Powołanie...?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 10:09
Vi : to co mi proponujesz ?? myslisz ze najlepiej dla mnie by bylo nie myslenie o tym ignorowanie tych mysli bo to moj wytwor lub zlego ducha ??

mowisz ze Bóg spelnie te prosby ktore sa po jego woli i nie robi nic przeciwko mnie chcesz przez to powiedziec ze nie katowal i nie dreczyl by czlowieka poprzez takie natretne mysli ??? pozdrawiam Ciebie
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez wiolkas6 21 sty 2011, 12:21
Ja podobnie miałam taki czas że chciałam pójść do zakonu. Tak, bardzo chciałam, podziwiałam te wszystkie zakonnice wyjeżdżające na misje albo te które siedziały za klauzurą i składały swoje ofiarne cierpienia Bogu. Podziwiałam Siostrę Faustynę, chciałam być podobna do Niej. Ale to pewnie nie powołanie, zresztą żeby być zwykłą zakonnicą trzeba mieć teraz studia bo zakonnice pracują z dziećmi ( pedagogika), opiekują się chorymi ( medycyna bądź pielęgniarstwo), uczą języków obcych ( filologie). Życie zakonnika nie polega wyłącznie na modlitwie. To ofiara z siebie dla innych. Nawet żeby być księdzem misyjnym trzeba znać parę języków obcych i jest to ciężka droga, często poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Jeśli czujesz tylko myśli o powołaniu to nie jesteś powołany. Musisz czuć ogromną miłość do Boga, całkowicie Mu się zawierzyć i całkowicie zrezygnować z Siebie. Chyba że wolisz być za klauzurą, kratami ale jeśli nie masz powołania to po prostu tam oszalejesz. Trzeba dobrze przemyśleć tą decyzję
wiolkas6
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 12:41
Nie czuje milosci do Boga... cos mi sie wydaje ze mam jego falyszwy obraz bo jak cos dobrego zrobie to zaraz bym cos chcial od niego w zamian... a co do ''powolania'' to jest ciezka sprawa bo wystarczy pretekst aby te mysli wrocily czasami mam mysli samobojcze zeby z tym skonczyc bo nie moge sobie poradzic z tymi natretnymi myslami... najlepjej sie czuje jak te mysli odechodza wtedy normalnie sie modle ,jestem spokojny wyluzowany...i nie mam tego pragnienia isc do seminarium ,nawet jesli mam te mysli to tez nie mam dzieki za pomoc
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Powołanie...?

przez wiolkas6 21 sty 2011, 13:11
Właśnie ludzie tworzą fałszywy obraz Boga.. każdy go ma, bo nawet ksiądz nie pojął Go do końca. Boga nie można poznać do końca inaczej nie byłby tajemnicą. A to jest typowa nerwica natręctw. też to miałam, spokojnie zobaczysz że to minie. Myślę że to nie powołanie.. To po prostu chęć ucieczki, poszukiwanie lepszego życia. Ale czy tak naprawdę taka ofiara da ci szczęście?? Jeśli pójdziesz do zakonu to komu powiesz że masz natręctwa albo lęki?? Żaden "powołany" tego nie zrozumie. To musi być w sercu nie w głowie i musi być pewne. To decyzja na całe życie
wiolkas6
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 13:16
masz racje... uwierz mi ze jak jestem spokojny te mysli o rzekomym wsapieniu do seminarium mijaja to jestem spokojny modle sie jestem wesoly itp a jesli tylko sie pojawiaja to jedynym wyjsciem dla mnie to samobojstwo :( wiem ze to przykry co pisze ale tak czuje ,bo chyba Bog nie dreczel by tak czlowieka i nie wywolywal by takich uczuc zlosci ,strachu leku mysli samobojczych w sercu czlowieka przy jakims powolaniu...?? co mi radzisz ??
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez Brid 21 sty 2011, 13:29
Sebek22, a może za bardzo emocjonalnie podchodzisz do spraw związanych z Bogiem.
Brid
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 13:31
Brid : to znaczy?? chodzi Co o to zebym mial troche dystansu do religii?
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez Brid 21 sty 2011, 13:37
Sebek22, tak, bo jednak religia i kapłaństwo to wg. mnie nie emocje. Trzeba to oddzielić. Emocje są w Tobię, są czymś co ktoś pozostawił w Tobie, może w dzieciństwie.
Taka ciekawostka, żE Matka Teresa nigdy nie czuła jakiejś emocjonalne więzi z Bogie, jak to niektórzy określają. Nigdy nie dostała żadnego znaku, czy czegoś tam. Więc emocje a religia, wiara, jednak bym to rozdzielił. Musisz się uporać z własnymi emocjami, a później podjąć na spokojnie decyzje.
Brid
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 13:45
Rozumiem... a Twoim zdaniem moje objawy takie jak opisalem wczesniej to moze byc nerwica natrectw ???
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez wiolkas6 21 sty 2011, 19:20
Tak to natręctwa. Wydaje mi się że seminarium to nie twoja droga. Wiesz można być nie tylko blisko Boga w seminarium. Powiedz to sobie i przekonaj się o tym. Wystarczy prowadzić życie zgodne z wiarą, być uczciwym, czynić dobro i dawać wsparcie ludziom w wątpliwościach. Można być świadkiem Boga także w codziennym życiu nie tylko w seminarium. może to trudniejsze ale na pewno wtedy pan Bóg inaczej patrzy na ludzi gdy czynią zło kiedy są świeckimi ludźmi. Zawsze pierwsi odpowiadają księża bo oni są świadomi zła. Więc trochę luzu i więcej świadomości. Same myśli czy jakaś euforia nie mogą być powodem do wstąpienia do seminarium. Pan Bóg nie każe myślami samobójczymi, po prostu to natręcwa one miną kiedy zajmiesz umysł czymś innym. Jakie jeszcze masz odczucia? Lubisz się modlić?? Ja też i to nie znaczy że pójdę do zakonu. Uwierz mi znam mnóstwo ludzi, małżeństw które się modlą i są szczęśliwi że są małżęństwem. Zazwyczaj kiedy odczuwamy powołanie to jest to coś innego, to uczucie które buduje, a nie wpędza w myśli samobójcze. Po prostu szukasz swej drogi A zatem radzę znaleźć sobie atrakcyjną dziewczynę, która będzie dla ciebie inspiracją i wyleczy cię z wątpliwości
wiolkas6
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 21 sty 2011, 19:33
Lubie sie modlić ale tylko wtedy jak te mysli mnie opuszczaja... jak ich nie ma czuje sie inny czuje sie i moge kochac Boga jestem bardziej otwarty na wszystko.. a jak pojawia sie ta mysl o ''powolaniu'' jestem rozbity...:( nie umiem sie skupic ,nic mi nie wychodzi...masz ogromny strach w sercu żal smutek...masz racje zrobie tak jak mowisz ... kiedys pewnien ksiadz mi powiedzial ze to NN kazal mi sie skontaktowac z jakims psychologiem...bo jak zauwazyl powolanie przyjmuje sie z miloscia i wola jego wypelnienia pragnieniem a nie staje sie to przyczyna moich lękow bolu w sercu... dziekuje wam kamien mi spadl z serca...wiem ze natrectwa wroca ale juz wiem na czym stoje...:))

[Dodane po edycji:]

Jeszcze cos jest ,zawsze jak jestem czyms zajety jakies wyzwanie zwiazane np z nowa praca czy poprostu cos co mnie pochlania to tych mysli nie ma nie czuje ich... znikaja tak poprostu...:)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez wiolkas6 23 sty 2011, 18:14
właśnie... Powołanie to coś co wzmacnia, daje siły, to jakieś świadectwa, osoby które spotykasz, wydarzenia. można je odrzucić lub przyjąć. Ale jeśli ktoś jest wybrany to Pan Bóg o nim nie zapomni, będzie go umacniał i wspierał. natręctwa jak widzisz nie wspierają ale osłabiają więc to nie może być powołanie. Postaraj się nie myśleć o sobie jako o osobie skazanej, nie wpędzaj siebie w poczucie winy bo jak widać powołania u ciebie raczej nie ma i to "raczej" jest pewne
wiolkas6
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 23 sty 2011, 20:12
Masz racje ,szczerze to chyba nosze w sercu fałszywy obraz Boga...strasznie sie boje ze jak mu zaufam to rozwali moje marzenia...omami mnie boje mu sie zaufac...:( cos mi przeszkadza w ufnosci do niego nie potrafie sobie Boga wyobrazic jako dobrego ojca miłosiernego ktory szanuje mnie i moja wole ale kogos kto chce mi wszystko odebrac moje cele marzenia wszystko ale musze to zmienic chodz wiem ze bedzie ciezko... proponowala bys mi psychologa ???? czy niech bedzie jak jest.. wczesniej wspominalas ze tez cos podobnego przezywalas jak to wygladalo pozbylas sie tego???? w jaki sposob?

[Dodane po edycji:]

A jak myslisz jesli np czuje sie spokojny natrectwa mnie nie drecza jestem wyluzowany ze spokojem patrze w przyszlosc i ogolnie towarzysza mi dobre uczucia np tak jak dzis ( jestem po spowiedzi ) ,chodz dzis tez mnie dreczyly szczegolnie w kosciele i przed pojsciem do spowiedzi :( to myslisz ze takie dobre uczucia pochodza od Boga.?? bo Pan Jezus powiedzial np S.Faustynie ze wszystkie natchnienia powodujace w serca czlowieku lek niepokoj nie pochodza od Boga...te zdanie sobie powtarzam ...


ogolnie dziekuje ze mnie wspierasz
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez wiolkas6 26 sty 2011, 13:14
Wiesz, na pewno lęk i niepokój nie pochodzą od Boga.. ale nie myśl też o dręczeniu, to całkiem co innego. To my jesteśmy żródłem lęku bo patrzymy na Boga ludzkimi kategoriami. Pan Bóg nie rozwala marzeń. Pomyśl o Nim że jest to Kochający Ojciec który patrzy i kocha cię i wie co jest dla ciebie najlepsze... Bóg nie paraliżuje.. Ostatnio byłam na rekolekcjach u sióstr Franciszkanek i widziałam jaka jest w nich radość i dopiero tam poczułam że nie mam powołania, owszem wierzę w Boga, kocham Go, wiem że On chce dla mnie jak najlepiej, ale dał mi tam do zrozumienia że to nie to a przynajmniej daleka przede mną droga jeśli chodzi o Powołanie. Każdy jest powołany do świętości i każdy czuje w sobie Boga. Ta myśl że On jest i CHCE NASZEGO DOBRA jest piękna. Powołanie czuje się w sercu, to jakieś wewnętrzne pragnienie SŁUŻENIA BOGU i LUDZIOM, tak jak siostra Faustyna: jej dusza rwała się, była zatopiona w Bogu, owszem miała też myśli które ją odwodziły od tego, ale ten wewnętrzny głos tak ją wspomagał że SZŁA ZAWSZE ZA JEGO GŁOSEM. Dlatego nie bój się... Bóg nie jest TYRANEM i nie niewoli. Człowiek uważa że religia niewoli, bo człowiek jest tak jakby zmuszony CZYNIĆ DOBRO bo inaczej czeka go piekło. Ale musimy pamiętać że co to by była za sprawiedliwość gdyby za zło czekało NIEBO> BÓg wie co jest dla nas najlepsze. A ty szukasz swojej drogi... Fajnie że są jeszcze tacy ludzie którzy na serio traktują Boga i którzy żyją w łasce. Dlatego bądź wierny i zaufaj Bogu. Wiesz jak byłam tam u sióstr to byłam w depresji i tam jedna siostra zobaczyła mój smutek i powiedziała: Wiesz, nie bój się, Bóg jest bliżej niż uderzenie Twojego Serca, On cię nigdy nie zostawi..Dla mnie to było nie do pojęcia, bliżej niż uderzenie mojego serca... Pomyśl o tym i nie bój się. Radziłabym tobie nie zastanawiania się nad sobą tylko zaczęcia żyć ŻYCIEM, nauką itd a te myśli odejdą..

[Dodane po edycji:]

Pamiętaj że powołanie to trudna droga,pełna wyrzeczeń i DLATEGO TAK MAŁO JEST POWOŁANYCH LUDZI.
Ja na przykład myślałam że skoro jest Bóg to dlaczego nie oddać mu całego swego życia. Ale zaraz potem przed oczami miałam obraz siebie jako siostry zakonnej i nie widziałam tam siebie.Czuję że nie mogłabym wszystkiego zostawić swojej kochającej rodziny, swojej szkoły, marzeń, nie mogłabym... Według mnie można więcej ludzi zbawić będąć wśród ludzi niż w zakonie. A gdyby przyszedł kryzys w wierze i bym była w zakonie to jak potem wrócić do domu? Zostawić Boga i wrócić do życia??? Poza tym wielu ludziom wydaje się że ma powołanie, a tak naprawdę nie ma, dlatego jest tyle księży bez powołania albo tych którzy źle wypełniają swoje posłannictwo.. Pan Jezus wyraźnie mówi; "To nie wy mnie wybraliście, lecz to Ja was wybrałem". Bądź dobrej myśli. Co do mnie to nadal jeszcze mam różne myśli ale one są i trudno. Tak samo ty na to patrz

[Dodane po edycji:]

Nie uciakaj także od życia.. Życie jest po to żebyś się sprawdził. Na przykład moja mama jest tego zdania że Pan Bóg bardzo ceni sobie takich ludzi którzy mają marzenia, rozwijają je, bo Pan daje talenty, więc i Ty znajdź w sobie jakiś talent i rozwijaj go. jesteś wrażliwym człowiekiem więc rozwijaj w sobie wrażliwość i same najlepsze cechy, nie można bać się życia i myśleć wyłącznie o duchowych sprawach. Mamy życie tu i teraz i oczywiście trzeba poświęcać jakiś swój czas Bogu czy to niedzielna Msza czy modlitwa ale można Pana Boga uwielbiać różnymi rzeczami tylko trzeba wyeliminować z siebie ten smutek który wielokrotnie zatruwa nasze serca i lęk który paraliżuje.. wystarczy powiedzieć' Boże jestem Twój teraz i zawsze i wracać do swoich zajęć, chodzić na dyskoteki ( nie widzieć w tym zła) bo sam fakt że potańczysz to nic złego. Trzeba tylko miec rozum na karku żeby nie ulegać jakimś wpływom a wszystko samo się ułoży..

[Dodane po edycji:]

Nie uciakaj także od życia.. Życie jest po to żebyś się sprawdził. Na przykład moja mama jest tego zdania że Pan Bóg bardzo ceni sobie takich ludzi którzy mają marzenia, rozwijają je, bo Pan daje talenty, więc i Ty znajdź w sobie jakiś talent i rozwijaj go. jesteś wrażliwym człowiekiem więc rozwijaj w sobie wrażliwość i same najlepsze cechy, nie można bać się życia i myśleć wyłącznie o duchowych sprawach. Mamy życie tu i teraz i oczywiście trzeba poświęcać jakiś swój czas Bogu czy to niedzielna Msza czy modlitwa ale można Pana Boga uwielbiać różnymi rzeczami tylko trzeba wyeliminować z siebie ten smutek który wielokrotnie zatruwa nasze serca i lęk który paraliżuje.. wystarczy powiedzieć' Boże jestem Twój teraz i zawsze i wracać do swoich zajęć, chodzić na dyskoteki ( nie widzieć w tym zła) bo sam fakt że potańczysz to nic złego. Trzeba tylko miec rozum na karku żeby nie ulegać jakimś wpływom a wszystko samo się ułoży..
wiolkas6
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do