi ktory ma wogole umozliwic proces leczenia,lekami sie nie leczy ,mozna tylko zaleczyc,lekami sie wspomaga leczenie i conajwyzej ulatwia egzystowanie na codzien.To spor czysto pojeciowy,czytajcie uwaznie.
gavril princip
Offline

Re: Muzyka w głowie...

przez ESTER 18 lut 2009, 20:57
"Fajnie, bo ja swoje informacje zaczerpnolem od 2 wybitnych naukowcow amerykanskich przy czym ten pierwszy jest czworokrotnie wybitniejszy od twojej pani profesor w matematycznie scislym stopniu a ten drugi jest półtorej razy bardziej ceniony w swoim srodowisku niz twoja pani prof. ,takze..przykro mi..."

Gavrilku....napisz mi mój drogi jacy to są Ci tajemniczy naukowcy amerykańscy.(imiona i nazwiska prosze :)
Domyślam się , że Ci naukowcy to jakąś książkę napisali .Tak ? I Ty ją namiętnie tak czytasz? :)
Czy może byłeś u nich na jakiś wykładach, seminariach , ćwiczeniach,warsztatach lub brałeś może udział w ich badaniach jako obserwator a moze jakaś konferencja bądż sympozjum naukowe, co ? :)
Możesz mi coś więcej zdradzić ? :)

Sam przyznałeś, że nie masz doświadczenia więc po co w takim razie porywasz się na to żeby oceniać moje wypowiedzi i je niesłusznie podważać.
Moją wiedzę i to wszystko co tu piszę wyniosłam z 5 lat studiów,z przeprowadzonych badań, z wszelkich sympozjów naukowych,konferencji, różnych staży itp. a nie tylko z przeczytanych książek, ja tutaj nie cytuje cudzych teorii ! Wiesz z iloma pacjentami z ZOK miałam kontakt ? Wiesz ilu ich przebadałam na różne, wszystkie możliwe sposoby ? zresztą obecnie też jestem na etapie badań w tym zakresie......więc chyba wiem co piszę no nie ? :)nie ma tu mowy o żadnych tak jak to nazwałeś " błędach pojęciowych".

Zresztą i tak nie wierzę w żadne Twoje słowo a szczególnie w to , ze nie masz doświadczenia......No chyba , ze wezmę pod uwagę to , ze przepisujesz fragmenty książek choć nie wydaję mi się to prawdopodobne.
Czytałam też inne ostatnie Twoje posty dotyczące zab.osob.(watek -maski...). Tak poprostu nie może pisać osoba która nie ma żadnego doswiadczenia czy odpowiedniego przygotowania merytorycznego.Treść tych postów wskazuje na to , ze masz sporą orientacje w zakresie zab.osob.oraz łatwo i lekko poruszasz się w tym obszarze, rozumiesz to ,wychwytujesz poprostu pewien specyficzny klimat a tego nie da się zrobić bez znajomości podstaw, bez poznania pewnych praw tym rządzących, pewnych zasad czy mechanizmów,teorii itd.Jednym słowem nie wmówisz mi , ze umiesz prowadzić samochód nie wiedząc jak on działa....:)Założę się , że nie obca Ci jest teoria relacji z obiektem czy psychologia self..... :) Bawisz się poprostu Gavrill.......
ESTER
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do