moj przypadek. NN a samorealizacja

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

moj przypadek. NN a samorealizacja

przez augusto 29 sty 2010, 20:54
Witam sredecznie i prosze o chwilke uwagi. Kilka dni temu zdiagnozowalem u siebie NN. Trwa to kilka lat i znacznie utrudnia zycie. Najwiekszym moim problemem jest chyba to jak bardzo cenie sobie swoje zycie i to, co robie...przedze wszystkim jestem artysta malarzem(malowalem na dlugo przed objawami) i w dodatku dosc dobrym, kiedys mialem sporo fanów, w mojej glowie caly czas powstaja nowe obrazy , coraz bardziej szlachetne, doskonale i tak bardzo mi na tym zalezalo, ze ...nie maluje od dawna! Bo chodzi o to, ze choroba walczy ze mna wlasnie w tych obszarach w ktorych chcialbym cos osiagac, tam, gdzie zalezy mi na czyms najbardziej i skutecznie blokuje czasem zakazuje mi to realizowac.Probuje realizowac sie tez jako pisarz, biznesmen i wynalazca. Zazwyczaj NN probuje odbierac Nam to, co dla nas najcenniejsze...mnie blokuje najbardziej w tych dziedzinach bo na niczym bardziej mi nie zalezy .im bardziej mysle o namalowaniu jakiegos obrazu albo im bardziej genialny wydaje mi sie pomysl na zrobienie czegos to tym wiekszy boj o to musze stoczyc...czesto przegrywalem...
Obecnie, obiecalem sobie , ze nie dam chorobie wiecej czasu, zeby przygniatala mnie dalej do muru, teraz czas na moja kontre czasami staram sie myslec z podziwem o mojej wyobrazni, ze do takich rzeczy jest zdolna.Czasami jest bardzo ciezko innym razem jestem zaskoczony ze wlasciwie to tylko chora wyobraznia i nic wiecej. Kazda kolejna wygrana wzmacnia mnie i uczy ze strach to tylko wyobrazenie, dziki kon do ujezdzeniaJa juz wybralem...:) dbam o kondycje, zdrowo sie odrzywiam, stosuje zdrowe dodatki do diety itp.jak zawsze...dorzuce do tego jedynie oczyszczanie organizmu z toxyn , bo mogly miec jakis wplyw na caloksztalt ,Co do farmakologii to zastanawiam sie jedynie nad zakupem Deprimu (antydepresant) na wzmocnienie.czy to wystarczy ? zobaczymy...po kilku latach doswiadczen w zwalczeniau nn sadze jednak, ze jezeli rzeczywiscie bardzo sie chece to mozna to zrobic tak poprostu. Warunek: zadnych ustepstw a smak przykrosci ktorych mozna sie spodziewac - nauczyc sie oceniac jak smak wygranej ktory z czasem znika w ustach zupelnie jak posmak wina...
Mam prosbe jesli ktos ma jakies sugestie co do mnie...to z gory bardzo dziekuje.
Mam tez pytanie....jako, ze sztuka, inowacyjnosc w znaczny sposob rozwija wrazliwosc i wyobraznie....czy moglo to sie przyczynic do rozwoju choroby. Czy poprzez to, ze nigdy tego nie porzuce moze byc mi trudno wrócic jednak do normalnosci?
Dzieki i pozdrawiam
augusto
Offline

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

Avatar użytkownika
przez zalamka87 30 sty 2010, 10:17
deprim to nie antydepresant po pierwsze i on niestety nic na to nie pomoże, moim zdaniem powinieneś udać się do lekarza, bo sam niestety nic tu nie zdziałasz... o tym że nn blokuje Cię w tym co kochasz robić, no cóż mnie i pewnie innych osób także i nie sądzę żeby sztuka mogła się przyczynić do rozwoju choroby to niemożliwe, jest jedynie tak że osoby o wielkiej wrażliwości na sztukę są generalnie bardzo wrażliwymi osobnikami i tyle ja sama kocham malarstwo, gdzieś tam nawet w jakichś typach osobowości hmm już nie pamiętam dokładnie była właśnie wrażliwość na sztukę, ale tak jak mówie ona wynika raczej z uosobienia i nie stanowi ona przyczyny, wiesz jak to pisze to przypomina mi sie Aleksander Gierymski on chyba miał podobny problem ;) też biedak był znerwicowany i swoje obrazy musiał doprowadzać do perfekcji (zresztą uważam że są genialne), polacam ci ksiązki Karen Horney ja sie z nich wiele dowiedziałam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

przez etien 03 lut 2010, 01:27
augusto kiedy przeczytałam Twój post przypomniało mi się coś z mojego własnego życia.

Od dziecka, od zawsze uwielbiałam śpiewać. To było dla mnie coś bardzo ważnego i cennego. Mam talent, tzn. mam słuch muzyczny jak i dobre warunki wokalne. Zawsze dużo śpiewałam, ćwiczyłam, w mairę możliwości udzielałam się wszędzie tam gdzie mogłam ze swoim głosem robić coś więcej... Pare lat temu miałam możliwość rozwijać ten swój talent, miałam możliwość zrealizować się w tym co kacham. I paradoksalnie zaczęły się jazdy! Dodam, że jestem osobą wierzącą w Boga. Zaczęły pojawiać się we mnie myśli, że jestem pyszna. Myśli, że może za bardzo kocham śpiew, że nie powinno tak być. Zaczęły się myśłi co zrobię jeśli stracę głos, czy będę pomimo to umiała czuć się szczęśliwa. Czy będę umiała z tego zrezygnować dla jakiś np. wyższych celów. itp. To spowodowało, że faktycznie zaczełam się obawiać, że stracę talent. I nagle zaczeło mi się wydawać, że to co śpiewam brzmi kiepsko, że już nie potrafię wyciągnąć tak jak kiedyś. To spowodowało, że zaczełam bać się śpiewać publicznie, bałam się że nagle zacznę fałszować, że nie utrzymam dzwięku. Zaczełam sama się katować. Na siłę coraz więcej ćwiczyłam, ale nie odczuwałam już radości, satysfakcji bo wydawało mi się, że już nie potrafię. Ostatecznie doszłąm do momentu krytycznego, gdzie odczułam zmęczenie i zniechęcenie, totalną blokadę. Dzisiaj prawie już nie śpiewam bo wtedy przypomina mi się co straciłam i tracę. Boli mnie, że pozwoliłam aby stało się to wszytsko ze mną. Czasami myślę, że wrócę do śpiewania, mam nadzieję że mi się to uda. Jednak lata lecą, a ja nic nie robię... Wciąż mam blokadę i poczucie, że straciłam tyle czasu. Mam świadomość, że nie ćwiczę co powoduje, że faktycznie nie jestem w formie. W pewnym sensie moge powiedzieć, że porzuciałam coś co bardzo kochałam - swoją pasję, a myślałam kiedyś że to jest niemożliwe abym kiedykolwiek mogła przestać śpiewać. Dodam jeszcze, że kiedy nasiliła mi się nerwica to nie potrafię słuchać muzyki - to powoduje wzrost obsesji, przygnębienie, lęk, poczucie rozdarcia. Tak też totalna pustka...
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

przez augusto 03 lut 2010, 17:49
zdaje sie , ze mielibysmy o czym porozmawiac:)
mi sie wydaje, ze powody kiedy ludzie postepuja tak sami z soba sa rozne tak jak sami ludzie. jednak czasto bywa tak, ze z jakiegos powodu organizm a w tym i psychika sam siebie atakuje. sa np. takie choroby jak autoagresywne choroby ukladu pokarmowego np.wrzodzejace zapalenie jelit...nie znam sie na tym ale organizm z jakiegos powodu musial uznac , ze musi sam siebie zaatakowac....a Twoim spiewaniem i moim malowaniem moglo byc nawet podobnie( to tylko teoria)...tak bardzo chcielismy ja malowac a Ty siepwac, marzenia o sukcesie byly takie przyjemne, pragnienie bycia podziwianym za skromnosc slawnego artysty , chec bycia KIMS zbyt duza...czasami ludzie tak kochaja swoje marzenia, ze wola ich nie spelniac...co by sie stalo gdybys jednak sprobowala i po jakims czasie okazaloby sie , ze jednak ludzie tego Twojego talentu nie kupuja, to, co masz a co Tobie samej wydawalo sie bezcenne dla innych duzo nie znaczy...moze wiec to podswiadomy strach przed rozczarowaniem, psychiczna zapora przez poczuciem kleski wlasnej osobowosci...
czy nie lepiej jest myslec o sobie przez reszte zycia jak o kims, kto jest niezwykle utalentowany,kto bylby w czyms genialny tylko, ze nie moze niestety sie spelnic bo ma problemy, bo druga opxcja to sprobowac i poniesc ryzyko , ze mozemy stracic wiare w to co w sobie kochalismy najbardziej....moze wlasnie Ty sie tak bronisz...moj problem jest nieco innej natury jednak po czesci moglbym tez sie pod tym podpisac.oczywiscie to, co lezy u podstawy problemu chyba jest najwazniejsze , bez wzgledu na to jak sie dalej rozwijalo...

moja rada jest taka. sprobuj sie otrzasnac i zacznij spiewac jak najpredzej, poprostu rob to co kochasz bez wzgledu jaka cene bedziesz placic...jezeli tego nie zrobisz do konca zycia bedziesz zyla we wlasnej klatce...
do latw

[Dodane po edycji:]

jeszcze cos...co moglo by cos Tobie podpowiedziec. ja ze sztuka to mam tak, ze oczywiscie namalowalem juz sporo obrazow, jestem pyszny na maxa bo wydaje mi sie , ze moglbym zmienic oblicze dzisiejszej sztuki, do calej historii sztuki dorzucic brakujace ogniwo...czyli wierze w siebie na maxa, poprostu mam to "cos"...wiem, ze moglbym, wiele osiagnac,czuje to jak nic innego na tym swiecie, dawali mi to do zrozumienia rozni artysci, moja obszerna wiedza na temat sztuki itp...i teraz juz wiem ,ze jednak juz sie przed ty nie cofne, bo wlasnie po raz pierwszy od czasu pojawienia sie problemow zaczynam sobie z tym radzic, myslec i czuc inaczej...
u mnie bylo tak, ze ten moj swiat sztuki ktory sobie stworzylem byl idealny, cudowny i magicznie piekny,uwielbialem myslec o nowych obrazach, pielegnowac narzedzia, planowac kolejne projekty, marzyc o slawie, i bywalo, ze nieraz kilka godzin siedzialem podziwiajac swoj wlasny obraz,kochalem wszystko co sie z tym wiazalo, to stalo sie w koncu dla mnie wazne, potem zbyt wazne a w koncu wazniejsze niz wszystko inne... i wystarczylo, ze ten moj piekny swiat odwiedzila jedna niechciana mysl przed tym jak np.zasiadalem do nowego obrazu,nieproszona slabosc mysli ktora ranila moj piekny swiat, grozila, macila....i tak bardzo z jednej strony chcialem zachowac czystosc mojego swiata a z drugiej tak sie zaczelem przejmowac tymi natretnymi myslami, ze im bardziej ich nie chcialem tym oczywiscie wiecej ich bylo i w dodatku zaczely sie rzowijac....to byl poczatek...
dzisiaj juz wiem ,ze po pierwsze swiat nie jest , nie byl, i nigdy nie bedzie idealny...czasami nie zdrowe jest zeby nalezalo nam na czyms az tak bardzo bo i tak nigdy nie zdolamy tego utrzymac w takim stanie w jakim bysmy chcieli. po kolejne wiem, ze mysli sa jak goscie, nigdy nie wiemy jacy porzyjda ale powinnismy zle oddalac a dobre goscic jak najdluzej...

[Dodane po edycji:]

co do pychy to jezeli dostaje sie juz jakis talent to jedynie po to, zeby podzielic sie nim ze swiatem...i nawet pycha moze temu sprzyjac, bo w tym przypadku jest tylko motywatorem do spelnienia swego daru. nie zapominaj , ze sztuka sluzyc ma dla ludzi , zeby zylo im sie lepiej, zeby swiat byl piekniejszy.Tamara Lepicka powiedziala kiedys-"jestem artystka-mi wszystko wolno"!!:)bo rzeczywiscie malo kto o tym pomysli ale ludzie sztuki zyja troche wedlug innych regol wiec inne normy nawet co do pychy moga ich obowiazywac. Diana Ross-spiewa tak cudownie, tylu ludzi na swiecie przy jej muzyce sie wzruszalo, calowalo, tanczylo, przezywalo przyplyw mocy do dzialania, inspirowalo sie itp. i czy wazne jest, ze brala kokaine calymi latami...a gdyby byla nawet pyszna...to co...jej zycie jakiekolwiek warte byloby tego co po niej zostanie....
jezeli nasza saztuka ma sluzyc to my musimy chyba byc slugami(dobrze wynagradzanymi czasami:)...a jakiemu sludze ktory nie sluzy dobrze sie zyje?
jezeli czlowiek naruszyl warunki zycia , to bedzie mu tak samo niedobrze, jak robotnikowi na budowie ktory lamie reguly swojego szefa....
...mysle teraz ze jest inaczej, ze mamy obowiazek bez wzgledu na wszystko, slabosci, trudnosci itp. zrobic to co powinnismy...inaczej to dopiero bedziemy winni:)

[Dodane po edycji:]

wiesz co. ktos nagral mi kiedys piosenke...cover Fine Frenzy "almous lover" i wiezs co ? postanowilem posluchac oryginal i znalazlem inne covery innych osob w necie. mogloby Tobie dobrze zrobic poogladac sobie inne dziewczyny spiewajace w domu...oto link ale radze poszperac jeszcze...do utworow ktore lubisz wystarczy dodac cover i gotowe.milych wrazen:) http://www.youtube.com/watch?v=6mjI1lsY ... re=related
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
03 lut 2010, 17:24

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

przez Polka371 07 lut 2010, 15:18
Jaka ja jestem podymana... Po przeczytaniu Twojego posta, etien, coś mi strzeliło do głowy...:( Ja uwielbiam słuchać muzyki, robię to bardzo często. Do czasu... Niestety gdy przeczytałam, że nie możesz słuchać muzyki, bo powoduje to u Ciebie WZROST OBSESJI, przyszło mi do głowy, że u mnie jest tak samo. W tej chwili słuchanie muzyki już nie sprawia mi takiej przyjemności, czuję dyskomfort psychiczny i pojawiają się głupie myśli. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Wiem, że to forum jest po to, by pisać o swoich problemach psychicznych i wchodzę tu na własną odpowiedzialność. Dlatego nie przejmuj się tym, po prostu musiałam to napisać. Ogólnie bardzo się cieszę, że istnieje to forum, bo dużo mi pomogło w moich problemach. Odwiedzam je regularnie...
Kiedyś było podobnie. Gdy czytałam gdzieś o nerwicy natręctw, był podany przykład, że jeżeli czytasz książkę, a nagle w twojej głowie pojawia się natrętna myśl, by umyć ręce, to może być właśnie nerwica natręctw (jakoś tak). Chociaż nie miałam wcześniej natręctw tego typu (o myciu rąk), właśnie takie myśli zaczęły się u mnie pojawiać podczas czytania książek. Właśnie z tego powodu już ich nie czytam... A kiedyś tak to uwielbiałam. Nawet po tym, gdy zaczęłam mieć nerwicę, zaczytywałam się w książkach. Co prawda natrętne myśli mi przeszkadzały, ale nie było aż tak źle. Teraz już w ogóle nie czytam, bo przynosi mi to tylko cierpienie (pojawiają się różne myśli, nie tylko dotyczące mycia rąk, pisałam o nich w innych postach, a także straszne napięcie psychiczne). Dlaczego ja jestem taka cholernie podatna na to, co tylko przeczytam??? Zdrowi ludzie nie mają pojęcia, jacy są szczęśliwi! Nawet jeśli mają jakieś problemy, to potrafią się wyciszyć, zapomnieć o nich na jakiś czas, na przykład pogrążając się w lekturze lub oglądając dobry film. Ja czasem nawet podczas oglądania filmu czuję się okropnie... Może moja podświadomość uważa, że nie mam prawa się zrelaksować. To nie jest życie.
Polka371
Offline

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

przez etien 11 lut 2010, 01:42
Polka też kiedyś po przeczytaniu na forum jakiegoś objawu nerwicy, którego wcześniej nie miałam zaczełąm się bać, żę teraz i ja mogę mieć z danym objawem problem. Ale jakoś udało mi się zablokować te myłśi i dana obsesja nie została przeze mnie przejęta. Jednak podchodząc do forum staram się być ostrożna. A mianowcie nie czytam postów o tematach, na które wiem że w danym momencie jestem bardziej wrażliwa, podatna na nie. Obsesje się zmieniają, zatem czasem na jakiś temat jestem nadwrażliwa, a później to przechodzi i po jkaimś czasie już mogę o tym czytać. W każdym razie staram się nie czytać o tych tematach, które są dla mnie trudne i wiem, że po ich przeczytaniu mogę poczuć się gorzej. Myślę, iż to da się wyczuć... Mysłę, iż wiemy na co jesteśmy podatni w danym momencie... Wiem, których rzeczy nie powinnam czytać, oglądać, słuchać aby nie poczuć się gorzej, gdyż wiem, iż po zrobieniu tego wzmożyłyby się moje jazdy, lęki...
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Re: moj przypadek. NN a samorealizacja

przez Polka371 11 lut 2010, 14:00
Tak, tylko że ja nie wiedziałam, że w tym momencie jestem na to podatna... To przyszło tak nagle. Zresztą chyba można powiedzieć, że już mi to przeszło (natrętne myśli pojawiające się tylko z powodu słuchania muzyki). Wczoraj słuchałam i było dobrze. Za to dzisiaj czuję się bardzo źle (ale nie ma to związku z muzyką).
Polka371
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do