Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

przez Walker123 08 gru 2009, 22:58
Będąc na forum nowy przedstawię w skrócie moja historie. Zaczelo sie okolo 3 lata temu. Poprostu z niczego . Normalny czlowiek zero problemow.(teraz wiem ze tamte problemy byly niczym) Szkola praca itp. Faktycznie czlowiek byl pochloniety tym wszystkim i zestresowany ale to w dzisiejszym swiecie normalka. Az tu nagle pewnego pieknego dnia ogarnela mnie cholerna mysl zeby ze soba skonczyc.(koniecznie przez powieszenie) jakby malo bylo innych sposobow. Jako czlowiek kochajacy zycie oczywiscie zaczalem walke. Tj. zdjęcie drazka do cwiczen z futryny zeby nie kusilo. Jednak cos w mojej glowie caly czas siedzialo czasami juz mialem tak serdecznie dosyc tego wszystkiego ale za nic nie posunalbym sie do ostatecznosci to trzeba sobie jasno powiedzieć. 1 walki dzień w dzień i jakbym uśpil to wszystko chociaz juz zylem z pietnem. powoli zaczelo sie normowac. Nagle poznalem moja obecna narzeczona juz niedlugo zone:)) osobe ktora kocham ponad wszystko z wzajemnoscia ktora pomaga mi z tym walczyć ale od poczatku. Poznalem wszystko fajnie zaczelo wracac do normalnoscie zaczelo sie robic nagle pieknie i zonk!! wracajac od narzeczonej w nocy przez puste ulice miasta dopada mnie nowa mysl. Nie kocham jej! JA kocham oczywiście że tak ale moje natręctwo chyba nie zupelnie. Co za cholerne natrectwo . Po raz kolejny postanowilem sie nie poddawac. No i tu zaczęly się schody. Objawy zaczalem odczuwac fizycznie. Diabelne bole glowy poprostu 3 tygodniowe 1 dzien przerwy i dalej . Uwieżcie że pobudka i zasypianie z bolem glowy nie należy do najlepszych doznań. Przeprowadzilem rozmowe z narzeczona i postanowilismy razem z tym wszystkim walczyc. Opowiedzialem o wszystkich. (w miedzy czasie krotki epizod moje natrectwo postanowilo zostać ksiedzem na tyle mocno ze nie moglem wystac w kosciele ale moje natrectwo jednak stwierdzilo ze niekochanie to lepsza forma wyrazy i zmienilo kierunek ale to tak na marginesie) Postanowilismy na poczatek sprobowac mniej inwazyjnanych metod tj. psychoterapia pewnie trafilem na nieodpowiedniego czlowieka zdecydowanie mi sie nie podobalo i jakos zniechecilo. Postanowilem psychiatra stwierdzil ze nerwica ale nie natrectw nie wiem czy slusznie czy nie ale Seroxat dostalem. Pierwsze 2 tygodnie tragedia mozna sie wykończyć ale poźniej zdecydowana poprawa. teraz skracam historie..... Obecnie schodze lekow czuje sie zdecydowanie lepiej niz wczesniej to nie znaczy ze jest idealnie . Miewam jeszcze natrectwa ale nie z taka czestotliwoscia staram sie nie skupiac na nich tlumaczyć sobie i nie dac sie !!! bo ja sie nie poddam , nie dam sobie zmarnować życia przez takie gowno(sorki za wyrażenie) Uwierzcie że cieżko być z kimś kogo się kocha calym sercem a z drugiej strony ma natrectwa ze sie nie kocha. Dziwna ta nasza przypadlosc ale trzeba z nia zyc. Czlowiek ktorego to coś nie dotknelo nie jest w stanie zrozumiec o co chodzi. Napiszcie co o tym wszystkim myślicie. Jakie macie pomysly na NASZA WSPOLNA WALKE pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 gru 2009, 22:24

Re: Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

Avatar użytkownika
przez Majster 09 gru 2009, 09:24
A dawki zmniejszasz sobie sam, na wlasna reke, bo uwazasz ze juz Ci lepiej? Czy na wyrazne zalecenie psychiatry? Poszukaj sobie podobnych tematow (masa tu tego) to sie przekonasz, ze samowolne odstawianie lekow najczesciej doprowadza do nawrotu w krotkim czasie. Pozdrawiam.
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

przez Walker123 09 gru 2009, 16:17
nie no psychiatra mi zmniejszył miałem 1,5 teraz na 1 wskoczyłem.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 gru 2009, 22:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

Avatar użytkownika
przez kotecek 11 gru 2009, 19:11
Ja kiedy schodziłam z leków miałam 3 miesiące spokoju po czym choroba znowu wracała. Takie błedne koło.
A żyć z tym jakos sie da, ale kiedy natręctwa nie sa nasilone za mocno
Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm.
— Fiodor Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 16:47

Re: Jakoś trzeba z tym żyć. Wasze sposoby.

przez solipsea 11 gru 2009, 19:27
kotecek napisał(a):Ja kiedy schodziłam z leków miałam 3 miesiące spokoju po czym choroba znowu wracała. Takie błedne koło.
A żyć z tym jakos sie da, ale kiedy natręctwa nie sa nasilone za mocno


Właśnie, kiedy nie są nasilone na maksa... Ehhhhh co za los. Pozdrawiam kochany kotecku :*:*:*:*
solipsea
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do