NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez kris1966 22 kwi 2010, 16:47
Pozwolicie że się włączę,widzę dużo wspólnych cech:rodzice darzyli się miłością,rodzinna atmosfera,święta mamusia(tak jak u mysi),taki porządek i harmonia,które tylko ja niszczyłem :mrgreen:
Byłem tą czarną owcą,ale dzisiaj widzę,że właśnie to mnie uratowało.Psychologowie stwierdzają,że tylko ci potrafią coś zrobić,ruszyć do przodu,którzy odrzucą neurotyczne związki ze swoją rodziną(rodzinne układy).
Moi bracia siedzą w domu,tylko ja mam swoją rodzinę.
Ale o czym innym chciałem.Najbardziej nurtuje mnie relacja nerwica-a sprawy sumienia.To bardzo ważny,a pomijany(bo delikatny)temat.
Moje wyjście z NN (myślowych) zaczęło się od przebaczenia samemu sobie.Odstawiłem leki.
A czy te porządkowanie i skrupulatność nie mają takiego przełożenia:mam chaos w swoim wnętrzu(swoim sumieniu),to przynajmniej niech na zewnątrz będzie absolutny porządek(i niech rzutuje na całego mnie).
Przepraszam,ale to chyba nie są sprawy na forum...
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez zdesper 22 kwi 2010, 19:28
Teraz do wszystkiego musze sie zmuszac i z niczego nie czerpie przyjemnosci:) tak mnie kontroluja natrętne myśli.Ale nie poddaje sie!

U psychologa bylem aczkolwiek ja zdazylem juz poznac wszystkie mechanizmy radzenia sobie z moja choroba i nie widze sensu szukania pomocy u psychologa..
zdesper
Offline

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez kris1966 23 kwi 2010, 01:31
Ja tam nie wierzę,że w Twoim domu panowała zdrowa,rodzinna atmosfera.Gdyby tak było,nie byłoby z Tobą takich historii.
Rozpracować mechanizmy-to za mało.Trzeba dążyć do prawdy o sobie,swojej rodzinie,swoim życiu...To często bardzo bolesne sprawy,by mieć odwagę w to wejść i się nie załamać,trzeba mieć jakąś podporę,jakiś fundament.Psycholog nic tu nie pomoże.
"Poznacie prawdę,a prawda was wyzwoli"
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez mysia12 23 kwi 2010, 08:36
kris1966 napisał(a):Ja tam nie wierzę,że w Twoim domu panowała zdrowa,rodzinna atmosfera.Gdyby tak było,nie byłoby z Tobą takich historii.
Rozpracować mechanizmy-to za mało.Trzeba dążyć do prawdy o sobie,swojej rodzinie,swoim życiu...To często bardzo bolesne sprawy,by mieć odwagę w to wejść i się nie załamać,trzeba mieć jakąś podporę,jakiś fundament.Psycholog nic tu nie pomoże.
"Poznacie prawdę,a prawda was wyzwoli"


Poznać siebie to podstawa, swoje uczucia, potrzeby. Zmienić postrzeganie siebie, świata. Ja jednak jestem zdania, że psychoterapeuta jest w tym niezbędny, a jego pomoc ogromna.
Ja np. bardzo dużo "rozpracowałam" sama, z przeszłości, przyczyny moich dolegliwości wydarzenia, fakty). Ale sama raczej nie zauważyłabym jaki to przyniosło dodatkowy skutek (te przyczyny). Zauważyła to moja psychoterapeutka. Rozmawiamy na różne tematy, coś jej opowiadam, a ona zauważa (nie raz) - "bardzo dobrze Pani sobie zdaje sprawę z uczuć mamy, męża, innych osób, ale jakie są Pani uczucia w tej sytuacji?" I ja dopiero to dostrzegam, że ja pomijam swoje uczucia, są stłumione, NIE CZUJĘ ich, i to jest dla mnie tak naturalne, że sama bym tego nie dostrzegła. Teraz pracujemy nad wydobywaniem moich uczuć. Ciężko jest żyć "po swojemu" i w zgodzie z sobą, gdy się nie zna swoich uczuć.

[Dodane po edycji:]

Cytat, który mi się szczególnie spodobał:

Udana terapia może mi pomóc nabrać umiejętności bycia w kontakcie ze wszystkimi moimi uczuciami oraz z moją własną historią, co zapewni mi zrozumienie i wytłumaczenie dla intensywności moich reakcji. Pozwoli też złagodzić tę intensywność, nie zostawiając w ciele przypadkowych śladów, jakie odciskają się w nim, gdy dochodzi do tłumienia emocji, które nie mogły dotrzeć do poziomu świadomości

post232792.html
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez zdesper 23 kwi 2010, 14:47
Ja tam nie wierzę,że w Twoim domu panowała zdrowa,rodzinna atmosfera.Gdyby tak było,nie byłoby z Tobą takich historii.
Rozpracować mechanizmy-to za mało.Trzeba dążyć do prawdy o sobie,swojej rodzinie,swoim życiu...To często bardzo bolesne sprawy,by mieć odwagę w to wejść i się nie załamać,trzeba mieć jakąś podporę,jakiś fundament.Psycholog nic tu nie pomoże.
"Poznacie prawdę,a prawda was wyzwoli"



No tak..jeszcze napisz dokladnie jak u mnie było.Jak cos Ciebie nie dotyczy to lepiej zachowaj to dla siebie;).Taka rada :blabla:
zdesper
Offline

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez kris1966 23 kwi 2010, 18:43
Powtórzę:Gdyby tak było,nie byłoby z Tobą takich historii.
No to cierp dalej,może kiedyś zmądrzejesz i się obudzisz.Nic nie bierze się z niczego.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez zdesper 23 kwi 2010, 19:46
A jednak :great:
zdesper
Offline

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez kris1966 24 kwi 2010, 00:52
Nie wiem,czy jest sens to kontynuować,bo reagujesz na temat:,"rodzina" trochę nerwowo ;) ,jak nie chcesz,to nie odpowiadaj:
-Co rozumiesz przez zdanie:byłem wzorowo kochany.
-jak wyglądają Twoje relacje z rówieśnikami?(nie wiem ile masz lat),z dziewczynami?
-jak tak w ogóle radzisz sobie w życiu?
-czy potrafiłbyś np. zostawić swoją rodzinę i wyjechać na drugi koniec Polski by zacząć swoje życie samodzielnie?Spróbuj to sobie wyobrazić.Jak zareagowaliby rodzice?
Powiem Ci że ja za te pytania uzyskałbym bardzo mało punktów w skali powiedzmy od 1-10
Powiem jeszcze,że ja dopiero wiele lat po śmierci mojej matki odkrywam,że padłem ofiarą wielkiej mistyfikacji-tej rodziny.Wcześniej już coś mi dzwoniło,ale jeszcze tak szczątkowo,chaotycznie.
Wyjedż,zacznij widzieć,dojrzewać,przekonasz się.
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez mysia12 26 kwi 2010, 08:45
Wracając do tematu wątku - czyli mojej historii. Chcę się z wami podzieliś wynikami mojej samoobserwacji. Może już o pewnych istotnych punktach pisałam, przepraszam jeśli się powtarzam, ale chciałam to zestawić w jednym poście. Co u mnie wpłynęło i mogłoby nadal wpływać na napięcie+natręctwa czyli NN:
1. poczucie winy
2. przymus
3. tłumione uczucia
4. jak siebie postrzegam

Pkt. 1, poczucie winy, udało mi się rozpracować, czyli zrozumieć i chyba "zrzucić" z siebie, co od razu znacząco poprawiło moje samopoczucie!
Pkt. 4 jak siebie postrzegam - odkryłam, że uważałam siebie za osobę, która zrobiła/ może zrobić coś złego (przez zapomnienie, zaniedbanie), co mnie nieświadomie nakręcało do wszelkiego rodzaju kontroli... gdy to sobie uświadomiłam, to mogłam/ mogę to zweryfikować.
pkt. 2 zaczęłam dostrzegać na bieżąco - ktoś próbuje mnie do czegoś nakłonić, lub ja sama próbuję do czegoś siebie zmusić, co nie jest konieczne - i pojawia się napięcie - wtedy uczę się mówić "NIE" i czuję spokój, jakiego nie znałam od lat ;)
pkt. 3 czyli tłumione uczucia pozostaje jeszcze do przerobienia, jak sądzę z pomocą terapeutki, ba ja często po prostu nie wiem co czuję... a wtedy nie mogę się kierowac swoimi uczuciami, skoro ich nie znam :why:

Mogę za to podkreślić, że dla mnie najbardziej "uzdrawiające" stało się poznanie siebie i zrozumienie siebie, przyzwolenie, aby liczyć się ze swoimi uczuciami.... brzmi banalnie, ale jest to tak trudno osiągnąć i jest to takie wyzwalające :great:
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

Avatar użytkownika
przez Milutki 26 kwi 2010, 12:09
Mysia, ale fajnie to podsumowałaś :-)
W ogóle widać, że porządnie się zabrałaś za to wszystko...

mysia12 napisał(a):jak siebie postrzegam - odkryłam, że uważałam siebie za osobę, która zrobiła/ może zrobić coś złego (przez zapomnienie, zaniedbanie), co mnie nieświadomie nakręcało do wszelkiego rodzaju kontroli... gdy to sobie uświadomiłam, to mogłam/ mogę to zweryfikować.

Nie wiem, czy to dobrze zrozumiałem.
Czy to znaczy, że powiedziałaś sobie, że masz prawo do błędów i zaakceptowałaś to ?

Jeżeli tak, to czy sama ta akceptacja pozwala również poradzić sobie w sytuacjach krytycznych, kiedy mamy świadomość znacznych konsekwencji naszego potencjalnego błędu ?
Bo tych sytuacji obawiam się najbardziej... :-|
Chyba trzeba by odbudować zaufanie do samego siebie... ?
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez mysia12 26 kwi 2010, 13:35
nie wiem czy będę umiała to opisać. To nie jest kwestia jakiegoś świadomego zaprogramowania, czy powiedzenia sobie czegoś. Wyglada to tak: czułam napięcie i niepokój + czynności zastępcze,przez lata, kompletnie nie łącząc tego z niczym (oprócztego czym się zajmowałam: porządki, plany). Towarzyszyła temu jedynie myśl "zapomnę, zaniedbam.." + lęk. nie rozumiałam tego (i łączyłam z tym co wokół mnie, np. bałagan). dopiero ostatnio pomyślałam o tej sytuacji z mamą i zrozumiałam , że bałam się, że "zapominając o niej zrobię jej krzywdę" (w uproszczeniu). w momencie gdy to zrozumiałam to UCZUCIA WRÓCIŁY NA SWOJE MIEJSCE, tzn. obawa, że mogłabym zaniedbać mamę została zidentyfikowana, przestałam to przerzucać na jakieś zastępcze przedmioty wokół. jak w kalejdoskopie, jeden mały ruch i wszystko wygląda inaczej. znikły natręctwa. potem, swoim już dorosłym postrzeganiem świata, zrozumiałam, że ja nie krzywdziłam mamy (jakkolwiek by ona tego nie okazywała), nie robiłam NIC ZŁEGO i lęki, że ja - jako osoba mająca coś złego na sumieniu - mogę zrobić "coś strasznego" po prostu znikły...
pytasz o możliwość popełniania błędów w obecnym życiu i lęk przed tym. ja postrzgam to tak: NN zawiera w sobie lęk przed popełnieniem czegoś nieokreślonego, nieuświadamianego.
wiadomo, że w życiu będą sytuacje, gdzie potencjalnie można popełnić błąd, ale jeśli będą one realne i będę tego świadoma, to będę mogła się z tym zmierzyć, coś przedsięwziąć (realnego, a nie poprawianie porządku). Krótko - to już raczej nie będą lęki (nieokreślone i wywołujące niepokój przed nie wiadomo czym) tylko może nawet strach, ale konkretny, przed czymś, czym można się zająć, np. boję się egzaminów, więc siadam i się uczę, gdybym sobie nie uświadamiała, że boję się egzaminów to może czułabym nieokreślony lęk i nie wiedząc co robić może znowu zaczęłabym biegać ze ściereczką... :zonk:

mam nadzieję, że jest to w miarę zrozumiałe, bo trudno mi to jest definiować :bezradny:
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

Avatar użytkownika
przez Milutki 27 kwi 2010, 16:44
OK, dzięki, bardzo jasno to przedstawiłaś. :brawo:

Wyjaśniło się tajemnicze słowo "zweryfikować" :smile:
("gdy to sobie uświadomiłam, to mogłam/mogę to zweryfikować")

Rozumiem też już, na czym polegałoby to radzenie sobie z ryzykiem popełnienia "realnych" błędów, nie tych wyimaginowanych, które podsuwa nam nerwica...

mysia12 napisał(a):Mogę za to podkreślić, że dla mnie najbardziej "uzdrawiające" stało się poznanie siebie i zrozumienie siebie, przyzwolenie, aby liczyć się ze swoimi uczuciami.... brzmi banalnie, ale jest to tak trudno osiągnąć i jest to takie wyzwalające

No właśnie, "liczyć się ze swoimi uczuciami" ...
trzeba najpierw wiedzieć jakie one są ? (a może gdzie są i kiedy się pojawiają ?)

Wczoraj o czymś podobnym sobie myślałem, poniżej są moje notatki
(wrzucam je w całości, to będą lepiej zrozumiałe)

Problem z rozpoznaniem lęku (?)
Wydaje mi sie, że mam problem z rozpoznaniem właściwego lęku podczas kompulsji, tzn. przy powtarzaniu czynności.
"Nie widzę" czego właściwie się boję, widzę tylko tą rzecz/czynność, którą "muszę" zrobić.
Niedawno parę razy udało mi się zauważyć, że jest "jakiś" lęk (dosłownie przez ułamek sekundy) i wtedy rzeczywiście tak celowo i świadomie przeciwstawiłem się mu! Czułem, że walczę z czymś konkretnym, choć nadal nie było jasne - z czym.
Ale dało mi to potem nieco satysfakcji :smile:
Niestety, typowa sytuacja jest taka, że chociaż się staram, to podczas kompulsji zupełnie nie wyczuwam siebie i nie potrafię powiedzieć DLACZEGO powtarzam czynności. Robię je jakoś tak odruchowo, bez żadnej istotnej przyczyny, trochę jakby poza moją kontrolą.
Czasem przy tych kompulsjach zdaje mi się, że ten "nieznany wróg" jest gdzieś w pobliżu, ale jest nieuchwytny, nie mogę go zobaczyć, żeby dać mu po zębach... :evil:

Czy to nie jest coś podobnego co Ty opisałaś ? tzn. "zidentyfikowanie obaw"
(cyt. "obawa, że mogłabym zaniedbać mamę została zidentyfikowana")

A może to wynika z braku umiejętności rozpoznania własnych emocji w ogóle ?
Albo jakieś "braki" emocjonalne, np. nie nauczyłem się pewnych uczuć ??
Bo przyznam, że np. empatię mam na dość niskim poziomie.
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: NN - moja historia, walka i wygrana !!!???

przez mysia12 27 kwi 2010, 21:26
Może się będę powtarzać, ale napiszę jak to widzę: robisz coś mechanicznie, bo musisz to robić i powtarzać. Wynika to z jakiegoś napięcia wewnętrznego. Coś Cię "gryzie" lub "uwiera", ale przełącza się to od razu na coś co masz pod ręką... Nie umiesz (lub podświadomie nie chcesz) dostrzec swojego wewnętrznego, nieuświadamianego źródła lęku, niepokoju, napięcia. Gdybyś zrozumiał co tak naprawdę Cię gryzie to już nie musiałbyś łapać tego co pod ręką, a może gdybyś to, co zrozumiałeś, inaczej zaczął postrzegać, to uczucie lęku czy niepokoju by się ulotniło.
Tak było u mnie. Może u Ciebie jest inaczej, a może jednak mechanizm jest właśnie taki sam?
Nie stresuj się, że nie wiesz co Cię dręczy nieuświadamianego w środku - mnie to zajęło baaardzo dużo czasu. To teraz wydaje się takie proste i łatwe, ale takie nie było.

Co do rozpoznawania uczuć to na razie nie pomogę bo sama muszę to poznać. W każdym razie staram się uczucia wychwytywać i rozpoznawać... ale jeszcze nie jestem w tym dobra :oops:

[Dodane po edycji:]

Pół żartem/ pół serio, czyli takie wariacje na temat nerwicy natręctw:

NN = Nerwica Natręctw
NN = Napięcie + Niepokój
NN = Nieokreślone emocje + Nieuświadamiany lęk
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

TROCHĘ TEORII

przez mysia12 30 kwi 2010, 09:53
Źródłem zaburzeń nerwicowych są nierozwiązane nieuświadomione konflikty wewnętrzne, najczęściej pomiędzy dążeniami jednostki a jej możliwościami, potrzebami a obowiązkami, pragnieniami a normami społecznymi. Pojawiają się wtedy, kiedy wrażliwa i nieodporna na stresy osobowość poddawana jest presji sytuacji (często świadomie akceptowanej), a wymagającej od niej funkcjonowania sprzecznego z nieuświadomionymi tendencjami. Przyczyną nerwic może być także deficyt opieki rodzicielskiej w dzieciństwie lub nieodreagowany uraz (trauma).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_nerwicowe

(Nerwica) Najkrócej mówiąc, jest chorobą emocji. Polega na wewnątrz-psychicznym konflikcie między naszymi świadomymi a nieświadomymi tendencjami. Nerwica nie ma nic wspólnego z organiczną strukturą i stanem nerwów człowieka w sensie anatomicznym i fizjologicznym. Nie jest uwarunkowana jakimikolwiek patologicznymi zmianami mózgu czy nerwów, lecz raczej nieświadomymi konfliktami psychicznymi, nad którymi nie panujemy.

Np. konfliktem jest sprzeczność między dążeniem do wejścia w związek emocjonalny z partnerem a pragnieniem swobody i niezależności albo - u młodych ludzi - potrzeba usamodzielnienia się od rodziny, której towarzyszy sprzeczny z nią lęk przed dorosłością.

Człowiek zamiast stawania się tym, kim mógłby się stać, rozmija się sam ze sobą.

Zaburzenia nerwicowe przejawiają się w sferach postrzegania, przeżywania, myślenia, zachowania. Towarzyszą temu liczne objawy, niekiedy intensywne, wywołujące poczucie dyskomfortu i cierpienia. W sytuacjach szczególnie obciążających na plan pierwszy wysuwa się lęk i napięcie. Lęk, którego przyczyna jest nieuświadomiona, często zostaje przemieszczony i usymbolizowany, przyjmując np. postać różnych fobii.

Nerwicy można się pozbyć. Wymaga to pracy nad sobą. Możemy wrócić do równowagi psychicznej, odzyskać spokój, wiarę w siebie i w ludzi oraz poczucie większych możliwości życiowych.

http://resmedica.pl/archiwum/ffxart1009.html

Leczenie - Jeśli natomiast podłoże zmian jest głębsze lub objawy bardziej nasilone, a zaburzenia mają swoją przyczynę na przykład w okresie dzieciństwa, to konieczna jest zazwyczaj długotrwała psychoterapia. Tylko takie oddziaływanie pozwala bowiem uzyskać wgląd w chorobę, zrozumieć przyczynę dolegliwości, zanalizować swoje zachowania i strategie obronne i nauczyć się nowych, właściwszych strategii radzenia sobie. :great:
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do