Nerwica natręctw? Dziwne rytuały i niewyjaśnione lęki...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Nerwica natręctw? Dziwne rytuały i niewyjaśnione lęki...

Avatar użytkownika
przez Mallu 11 paź 2009, 22:57
Nie jestem pewna, czy piszę w odpowiednim miejscu... I czy będzie w porządku... Jeśli to napiszę... Nie mam pewności, co do faktycznego w moim przypadku, istnienia nerwicy natręctw, jednak... Chyba, muszę się komuś z tego zwierzyć. Dlatego... Dlatego, napiszę tutaj.

To wszystko zaczęło się bardzo dawno... Wydaje mi się, że pierwszy raz przeżyłam coś podobnego ponad siedem lat temu. To była... Druga klasa, szkoły podstawowej? Tak... Tak, tak. Na pewno. Kilka dni przed mającą odbyć się na początku maja, pierwszą komunią. Nie denerwowałam się. Naprawdę, się nie denerwowałam. Jestem pewna... W każdym razie... Wymiotowałam. Trzęsłam się płacząc... Od zawsze bałam się zwracania. Chociaż nie wiem, czy to akurat wtedy miało wiele do rzeczy. Pediatra stwierdził, iż z pewnością nie jest to zatrucie pokarmowe, jak spekulowała rodzina. Zapisał lekarstwa, polecił wypoczywać.

Od tamtej pory, zdarzało mi się to sporadycznie. Sporadycznie, przez pierwszy rok... A potem, aż do teraz. Wszystko nasilało się coraz to bardziej. A najzabawniejsze w tym jest to, że całą winę związaną z rzekomym zatruciem, zrzuciłam na Bogu ducha winne jabłka, którymi miałam okazję zwymiotować. Nie mogłam na nie patrzeć... Tym bardziej ich, jeść. Chuchałam na sztućce i talerze... Myłam ręce. Coraz częściej i częściej... Skóra na dłoniach wyschła doszczętnie... Zaczęła pękać. Na dłonie również dmuchałam... Robię to do tej pory... Ale nie o tym, nie o tym... Wmawiałam... Wmawiam... To znaczy... Nawet pojęcia nie mam, jak powinnam to ująć... Jeśli wykonuje te określone czynności... Myję ręce... Albo... Podgłaśniając dźwięk telewizora... Zwracam uwagę na to, żeby liczba kresek nie miała w sobie dwójki, czwórki bądź ósemki... Nie wiem co stałoby się gdybym, ustawiła tam liczbę czterdzieści osiem bądź czterdzieści dwa... Nie wiem... To wszystko, jest pozbawione sensu... Absurdalne i żałosne. Nawet oddychając, powtarzam ten rytuał... Trójki. Dziewiątki... Nigdy dwójki, czwórki i ósemki...

Zasypiając proszę Boga, aby czuwał nade mną... I... Nie. Inaczej... Błagam, aby nie dosięgnęła mnie żadna z wymienionych przeze mnie chorób... Jest ich naprawdę, dużo... Na początku zwykle wymieniam zapalenie wyrostka robaczkowego... Ale modlitwa nie pomaga. Zamykam oczy i czuje ból. Ból w miejscu w którym, jak sądzę (Czy może... Jak obrazuje sobie to, czego dowiedziałam się z Encyklopedii Zdrowia? Wikipedii?) znajduje się wyrostek... Powtarzam ten okropny rytuał... Strzepuje... Albo... Otrzepuje? Nie wiem, sama już nie wiem... Więc... Więc strzepuje TO z miejsca w którym, czuję ból... Powtarzam to zwykle trzy razy... Czasem dziewięć, jeśli to nie pomaga...

Boję się wizyt u lekarza... Przychodni i aptek. Szpitali... Miejsc w których, jest wielu ludzi... I w których, z założenia mogłabym zarazić się czymś okropnym... Szczerze mówiąc najchętniej, nie wychodziłabym poza obręb swojego pokoju... Przebywanie wśród nich wszystkich jest... Jest dla mnie, niedobre... Bardzo. Nawet wypowiedzenie głupiego "Obecna", podczas czytania przez nauczyciela listy obecności, sprawia mi problem... Nawet rozmowa z nimi wszystkimi... Nienawidzę tego.

Dwa tygodnie temu, obudziłam się w środku nocy... Czułam ból w okolicy prawego biodra. Nasilał się, w chwili w której zbliżałam kolano do klatki piersiowej bądź podnosiłam się do pozycji siedzącej... Właściwie ciężko było mi zidentyfikować dokładniej, ognisko bólu... Nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie "Jak bardzo cię boli?", "Czy to ostry ból?". Jakbym mogła? Nikt nigdy nie wyjaśnił mi, czym dokładnie różni się jeden od drugiego... Kiedy boli bardzo, a kiesy boli tak po prostu. Wszystkie objawy, pasowały do tych wymienianych w książkach... Zrezygnowałam z powtarzania rytuałów, skoro tabletki nie pomagały. Tak bardzo się bałam... Nie byłam w stanie, zapanować nad swoim zachowaniem... Jedynie powtarzałam w kółko coś al'a: "Moje koszmary, stają się rzeczywistością". Irytowało mnie zachowanie osób, które chciały mi pomóc. Między innymi pytania o których, już wspomniałam, a na które nie mogłam udzielić odpowiedzi... Nie robiły niczego pożytecznego, w chwili w której ja czułam się tak, jak gdybym miała umrzeć. Nie chciałam także, aby ktokolwiek dzwonił po karetkę. Jazda nią, napawała mnie jeszcze większym lękiem... Leżałam na podłodze, mając problemy ze złapaniem oddechu.

Cóż. Skończyło się na piasku w lewej nerce, i zapaleniu pęcherza... Nie wspominając oczywiście o kłuciu, badaniu, najstraszniejszym tygodniu w moim krótkim jak do tej pory życiu i pobycie w szpitalu. Pediatra na wizycie kontrolnej, zasugerował wizytę u psychologa. Nie on pierwszy, z pewnością nie ostatni... W końcu nie na darmo i nie każdy słyszy od własnej rodziny "Wiesz co...? Powinnaś się leczyć!"...

Teraz jest już tylko gorzej... Nie chcę umawiać się na wizyty, z Panem Psychiatrą... Naprawdę... Cóż poczynić? Sama nie wiem...
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: Nerwica natręctw? Dziwne rytuały i niewyjaśnione lęki...

przez paull 14 paź 2009, 21:41
hej. radze Ci jak najszybciej zajrzyj do jakiegoś psychiatry lub klubu chorego gdzie CI udzielą rad co z tym dalej robic. Ja dopiero ostatnio sie zdecydowałem i mam nadzieje cos z tym zrobic. Kiedys tez sie bałem. Wydaje mi sie ze sie tego obawialem w troche inny sposob niz Ty. Jeśli nie masz zadnych fizycznych objawów tego ze tam pojdziesz to - go ahead! Śmiało! Małymi krokami. Jutro sie zapiszesz, za jakis czas wizyta. Nie bedzie tak trudno. Jestem z Tobą!
Pozdrawiam Cię.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 paź 2009, 15:02

Re: Nerwica natręctw? Dziwne rytuały i niewyjaśnione lęki...

przez maggie88 20 paź 2009, 17:05
cześć Wszystkim. Zdecydowałam się szukać pomocy wśród osób, które są podobne do mnie, bo, niestety, nikt z mojej rodziny mnie nie rozumie. Z natrętnymi myślami, samooceną równą zeru i stanami depresyjnymi, borykam się od kilku lat. Dawniej jednak, potrafiłam się w jakiś sposób kontrolować. Oszukiwałam innych i samą siebie przy okazji też. Wszyscy uważali, uważają mnie za pełną energii, radosną dziewczynę optymistycznie nastawioną do życia, ale to tylko pozory... Od kilku miesięcy nie potrafię udawać, ani, co gorsza, kontrolować własnych myśli. Dlatego wczoraj wybrałam się do psychologa. Potwierdził moje przeczucia. Zdiagnozował stany depresyjne i nerwicę natręctw. Nie chcę brać żadnych tabletek... dlatego zdecydowałam się na dalsze leczenie u psychologa. Po powrocie do domu opowiedziałam wszystko rodzinie. Niestety, nikt tego nie rozumie... Tata zaczął krzyczeć, stwierdził, że 'powinnam dostać na tyłek, to od razu zmieniłabym nastawienie do życia'; dziadek co 5 minut wchodzi do mnie do pokoju i powtarza 'nie myśl, nie przejmuj się'; babcia twierdzi, że depresja jest wynikiem niedoboru magnezu; a wszyscy razem zachowują się jakby mieli co najmniej tytuł doktora i twierdzą, że wybrałam się do złego i niewykształconego lekarza, który sam nie wie, co mówi. Wszyscy mówią, że mają dokładnie to samo, co ja, że to, co się ze mną dzieje jest normalne i podają mi jakieś głupie przykłady, które nijak mają się do tego, co dzieje się w mojej głowie. A ja chcę się leczyć, bo wiem, że sama sobie nie poradzę. Z kolei, wszyscy domownicy sądzą, że nie mam się błąkać po lekarzach, bo doskonale dam sobie radę jeśli jedynie przestanę myśleć. Nie dociera do nich, że nie potrafię ;(
Marzę, by wyprowadzić się do Poznania. wciąż jednak rodzice tłumią moje marzenia twierdząc, że nie poradzę sobie łącząc studia zaoczne z pracą. W pewien sposób oni również przez to obniżają moją samoocenę :( Jestem jedynaczką i chcą mnie mieć jak najdłużej w domu, obok siebie...
Atmosfera w domu mnie przygnębia... Nie mam ochoty słuchać po raz kolejny, że nie mam się przejmować, bo każdy ma tak samo, że każdy ma depresję, ale to nic takiego. Wykańczam się psychicznie, a gdy tylko wspomnę o chęci podjęcia leczenia, spotykam się z gniewem, krzykiem i niezrozumieniem ;(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 paź 2009, 16:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do