Natręctwa Religijne

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa Religijne

przez Babooshka 31 mar 2009, 15:10
Zostać ateistką? - zwariowałaś dziewczyno chyba :) To głupi pomysł (delikatnie mówiąc) poza tym niczego nie rozwiązuje. Ciesz się że masz dar wiary! Wiem że natręctwa religijne są trudne ale musisz zrozumieć że to tylko natręctwa. Nie wiem skąd jesteś ale w większych miastach np. w Warszawie są Chrześcijańskie ośrodki pomocy psychologicznej i moze tam znajdziesz pomoc. Poza tym nie sądzę żeby ksiądz Cie wyśmiał z powodu tych problemów. Poszukaj jakiegoś duszpasterstwa akademickiego - tam często są księża z dużym doświadczeniem spowiednika.
Jeżeli twoje problemy to forma natręctw to najlepiej rozwiązać je na terapii bo sama nie jesteś chyba w stanie właściwie ich osądzić. Nie warto się z tym męczyć i wierz mi że takie zachowania nie są obce księżom, psychologom itd. trzeba tylko trafić na osobę z którą będzie Ci się dobrze współpracowało - nie za każdym razem wychodzi. Staraj się nie poddawać i nie tkwić w uporze "nikt mi nie pomoże, nie mogę przestać" - to bez sensu!

Życzę Ci dużo odwagi i siły.

Z Bogiem!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
121
Dołączył(a)
25 lut 2009, 16:21

Re: Natręctwa Religijne

przez nerwusss 31 mar 2009, 19:03
zwariowałam? bardzo możliwe :) aczkolwiek taki wniosek nie ja wysnułem, ale wyczytałam na stronce do której podałam link wyżej
myślę że całkowite wyrzeczenie się dogmatów religijnych może być pomocne gdyż chora osoba przestanie tak się tym zamartwiać a będzie patrzyła realnie na świat...

co do znalezienia odpowiedniej osoby to bardzo trudno mi jest się przemóc przed kimś :/ zanim bym znalazła odpowiednią osobę ilu psychologom bym musiała opowiadac o moich problemach :/ nie mam na to czasu ani pieniędzy w tej chwili
dziękuje, że zainteresowałaś się moim postem :)
pozdrawiam
Pozdrawiam i zapraszam --> nerwusek.blog.pl :)
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 maja 2008, 18:21

Re: Natręctwa Religijne

przez wciacia 17 maja 2009, 00:03
nie jestem katoliczką i przeraża mnie to, jak na was wpływa wasza wiara w Boga. Boga,który jest MIŁOŚCIĄ i jest większy niż nasze serca.
nie cierpię na nerwicę ale na depresję i leczę się od 2 lat.
traktuję to jako chorobę i nie uważam,że ma to coś wspólnego z Bogiem. wprost przeciwnie... oczekuję od niego pomocy w przetrwaniu trudnych chwil i otrzymuję od niego niezbędne siły.
skoro wiara w Boga ma na was tak straszny wpływ... to przepraszam...ale zastanówcie się dobrze czy jesteście po właściwej stronie...
zbadajcie przede wszystkim i zastanówcie się jaki jest Bóg... jakie ma cechy...jaki ma sposób myślenia i postępowania... poczytajcie Biblię nie po to ,żeby szukać tego w czym nie domagacie ale po to,żeby dobrze poznać osobowość cudownego kochanego tatusia Boga,który troszczy się o nas, kocha nas,interesuje się nami i chce dla nas jak najlepiej i nie oczekuje od nas tych wszystkich obrządków wymyślonych przez ludzi...
pomyślcie o tym....
pozdrawiam...
wciacia
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa Religijne

przez zadowolona 19 maja 2009, 02:05
Ja mam tak, że pomaga mi wiara w Boga. Nie lubię i nie mogę modlić się niektórymi modlitwami katolickimi, ani rozważać męki Chrystusa bo się boję za dużo skupiać na cierpieniu, wydaje mi sie że je wtedy wymodle i w ogóle drastyczne sceny mnie stresują i pogłębiają problem . Często taka osobista modlitwa jest dla mnie czymś miłym , ale miałam tak że wymyślały mi się różne głupoty zboczone albo zupełnie durne ktoś święty się wydurnia, pajacuje i nie wiem skąd takie szalone niekontrolowane bzdury. Czytałam teksty na temat wiary i kiedy cos bylo o cierpieniu na przyklad swietych to juz sie buntowalam i balam , odrzucalam Boga bo jezeli ma komus krzywde robic to ja go nie lubie . Wiem ze Bóg jest dobry , raczej nam pomaga jak mu pozwalamy , jestesmy bezradni a on zawsze moze wszystko dla nas zrobic . Robi to co dla nas dobre . Jezus uzdrawial i wybaczal nikt kto go poprosil nie byl porzucony , Bóg zawsze byl dobry i uczciwy , wiec nie ma co sie bac . Ludzie sobie wymyslają rozne rzczy zamiast skupic sie na Bogu znaja Jego wyobrazenia .
Okropne sa leki przedtym drugim ''zlym'' boje sie uzywac tego imienia . Kiedys moje mysli wzywaly a ja nie chcialam a ciagle mi sie powtarzaly straszne jakies w glowie slowa i chore modlitwy . Wtedy wolalam do Boga i na pewno ze mna byl , lepiej znosilam te mysli tylko dwie rzeczy przeciwne naraz w efekcie slyszalam i mialam w glowie .
przepraszam za pisownie nie moge teraz uzywac polskich znakow , cos oczywiscie to natrectwo .
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
14 mar 2009, 03:13

Chodzenie do kościoła i modlitwa???

Avatar użytkownika
przez ketjow 11 paź 2009, 13:35
Maice czasami wrażenie że każe was Pan Bóg za swoje zachowanie i wogóle za grzechy i przez to mamy nerwice za kare zaczynacie sie wtedy modlić przepraszać i chodzic do kościoła
Rzeczywistość daje więcej wrażeń niż fikcja
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
11 lis 2008, 02:11
Lokalizacja
Poznań

Re: Natręctwa Religijne

Avatar użytkownika
przez Lena88 11 paź 2009, 22:35
Gdzieś do 15 r.ż. byłam bardzo wierząca, chciałam zostać zakonnicą, biegałam codziennie na mszę św. W pewnym momencie jednak odeszłam od Kościoła, bo męczyło mnie, że nie mogę być tak idealna jak powinnam, że nie spełniam i w zasadzie nie chcę spełniać wszystkich przykazań, zakazów i nakazów. Uważałam, że prawdziwy katolik powinien być nieskazitelnie czysty, a skoro ja tak nie potrafię to muszę odejść. W tym czasie poważnie zachorowała moja młodsza siostra i bardzo winiłam tamtego Boga o to, że pozwolił, aby stała się niepełnosprawna. Jednak od pewnego czasu kwestia religijna jest dla mnie nie do zniesienia. Już nie chodzę do kościoła, właściwie nie mam z nim wiele wspólnego, ale przecież otaczają mnie sami katolicy. I tu pojawia się problem, bo gdy ktoś tylko wspomni o Bogu - ja wpadam we wściekłość, bluźnię, obrażam wszystkich i nie potrafię nad sobą panować. Już nawet doszło do konfliktu z moim chłopakiem (ślub czy ochrzczenie dzieci). Sama nie rozumiem skąd się we mnie bierze taka nienawiść. Po takich wybuchach mam potem poczucie winy, ale przy następnej okazji schemat się powtarza. Już nie wiem, co z tym robić...
Just listen to the music of the traffic in the city
Linger on the sidewalk where the neon signs are pretty
How can you lose?

http://www.youtube.com/watch?v=JyW1smKgJF8
Avatar użytkownika
Offline
Posty
300
Dołączył(a)
16 cze 2009, 18:37

Re: Natręctwa Religijne

przez pac79 17 paź 2009, 20:40
Co jest najgorsze w "naszej" (już nie mojej) wierze to to, że cały czas jesteśmy ściągani w dół.. tu jesteś prochem, tu jesteś brudny, tu grzeszysz, tam grzeszysz.. myślą, mową i uczynkiem.. bla bla bla.. najtrudniejszą rzeczą jest wyzwolić się z okowów naszego umysłu w które nam spycha religia.. gdy zaczynasz trzeźwo i obiektywnie na wszystko patrzeć, życie jest o wiele piękniejsze.. cały ciężar mentalny z Ciebie schodzi..
Staring at the world
-------------------
psycholog
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 paź 2009, 20:21

Re: Natręctwa Religijne

przez Hrabia 21 paź 2009, 01:12
Bóg jest Człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Cierpi i czuje Wasz ból w wiekszym stopniu niż Wy sami w Was. Jeżeli zaczynacie się bać Boga to popotrzcie na kenoze Trójcy w bobasie który rodzi się w stajni(grota skalna). Żyje jako zwykły człowiek w Nazarecie pracując jako cieśla. Potem daje się przybić do Krzyża przez ludzi. Żydzi zabili Boga własnymi rękami i nikogo piorun nie trafił(piorunem miota Zeus a nie JAHWH) . Bóg jest zawsze po waszej stronie. Bóg nie jest formalistą, policjantem ani pedantem. Ma też duże poczucie humoru. Na stronie www.wdrodze.pl polecam książkę Skrupulantom na ratunek. Co do piekła to napewno do niego nie traficie bo ono jest dla chętnych.

Prawo, uczynki nie dają zbawienia bo inaczej Jezus umarł na darmo. Zbawienie jest łaską wysłużoną nam przez Jezusa. Każdy dobry uczynek jest dziełem łaski a nie nas. Z wdzięczności za łaskę zbawienia rodzą się dobre czyny które są dziełem łaski. Zbawienie odbywa się przez wiare w Jezusa jako swego zbawiciela i Pana/mistrza.
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
28 sty 2009, 02:48

Re: Natręctwa Religijne

Avatar użytkownika
przez tet 21 paź 2009, 01:18
jeżu malusieńki, a cóż to :roll:
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Natręctwa Religijne

przez China 16 lis 2009, 12:28
Nerwusss mysle, ze mamy podobny problem. Ale zaczne od poczatku. Moja nerwica zaczela sie jakies 2 miesiace temu po obejrzeniu jakiegos okropnego filmu, w ktorym znecali sie nad dziecmi. Nie wiem dlaczego ale zaczelam sobie wtedy wkrecac, ze jestem zla, ze tez bym mogla skrzywdzic dziecko chociaz zawsze uwielbialam dzieci brzydzilam sie przemoca nigdy zadnemu nie moglabym zrobic nic zlego. W mojej glowie zaczely powstawac okropne obrazy jak sie nad tymi dziecmi znecam i to bylo tak straszne, ze chcialam umrzec wierzcie mi. Od tamtej pory nie moglam patrzec na dzieci wywolywaly we mnie paniczny lek wiedzialam, ze nic im nie zrobie balam sie po prostu ze znowu przyjda te mysli. Pozniej torche sie uspokoilo chociaz lek pozostal i pewnego dnia przyszla mi do glowy mysl, ze moze to znak od Boga, jakas kara za to, ze uprawialam seks przed slubem i ze jesli dalej bede to robic i np zajde w ciaze przed slubem to dziecko bedzie jakos "przeklete" w tym sensie, ze bedzie mi sie zawsze kojarzylo z tymi okropnymi myslami. I ze moze Bog w ten sposob chce mi pokazac, ze nie nadaje sie do macierzynstwa, ze mam jakies powolanie zakonnne. Wogole tego nie chce i nigdy nie chcialam mimo, ze uwazalam sie za osobe wiarzaca, katoliczke to jak zaczelam analizowac moje zycie duchowe to doszlam do wniosku ze moja wiara to byla jedna wielka obłuda. Niby chodzilam do Kosciola modlilam sie czasem ale w zasadzie nie przestrzegalam wiekszosci przykazan i nigdy nie mialam z tym jakiegos wiekszego problemu. I od tamtej pory zaczelam kwestionowac pod tym wzgledem cale moje zycie, ktore zawsze bylo wg mnie normalnym zyciem mlodej osoby czyli imprezy, picie i wiele innych ktore robi kazdy. Nikogo raczej nie krzywdzilam nie kradlam staralam sie byc w miare dobrym czlowiekiem a teraz na kazdym kroku widze grzech wszystko wydaje mi sie zle i boje sie zrobic cokolwiek bo to bedzie grzech i skoro zdaje sobie z tego sprawe to nie moge tego zrobic. Jest mi strasznie ciezko bo z jednej strony chce byc znowu ta osoba ktora bylam wczesniej normalna dziewczyna, cieszaca sie zyciem ale z 2 czuje ze to juz nie mozliwe, ze moze przez ta nerwice Bog jakos do mnie przemawia zebym sie "nawrocila" starala sie zyc zgodnie z jego wymogami a ja tak na prawde nie umiem to wszystko jest wbrew mojej dotychczasowej naturze i nie wyobrazam sobie nagle wszystkiego zmienic nie chce tego. Z drugiej strony jednak czuje, ze jesli tego nie zrobie to skaze sie dobrowolnie na potepienie na kare i jest mi ztym bardzo zle :( w tym tygodniu zaczynam terapie i wierze, ze moze cos to da. Napiszcie co sadzicie wiem, ze ten post jest nieco chaotyczny z gory przepraszam ale pisalam pod wplywem emocji. Pozdrawiam wszystkich forumowiczow ;)
China
Offline

Re: Natręctwa Religijne

przez GrzegorzG 17 lis 2009, 02:02
Pisałem Ci już trochę w innym temacie:) Moje natręctwa religijne doprowadziły mnie do tego, że Bóg traci dla mnie znaczenie. Nie jest to świadomy rewolucyjny bunt, lecz stopniowe oddalanie się. Przestawał mnie stopniowo obchodzić Bóg, który jest głuchy na moje cierpienia i dopuszcza, by dziecko, jakim byłem, gdy zachorowałem, musiało przez to wszystko przechodzić i rozwijać się w sposób spaczony. W przeciwieństwie do niektórych, tutaj się wypowiadających, nie chcę upokarzać siebie jeszcze bardziej, dodając sobie otuchy nadzieją, że miłosierny Pan mnie kocha i przebaczy mi straszne myśli, za które w ogóle nie jestem odpowiedzialny. Pozostała jednak gorycz po tym niepełnym odejściu.
Nie pogodzisz seksu przedmałżeńskiego z ortodoksyjnym katolicyzmem i nie licz na to, że psycholog jednoznacznie powie Ci, co masz z tym fantem zrobić. Z tego, co czytam w Twoim poście, seks musiał jeszcze niedawno stanowić dla Ciebie jakąś pozytywną wartość, a wiara służy głównie jako pożywka dla nerwicy i nie ma samoistnej wartości. Ostatnio czytałem wspomnienia Jacka Kuronia (,,Wiara i wina. Do i od komunizmu"). Opisuje w nich m.in. swoją rozmowę z hm. Aleksandrem Kamińskim na temat ,,czystości" w prawie harcerskim. Kuroń uważał, że od czystości ważniejsza jest szlachetność i podał następujący przykład: 16-latka zachodzi w ciążę ze swoim rówieśnikiem. Chłopak wynajmuje mieszkanie i znajduje pracę. Zamieszkują razem. Oboje nie są czyści, ale są szlachetni. Kamiński zgodził się z nim ostatecznie. I ja się z tym zgadzam.

Pozdrawiam
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
12 lis 2009, 21:50

Re: Natręctwa Religijne

przez China 17 lis 2009, 10:49
Prawda jest taka, ze w zasadzie ja tez sie z tym zgadzam. Masz racje seks nigdy nie byl dla mnie problemem, mimo ze niby wiedzialam ze to grzech bla bla bla to nie przeszkadzalo mi to wcale. Szczerze mowiac nigdy nie zastanawialam sie tez nad swoja wiara i religijnoscia. Moja rodzina nigdy nie byla za bardzo religijna nie bylo przymusu chodzenia do Kosciola w zasadzie chodzilam bo chcialam bo uwazalam ze skoro jestem katoliczka i chce isc do nieba to powinnam chodzic. w zasadzie nie przypominam sobie mszy, na ktorej bym nie umierala z nudow ale mimo to chodzilam modlilam sie wieczorem, glownie po to zeby o cos Boga prosic ewentualnie mu za cos tam podziekowac. na tle wiekszosci moich znajomych, ktorzy wogole nie wierza, czulam sie jakas taka wyjatkowo religijna ale dopiero jak zaczela sie ta nerwica i moje mysli o dzieciach zaczely sie w jakis sposob laczyc z myslami o Bogu to 1 raz w zyciu zaczelam sie zastanawiac nad ta cala wiara. Bardzo duzo czytalam zaczelam nawet czytac jakies fragmenty biblii, rozne opinie ksiezy itd i zrozumialam ze tak na prawde przez 20 lat zylam w klamstwie zreszta jak wiekszosc katolikow, ktorzy ciagle popelniaja te same grzechy,wybieraja sobie z przykazan te ktore im pasuja i ich tylko przestrzegaja, nie zaluja ich bezsensownie chodza na msze a i tak w zadnym stopniu nie zasluguja na zbawienie chociaz zyja w przekonaniu ze sa wspaniali i cudowni i na pewno pojda do nieba. Zrozumialam, ze nie jestem w stanie spelniac tych Koscielnych wymogow chocby nie wiem co i powaznie sie zastanawiam nad odejsciem od religii bo nie potrafie juz zyc w klamstwie i obludzie. Nie potrzebuje mszy ani spowiedzi ale z 2 strony mimo wszystko nie potrafie przestac wierzyc w Boga bo po prostu czuje ze on istnieje chce byc zbawiona chce byc jak najlepszym czlowiekiem, dobrze traktowac innych, pomagac im zyc w przeswiadczeniu ze moje zycie jest dobre ale chce tez z niego korzystac jak wczesniej bo poki co calymi dniami siedze w domu i nie mam ochoty na nic. Olewam uczelnie zmuszam sie czasem zeby pojsc nie wiem co zrobie jak przyjdzie sesja. A nie chce juz tak zyc! Wczoraj sobie powiedzialam dosyc koniec tego skoro chce byc dobrym czlowiekiem i mimo to nie zasluze na zbawienie i wyladuje w piekle razem z hitlerem i tego typu osobami to gdzie jest ta cala boska sprawiedliwosc? Poczulam duza ulge ale po jakims czasie znow przyszly watpliwosci, ze moze Bog teraz daje mi szanse zebym sie nawrocila zaczela zyc wg tej koscielnej nauki bo tylko dzieki temu zasluze na zbawienie a ja wiem ze na obecnym etapie zycia nie jestem w stanie tego zrobic bo moje zycie bedzie dla mnie koszmarem. I nie wiem juz czego Bog tak na prawde chce czy moge byc soba czy musze sie zmienic bo inaczej 2 szansy nie dostane... wiem ze to sie moze wydawac smieszne normalnie ludzie wogole sie nad tym nie zastanawiaja po prostu zyja ja tez taka bylam. moja mama mowi ze strasznie nawymyslalam ze to kompletne bzdury ale ona sie wogole nie przejmuje wiara. Uwazam ze jest wspanialym czlowiekiem i mimo to ze nie chodzi do Kosciola nie wyobrazam sobie zeby miala trafic do piekla ale z 2 strony Kosciol mowi co innego i jestem strasznie rozdarta. Bardzo mnie poruszyla Twoja historia i rozumiem, ze masz powody zeby nie wierzyc nie wiem co bym zrobila na Twoim miejscu. Widzisz moje zycie zawsze bylo na prawde fajne praktycznie zadnych problemow, od kiedy mam nn bardzo duzo czytam na ten temat i wiem ze czesto te "wymyslone problemy" czyli ze sie jest morderca, zboczencem itp. to przykrywka dla jakis ukrytych tlumionych emocji i u mnie wszystko sie zgadza mialam ciezkie pol roku nie bede sie teraz nad tym rozwodzic bo to dluga historia ale zdaje sobie sprawe ze pewnie to jest przyczyna. Dlatego jest mi teraz latwiej mysli o dzieciach juz praktycznie mi przeszly ale z tymi religijnymi natrectwami najgorzej sie uporac bo one dotycza takich spraw ze ciezko to po prostu tak zwyczajnie olac ja na prawde jestem wierzaca ale zmienic sie nagle o 180 stopni to cos co mnie przerasta...
China
Offline

Re: Natręctwa Religijne

przez GrzegorzG 17 lis 2009, 13:20
Miałem podobnie na pierwszym semestrze czwartego roku studiów. Siedziałem całymi dniami na stancji i wyłem. Przyczyna była inna, ale rezultat podobny - sam nie wiem, jak zaliczyłem ten semestr. Chyba dzięki temu, że wtedy właśnie zacząłem się leczyć. Ale dopiero od stycznia, a teraz jest połowa listopada, więc dobrze, że zaczynasz walczyć z problemem już teraz. Zresztą teraz jestem dawno po studiach i dalej nie wiem, co zrobić ze swoim popapranym życiem i znów siedzę w domu, ale to inna bajka...
Jeśli wybierzesz katolicyzm, taki purytański, jakim go teraz widzisz, będziesz czuła się z czasem kaleka, bo nie będziesz realizowała siebie, i stopniowo zaczniesz Boga nienawidzieć, za to, że pozwolił na to, byś w Jego imieniu i dla Niego stała się taka szara i marnowała szanse.
Jeśli wybierzesz dawny styl życia, nie będzie to to samo, co dawniej, gdyż nie będziesz się tym już nigdy cieszyła, a niedająca żyć wizja piekła i obawa, że jesteś na równi pochyłej do potępienia, nie da Ci nigdy spokoju. A więc Twoja nerwicowa alternatywa występuje między tym, czy zniszczyć siebie już na tym padole, czy dopiero w zaświatach. Jak z tego wybrnąć?
Rzecz w tym, że intelektualnie tego nie rozstrzygniesz, bo niemożliwe jest powstrzymanie i odwrócenie umysłem negatywnych uczuć i emocji. Dlatego prócz rozmów z psychiatrą czy z psychologiem, które dodadzą Ci otuchy siłą ich autorytetu (jeśli uda im się Ciebie sobie zaskarbić) i trafności spostrzerzeń, do których sama nie doszłaś z własnej perwspektywy, sądzę, że powinnaś zacząć brać jakieś tabletki na obniżenie napięcia lękowego. Nie są to żadne ogłupiające środki (takie stosuje się dziś tylko w tzw. wielkiej psychiatrii) i nieczęsto mają jakieś skutki uboczne (chociaż u mnie obniżały np. pociąg seksualny w ogóle, na co w sumie nie narzekałem), lecz zaczynają działać stopniowo gdzieś dopiero po paru tygodniach regularnego stosowania. Sprawią one, że cały ten konflikt ,,wiara-moje życie" stopniowo i wbrew wszystkiemu, co teraz myślisz, przestanie zadręczać non-stop Twojej świadomości. Ja brałem początkowo Seroxat i Paxtin (ta sama substancja aktywna); pewnie lekarz przepisze Ci coś innego, albo może nic. Myślę jednak, że nie ma sensu rezygnować z tego, w czym może nam pomóc współczesna farmakologia.
Ale tak naprawdę wizyty u lekarza i tabletki nie są cudownym środkiem, który wszystko rozwiąże. Nie uwolnią Cię one od prawdziwego życia, ani nie sprawią, że wszystko się samo ułoży, jeśli nie będziesz własnym swoim wysiłkiem walczyć. Ja tak właśnie kiedyś myślałem, ale się pomyliłem (zawsze zresztą myślałem życzeniowo). Dalsza aktywność (m.in. studiowanie) nie jest przeszkodą wobec potrzeby wyleczenia się i skupienia się na tym, ale jest tego wyleczenia koniecznym warunkiem.

Pozdrawiam
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
12 lis 2009, 21:50

Re: Natręctwa Religijne

przez China 17 lis 2009, 13:44
Jakies 2 tygodnie temu bylam u psychiatry pani przepisala mi lek o nazwie Zotral poki co jakis specjalnych efektow nie widze ale czas pokaze. Wiem ze terapia jest wazna i wierze w to, ze mi pomoze ale zdaje sobie sprawe ze wiele zalezy ode mnie i ze sama musze sobie wszytsko poukladac. Pewnie jeszcze nie raz zwatpie zabraknie mi sil ale dzis postanowilam olac to wszystko robic na przekor tym myslom moze to niezgodne z tym czego chce Bog i kosciol ale skoro inaczej nie potrafie to co moge poradzic na obecnym etapie zycia nie dam rady zmagac sie z choroba i jeszcze zyc wbrew sobie. W zasadzie zawsze zylam po swojemu problemu nie bylo bo nie rozkminialam tego po prostu zylam jak wiekszosc ludzi nie przejmowalam sie specjalnie niczym robilam co chcialam bez przerazajacych wizji ze zrobie to czy tamto i trafie do piekła. Nie wiem czy jeszcze kiedys bedzie mozliwe takie zycie byc moze tak byc moze nie ale chce sprobowac zyc normalnie jak wszyscy bo czemu mam byc gorsza czemu mam marnowac zycie? To troche niesprawiedliwe. Postanowilam ze od dzisiaj nie chce juz chodzic do kosciola ani do spowiedzi nie potrzebne mi to od dzis mam zamiar po prostu zyc w zgodzie ze soba z tym czego chce i strac sie byc dobrym czlowiekiem. Mysle ze to lepsze od zaklamanego katolicyzmu moze trudniejsze ale bardziej swiadome. Moze wcale mi sie to nie uda moze zwatpie jeszcze milion razy ale wiem ze musze probowac innego wyjscia nie ma. Wierze, ze Bog to zrozumie, ze po prostu nie widze innego wyjscia i nie potepi mnie za to. Skoro nie potrafie byc dobra katoliczka ( co wg mnie jesli ma sie na prawde swiadomosc na czym to polega jest praktycznie niewykonalne) to bede przynajmniej dobrym uczciwym czlowiekiem. Kto wie moze bedzie i tak ze pewnego dnia bede chciala zyc wg tych wszystkich zasad kto wie moze dojrze w tym cos dobrego. poki co tego nie widze i nie chce popasc w totalna niechec do zycia i zmarnowac najlepsze lata. Zazdroszcze tym wszystkim, ktorzy zyja w nieswiadomosci tak jest duzo duzo prosciej mozna robic wszystko i sie nie przejmowac ale coz czasu cofnac sie nie da nie bede juz taka jak kiedys a jakos trzeba radzic sobie z ta cholerna choroba. Zycze ci wszystkiego dobrego moze jeszcze Twoje zycie sie odwroci i bedzie wspaniale kto wie, wszystko sie moze zdarzyc, nigdy nie trac nadziei. Pozdrawiam
China
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do