Powołanie...?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Powołanie...?

przez lilia 27 gru 2009, 00:53
JA mam to samo tzn. dręczą mnie mysli i czuje w sercu taki lęk, strach, żal? że powinnam isć do zakonu, choć wiem, że to nie jest moje pragnienie/ chociaż ostatnio zaczynam sie zastanawiać: A może ja tego chcę tylko boje się tego? wiem, że to głupie;/

Mój problem pojawił sie w maju tego roku przed lub w trakcie sesji, czułam się okropnie, naprawdę to nie dotyczyło tylko natrętnych myśli, które nie dawały mi spac ale jeszcze taki ból fizyczny a może duchowy?Było mi z tym źle tym bardziej , że wcześniej byłam i jestem osobą pobożną.Czekałam, aż skończy sie rok i będę mogła troche odpocząć.

I rzeczywiście wyjechałam dalekoo stad i jak ręką odjął- czułam sie bardzo dobrze, nie miałm czasu w ogóle o tym myśleć. Ale kiedy miałam wrócic na uczelnie, znów powaliły mnie te myśli- i to jeszcze gorzej niż wtedy naprawdę, dostawałam takich napadów płaczu- dno rozpaczy;(Po prostu czułam, że muszę iść do zakonu, ale tego nie chcę, jednak wiedziałam, że z Bogiem nie wygram i muszę to zrobic, bo inaczej do końca życia będę miała te mysli i będę nieszczęśliwa, w ogóle pożegnałam już się z myślą, że będę miała jakiegoś chłopaka, bo przecież Bóg tego nie chce;/

Te myśli chwilowo odchodzą gdy jestem czymś zajęta i po prostu zapomnę o tym, ale to nie zdarza się często. Trudno jest mi się uczyć i w ogóle na czymś skupić. Zaraz na początku jak pojawiły się te mysli to napisałam do pewnej siostry i ona mi odpisała, że wszyscy na początku się boją, że jak nie wypełnie swojego powołania to zawsze będę czuła się źle, że możliwe że w przyszłości będę miała depresję;/ i wysłała mi zdjęcie dziewczyn, które wstępują do nowicjatu z pytaniem: Czy one wyglądaja na nieszczęsliwe? Miałam z nią umówione spotkanie, ale oczywiście nie poszłam, BO JA TEGO NIE CHCE. Ale teraz już sobie myslę, że chyba nie ma dla mnie ratunku, ostatnio nawet pojawiły się mysli s. Nikomu /poza siostra/ o moim problemie nie powiedziałam i nie mam zamiaru mówić, nawet psychologowi po pierwsze nie stać mnie, po drugie.. wstydzę się.

Bardzo mnie dręczy fakt, ze w okresie tych wzmożonych mysli: wypominam Bogu, że w ogóle mnie nie kocha itd. a jak widzę, a jak na złośc widuję często, zakonnice na ulicy to po prostu mam do nich taką złośc, że nie mogę się na nie patrzeć. To wszystko tak mnie dręczy, że nie daję sobię rady i myślę, że po tym co wyprawiam to już na pewno pójdę do piekła, więc generalnie nie ma dla mnie wyjścia.

Do tych co wytrwali i przeczytali moje wypociny mam pytania:
1. Czy mam nerwicę natręctw czy to powołanie? Raczej książa tu nie zagladają, ale wy macie pojęcie o NN
2. Czy są jakieś "domowe sposoby", by to pokonać?chociaż wiem, że ludzie biorą na to nawet leki, więc moje pytanie jest głupie
3. Czy rozmawialiście na ten temat z księdzem i co on o tym powiedział
4. Ponoć do zakonu nie przyjmują z NN, ale jak oni to w ogóle weryfikują kto to ma?
Będę wdzięczna za każdy post.
Pozdrawiam was gorąco. Trzymajcie się !
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 gru 2009, 23:16

Re: Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez serek87 03 sty 2010, 11:57
kolejna ofiara prania mózgu...ehhh...wyjasnie ci to tak jak by ci szaman tłumaczył:to co czujesz to prawda.wszystkie twoje uczucia są realne i przez twoja swiadomosc namacalne.jednak sa falszywe i musisz nauczyc sie rozpoznawac te prawdziwe te ktore tworza sie w tobie od tych ktore zsyla ci szatan(czytaj to jak chcesz indianie nazywja to zlymi duchami a nerwice,schizofremie lecza od tysiecy lat)musisz nauczyc sie odrozniania tego co podszeptuje ci to zle od tegto co czujesz sam.
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Powołanie...?

przez lilia 03 sty 2010, 23:26
Tylko daj mi niezawodną receptę na to jak, się odróżnia te fałszywe uczucia od tych prawdziwych, i jak walczyć z tymi fałszywymi , gdy to właśnie one przysłaniają ci wszystko i po pewnym czasie wydają się twoimi myślami...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 gru 2009, 23:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez serek87 04 sty 2010, 01:26
znam to...oj znam.wiesz nie mam recepty.podejrzewam ze recepte ma sam szaman....ja jak mam ataki i nagle widze tych wszystkich ludzi,wiesz jak beda sie smiali...mysle o koniach jak biegna do mnie z pomoca.czuje sie wtedy lepiej.ja nazywam to wedrowka dusz.ty nazwij wyobrazeniem.efek jest?no jest.i ty znajdz swoje dusze.
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Powołanie...?

przez Alila 03 lut 2010, 15:39
Dzięki, uspokoiliście mnie trochę.
Czytając wasze wypowiedzi miałam wrazenie jakby ktoś pisał moje mysli ;)
Od pewnego czasu też mam natrętne, dręczące myśli na tym tle. Byłam tak przerażona myślą, ze tez mogę być powołana, że bałam sie nawet modlić. Czułam sie jakbym zawodziła Boga.
To jeszcze nie mineło i krąży gdzieś nade mną, ale mam nadzieję, że niedługo o tym zapomne.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 lut 2010, 15:30

Re: Powołanie...?

przez miki74 03 lut 2010, 19:02
Spoko, spoko. Nic się nie bój. To tylko lęki.

Ze strachu przed powołaniem nie idzie się do seminarium/zakonu. :) Ty wyraźnie tego nie chcesz i boisz się tego. Powołanie jednak tak chyba nie wygląda. Idzie się tam z ochotą i z własnej nieprzymuszonej woli.
miki74
Offline

Re: Powołanie...?

przez refren 07 lut 2010, 00:56
Też miałam takie natręctwo, ale potem mi przeszło i mam do tego dystans. Powołanie nie pojawia się jako natręctwo,jestem tego już pewna. Miałam też różne inne i też bałam się, że to są moje "podświadome" chęci. Takie myślenie, to pułapka. Z pewnością za natręctwem czają się nieuświadomione konflikty, ale nie jest to takie proste. Natręctwo to nie konflikt między świadomym, a "nieświadomym" pragnieniem wyrażanym przez to natręctwo. To bardziej złożone. Bo treść natręctw wcale nie jest nieświadoma: wiemy, jaka myśl nas dręczy i możemy się z nią skonfrontować.Więc nieświadome jest co innego. Jeśli myśląc w sposób nieprzymusowy czegoś nie chcemy, to trzeba się tego trzymać.Bo gdybyśmy chcieli tego, czego domaga się natręctwo to nie byłoby ono przykre i natrętne.I bylibyśmy zdrowi. :-)
refren
Offline

Re: Powołanie...?

przez gwenie 07 lut 2010, 11:52
Refren:) Racjonalizm to to, co nas ratuje:)
Świetnie to wszystko ujęłąś:)
"- Ten śnieg i to i owo na mojej łączce, nie mówiąc już o soplach lodu, wszystko to nie sprawia, aby o trzeciej nad ranem było tam tak Ciepło, jak to się niektórym zdaje. Słowem, niech-to-zostanie-miedzy-nami-i-ni e-mów-o-tym-nikomu: tam jest Zimno.'
A.A.Milne
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
15 gru 2009, 14:53

Re: Powołanie...?

przez MoNiKa199 12 lut 2010, 23:32
Z tymi "powołaniami" miałam podobnie.

Jest na to jedna rada: Wytłumaczyć sobie, że i tak to, co nas czeka, jest nieuniknione i nie wszystko zalezy od nas. Trzeba się skupić na teraźniejszości
Jeżeli człowiek jest naprawdę do czegos powołany, przyjmuje to ze spokojem i zgodnie z wolą swojego serca, a nie staje się to przyczyną jego lęków
MoNiKa199
Offline

Re: Powołanie...?

przez kris1966 13 lut 2010, 00:26
po tym co wyprawiam to już na pewno pójdę do piekła, więc generalnie nie ma dla mnie wyjścia.

Dziewczyno,z takim "powołaniem" to daj sobie spokój.To nie żaden Bóg Cię wzywa,tylko Twój rodzic-w Tobie.
To wszystko,czym rodzice(rodzic) Cię nafaszerowali na temat Boga-to Cię zatruwa i przymusza.
Na twoim miejscu resztę życia poświęciłbym na wyprostowanie obrazu Boga w Twojej głowie.
Od zakonów trzymaj się z daleka-nieszczęście murowane.
Nie wyrzucaj Bogu,że Cię nie kocha,ale się zastanów,czy ty Go kochasz(ja takiego "Boga"-bym nie umiał).
Hej,przybyszu,uważaj!,to forum jest tendencyjne,jeżeli masz inne poglądy niż moderatorzy,to lepiej zjeżdżaj stąd!!!
Offline
Posty
195
Dołączył(a)
07 gru 2009, 19:24

Re: Powołanie...?

Avatar użytkownika
przez Majster 13 lut 2010, 08:24
lilia napisał(a):Nikomu /poza siostra/ o moim problemie nie powiedziałam i nie mam zamiaru mówić, nawet psychologowi po pierwsze nie stać mnie, po drugie.. wstydzę się.
...
2. Czy są jakieś "domowe sposoby", by to pokonać?chociaż wiem, że ludzie biorą na to nawet leki, więc moje pytanie jest głupie
Wash & Go: Wydrukowac post i pokazac go psychologowi ;) Serio.
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Powołanie...?

przez Alila 16 lut 2010, 14:30
Nie wiem czy jeszcze tu zagladacie, ale jestem ciekawa czy pozbyliście sie już swoich "myśli", czy nadal je macie, czy z czasem ucichly lub przeciwnie nasiliły? Czy nabraliście już pewności, ze zakon/kapłaństwo to nie wasze powołanie, czy odwrotnie? :?:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 lut 2010, 15:30

Re: Powołanie...?

przez miki74 16 lut 2010, 14:41
Alila napisał(a):Nie wiem czy jeszcze tu zagladacie, ale jestem ciekawa czy pozbyliście sie już swoich "myśli", czy nadal je macie, czy z czasem ucichly lub przeciwnie nasiliły? Czy nabraliście już pewności, ze zakon/kapłaństwo to nie wasze powołanie, czy odwrotnie? :?:
Odwrotnie. Ja przed przeczytaniem tego wątku nie myślałem o zostaniu księdzem. A po przeczytaniu boję się, że zostanę siostrą zakonną. :mrgreen:

Ale jestem ciekawy, czy Tobie już przeszło...
miki74
Offline

Re: Powołanie...?

przez lala1988 23 lut 2010, 14:16
czesc. mam mysli o zakonie juz 8 miesiecy. sama sie w tym gubie. a mam chlopaka ponad 2 lata, na ktorym mi zalezy. byly rozne problemy w naszym zwiazku ale nie chcialam sie z nim rozstawac. dodam ze mam rodzine bardzo religijna, wiele razy bylam na rekolekcjach, oaza, a nawet rekolekcje u zakonnic, ale nie bylam na nich dlatego ze chcialam isc do zakonju tylko tak o na jakies rekolekcje z kolezankami. w zasadzie to chyba zakon zawsze budzil we mnie jakis strach i mnie troche odpychal. w gimnazjum zaczelam miec problemy ze skrupulantyzmem, kazdy grzeszek byl koncem swiata, strach przed pieklem. pierwsza mysl o zakonie przyszla gdy pomyslalam ze bym chciala pomagac ludziom i mysl nagle: to do zakonu. strach mnie przeszedl plakalam potem ucichlo ale nie zniknelo. okazywanie uczuc i milosci chlopakowi budzilo poczucie winy, ze nie jestem pewna ze nie moge go oszukiwac itd. potem zakon wrocil gdy pomyslalam ze mam potrzebe modlitwy zeby ciagle sie modlic, dlugo, na co nie ma czasu w malzenstwie (nie wiem czy to jest pragnienie spotkania z Bogiem czy moze raczej chec doskonalosci zwiazana ze skrupulantyzmem), doszly do tego wady mojego chlopaka ktorych sie przestraszylam ,doszlo to ze codzinne zycie rodzinne u mnie w domu to siedzenie przed tv i kompem, co uznalam za male swiete. i tak zakon trzyma mnie juz pare miesiecy. na poczatku ryczalam. stracilam chec zycia, balam sie modlic i chodzic do kosciola ze okaze sie ze mam powolanie do zakonu.teraz juz powoli sie godze na wszystko i staram sie byc cierpliwa.czy powolanie zakonne jest moja droga skoro tam widze swietosc czy to dewocja>? moze takie zycie w swiecie jest nie dla mnie, moze rzeczywiscie zamknac sie w klasztorze i sie modlic? czy mysl ze w malzenstwie nie bede miala czas na modlitwe i formacje duchowa osobista to dobry pomysl?

dziekuje tym ktorzy przebrneli przez moj dlugi post. prosze o rade
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 lut 2010, 13:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do