Lekcja religii. Od nerwicy, po opętanie...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Lekcja religii. Od nerwicy, po opętanie...

Avatar użytkownika
przez Mallu 22 paź 2009, 23:45
Dobry wieczór.
Po raz drugi już, bardzo chciałabym poprosić Was o poradę... Opinię... To... To z pewnością bardzo kłopotliwe... Potrafię jedynie, użalać się nieskończenie nad samą sobą... Więc... Więc nie jestem zbyt pomocna... Ale im dłużej zastanawiam się nad tym sama... Czuję się coraz, gorzej...

Więc... Więc... Od mojego ostatniego wyjścia ze szpitala na początku września, objawy które poprzednio mi dokuczały bardzo się nasiliły. Wspominałam już o częstym myciu rąk... Obecnie czyszczę je równie często, ale i po kilka razy. Dopóty dopóki nie odczuję tego, że wreszcie są 'wystarczająco' wymyte. Bezpieczne. Wydaje mi się, że to zachowanie... Pozwala mi w pewien sposób... Odreagować... Jednak... Jednak, do chorobliwego mycia i chuchania, dołączyło drapanie. Na... Na wierzchu dłoni, zaczęły powstawać drobne ranki i pęknięcia. Jestem zmuszona obwiązywać je bandażem, tak aby wyschnięty naskórek nie zahaczył przypadkiem o długi rękaw swetra czy bluzki... Lecz nawet opatrunek, nie przeszkadza mi w odprawianiu tego rytuału co rzecz jasna nie umknęło ciekawskiemu oku mamy. (Lat mam piętnaście.) Wydedukowała, dolegające mi uczulenie. Poprosiła lekarza, o skierowanie do dermatologa. To jest... Ma zamiar, poprosić o nie pediatrę. Zrobić to miała dzisiaj, lecz jak się okazało lekarka przyjmuje jedynie przed południem a ona w tym tygodniu pracuje na ranną zmianę. Ale nawet jeśli to nic straconego, ponieważ mama (Pod ustawicznym naciskiem, swojej własnej rodzicielki.) czym prędzej uda się do gabinetu lekarskiego z wynikami morfologii. (Dla świętego spokoju... Natomiast babcia w tym wypadku, dopatrzyła się anemii.) A ja... Ja nie potrafiłam wyjaśnić im już po raz drugi bardziej szczegółowo, w czym tkwi mój problem... Z pewnością... Z pewnością, zrobiłabym to równie nieumiejętnie co za pierwszym razem... Wtedy... Wtedy, bardzo starałam się postąpić zgodnie z radą jednak... Chyba, się nie udało... Tak więc... Jaki sens mają odwiedziny u dermatologa w poszukiwaniu diagnozy skoro... Skoro świetnie zdaje sobie sprawę z tego co mi dolega...

A co wtedy...? Co będzie wtedy, gdy to właśnie dermatolog zapyta o przyczynę? Co powinnam mu odpowiedzieć... Nie mogłabym tak po prostu przyznać się, do swojego zachowania...

Dodatkowo... Chyba... Chyba częściowo tracę kontrolę, nad swoim zachowaniem... Wcześniej, owe dziwne napady zdarzały się rzadziej... W tej chwili jednak... Wystarczy... Wystarczy, krótka wymiana zdań z nauczycielem... Jeśli, jest to niezobowiązująca pogawędka... Wszystko pozostaje w granicach normy. Ale... Jeśli temat jest... Jeśli dotyczy mnie... Albo... Albo to właśnie bezpośrednio mi nauczyciel zadaje pytanie... Albo... Albo zechce porozmawiać, na osobności... Usłyszeć czytane po środku klasy, wypracowanie... Jest trochę, mniej przyjemnie...

Ostatni raz coś podobnego, miało miejsce... Nawet podczas, wręczenia kwiatów podczas Dnia Edukacji Narodowej... Ale i podczas lekcji wychowania fizycznego. Piłek boję się odkąd pamiętam... Czy... Czy może bardziej prawdopodobną datą, będzie okres drugiej klasy podstawówki, kiedy to zostałam uderzona wielką, ciężką piłką (Taką koszową). Przewróciłam się, tracąc na krótką chwilę przytomność... (Celem była głowa, tak więc...) Od tamtej pory, bardzo boję się gry w piłkę... Szczególnie tą nożną, kiedy to piłka z takim impetem obija się o każdą z czterech ścian, i dodatkowo sufit.

Zachęcona prośbą (Nie mogłam jej zignorować... Nauczycielka mogłaby źle zrozumieć moje zachowanie... Wziąć za względnie niegrzeczne. Zdenerwowałaby się, a warto zaznaczyć, że już całkiem niedługo wybierze się na urlop macierzyński.) wfistki zakradłam się na boisko. W końcu zajęłam strategiczną pozycję, wewnątrz wgłębienia drzwi prowadzących na korytarz. Już wtedy, bardzo źle się czułam... Bardzo się bałam... Po chwili, znajome z klasy poczęły się złościć. Bo w końcu... Jak to tak? Przecież to niesprawiedliwe. Jak gdyby ich drużyna, została pozbawiona jednego z zawodników. Z chęcią przyjęłam propozycję, zajęcia miejsca na ławce rezerwowych. Po minucie jednak, z powrotem dokonała się obowiązkowa zmiana zawodników; wróciłam na parkiet. I tym razem, nie obyło się bez ciętych uwag i próśb do nauczycielki, o magiczną zmianę mojej postawy... Ewentualnie pozbycia się mojej osoby z lekcji. Wypchnięta zostałam, w kierunku bramki... Gdzie piłka rzecz jasna, pojawiała się najczęściej. Ot! Najciekawszy moment, całego spektaklu. Cóż począć? Ogarnęła mnie panika... Czułam się okropnie, dodatkowo ponaglana krzykami 'dziewczyn z drużyny'. (Moja... Moja przyjaciółka... Od niej jestem... W pewien niezrozumiały sposób... Zależna? W każdym razie... Ona, nie ćwiczyła... A bez niej... Jest mi ciężko podjąć nawet najprostszą decyzję... Więc...) Opowiadałam już poprzednio, o... O lęku przed ludźmi... Ogromnym... Choć nie większym, od innych... Pewnie, mniejszym od tych zwykle diagnozowanych... Jednak... Bijące szybko serce, którego łomotanie odbijało mi się 'echem' w głowie, przyspieszony oddech, trzęsące się ręce i nogi. Mdłości, i chęć ucieczki ze szklankami w oczach, przed tymi strasznymi spojrzeniami... Potykając się, wdrapałam na scenę. (tzw. 'Ławkę rezerwowych'. Na niej odbywają się apele, przedstawienia ale i przesiadują niećwiczący uczniowie.) Schowałam się za ogromnym głośnikiem, gdzie przesiedziałam skulona resztę dwugodzinnych zajęć. Czułam dziwny ból w okolicach serca, choć równie dobrze mogło mi się najzwyczajniej w świecie zdawać... Ciężko mi było oddychać. Tym bardziej, racjonalnie myśleć. Nie mogłam się rozpłakać. Nie tam. I nie przy nich wszystkich. Uspokojenie się, przyszło mi bardzo trudno... Jak często bywa, w takich przypadkach... I jak równie często wtedy bywa, nawiedzały mnie te okropne myśli... Analiza własnego zachowania... Strach przed wyśmianiem, które już miało miejsce... Odrzuceniem...

Nie obyło się bez krótkiej acz odbytej na osobności, pogawędki z uczącą nas panią. Pytała czy boję się takich zajęć od dawna. Powiedziała, że do gry zmuszała mnie nie będzie. Nie będę musiała tego robić, skoro jest to dla mnie tak kłopotliwe... Była bardzo miła. Mnie natomiast, ogarnęło ogromne poczucie winy... Co jeśli, to wszystko... Jeśli to wszystko, sobie wymyśliłam? Jeśli tylko próbuję zwrócić na siebie uwagę? Co wtedy...? Nauczycielka, poleciła mi się uśmiechnąć i więcej nie płakać. Niestety... Nie odniosłam w tej dziedzinie sukcesu... Choć szczęśliwym trafem, nikt do nie posiadającej zamka łazienki, nie zajrzał...

Wreszcie, zbliżając się do tematu który chciałam poruszyć...
Podczas wczorajszej lekcji religii, mowa była o szatanie. O jego inteligentnej postaci, i próbie omamienia ludzi wykształconych dzięki przybieraniu dość groteskowej formy... Pani Katechetka, często wspomina o tym jak bardzo lubi zadawać dociekliwe pytania. W końcu na ich zadawanie, przyszła i moja kolej. Długo nie mogłam się zdobyć na odezwanie jednakowoż bardzo zależało mi na uzyskaniu odpowiedzi. Zapytałam o to, czy rozważanie trafności treści Biblii może być uważane za grzech? Kolejno nawiązałam do nerwicy... Nerwicy, natręctw religijnych. Zaznaczyłam na wstępie, że niekoniecznie mówię albo opisuje swój przypadek. Jedynie, podaję przykład... Jak łatwo się domyślić, było wręcz przeciwnie. Mówiłam również o lęku przed odwiedzaniem kościołów, czy bliskim towarzystwem Księdza. Chociażby przy spowiedzi... Rozwinęła się dyskusja. Stanęło na opętaniu. Bardzo mnie to zaniepokoiło... (Już podczas zadawania pierwszego pytania, zrobiło mi się gorąco. Duszno, wręcz. Stopniowo pojawiały się kolejne objawy... Im więcej starałam się przekazać, tym ciężej mi to przychodziło... W końcu, zadzwonił dzwonek. Długą piętnastominutową przerwę spędziłam tym razem siedząc pod ścianą. W miarę jak najdalej, o tłumów... Nie uniknęłam w ten sposób jednak, zainteresowania ze strony Pani od religii. Ona też... Jak większość... Zapytała, czy przypadkiem nie jest mi słabo. Zaskoczyła mnie lekko odpowiedź, jednej z moich szkolnych znajomych... "To nic. Ona tak zawsze." - Czy rzeczywiście w ten sposób odbierają moje zachowanie... Przecież zwykle... Zwykle staram się, nie zwracać na siebie ich uwagi...

Rozmyślam o słowach nauczycielki... Skoro kwestionuję słowa Boga, czy mogę nazwać siebie wierzącą? I co jeśli, nasuwają mi się na myśl okropne słowa na temat mojej religii... Czy to w porządku?

Dzisiejszego ranka, na forum przeczytałam zdanie "Bóg jest zawsze, po twojej stronie"... Nie potrafię go zrozumieć... Nie mogę... Skoro jestem, nie taka jaka powinnam być... Skoro moje myśli, obrażają Katolicką Wiarę... Po raz kolejny, to straszne uczucie... Niezrozumiałego lęku... Strachu i paniki... Strachu przed gniewem Boga? Czy... Nie wiem... Sama już nie wiem, co myśleć... Klęczałam na podłodze modląc się, przy okazji rytualnie licząc w systemie bezpiecznych trójek... Spędziłam w ten sposób trochę czasu... Płacząc... Licząc, kiwając się to w przód to w tył... Rozdrapując ranki na dłoniach...

To nie jest dobre... Ale... Jeśli jestem zbyt... Zbyt bojaźliwa... Aby uczynić cokolwiek sensownego...

Jak mam sobie z tym poradzić, skoro nie potrafię opowiedzieć rodzinie o swoim problemie? To wszystko jest pozbawione sensu, w zupełności... Podobnie jak moja wypowiedź... Przepraszam.
_____
I... I bardzo dziękuję za poświęcenie mi swojego czasu i uwagi... Jeszcze raz, przepraszam... Ale to chyba jedyne miejsce, gdzie... Gdzie mogę liczyć na zrozumienie.
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: Lekcja religii. Od nerwicy, po opętanie...

przez polakita 23 paź 2009, 14:23
Cześć,
dziwnie piszesz - często powtarzasz dwa razy to samo słowo pod rząd. Jesteś bardzo młoda a wygląda na to że masz już poważne problemy na tle nerwowym. No i wygląda też na to że mało kto wie o tych problemach, nawet rodzina wydaje się nie rozumieć.
Widzisz, jak widać na tym forum są tysiące ludzi z zaburzeniami nerwowymi (to się chyba nazywa fachowo "zaburzenia lękowe") i nawet dorośli ludzie często nie umieją sobie radzić. Myślę że powinnaś znaleźć dobrego psychologa (na pewną są tacy szkolni psychologowie) - może pomoże ci twoja przyjaciółka? Wtedy ci wytłumaczą co się z tobą dzieje i co możesz robić żeby nauczyć się inaczej reagować (w każdym razie, mogłabyś przejść psychoterapię). Psycholog wtedy też porozmawiałby z twoją mamą/rodzicami bo oni się tobą opiekują i powinni wiedzieć co się z tobą dzieje, a może psychologa bardziej posłuchają i zrozumieją że nie masz jednak alergii.
Odnośnie religii, to ja też się bałam że może jestem opętana, ale teraz jednak myślę że nie jestem, to l ę k powoduje takie myślenie. A bardzo wiele osób, zwłaszcza w wieku lat nastu, przeżywa wątpliwości co do wiary, odrzuca ją, aby potem szukać (lub nie szukać) na nowo. Twoje wątpliwości wg mnie są normalne, a twoje złe "obraźliwe" myśli są wynikiem lęku i nerwicy natręctw. A katechetka myślę że niepotrzebnie stawia diagnozę - ona nie jest lekarzem i może nie wiedzieć że te objawy to nerwica a nie opętanie.
Więc namawiam cię koniecznie na wizytę u psychologa, a może nawet u lekarza, który też powinien cię zrozumieć.
No i twoja wypowiedź nie jest pozbawiona sensu, wprost przeciwnie!
Pozdrawiam!
polakita
Offline

Re: Lekcja religii. Od nerwicy, po opętanie...

przez zgredek89 24 paź 2009, 13:38
moja droga zgadzam sie z polakita w 100% . Wiem doskonale co znczy nn a szczegulnie na tle religijnym i dam ci rade JEZU UFAM TOBIE mysle ze w twoim przypadku to w zupelnosci wystarczy z myslami jest jak z wiatrem chocbys cale zycie poswiecila na jego schwytanie , ujarzmienie to i tak niczego nie osiagniesz wiatr zawsze przeleci piomiedzy twoimi palcami a ty im bardziej bedziesz pragnac go ujarzmic tym bardziej sie zawiedziesz i bedziesz cierpiec . moja droga wiem ze to nie jest latwe ale zacznij postrzegac mysli jak wiatr , czlowiek zawsze bedzie myslal i nie dasz rade sie ich pozbyc a co do kwesti grzechu i opetania to wedlug kkk i nauki ojcow kosciola mysl natretna z ktura sie nie zgadzasz a wrecz przynosi ci bul nie jest grzechem jest zwyklym objawem chorobowym . porozmawiaj kochana ze spoowiednikiem gwarantuje ze to zrozumie a psycholog a nawet pssychiatra to zwykly lekkarz czym wczeesniej sie z nim skontaktujesz i szczerze pogadasz tym szanse na wyleczenie beda wieksze nalerzy bowiem pamietac ze nie leczone zaburzenia sa podwwalliinami chrob psychicczznyycz kturre sa naprawde 1000 razy cierzsze . z oswiadczenia polecam krakowska klinikee psychiatri na ul kopernika - swietni specjalisci maja dobry oddzial dla mlodzierzy. rada na przyszlosc pisz normalnie bo twuj tekst jest strasznie meczacy w czytaniu
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
28 wrz 2009, 14:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do