Moja rodzina nie rozumie mojej choroby.....

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez Mona75 21 kwi 2007, 10:48
Morfeusz podziwiam Twoje podejście do ojca. Mnie strasznie irytują komentarze mojej mamy i potrafię nieźle wybuchnąć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

przez cinnamon_inspiration 21 kwi 2007, 11:56
A moja mama też jest chora, a pomimo tego mnie nie rozumie... wiec widzicie i tak moze byc. Krzycza na mnie, kpia ze mnie czasem... ja niestety biore to do siebie. Chociaz z czasem to sie czlowiek uodparnia...
Posty
273
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:18

przez kolo1250 22 kwi 2007, 00:00
To lepiej, że inni tego nie rozumieją ani nie dają się wciągnąć w kompulsje. Trudna i wymagająca sytuacja zewnętrzna potrafi wymóc wkońcu odejście od zachowań nerwicowych i powrót do bardziej społecznego współżycia. Niestety nie zawsze czasem wszystko to może zakończyć się tragicznie. Nn to choroba emocji myślę że ciężej ją przechodzą i bardziej narażone są na nią kobiety ze względu na nieco inną budowę mózgu niż faceci. Ciężko tez zwalać chorobę na ciężkie warunki życia, niechlujność innych domowników czy brak pieniędzy itp. problemy ponieważ chorują też na nią tak znane osoby jak David Beckham, Shanon Doherety, Mariah Carey.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agapla 22 kwi 2007, 11:29
Ja tam polemizowałabym czy te tzw gwiazdy choruja na tę chorobę czy to sa ich zwykłe fanaberie ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez kolo1250 22 kwi 2007, 11:54
Chorują, chorują czytając wywiady można się zorientować, ktoś mówi ze musi umyc ręke po podaniu jej komuś bo boi się bakterii...ta choroba ma to do siebie że atakuje bez względu na status społeczny i sytuacje życiową. A im lepiej nam idzie materialnie tym gorzej może być, bo robi się coraz więcej możliwości ulżenia swoim obsesjom, choroba ma to do siebie że potrafi ustąpić gdy pacjent jest postawiony pod ścianą i nie ma wyjścia albo w wyniku stale dopływających bardzo pozytywnych bodźców. Bez własnego wkładu intelektualnego nie ma szans na wygraną to ciężka i żmudna praca, ale można z tego wyjść baa można się polepszyć i uodpornić na inne przeciwności życiowe. Umiejętność rozróżniania rzeczy ważnych i nieważnych w życiu to świetna umiejętność niestety nn w czasie ataków zaciera ją u chorego.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:11

przez sredniowieczna_panna 06 maja 2007, 19:48
Mama powiedziała mi najpierw, że może zabrać mnie do psychologa bo rzeczywiście z tego co jej przeczytałam mam NN, ale po jakiejś 1h powiedziała, że równie dobrze sam się nakręcam Tak jakbym chciała miec ta chorobę!


u mnie podobnie. pierw powiedziala, ze da mi na psych, a potem zaczela miec pretensje, ze nie biore deprimu i persenu (przeciez to dorazne lub/i pomocnicze) i ze to pewnie wszytski z niewyspania

zniechecilo mnie to do poruszania tematu, a jako ze jeszcze nie zarabiam, bo studiuje dziennie, to nie mam kasy i nie prowadze terapii:(

byc moze wcale tak nie mysli, ale wystarczylo, abym przestala poruszac temat nerwicy w domu:( jedyne osoby, z ktorymi o tym rozmawiam, to moj chlopak i bliska kolezanka
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Avatar użytkownika
przez nieudacznik 11 maja 2007, 12:50
U mnie w rodzinie też nikt tego nierozumie, wszyscy myślą ze te natręctwa i tiki nerwowe to ze sobie wymyslam, wkurza mnie to jak niewiem mysla ze jak naprzyklad ciagle mrugam to tak se mrugam bo mrugam. Jak byłem młodszy, chodziłem wtedy do podstawówki to jak ojciec widział jak mrugam (a wtedy to tylko czesto mrugałem, a teraz zaciskam oczy) to gadał mi "jak jeszcze raz mrugniesz do dostaniesz w łeb", starałem sie niemrugac i potem mnie oczy szczypały jak cholera pamietam...

Ojciec ciągle wypomina mi jaki to ze mnie nieudacznik itp. i mówi "jak niepotrafisz normalnie sie zachowwac i funkcjonowac w srodowisku to znaczy ze sie nienadajesz do zycia z ludzmi i cie trzeba zamknąć w psyhiatryku".

Syty niezrozumie głodnego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:31
Lokalizacja
polen

Avatar użytkownika
przez Iwoncia 20 cze 2007, 13:35
ja też jestem bliska załamania, ciągle płacze bo jestem bezsilna wobec niezrozumienia mojej rodziny!!! Mama twierdzi, że jestem przewrażliwiona i leniwa, bo ona ma już tyle lat i jest zdrowa, ba musi być zdrowa gdyż nie ma czasu na myślenie czy coś jej tam dolega czy nie!!! A przynajmniej nie mówi głośno jak się źle czuje w przeciwieństwie do mnie!!! Natomiast mąż ma już dosyć chorej żony w domu bo chciałby mieć ponętną, uśmiechniętą , pełną wigoru, entuzjazmu itp. kobietę a tu co??? ZONK!!! łazi mu po domu jakaś tam wiecznie zmęczona, płacząca, nerwuska więc przechodzimy kryzys!!! Mega kryzys, ponieważ bliska jestem decyzji o pożegnaniu pana męża bo aniołem też nie jest i większość moich lęków zawdzięczam jemu właśnie!!! Leki odstawiłam bo miałam wrażenie że przestały spełniać swoje zadanie!!! Walczę więc sama, ale znalazłam Was i jest mi lżej na duszy!!!

Ściskam i pozdrawiam!!!! :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
15 cze 2007, 09:19
Lokalizacja
Toruń

przez lordJim 20 cze 2007, 18:25
Ja jeszcze nie mówiłem moim rodzicom. Tzn. wiedzą że jest ze mną coś nie tak, bo często skarżyłem się na różne bóle, ale nie wiem czy zaakceptują fakt mojej depresji. Ale wiem, że będę musiał się zdobyć na szczerą rozmowę i spróbować im wszystko wyjaśnić. Choć z drugiej strony, nie chcę ich martwić moim stanem. Myślę jednak, że taka rozmowa wiele by wyjaśniła. Wspólczuję wszystkim, którzy nie mogą znaleźć zrozumienia u bliskich. Wydaje mi się, że wasze rodziny często nie chcą po prostu widzieć problemu i dlatego obwiniają was o wmawianie sobie choroby. Z rozmów z moim znajomymi niestety muszę stwierdzić, że poziom wiedzy z zakresu psychologii jest raczej niski, trudno więc dziwić się, że jesteśmy nierozumiani.
lordJim
Offline

przez spokojny999 24 lip 2007, 01:30
kolo1250 napisał(a):Chorują, chorują czytając wywiady można się zorientować, ktoś mówi ze musi umyc ręke po podaniu jej komuś bo boi się bakterii...ta choroba ma to do siebie że atakuje bez względu na status społeczny i sytuacje życiową. A im lepiej nam idzie materialnie tym gorzej może być, bo robi się coraz więcej możliwości ulżenia swoim obsesjom, choroba ma to do siebie że potrafi ustąpić gdy pacjent jest postawiony pod ścianą i nie ma wyjścia albo w wyniku stale dopływających bardzo pozytywnych bodźców. Bez własnego wkładu intelektualnego nie ma szans na wygraną to ciężka i żmudna praca, ale można z tego wyjść baa można się polepszyć i uodpornić na inne przeciwności życiowe. Umiejętność rozróżniania rzeczy ważnych i nieważnych w życiu to świetna umiejętność niestety nn w czasie ataków zaciera ją u chorego.

Przyznam, że bardzo mądre i logiczne uwagi. Nie wiem tylko jak to jest z tym postawieniem pod ścianą. Coś powoduje powstanie choroby, coś może spowodować wyjście z niej, ale czy akurat "wrzucenie na głęboką wodę". To może spowodować pęknięcie.
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
23 lip 2007, 19:53

przez Morrisa 30 lip 2007, 15:48
A ja mimo wszystko nie potrzebuje wsparcia rodziny nigdy nie czułam się z nią związana...a moja "choroba" upewniła mnie tylko w tym, że mogę liczyć tylko na siebie...
budzenie się z gorączkowym drżeniem, które moze uśmierzyć tylko....
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
30 lip 2007, 15:26
Lokalizacja
Łódź

przez Philips 15 sie 2007, 18:04
Moi rodzice nic jeszcze nie wiedzą...
Zastanawiam się czy w ogóle zacząć ten temat....
Ja mam jeszcze niezaawansowane stadium tej choroby... Jeśli można to tak określić... Dopiero wczoraj dowiedziałem się że taka choroba istnieje... do tej pory myślałem (zapewne tak jak większość z was), że to tylko ja jestem taki... nienormalny...
Jak czytałem te posty to myślę że moi rodzice by pomyśleli tak samo... że sobie wymyślam...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
14 sie 2007, 23:59
Lokalizacja
Warszawa

przez tornados 15 sie 2007, 20:50
Ja w sumie też nie wiem, czy powiedzieć swoim rodzicom, chociaż oni jakiś tam wpływ na moje problemy mieli. Ich stanowisko, co do chodzenia do psychiatry jest jednoznaczne. Tam chodzą czuby, w sumie to najlepiej ich wszystkich zamknąć dożywotnio.
"Ludzie pozostają samotni, ponieważ budują raczej ściany, a nie mosty"
John Newton
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 lip 2007, 22:38
Lokalizacja
Wrocław

przez Morrisa 16 sie 2007, 00:00
Chyba rozumiem tornados jak to jest..moja rodzina nadal nic nie zauważa..pewnie też nie chce ale to inna sprawa..chodzi o to, że cholernie ciężko jest liczyć na samego siebie..szczególnie w miejscu, które powinno być pewnego rodzaju oazą zrozumienia i wsparcia..Nie poddawaj się w chorobie i podejmij leczenie mimo wszystko..to naprawdę pomaga..Powodzenia
budzenie się z gorączkowym drżeniem, które moze uśmierzyć tylko....
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
30 lip 2007, 15:26
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do