co by było gdybym przestał ją kochać?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

co by było gdybym przestał ją kochać?

przez gregor80 09 sty 2009, 11:48
Witam wsystkich
Jestem nowy na tym forum. Bardzo mnie interesuje temat „co by się stało jak bym przestał kochać bliską osobę, partnerkę” Widzę że ten temat został już wielokrotnie tutaj poruszany.
Bardzo proszę wszystkich zainteresowanych tym tematem o pomoc. A o to moja historia.
Rok temu usłyszałem słowa od swojej narzeczonej że jej nie kocham nie widzę w niej kobiety, takie stwierdzenie padło ze strony partnerki ponieważ nie byłem zainteresowany sexem, pewien czas życie erotyczne się układało później całkowicie przestało mnie interesować, napięcie rozładowywałem w inny sposób nie będę pisał jak bo to żałosne i smutne i czuję tylko awersję do tego. Powracając do rzeczy. Uwierzyłem tym słowom, zacząłem przyglądać się partnerce i doszukiwać przyczyn dlaczego się nie kochałem...i tak uznałem że ma brzydką twarz później poszedłem dalej i doszukiwałem się innych części ciała które mi się nie podobają i dlaczego nie mogę kochać.
Wpadłem w straszne lęki nie wiedziałem co się ze mną dzieje byłem przerażony że za kilka miesięcy mamy wziąć ślub, a ja stwierdziłem że mi się ona w ogóle nie podoba. Ogromny konflikt wewnętrzny z jednej strony uważam partnerkę za wspaniała osobę czułą, wrażliwą, kobiecą o takiej kobiecie marzyłem łączyło nas wiele zainteresowań wiele rzeczy razem robiliśmy, czułem się szczęśliwy a z drugiej strony myśli od rana do wieczoru że mi się fizycznie nie podoba i nie mogę z nią być. Przeżyłem i przeżywam ten koszmar od 12 miesięcy. Przeszedłem już przez ogromne lęki, depresję, psychotropy, a nawet pobyt na oddziale zaburzeń lękowych wszystko dlatego że mam straszny wewnętrzny konflikt. Wiem że mam wspaniałą dziewczynę, ale nie potrafię sobie poradzić z myślami że mi się nie podoba. Widok ładnej dziewczyny na ulicy wywołuje we mnie lęki że ta mi się podoba, koszmar. Do ślubu nie doszło, ale jesteśmy dalej razem, może dlatego że partnerka bardziej wierzy we mnie niż ja w siebie. Nie wierzy że ja jej nie kocham, choć ja tego teraz nie czuję, ale wiem że przez pierwszy rok było dobrze byłem naprawdę szczęśliwy. Chodzę na intensywną terapię, dużo pracuję nad sobą, dodam że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, był również alkohol. Mija już rok jak cierpię, przeszedłem wiele, pomału podnoszę się czy to wszystko nerwica? ...natrętne myśli Jeden związek poważny już zniszczyłem, też coś sobie wkręciłem i zniszczyło wszystko. Nie chcę zniszczyć do końca tego w którym jestem, bo wiem że partnerka jest naprawdę wspaniała, a ja wszystko uzależniłem od fizyczności, że coś mi się nie podoba i ciągłe myśli o tym, jest lepiej ale nie do końca. Proszę wszystkich, których dotknęło podobne historie o napisaniu kilku słów. Dziękuję
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 sty 2009, 10:45

Re: co by było gdybym przestał ją kochać?

przez amandia 18 sty 2009, 10:26
Offline
Posty
318
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: co by było gdybym przestał ją kochać?

przez aaasss 18 sty 2009, 12:57
Hej gregor80 miałam identyczną sytuację, nawet okoliczności te same. Wszystko u mnie zaczeło się tuz przed zareczynami. Przed samymi zareczynami miałam natrectwa dot. tego czy moj partner mnie kocha ( strasznie mnie zaczelo to gnenebic doszukiwalam sie różnych dowodów by to potwierdzic, czułam jednak ze cos jest ze mna nie tak, ze czuje sie jakos inaczej). Przeszło kiedy otrzymałam piercionek zareczynowy, ale ... jako, ze pierscionek byl dowodem jego milości obsesje przeniosłam na siebie ( miałam wyrzuty sumienie za wszystko co zrobiłam, a czego zrobić nie powinnam, zupełnie nie wiedziałam co sie ze mna dzieje). O wszystkim opowiadałam mojemu najkochanszemu już dzis mężowi. Czułam sie obrzydliwie i zakazdym razem kiedy czualm wyrzuty sumienia oczekiwalam, że jesli jemu to zdradze on mnie nie zrozumie i bedzie na mnie wsciekly, bedzie mial zal. Jego reakcja byla jednak zupelnie inna od tej ktorej oczekiwałam (zamiast braku wybaczenia otzrymywałam zrozumienie, probe usiawdomienia ze moje wyrzuty sumienia sa bezpodstawne, po mimo wszystko, że otrzymałam tak ciepła rekacje czulam, ze powinno byc inaczej, ze powinnam byc znienawidzona przez niego ). Cały czas krazyly mi mysli, ze go unieszczesliwie wychodzac za niego za mąz ( jadac autobusem łzy lały mi sie wodospadem, wiecznie o tym myslalama). Zupełnie nie wiedziałam co mi jest moje cierpienie bylo najwiekszym bolem jaki przyzywalam dotychczas, czualm sie bezsilan i myslalam ze juz tak bedzie. Potepilam sama siebie! kiedy juz nie znajdywalam mysli samoskarzajacych przezucialam sie na mojego ówczesnego narzeczonego. I sie zaczelo... Wieczne nekanie w glowie ze mi sie nie podoba, wpatrywanie sie wieczne na niego i proba uswiadamiania sobie ze jest inaczej. Czulam sie wstretnie!!! krazace we mnie mysli nie dawaly mi spokoju przez 24 h. dodatkowo myslalam o ślubie który zblizal sie wielkimi krokami, watpliwosci czy ja go kocham. Kazda mysl powodowała ogrom cierpienia i morze lez. Kiedy po raz 1 zadzwienczała mi w glowie myśl czy ja go wogole kocham, czy rzeczywiscie chce wyjsc za niego za maz. Automatycznie zerwałam sie i poszam do Kościoła, po prostu chciałam sie pomodlic. Akurat byla msza św, w 50 rocznice malzeństwa pewnych panstwa :) pomysłałam z zaplakmymi oczyma, ze ja tez tak chce stanac za 50 lat przed oltarzem i ponowic Nasza przysiege. Wtedy ksiadz powiedzial modlmy sie za tych którzy boją się przyjąc sakrament malzeństwa... ah to byla najpiekniejsz chwila w calej mej chorobie dala mi sile i wiare do walki!!! i tak sie stalo wygrałam mysli ustaly, nie mam obaw czy kocham sowjego meza, wywrwała bym mu swe serce i oddala gdyby bylo potrzebne. Slub minoł ale natrectw sie pojawily... znowu. Tylko na iinnym tle dziś meczy mnie to, ah szkoda gadac....
życze wyrwania mam nadzieje ze Ci sie uda

[*EDIT*]

Hej gregor80 miałam identyczną sytuację, nawet okoliczności te same. Wszystko u mnie zaczeło się tuz przed zareczynami. Przed samymi zareczynami miałam natrectwa dot. tego czy moj partner mnie kocha ( strasznie mnie zaczelo to gnenebic doszukiwalam sie różnych dowodów by to potwierdzic, czułam jednak ze cos jest ze mna nie tak, ze czuje sie jakos inaczej). Przeszło kiedy otrzymałam piercionek zareczynowy, ale ... jako, ze pierscionek byl dowodem jego milości obsesje przeniosłam na siebie ( miałam wyrzuty sumienie za wszystko co zrobiłam, a czego zrobić nie powinnam, zupełnie nie wiedziałam co sie ze mna dzieje). O wszystkim opowiadałam mojemu najkochanszemu już dzis mężowi. Czułam sie obrzydliwie i zakazdym razem kiedy czualm wyrzuty sumienia oczekiwalam, że jesli jemu to zdradze on mnie nie zrozumie i bedzie na mnie wsciekly, bedzie mial zal. Jego reakcja byla jednak zupelnie inna od tej ktorej oczekiwałam (zamiast braku wybaczenia otzrymywałam zrozumienie, probe usiawdomienia ze moje wyrzuty sumienia sa bezpodstawne, po mimo wszystko, że otrzymałam tak ciepła rekacje czulam, ze powinno byc inaczej, ze powinnam byc znienawidzona przez niego ). Cały czas krazyly mi mysli, ze go unieszczesliwie wychodzac za niego za mąz ( jadac autobusem łzy lały mi sie wodospadem, wiecznie o tym myslalama). Zupełnie nie wiedziałam co mi jest moje cierpienie bylo najwiekszym bolem jaki przyzywalam dotychczas, czualm sie bezsilan i myslalam ze juz tak bedzie. Potepilam sama siebie! kiedy juz nie znajdywalam mysli samoskarzajacych przezucialam sie na mojego ówczesnego narzeczonego. I sie zaczelo... Wieczne nekanie w glowie ze mi sie nie podoba, wpatrywanie sie wieczne na niego i proba uswiadamiania sobie ze jest inaczej. Czulam sie wstretnie!!! krazace we mnie mysli nie dawaly mi spokoju przez 24 h. dodatkowo myslalam o ślubie który zblizal sie wielkimi krokami, watpliwosci czy ja go kocham. Kazda mysl powodowała ogrom cierpienia i morze lez. Kiedy po raz 1 zadzwienczała mi w glowie myśl czy ja go wogole kocham, czy rzeczywiscie chce wyjsc za niego za maz. Automatycznie zerwałam sie i poszam do Kościoła, po prostu chciałam sie pomodlic. Akurat byla msza św, w 50 rocznice malzeństwa pewnych panstwa :) pomysłałam z zaplakmymi oczyma, ze ja tez tak chce stanac za 50 lat przed oltarzem i ponowic Nasza przysiege. Wtedy ksiadz powiedzial modlmy sie za tych którzy boją się przyjąc sakrament malzeństwa... ah to byla najpiekniejsz chwila w calej mej chorobie dala mi sile i wiare do walki!!! i tak sie stalo wygrałam mysli ustaly, nie mam obaw czy kocham sowjego meza, wywrwała bym mu swe serce i oddala gdyby bylo potrzebne. Slub minoł ale natrectw sie pojawily... znowu. Tylko na iinnym tle dziś meczy mnie to, ah szkoda gadac....
życze wyrwania mam nadzieje ze Ci sie uda
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 sty 2009, 01:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do