Powołanie...?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Powołanie...?

przez miki74 23 lut 2010, 14:52
Witaj na forum, matko przełożona ;)

Wydaje mi się, że po pierwsze sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcesz robić w życiu. Jednak, wydaje mi się, że nieco jednostronnie postrzegasz życie w zakonie i życie "w świecie". Nie jest tak, że w zakonie jest świętość, a "w świecie" życie mało święte. Kościół katolicki naucza, że wszyscy, niezależnie od drogi życiowej, ludzie są powołani do świętości. Wracając do zakonu. Wcale nie jest tam tak święcie. Jest to normalne życie - siostry są normalnymi ludźmi, z wadami, problemami i grzechami. Stąd ucieczka od "grzesznego świata" nie jest dobrym powodem do pójścia do zakonu.

Piszesz, że oglądanie telewizji jest mało święte. Może tak, może nie. Nikt Ci nie każe spędzać życia na oglądaniu telewizji. Kształtuj je sobie, jak chcesz. Od Ciebie głównie zależy, jak pasjonujące ono będzie. Więc nie trzeba się podpierać zakonem, tylko wziąć się za realizację swych marzeń i tak ukształtować życie, by nie było w nim oglądania telewizji.

Piszesz również, że na myśl o pomaganiu innym ludziom przyszło Ci do głowy, że powinnaś iść do zakonu. Coś kiepsko uważałaś na tych rekolekcjach i w życiu w ogóle. Bo przecież są tysiące, miliony różnych dróg życiowych, w których pomaga się ludziom NIE będąc w zakonie. Skąd Ci przyszła do głowy taka automatyczna myśl, że w celu pomocy ludziom, koniecznie trzeba iść do zakonu? Przecież to nonsens!

Piszesz, że wady chłopaka powodują myśli o pójściu do zakonu. Otóż nie ma ludzi bez wad. Ty też je masz. Ludzi się kocha za ich zalety. I mam wrażenie, że zalety ten chłopak ma wystarczające, byś czuła do niego coś specjalnego. Więc przestań oczekiwać, że tylko związek z człowiekiem bez wad jest wskazówką, że należy z tym człowiekiem być. A w przeciwnym razie, to do zakonu. Dodatkowo, jak już wyżej napisałem, w zakonie też się natkniesz na wady ludzkie.

Kończąc, wydaje mi się, że to są zwykłe lęki prze pójściem do zakonu. Podobnie, jak inni tutaj mają lęki przed autobusami, wysokością, itp. Wg mnie do zakonu idzie się z przekonaniem, bez niechęci do tego (która jest w Tobie wyraźna). A Ty od dłuższego czasu BOISZ się zakonu, nie chcesz tam iść, odrzuca Cię takie życie. Moim zdaniem nie jesteś dobrym materiałem na zakonnicę. Za to chyba jesteś dobrym materiałem na żonę (choć dopóki Cię nie ujrzę, nie potwierdzę tego ;) ).

Moja rada - mniej lęków, więcej spokoju. Ciesz się życiem i pomagaj ludziom, jak tylko możesz. Lecz nie poprzez zadręczanie się. Wszystkiego dobrego. ;)
miki74
Offline

Re: Powołanie...?

przez polakita 23 lut 2010, 14:58
lala1988, zarówno wyjście za mąż, jak pójście do zakonu są opcjami do wyboru - a raczej powołaniem które należy w sobie odkryć. Obydwie opcje są DOBRE. Dla osoby wierzącej, są to możliwości które bierze się pod uwagę. Ale decyzja o tym to jest kwestia rozeznania powołania swojego, a nie męczenia się w strachu między jednym a drugim. Jeżeli masz zaburzenia nerwicowe to zauważ różnicę między lękiem wynikającym z nerwicy a tym co naprawdę mówi ci serce i rozum. Na pewno nie należy wybierać drogi życiowej pod wpływem lęku.

W małżeństwie też jest miejsce na modlitwę i rozwój duchowy - zwłaszcza jeżeli twój mąż jest wierzący to będzie ci wtedy łatwiej.

Radzę ci w ogóle porozmawiać z psychologiem chrześcijańskim oraz z jakimś księdzem, żeby cię nakierowali. Nie żeby powiedzieli co masz robić, bo to sama w sobie musisz odkryć, ale żeby ci pomogli abyś nie kierowała się tylko lękiem lub dewocją / skrupulantyzmem.

[Dodane po edycji:]

Cofam moją wypowiedź! Miki ująłeś to SUPER !!! :mrgreen: właśnie "wszyscy, niezależnie od drogi życiowej, ludzie są powołani do świętości". Skąd ty to wszystko wiesz? ;)
polakita
Offline

Re: Powołanie...?

przez lala1988 23 lut 2010, 15:17
hihi to co Miki jakies foty musze wyslac zeby potwierdzic ze bede dobra zona;) rozumiem was dziekuje za rady. Polakito sama nie wiem czy powolanie jest czyms co trzeba w sobie odkryc czy to tez moze jakas sytuacja zyciowa ktora nas dotyka albo jakas szansa jaka dostajemy od zycia. chcialam was zapytac jeszcze czy macie jakies doswiadczenia albo rady jest chodzi o same zaburzenia na tle religijnym czyli jak wtedy ma wygladac modlitwa. bo nie wiem ile czasu mam sie modlic nie wiem co jest moim motywem modlitwy czy przymus czy strach czy pragnienie jak to rozeznac. boje sie zeby nie wpasc w pulapke modlitw i postow ,chodzi o to by nie byly czyms przez co bede sie wynosic nad innymi ludzmi. co juz mi sie chyba zdarzalo.

[Dodane po edycji:]

a moze poprostu chce byc doskonala-- dobra wiem : wielka pycha. jakos nie moge sie odnalezc . bylam raz u psychologa, to byla strasznie niemila baba, moze dlatego ze to byla darmowa wizyta.

[Dodane po edycji:]

to sie chyba nie da tak powiedziec w jednym zdaniu. dobra wiadomosc to ta ze w marcu mam isc do terapeuty. chodzi o to ze nie chce zeby bylo tak ze wchodza w poboznosc i dluga modlitwe bo chce byc przez to doskonala, taki duchowy pedant osiagnac doskonalosc to trudno wytlumaczyc. ale to nie jest dobre:)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 lut 2010, 13:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Powołanie...?

przez Alila 07 mar 2010, 21:27
http://adonai.pl/powolanie/?id=93

Slowa zawarte na powoyższej stronie bardzo mi pomogły w walce z moimi lękami. Sczególnie słowa:
"Tak na prawdę, to nikt mnie nie zmusza, ani rodzina, ani otoczenie, nawet Pan Bóg. Jeżeli wydaje ci się, że Pan Bóg żąda od ciebie abyś wstąpił na drogę życia zakonnego/kapłańskiego to warto dać sobie czas. Jeżeli w tym co czujesz jest coś z Bożego tchnienia to On będzie to utwierdzał, a jeżeli jest od Złego Ducha, albo są to twoje własne myśli, to stosunkowo szybko ustanie, albo wejdzie w kryzys przy pierwszej przeciwności."

Przeczytajcie wszystko, także komentarze pod artukułem.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 lut 2010, 15:30

Re: Powołanie...?

przez lilia 26 mar 2010, 15:03
witam Lala! nie wiem czy czytałas mój post wyżej, ale widzisz miałam, a raczej mam to samo co ty.... niedawno uświadomiłam sobie, że minie rok odkąd mnie "to" dopadło. Nie potrafię dać ci jakiejś złotej recepty na ten problem, bo chyba go nie ma. Musisz sama w swoim umyśle się z tym uporać. Uwierz, ze wiem jakie to ciężkie. Myślę że mamy podobne charaktery- czy nie jesteś czasem pefekcjonistką, która wszystko zawsze musi zrobić najlepiej, a w końcu i tak jest niezadowolona z siebie? Brak ci poczucia własnej wartości? Jesteś wrażliwa i bardzo ważne są dla ciebie wartości moralne? Jeśli na większość odpowiedź brzmi tak, to witaj w klubie"nadwrażliwych", którym nie będzie łatwo na tym świecie. Ja przepłaciłam to już nerwicą. Co do mysli o zakonie... jakoś pomału to odsunęłam, ale i tak cały czas gdzieś głęboko w sercu tkwi we mnie ten ból i wystarczy jedno słowo, myśl, obraz żeby "to" wróciło. Ja najlepiej czuje się kiedy jestem bardzo czymś pochłonieta i po prostu zapominam o tym co nie dzieje sie tu i teraz. Myślę, ze najlepszym lekarstwem jest dla nas czas to on przyniesie nam ukojenie a jeśli nie.. to i tak nie zmienimy tego co nam jest już przeznaczone. Trzeba żyć dalej...Przytulam Cię mocno.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 gru 2009, 23:16

Re: Powołanie...?

przez lala1988 09 kwi 2010, 00:58
dziekuje Tobie lilia rzeczywiscie odpowiedzi raczej brzmia tak.:) bylam dwa razy u terapeuty, duzo mi dawaly te rozmowy z nia optymizmu i sily, fakt ze po jakims czasie znow przychodza jakies glupie mysli i czlowiek moze sie pogubic. terapeutka radzi zebym podjela w sobie decyzje o malzenstwie. ona duzo mi wytlumaczyla jednak jest cos co mnie meczy.

bylam kiedys w zakonie (jeszcze przed tym natrectwem) dwa razy przez pare dni i chodzi o to ze nawet jak wtedy zastanawialam sie jakie mam powolanie to mialam taka bariere, ze nie chcialam nawet myslec ze moglabym byc powolana do zakonu, mialam taka niechec ze nie chcialam byc powolana do tego. i teraz wymyslam sobie ze moze jakbym przelamala ta bariere ten lek, to moze okazalo by sie ze to to. chociaz chyba nie chce tego... przepraszam dziwna ta moja paplanina. mecze sie. mam chlopaka dlugo przychodzi czas podejmowac jakies decyzje zwiazane z przyszloscia a tu takie rzeczy mnie drecza.

[Dodane po edycji:]

Lilia chyba rzeczywiscie duzo nas laczy jak tak czytam Twojego posta:) tez duzo lez wylalam a zakonnice na ulicy mnie denerwuja . i jeszcze jak kiedys czytalam jakies tam swiadectwa to teksty w stylu ze (np. jakas dziewczyna czula glos Boga ze ja powoluje rzucila chlopaka mimo tego ze wydawalo jej sie ze bedzie smutna jak pojdzie do zakonu i poszla w koncu do zakonu ) nie poprawialy mi humoru. jest ciezko.nauczylam sie juz zeby nie czytac juz o takich rzeczach. jak cos to tu jest moje gg: 10590238, moj e-mail: alice_pbb@tlen.pl jak bedziesz chciala pogadac to daj znac:) na spowiedzi ksiadz powiedzial mi ze moja sytuacja nie wyglada na to jakby miala cos wspolnego z powolaniem ani nawet ze nie wyglada to na ucieczke przed powolaniem. i ze gdyby tak sie okazywalo powolanie, placzem itd to by bylo straszne. wiec glowy do gory
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 lut 2010, 13:48

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 16 sty 2011, 16:18
Czesc Maniek 102 mam podobny problem napisalas ze postarasz sie pomoc ja tej pomocy potrzebuje ,chcialbym sie dowiedziec jak to u Ciebie wyglada ta nerwica zwiazana z powolaniem do kaplanstwa popiszmy na priv pozdrawiam cieplo;)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

przez Vi. 16 sty 2011, 16:58
Sebek22, a ty je masz czy czujesz, że to natręctwo ?
Nie wyobrażasz siebie w tej roli ?
Vi.
Offline

Re: Powołanie...?

przez Sebek22 17 sty 2011, 17:19
Nie czuje sie powołany... jesli te owe myslie natretne opuszczaja mnie na jakis czas to wracaja moje plany marzenia cele jestem spokojny opanowany potrafie sie spokojnie dobrze pomodlic a jak te mysli wracaja od razu mam uczucia lęku strachu w sercu od kiedy zaczolem sie modlic do Boga o to aby pomogl mi z tym walczyc te mysli sa juz mnie natretne ale ciagle gdzies tam sa..ostatnio nawet prawie odeszlem od modlitwy od Boga przez te mysli...wmawialem sobie ze zle jest by katolikiem itp...dlatego mowie ciezko mi jest z tymi myslalmi ,sa natretne...czuje sie przymuszany a jesli jestem spokojny i powiem sobie w sercu czy ja moglbym byc ksiedzem szczerze mowiac nie ciagnie mnie do tego... lubie sie modlic zyc w zgodzie z Bogiem ale czasami jest to badzo ciezkie mam takie nawet wrazenie ze jesli popelnie chodzby maly grzech to juz Bog mnie nigdy nie wyslucha w moich prosbach... dziwne..ale prawdziwe

pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sty 2011, 16:14

Re: Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez nowa2011 21 sty 2011, 00:47
Kiedys tez takie mysli mi krazyly po glowie, ale trzeba sobie samej po prostu odpowiedziec co sie chce robic, bo "normalne zycie" nie zabrania modlenia sie, wierzenia i bycia dobrym czlowiekiem. Przez jakis czas byl spokoj, ale po latach zaczelo sie od brudnych rak w koscile, potem zwykle slowa (w modliwtwie) rymowaly mi sie do przeklenstw, pojawialy sie glupie mysli i skojarzenia, doprowadzajac do stanu, ze w czasie mszy musialam caly czas uwazac, zeby nie walnac takiej glupoty. W efekcie caly czas skupialam sie na sobie i bylo to bledne kolo. Jakos sobie z tym radzilam, sama sobie tlumaczylam - bo jestem osoba dosc skryta i niechetnie rozawiam o sobie i moich emocjach. Ostatnio jednak jest coraz gorzej, mam problem z woda swiecona, jesli ludzie zanurzaja w niej dlonie, potem wychodza, pala , swyrzucaja smieci i tp czyli w jakis tam sposob nie szanuja tego. Tak wiem, to glupie myslenie, ale nijak nie umiem z tym sobie poradzic. Mam obsesje. Nazbieralo mi sie tego tyle, ze ostatnio przeryczalam u kolezanki wieczor ale nijak nie umialam jej wyjasnic moich lekow. Wstydze sie. Planuje wizyte u psychologa, bo sama soba juz sie martwie, ale pocieszajace w tym jest to ze nie ja jedna mam takie problemy na tle religijnym. Zawsze bylam zbyt skrupulatna, i chyba za duzo myslalam. Jednakze napewno pomocne jest podjecie dzialania, zrobienie czegokolwiek dla siebie, co ci sprawi frajde - czy to uprawianie sportu, nowe hobby, nowe znajomosci. Ja pocieszam sie tym, ze pisza tu osoby i pisza, ze sa w zwiazkach, wiec jednak mozna z tym zyc. Wazne jest wsparcie innych, ja latami borykalam sie z tym sama, a to chyba jeszcze gorsze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 sty 2011, 00:06

Re: Powołanie...?

przez Vi. 21 sty 2011, 01:12
Sebek22, Bóg Cię kocha, on spełnia tylko te prośby, które zgadzają się z jego planami ( Jego plany są najlepsze na twoje życie).

Nie masz co się martwić, nie rozpaczaj, Bóg jest idealny i jest doskonałym miłosiernym ojcem.
Vi.
Offline

Re: Powołanie...?

przez Red92 21 sty 2011, 01:16
Vi... chciałbym mieć tyle wiary co ty... przez ostatnie kilka lat myślałem tak samo... ale po prostu nie potrafię wierzyć. Wiem, wiem to jest złe, bo jeśli człowiek nie jest wierzący to co mu innego zostało...
Red92
Offline

Re: Powołanie...?

przez Vi. 21 sty 2011, 01:29
nie jest złe, czemu traktujesz Boga jako dyktatora ? Po prostu on cierpi gdy jestesmy od niego daleko... My nie wierzymy sami z siebie, to Duch Św. Moze porozmawiaj z nim ?
Vi.
Offline

Re: Powołanie...?

przez Red92 21 sty 2011, 01:39
Próbowałem...uwierz, przez kilka lat...
Red92
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do