Powołanie...?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Powołanie...?

przez Kasiula93 17 maja 2016, 18:24
Adziulka napisał(a):Cześć, zastanawiam sie czy ktos tu jeszcze zaglada. Mam ten sam problem co wy, jednak wcześniej nie cierpiałam na nerwice natręctw dlatego tymbardziej sie boje ze to powołanie bo wcześniej takich problemów nie miałam. Umówiłam sie juz do psychologa na wizytę i mam nadzieje ze mi pomoże. Jak sobie radzicie? Czy da sie z tego wyleczyć i normalnie żyć? Prześladuje mnie myśl, ze jak juz nawet zarecze sie ze swoim chłopakiem to stanę przy ołtarzu i wtedy dopadną mnie te watpliwości i nie bede w stanie odpowiedzieć 'tak'. Boje sie ze Pan Bóg jakoś mnie przygotowuje do tego i przez to te myśli. Boje sie ze dopoki nie zdecyduje sie na wstąpienie do zakonu to te myśli nie znikną. Mimo, ze rozmawiałam z bliskim mi księdzem który twierdzi, ze to nie jest powołanie tylko moje wkrętki ja sie cholernie boje. Włącza mi sie myślenie ze pewnie tak tylko mowi, żeby przekonać mnie do Boga a on wtedy sprawi, ze mi sie 'zachce'. On powiedział, ze póki co nie ma podstaw żeby myślec ze to powołanie i ja oczywiście czego sie czepiam? Tego 'póki co' i myśle ze co jak kiedyś mi to powołanie jednak przyjdzie, ze ja je odkryje i jednak sie okaże ze mam powołanie. Panicznie sie tego boje, przez jakiś czas przychodziły mi myśli ze wolałabym sie zabić niż isc do zakonu. Czuje sie tak jakby Pan Bóg mi mówił, ze mam tam isc niezależnie od tego co ja chce i zaufać mu i uwierzyć ze bede tam szczęśliwa.... Mam straszny mętlik w glowie. Codziennie budzę sie ze strachem. Nawet jak to wszystko pisze to wydaje mi sie to powołaniem, jedyne co mnie pociesza to to właśnie forum, bo daje nadzieje ze jednak nie jestem skazana na ten zapyziały zakon


Jakbym widziała swoje rozmyślania kika miesięcy temu...:) Da się z tego wyleczyć i żyć normalnie. Od razu podsyłąm Ci artykuł, który bardzo mi pomógł http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i- ... tanka.html . Powiem Ci, że nie męczą mnie już myśli, w pewnym momencie miałam "przeciążenie systemu" w głowie i po prostu dałam sobie spokój z tematem. Dlatego, że jeśli nie chcesz to nie idziesz. Chyba każdy to tu powtarza i taka jest prawda. I tak wiem jak to jest się nakręcać, miałam dokładnie to samo i też nie miałąm wcześniej nerwicy natręctw,....ba nawet kiedy mnie to chwyciło nie wiedziałam, że to jest. Bóg chce żebyś kochała w życiu, była dobrym człowiekiem. Mówi się, że On ma plan na życie każdego z nas. Ale to jest plan Zbawienia! A to jak do niego dojedziesz (np. w Małżeństwie) to jest jedynie Twoją i On Ci nie powie co TY masz robić bo własnie to jest wolna wola. Te natręctwa (prawie rok) utrwaliły mnie w tym czego chce czego zawsze chciałam i do czego dąże (Małżeństwa) i wiem, że Pan Bóg dał MI mojego chłopaka w tym czasie nie bez powodu i ta myśl mnie trzymała. Poczytaj sobie artykuł myślę, że on Ci powie nacznie więcej, Nie wiem czy psycholog pomoże ja nie poszłam i nie żałuje. Czy myśli czasem wracają? Tak ale nie są już natrętne, życie toczy się dalej i jest dobrze :) Nie czuję już lęku, że wszystko co robie to przecież tak nie powinnam. Ciesze się z tego co mam, dąże do marzeń Małżenstwa. Jedyny minus to niestety moja wiara się zmieniła, nie potrafie na razie wrócić do tego co było wcześniej ale mam nadzieje że z czasem i to się będzie udało jakoś naprawić :) Także mniej lęku i więcej zaufania do tego czego pragniesz! Pozdrawiam cieplutko!
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 sty 2016, 18:34

Powołanie...?

przez Adziulka 18 maja 2016, 10:51
Dziękuje za odpowiedz ;) ten artykuł troche mi pomógł, ale dalej myśli nie ustają. Juz nie wiem co jest moimi uczuciami co nie, czego chce a czego nie. Jedno jest pewne, ze jak myśle o moim ślubie z tym wlasnie chłopakiem z którym jestem i te wszystkie natrętne myśli odejdą to czuje szczęście i to jest jedyna myśl która sprawia, ze czuje sie w pełni szczęśliwa bez żadnych watpliwości. Myśle ze powinnam isc ta droga ale pójdę mimo wszystko do specjalisty bo czasem to pomaga niektórym, może wlasnie mi pomoże :) zauważyłam tez ze najgorzej jest przed 'kobiecymi dniami' kiedy hormony buzują i zwykle kobieta wtedy nie wie o co jej chodzi tak z zasady :P
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
17 maja 2016, 13:30

Powołanie...?

przez Kasiula93 18 maja 2016, 21:46
Adziulka napisał(a):Dziękuje za odpowiedz ;) ten artykuł troche mi pomógł, ale dalej myśli nie ustają. Juz nie wiem co jest moimi uczuciami co nie, czego chce a czego nie. Jedno jest pewne, ze jak myśle o moim ślubie z tym wlasnie chłopakiem z którym jestem i te wszystkie natrętne myśli odejdą to czuje szczęście i to jest jedyna myśl która sprawia, ze czuje sie w pełni szczęśliwa bez żadnych watpliwości. Myśle ze powinnam isc ta droga ale pójdę mimo wszystko do specjalisty bo czasem to pomaga niektórym, może wlasnie mi pomoże :) zauważyłam tez ze najgorzej jest przed 'kobiecymi dniami' kiedy hormony buzują i zwykle kobieta wtedy nie wie o co jej chodzi tak z zasady :P


Od razu niestety pewnie tak nie miną, ale z czasem jak przestaniesz się nimi tak bardzo interesować (tak i to naprawde działa) to bedziesz czuła się lepiej, pewniej i będziesz szczęśliwsza :) Zaznaczam Ci że czasami jak mijam osobę zakonną na ulicy to czuje się nie swojo i pojawia się jakiś mały lęk, ale to ju,ż nie jest to co kiedyś i potrafie spokojnie się od tego oderwać :) Także powodzenia! Daj znać jak tam się trzymasz! :)
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 sty 2016, 18:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez Michellea 18 maja 2016, 21:54
Adziulka napisał(a):Dziękuje za odpowiedz ;) ten artykuł troche mi pomógł, ale dalej myśli nie ustają. Juz nie wiem co jest moimi uczuciami co nie, czego chce a czego nie. Jedno jest pewne, ze jak myśle o moim ślubie z tym wlasnie chłopakiem z którym jestem i te wszystkie natrętne myśli odejdą to czuje szczęście i to jest jedyna myśl która sprawia, ze czuje sie w pełni szczęśliwa bez żadnych watpliwości. Myśle ze powinnam isc ta droga ale pójdę mimo wszystko do specjalisty bo czasem to pomaga niektórym, może wlasnie mi pomoże :)

Skoro masz brać ślub, to życie w zakonie nie jest Twoim powołaniem.

Adziulka napisał(a):zauważyłam tez ze najgorzej jest przed 'kobiecymi dniami' kiedy hormony buzują i zwykle kobieta wtedy nie wie o co jej chodzi tak z zasady :P

O tak, i w trakcie też. Zwykłe poirytowanie natrętnymi myślami i lekka niepewność zmieniają się w histerię :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2237
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez jakub358 20 maja 2016, 02:01
Też myślałem, że mam powołanie - do zakonu. Ale to były tylko urojenia. Najlepiej porozmawiać o tym z jakimś mądrym księdzem, on rozezna.
Wenlafaksyna [225mg] + Abilify [7,5mg] + Trittico [150mg] +
Chloroprotiksen [doraźnie] + czasami Lorafen, lub Haloperidon
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
12 sty 2016, 16:22

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez refren 22 maja 2016, 12:14
Adziulka napisał(a):Boje sie ze dopoki nie zdecyduje sie na wstąpienie do zakonu to te myśli nie znikną. Mimo, ze rozmawiałam z bliskim mi księdzem który twierdzi, ze to nie jest powołanie tylko moje wkrętki ja sie cholernie boje. Włącza mi sie myślenie ze pewnie tak tylko mowi, żeby przekonać mnie do Boga a on wtedy sprawi, ze mi sie 'zachce'. On powiedział, ze póki co nie ma podstaw żeby myślec ze to powołanie i ja oczywiście czego sie czepiam? Tego 'póki co' i myśle ze co jak kiedyś mi to powołanie jednak przyjdzie, ze ja je odkryje i jednak sie okaże ze mam powołanie.


To jest najgorsze zakręcenie i znam to. Też się bałam, że dopóki nie zrobię tego, czego chce moje natręctwo, to myśli nie znikną, ale tak nie było, zniknęły jak zrozumiałam do głębi, że są absurdalne, dotarłam do "jądra ciemności" (rozłożyłam je na czynniki pierwsze)- ale najpierw dystans dały mi leki. I życie potoczyło się dalej.
Kiedy się jest w lęku, różne rzeczy można interpretować tak, żeby ten lęk w sobie potwierdzać. Mogłabym dać wiele przykładów, jak to było u mnie. Z tym co piszesz, skojarzyło mi się to: trafiłam w Ewangelii na taki fragment:

Jan 16 napisał(a):Teraz zaś idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: "Dokąd idziesz?" 6 Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. 7 Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was1. 8 2 On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. 9 O grzechu - bo nie wierzą we Mnie; 10 o sprawiedliwości zaś - bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; 11 wreszcie o sądzie - bo władca tego świata został osądzony. 12 Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. 13 Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. 14 On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. 15 Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi.


No i wyciągnęłam sobie z tego zdanie "Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie" i zinterpretowałam sobie, że teraz "te myśli" budzą we mnie lęk, bo nie jestem gotowa, ale z czasem okaże się, że są słuszne i nie będę już mogła temu zaprzeczyć/różne doświadczenia tak mnie zmienią, że się z nimi zgodzę.
Taki bulshit.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Powołanie...?

przez Adziulka 22 maja 2016, 15:18
Powiem szczerze ze ja tez wszystko interpretuje pod moja myśl o zakonie. Dosłownie wszystko. Jeśli ktos powie cos głupiego, zboczonego co dla mnie nie jest śmieszne to ja to odbieram jako znak ze ja jestem taka porządna i mnie takie rzeczy nie śmiesza to powinnam isc do zakonu. Absurdalne. Ale dzięki wam wszystkim bo bardzo mi pomaga to co piszecie ;) mam rożne głupie akcje, np jak siedzę ze złożonymi rekami bo po prostu mi tak wygodnie to myśle ze mam ręce złożone do modlitwy i to jest znak. Ale tego ze dostałam propozycje pracy w dwóch miejscach i obie propozycje sie uzupełniają i spełniają moje marzenia nie widzę i wydaje mi sie to bez sensu i nie mam ochoty nawet tam isc bo myśl o zakonie mnie zniechęca. Dramat co psychika robi z ludźmi.... Ale staram sie nie poddawać i walczę z tymi myślami i jest dużo lepiej :)
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
17 maja 2016, 13:30

Powołanie...?

przez Adziulka 27 maja 2016, 08:05
Znowu mnie łapie dół. Było dobrze przez kilka dni i znowu jest masakra.... Wstaje rano i stres na dzień dobry. Bo przecież Pan Bóg mnie lepiej zna i powinnam mu zaufać i isc do zakonu mimo moich pragnień. To ze chce męża nie znaczy ze to bedzie dla mnie najlepsza droga bo Pan Bóg wie lepiej i chce mnie jako zakonnice. Mam takie myślenie... Zwariuje od tego. Oczywiście ze stresu juz zdążyłam zwymiotować (przepraszam za bezpośredniość). Jeszcze na dodatek jestem w trakcie kobiecych dni wiec może to dlatego mam taki zjazd formy, ale boje sie, chce mi sie płakać, krzyczeć na Boga ze jest taki bez serca, jak on może pozwalać na cos takiego. Juz mi przychodzą takie myśli ze go nienawidzę. To wszystko jest takie okropne.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
17 maja 2016, 13:30

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez warrior11 27 maja 2016, 08:27
Adziulka,
Takie zamęty i niepokoje nie pochodzą od Boga,to są pokusy,nie wchodź w te myśli.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1004
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez refren 27 maja 2016, 15:24
warrior11, :great:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Powołanie...?

przez Adziulka 27 maja 2016, 17:15
Edward a Ty kiedy masz ślub? Ciekawa jestem czy po ślubie Ci przejdzie. W koncu wtedy juz nie bedzie takiej opcji. Dzięki za pomoc i serio cholernie dużo mi to daje :) najgorsze jest to ze ja sie boje ze bede nieszczęśliwa w życiu jeśli nie wybiorę drogi Boga, ze albo pójdę tam gdzie on chce albo bede przeklęta i bedzie nade mna jakieś fatum nieszczęścia czy cos.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
17 maja 2016, 13:30

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez refren 28 maja 2016, 01:51
Adziulka napisał(a):najgorsze jest to ze ja sie boje ze bede nieszczęśliwa w życiu jeśli nie wybiorę drogi Boga, ze albo pójdę tam gdzie on chce albo bede przeklęta i bedzie nade mna jakieś fatum nieszczęścia czy cos.


Nie masz pewności, że Bóg tego od Ciebie oczekuje, raczej masz całą masę przesłanek, by sądzić że tak nie jest. Wybór tej drogi w Twoim przypadku byłby zupełnie nieracjonalny i można się spodziewać, że nie doprowadziłby do niczego dobrego. Bóg nie oczekuje tego, aby sobie szkodzić i żeby działać w sposób niedojrzały i absurdalny. To poczucie fatum to
ślepa uliczka, z której trzeba wyjść.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Powołanie...?

przez Adziulka 28 maja 2016, 16:51
Najgorsze jest to ze jak ta myśl sie pojawia i ja nie wpadam w panikę itd to sobie myśle ze może jednak to jest to i mam powołanie bo w sumie ta myśl mnie juz nie przeraża... I wtedy mnie zaczyna przerażać. Troche to nielogiczne... Zastanawiam sie tylko nad tym ze przecież nie tylko ja mam takie myśli i to nie możliwe ze wszyscy tutaj mamy powołanie. A wtedy pojawia sie myśl ze może to ja ze wszystkich tutaj mam jednak powołanie . Albo jak cos przeczytam na stronach o powołaniu bo oczywiście noe moge sie powstrzymać od przegladania ich to zaraz zauważam 'oznaki' powołania u siebie.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
17 maja 2016, 13:30

Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez Michellea 28 maja 2016, 22:28
Nie masz powołania do zakonu. Jak ktoś je ma, to nie postrzega go jako ciężaru.

Adziulka napisał(a):Najgorsze jest to ze jak ta myśl sie pojawia i ja nie wpadam w panikę itd to sobie myśle ze może jednak to jest to i mam powołanie bo w sumie ta myśl mnie juz nie przeraża... I wtedy mnie zaczyna przerażać.

Ja też tak mam. Ze wszystkim. Tylko, że mnie już nawet nie zaczyna potem przerażać. Po prostu mój organizm ma dość bania się. Przez to jakby uwierzyłam natrętnym myślom, nie wykonuję kompulsji, ale nadal pamiętam o tych myślach i czuję się jak g*wno.

Boje sie ze dopoki nie zdecyduje sie na wstąpienie do zakonu to te myśli nie znikną.

To też jest mi znane. Tylko z natrętnych myśli dotyczących zabicia kogoś :/

mam rożne głupie akcje, np jak siedzę ze złożonymi rekami bo po prostu mi tak wygodnie to myśle ze mam ręce złożone do modlitwy i to jest znak.

Mam coś podobnego. Tylko wtedy wydaje mi się, że naśmiewam się z wiary...

Jeśli ktos powie cos głupiego, zboczonego co dla mnie nie jest śmieszne to ja to odbieram jako znak ze ja jestem taka porządna i mnie takie rzeczy nie śmiesza to powinnam isc do zakonu.

A ja mam, że jestem nienormalna, bo innych śmieszy, a mnie nie. Jak widzisz NN jest w stanie wymyśleć wszystko...

Jeszcze na dodatek jestem w trakcie kobiecych dni wiec może to dlatego mam taki zjazd formy, ale boje sie, chce mi sie płakać, krzyczeć na Boga ze jest taki bez serca, jak on może pozwalać na cos takiego. Juz mi przychodzą takie myśli ze go nienawidzę. To wszystko jest takie okropne.

W trakcie okresu jest koniec świata. Myśl, która by Cię normalnie nie ruszyła, wtedy urasta do rangi katastrofy. Zresztą przed bywa podobnie, tylko zamiast rozpaczy jest złość. Takie jest przynajmniej moje doświadczenie. Ale inne kobiety też mają wtedy gorzej, nawet kiedyś był taki wątek na reddicie o OCD.
A jeśli chodzi o te myśli, że Bóg jest bez serca, to nie przejmuj się nimi, bo jeszcze bardziej Cię to nakręci. Wiem z doświadczenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2237
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do