Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez makarena 04 kwi 2009, 14:06
Witam.
Od dłuższego czasu męczą mnie nachodzące niechciane myśli. Głownie są to złorzeczenia, oczywiście które nie chcę, by się spełniły. Im bardziej je od siebie odsuwam, tym z większą siłą nade mną panują. Szczegónie nachodzą mnie, gdy boje się o bezpieczeństwo bliskich mi osób.
Na przykład dzisiaj widząc osobę stojącą na drabinie naszła mnie tego typu myśl (niechciane złorzeczenie). I w tym momencie, gdy walczyłam sama z sobą osąba stojąca na drabinie z trudem uchroniła się od spadającej na nią deski.
Mam ogromne poczucie winy. Błagam pomóżcie.
Pozdawiam.

[*EDIT*]

Czy to moja wina .. już sama się w tym gubie.. Przeciez naprawde tego nie chciałam.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
18 sie 2008, 12:56

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

Avatar użytkownika
przez linka 04 kwi 2009, 14:12
Pomóc to może wizyta u psychologa i ewentualne podjęcie terapii farmakologicznej.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez makarena 04 kwi 2009, 14:59
Jakoś nie umiem sie zmobilizować żeby się wybrać ..
Poza tym często zdarzają się 'przerwy' w chorobie, które pozwalają mi całkiem o tych wszytskich problemach zapomnieć i wtedy już całkiem brak mi motywacjki żeby iść do lekarza ..
No ale niestety zdarzają się takie dni jak te :/ Dlatego chciałam takiej 'doraźnej' pomocy .. bo męczy mnie to strasznie.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
18 sie 2008, 12:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez wiola_jaw 10 lip 2009, 22:27
makarena, to nie Twoja wina, w żadnym wypadku nie możesz tak myśleć bo to tylko pogłębia te myśli i je nasila!musisz pamiętać, że nerwica trafia w nasze słabe punkty, dlatego natrętne myśli są dla nas często bardzo bardzo bolesne, wiele osób się z tym boryka, wystarczy, że poczytasz trochę tematy na forum; ja na przykład miałam natręctwa żeby komuś wręcz zrobić coś złego, religijne bluźnierstwa itp nigdy w życiu tak nie cierpiałam, bałam się że coś chce mnie opętać, czasem znowu mnie to nachodzi tyle, że dzięki lekom umiem sobie z tym radzić, olewam to i wiem, że nic z tego co myślę się nie spełni, ty też musisz o tym pamiętać, najlepiej nie przywiązywać wagi do tych myśli. wiem, że to trudne ale jeśli poczujesz że nie radzisz sobie z tym to najlepiej wybierz się lekarza i jeśli będzie taka potrzeba to też do psychologa. Pozdrawiam
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
19 gru 2008, 22:23

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

Avatar użytkownika
przez StahuPL 10 lip 2009, 23:24
to jest takie trochę magiczne myślenie. Powiedz sobie że to nie przez ciebie ten gościo spadł, czy też prawie spadł, nie wiem wiatr zawiał, albo się zapatrzył, ale to nie przez myśl, myśli nie mają takiej mocy. Możesz szukać pomocy psychologa, ale nikt ci nie pomoże jak nie ty sam/a.
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
21 cze 2009, 21:18

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez Data 11 lip 2009, 11:53
Ja mam podobne lęki, boje się że myślami sprowadzę na kogoś nieszczęście, kiedy ktoś mnie wkurzy to boję się źle o nim myśleć żeby nie zmaterializować tych złych wyobrażeń. Nie wiem czy to przypadek, ale czasem kiedy bardzo się czegoś boję to to się wydarza, może to jednak przypadek ponieważ ciągle się boję że coś złego się wydarzy no to w końcu któryś z tych lęków się urzeczywistnia, a ja wtedy oczywiście mam podkładkę żeby wierzyć w swoje złe moce. Pomaga mi modlitwa, przyciąganie dobra, odczynianie czarów, ale długo tak nie wytrzymam, nieustannie wymyślam nieszczęścia i walczę z nimi w myślach. Ciągle umysł podsuwa mi jakieś nowe wyobrażenia złych sytuacji a ja trzęsę się ze strachu, że one się urzeczywistnią. Brałam Rispolept żeby bardziej realnie myśleć, ale po nim dostałam jeszcze większych lęków. Teraz nie biorę żadnego leku, one pomagają na krótko a problemy emocjonalne zostają nierozwiązane. Trzeba walczyć o wewnętrzny spokój, o pogodzenie się ze sobą również ze swoją ciemną stroną. To strach dodaje mocy tej ciemnej stronie. Wierzę że odwoływanie się do Boga, modlitwa uruchamia w nas dobre moce, naprowadza nas na drogę do wyzdrowienia. Oczywiście nie mówię żeby zrezygnować z leczenia, ale każdy z nas ma w sobie swojego lekarza, który wie najlepiej jak nam pomóc.

[Dodane po edycji:]

Myślałam teraz o tych moich metafizycznych lękach i przyszło mi do głowy, że to lękliwa podświadomość najpierw wyszukuje sytuacje które najprawdopodobniej się wydarzą, następnie podsuwa mi myśli że to ja spowoduję te sytuacje a potem już zostaje tylko strach że jestem przyczyną zła.
Np: w pogodzie zapowiadają gwałtowne burze, ja zapominam o tym że słuchałam prognozy pogody, po jakimś czasie zaczynam się bać że dzisiaj wydarzy się coś złego, podświadomość podsuwa mi myśl o strasznej burzy, o tym że burza spowoduje nieszczęście, zaczynam się bać że myślami ściągnę burzę i nieszczęście, boję się bardzo, no i burza nadchodzi, łamie drzewa, powoduje awarię prądu, zalewa piwnice, a ja jestem przekonana że to wszystko moja wina.
Ludzie, strach ma naprawdę tylko wielkie oczy i wypadałoby olać totalnie te okropności jakie nas dręczą ponieważ są nic nie warte. To tylko nerwica. Niestety wiem jak trudno jest sobie przetłumaczyć żeby przestać się przejmować natręctwami.
Data
Offline

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

Avatar użytkownika
przez Listerinka 15 lip 2009, 19:43
Ja mam coś takiego że uprawiałam petting z chłopakiemówczesnym(obecnie ex chłopakiem). Nie współżyłam. to był 20 dzień cyklu z 28-31 cykli. Wprowadził on niewielką ilośc śluzu tego z prącia do mnie. I ja spanikowałam (miałam wtedy 18 lat) i myślałam że zajdę w ciąże. Lekarz mi nic nie powiedział wypisał postinor duo. Od razu łykłam tabletkę. Potem zaczełam czytać ulotkę jakie to ma (ten lek) zastosowanie. I byłam przerażona. Ale zażyłam 2 zgodnie z instrukcją. Minęło wiele lat. Prawie 5. Mój ex chłopak żeni się. Ja bardzo go kochałam, ale zostawiłam go nie pasowaliśmy do siebie.

I takie myśli mi się pojawiają, że mogłam zabić dziecko. CHoć z punktu widzenia medycznego szanse na zapłodnienie nie dość że w dniu niepłodnym to nie uprawiałam seksu ani nasienia tam nie było.....były praktycznie żadne.
Zaczęłam bać się dzieci, mieć jakieś obsesyjne myśli na ten temat, zaczęłam męczyć się jakimiś stronami o aborcji...straszne to wszystko...i to tak nagle...:(
DO tego dodam , że niedawno minął rok od operacji mojego kręgosłupa (miałam 80 stopni Cobba, czyli IV stopień najwyższy ) od tego miałam duże bóle, (od tej deformacji), oczopląs, dostałam potem astmy. Zastanawiam się czy nie za karę.
Ale przecież już wtedy miałam deformację i ona narastała.
I teraz boje się jakiś śpioszków dla dzieci i w ogóle...boje się współżycia(nigdy nie współżyłam).
Nie chce mi się żyć...i mam (w sumie) bezpodstawne wyrzuty sumienia.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 lip 2009, 18:13
Lokalizacja
Małopolska mieścina

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez KrzysiekZ. 17 lip 2009, 12:36
A byłaś ze swoim problemem u lekarza, psychologa, psychoterapeuty? Przecież nie chciałaś tego zrobić i tak jak mówisz, prawdopodobieństwo było praktycznie zerowe! W zasadzie ja mam podobne "rozterki" w tych kwestiach. Jakbyś chciała kiedyś pogadać, to daj znać! Pozdrawiam serdecznie.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
30 cze 2009, 20:43

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

Avatar użytkownika
przez sadi31 17 lip 2009, 13:36
w natrectwach myśli wazne jest to, ze to co w nas powoduje strach to właśnie nasze ,myśli, obawy, wyobrazamy sobie dziwne , rozne straszne sytuacje - przewaznie o finale tragicznytm , lub tematyce tragicznej, i w tych myslach albo sami komus robimy krzywde , albo dzieje sie krzywda, ale zauwqazcie jedno, te mysli dotycza czegos zlego, czegos czego sie boimy, to nas różni oo zwyrodnialców, my sie boimy ze to zrobimy , mamy poczucie ze to zle, brzydzimy sie tego , zastanawiamy sie po co. W takich myslach kiedy sie pojawia wazne jest aby na sile nie udawac ze ich nie ma - wiem ze to cholernie trudne , ale sprobujcie taka mysl doprowadzic dio konca pozwolcie jej przeplynac przez wasza glowe i niech sie wyzyje i odplynie, jesli neka was mysl o jakiejs traumie - spokojnie - pozwilcie jej plynac , nie walczcie z nia , jesli w mysli scenariusz bedzie tragiczny - niech bedzie - jesli w mysli kogos skrzywdzicie , spokojnie pozwolcie w mysl na to co bedziecie czuli.
Ja kiedys mialem mysl ze stracilem rodzine , wszystkich ze zostalem sam.
Wizja byla perzerazajaca, w swoich myslach stalem nad grobami tych ktorych kocham , plakalem , moje mysli mieszaly sie ze scenami z filmow melodramatow ( sprawdzcie czy aby wasze scenariusze nie sa aby podszyte jakims wczesniejszym obejrzanym filmem , czy moze bazuja na opowiesci o tragicznych przezyciach kogos bliskiego , lub jakims programem tv.)
Kiedy walczylem z ta mysla kiedy blagalem Boga ze lzami w oczach zeby mnie nie karal, zeby nie zabieral mi moich bliskich, te mysli wraca lybardziej nasilone - gdyz blagajac boga sam jednoczesnie karalem sie w myslach ze on mnie oleje i zrobi mi na zlosc.
Zauwazcie ze mysli natretne sa jakby podswiadoma proba ukarania nas samych przez nas samych za nasze wlasne poczucie winy.
Myslimy sobie - no tak jestem zly , najgorszy , wszystko co zle spotka mnie i moich bliskich , zwariuje , oszaleje, stane sie piotworem.
Kiedy moje mysli o stracie ukochanych osob nasilily sie pozwolilem porzejsc im do konca , bylo zle , bardzo zle , trwalo to z godzine , caly scenariusz, od choroby, przrz wypadek po smierc pogrzeb itd itd. Plakalem. Ale nie walczylem z tym . Po wszystkim powiedzialem sobie - to tylko mysli, nawet jesli cos takiego ma sie wydarzyc, nie ma sensu martwic sie tym zanim sie wydarzy.
Zawsze kiedy mam mysli pozwalam im plynac - wtedy nie sa natretne, mysli staja sie natretnymi w momencie, kiedy na sile chcemy z nimi walczyc, natomiast kiedy pozwalamy im plynac nasze przerazajace mysli staja sie zwyklymi myslami, ot takimi smiesznymi fiksacjami zwyklych ludzi - powiem wam bo pytalem innych , ludzie maja tez dziwne mysli a jakie powalone to szok!!))))
Głowa do góry.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
363
Dołączył(a)
25 maja 2009, 19:29
Lokalizacja
Warszawa

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez Data 18 lip 2009, 10:51
Energia jaką produkuje nasz organizm jest czymś zupełnie naturalnym i żadne leki nie zlikwidują natręctw czy lęków, ponieważ one pochodzą z naszego wnętrza i są źle kierowaną energią, neurotycy traktują ją jak zagrożenia nie jak sprzymierzeńca. To energia która ma nas bronic przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz, to jest agresja która pozwala odpierać ataki, która pozwala walczyć o siebie, która napędza do działania, boimy się jej ponieważ często nie jest przyjemna ponieważ jej zadaniem jest odstraszać nieżyczliwych ludzi, albo walczyć o swoje.
Data
Offline

Re: Pomożcie, myśli nie daja mi spokonie żyć :/,wyrzuty sumienia

przez Ona_To_Ja 21 lip 2009, 12:08
Hmmm...a ja mam nieco inny problem. To znaczy, nie jest to konkretnie mój problem. Rzecz w tym, iż ktoś BARDZO mi bliski ma typowe objawy nerwicy natręctw-sam sobie z tego doskonale zdaje sprawę. Ma myśli, które są sprzeczne z nim samym. Analizuje, zadaje pytania samemu sobie "Czy jestem taki..." itp. Jego problemy dotyczą głównie erotyki, czy coś jest stosowne czy wchodzi już w ramy wyuzdania, boi się o bliskie sobie osoby, ciągle z tym walczy, wyjaśnia sam sobie, ale widzę jak go to męczy, jak wypluwa z niego całą energię, jak dużo czasu mu zajmuje. Terapii nie chce podjąć. Bądź co bądź jest szalenie silną osobą nawet w obliczu swojej przypadłości. Leków też nie zażywa, ale może to i lepiej? Problem tkwi w umyśle, w mózgu, w ciele, a nie jest uzależniony od prochów, które być może dają ukojenie,ale problemu przecież nie rozwiązują. A on cały czas się tli w podświadomości. Napisałam dlatego ponieważ z typową NN, nerwicą, depresją, natręctwem myśli nigdy nie miałam do czynienia. On boi się, odczuwa lęk, chciałby "spowiadać się" ze wszystkiego , ale wie,że to nie ma sensu, że wtedy koło jeszcze bardziej się zapętla. Jednocześnie wstydzi się tego co było, co mógł zrobić, i obecnych myśli. Wiem,że to mega intymna sprawa, ale powiedział mi o tym po półrocznej znajomości. Zaufał i się przełamał. Szacunek i pochwała dla niego. Kocham Go - jak mam mu w tym pomóc? Doradźcie proszę, bo chyba tylko same osoby, których to dotyczy wiedzą czego najbardziej potrzebują od drugiego człowieka, osób bliskich... Pozdrawiam Was i 3mam kciuki za wszystkich! :*
...:Bo byłam, bo jestem i będę:...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 lip 2009, 11:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do