natrectwa dotyczace straty ukochanej osoby

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

natrectwa dotyczace straty ukochanej osoby

przez karo1526 25 wrz 2007, 00:24
Witam wszystkich!
Od roku trapią mnie natręctwa, zaczęły się dnia gdy miałam okropną przygodę z marihuaną, po dziś dzień przeklinam moją głupotę. Ale myślę, że tak naprawdę nerwica siedziała we mnie o wiele wcześniej, a trawka spowodowała jej gwałtowny wybuch.
Wszystko zaczęło się chyba od mojej pierwszej miłości. Nie był to związek długi, ale bardzo mnie zmienił. Straciłam przez niego szacunek do siebie. Strasznie kochalam osobę, z którą wtedy byłam. BYło dla mnie naturalne poświęcanie się dla ukochanego, bycie dla niego dobrą. Niestety on chyba nie byl na tyle dojrzaly zeby to zrozumieć. Caly czas wypominal mi moja dobroc jako podkladanie sie. Gdy chcialam czegos od niego rzadko to otrzymywalam. Byl niekonsekwentny, zrobil ze mnie zrzedzaca histeryczke. Chcialam jak najlepiej dla naszego zwiazku, postanowilam ze zaryzykuje i przezyje z nim moj pierwszy raz. Niestety ON rzucil mnie, mimo zapewnien przed naszym pierwszym razem o wielkiej milosci, doslownie po niecalych dwoch tygodniach. Bylo to 1.5 roku temu. Nie umialam sie z tego pozbierac. Schudlam do tego stopnia, ze mialam podejrzene anoreksji, bylam wiecznie zaplakana, a na dodatek ta trawa zniszczyla mnie do konca.
Nerwica byla u mnie ciagla obawa o schizofrenie na poczatku, pozniej przezywalam bardzo silna depersonalizacje. Na szczescie pomogly mi wakacje, chociaz tak czy siak byly traumatyczne pod kilkoma wzgledami (m in z powodu nauczyciela ktory molestowal swoje podopieczne, wsrod nich mnie, za co wnioslam przeciw niemu oskarzenie z pozytywnym skutkiem). Mimo to pomogly mi oderwac sie od stanu rozmyslania o swoich problemach. Gdy rozpoczal sie nowy rok szkolny poznalam 2 lata starszego chlopaka, ktory byl mistrzem w robieniu pierwszego wrazenia. Podobalam mu sie wiec zaczelismy sie umawiac, zakochalam sie. Okazalo sie ze ma dziewczyne. Obiecywal ze z nia zerwie a tymczasem przez 5 miesiecy tylko mnie zwodzil, przy okazji psujac rodzace sie w miedzy czasie uczucie miedzy mna a jego kuzynem, ktory w chwilach kryzysu byl dla mnie wsparciem. Na szczescie zerwalam te znajomosc, bylam przekonana ze z jego kuzynem, moja jedyna bratnia dusza i jedyna osoba ktora kiedykolwiek o mnie naprawde walczyla tez wszystko skonczone z powodu mojego wczesniejszego bledu i slepoty.
Okazalo sie ze nie. Wszystko naprawilam, jestesmy razem juz 7 miesiecy. Spedzamy ze soba wiekszosc wolnego czasu. Jest dla mnie wyjatkowy pod kazdym wzgledem, jest niezwykle dobry i pelen zrozumienia. Niestety coraz bardziej boje sie, ze nie wytrzyma ze mna. Jest swiadom mojej nerwicy, tego co przezylam i jak bardzo mnei zraniono, probuje z nia walczyc na swoje sposoby, stara sie mi pomoc. mimo to OKROPNIE boje sie ze go strace. Co chwila przyrownuje go do tamtych dwoch, ktorzy mnie tak zranili. Bywam smetna, placze bez powodu przy nim czasem, nie moge sie wyzbyc tej obawy, ze mnie porzuci, a wtedy ja cala sie zawale, wszystko to o co walczylam ulegnie unicestwieniu. robie wszystko co moge zeby mu nie zrzedzic, zeby zapominac o tych lekach, ale czasem nie potrafie. kocham go, jestem tego pewna, bo jak mowilam - jest moja bratnia dusza. lacza nas pasje, poglady, marzenia. uwazani jestesmy za piekna pare, niezwykle zgrana i to jest prawda! ale czasami martwie sie, ze swoimi emocjami i natretna obawa przed porzuceniem zepsuje ten zwiazek. nie wiem co mam robic. ciagle o tym mysle. boje sie bardzo!;( on jest niezwykle opanowana osoba i mimo wszystko nie jest w stanie pojac kazdego mojego zachowania, bo rozni sie ode mnie. powiedzial mi ostatnio ze nigdy go nie strace, ze juz ze mna lepiej, odkad uregulowaly mi sie hormony przez tabletki, ale ja sie martwie i to tak panicznie, ze moze klamie, ze moze lituje sie tylko nade mna. wiem ze tak nie jest ale nie moge przestac myslec o tym. wyobrazam sobie nasze zerwanie i moja rozpacz po nim. jestem pewna ze zalamalabym. CO MAM ROBIC?;(



przepraszam za tak dlugiego posta ale chcialam zey to wszystko bylo jasne i zrozumiale...
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 wrz 2007, 23:57

Avatar użytkownika
przez rolingstone 25 wrz 2007, 08:46
dla mnie to nie są żadne natręctwa. robisz z forum kącik dla zakochanych. jak te natręctwa się objawiają, bo z tego, co piszesz, trudno coś wysnuć. trochę mi to przypomina, sorki, list z Bravo girl
Nerwicę można pokonać :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
304
Dołączył(a)
04 kwi 2006, 12:52
Lokalizacja
Wawa

przez karo1526 25 wrz 2007, 17:06
tak samo jak mozna nazwac natrectwem obawe przed odkochaniem sie. nie wydaje mi sie by obsesyjne myslenie o mozliwosci porzucenia bylo normalne. dla mnie to jest problem z ktorym nie umiem sobie poradzic i psuje mi relacje z innymi osobami, wlasnie dlatego tu pisze. brzmi tandetnie - moze i racja, ale mnie to boli, mysle o tym dzien i noc, chociaz nic zlego sie nie dzieje. chcialam zeby jasne bylo z czego to wynika, stad dlugosc mojego postu. prosze nie bagatelizowac tego problemu, bo nie wynika on z drugiej osoby tylko ze mnie.
z panicznej obawy przed odrzuceniem z ktora nie umiem za nic w swiecie sobie poradzic.
boje sie tego tak, ze jestem w stanie plakac w ciagu dnia na sama mysl o tym. zalewam sie zimnym potem, nie umiem wytrzymac. wzielam sobie za punkt honoru ze skoncze zadreczac mojego chlopaka tymi "bravo"-pierdolami. i wydaje mi sie, ze mi to wychodzi, przynajmniej przez ostatni tydzien. ale caly czas mam wrazenie ze cos sie zmieni w ciagu jednego dnia, ze zaraz wszytsko sie skonczy, ze zostane sama, dostane kolejny raz wielkiego kopa w tylek i sie nie pozbieram. wystarczy ze raz nie odbierze telefonu a ja juz sie martwie ze robi to celowo albo ze akurat spotyka sie z inna. tlumie to w sobie i nie mam z kim o tym pogadac, bo oczywiscie zawsze slysze komentarze jak ten wyzej. ze nic zlego sie nie dzieje, ze wymyslam sobie problem, ktory jest rodem z BRAVO. I tak jest w istocie, przeciez doskonale o tym wiem, tylko jak to przerwac?? czy ktos tez ma takie leki, czy ktos tez bywa sparalizowany takimi myslami? ja nie chce psuc tego moim strachem, bo wiem, ze to moze miec duzy wplyw na nasze relacje, ale jak przerwac to bledne kolo??

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:01 pm ]
prosze niech mi ktos powie co ja mam zrobic zeby sie nim cieszyc bo sa powody zamiast myslec wiecznie o najgorszym;( caly czas wydaje mi sie ze mnie odtraci, ze jestem taka tragiczna, ze nie zasluguje na chlopaka, ze ma mnie juz dosc, to mnie doprowadza do szalenstwa! nie umiem sie niczym cieszyc bo ciagle nachodza mnie te mysli
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 wrz 2007, 23:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Herk 30 wrz 2007, 17:31
Karo....ja Ciebie rozumiem...moja NN jest związana ze związkiem, miłością, seksualnością -to jeden z głównych leków...Byłem w związku...i żyłem tak jak Ty...nie odebrała telefonu- lęk...sms-każdy żle interpretowałem...miała iść na wesele-paniczny strach...kogoś spotka i koniec...i tak dzień w dzień....kochałem Jej głos..Ją...wszystko...mam takie natręctwa, że powiązuje to co pomyśle z tym co widzę...Jak jechałem do niej przeszło 5 godzin..w tym 2,5 busem..i ciagle o niej myslalem..jak widzialem krzyż na poboczu to powiazalem, ze mysle o niej i widze krzyz...zaczynalem sie trzasc ...serce mi walilo...gnoilem siebie..akurat byl pogrzeb...znowu mysl...i znowu to samo...jak przyjechalem do niej...to wtedy bliskosc mi pomagala...Wiem, co przechodzisz...to nie Bravo..to tak...Nie chcę Cię straszyć..ale inaczej nie mogę....To jest trochę "chora miłość", nadpobudliwa...Nie chce Cie posyłać do psychologa...ale jedynym rozwiazaniem...wiesz..Ty juz sie tak "zaprogramowalas", przyzwyczaiłaś...do tych myśli...Dają Ci one poczucie bezpieczeństwa..a jednoczesnie sa źródłem lęków...tak jak w NN musisz zacząć robić wszystko powoli...np. porozmawiaj z nim...i umówcię się, że przez kilka godzin nie bedziecie sie odzywać...a potem niech On do Ciebie zadzwoni...nie Ty..lecz On...bo wiem, ze Ciebie kusi...inny przykład to jak chcesz wyslac do niego sms-a, zapewne rzucasz wszystko (sprzatanie, jedzienie) i piszesz...NIE...powoli...walcz ze sobą i mow codziennie...On mnie kocha...i odłoż pisanie tego smsa dopiero jak zjesz...Musisz wykonywać takich drobnych czynności wiele...i powoli dojdziesz do normalności...i dużo z nim o tym rozmawiaj..ale nie wykorzystuj tego! To Ty go trzymasz i wasza miłość a nie chora zazdrość...CO ma sie stać i tak się stanie...a Ty zatruwasz swoje życie...ja po kilku próbach..dniach...może tygodniach...inaczej na to reagowałem...bardziej spokojnie...Tobie też się uda...zobaczysz...ale mów do siebie..: SPOKOJNIE...powoli...bez EMOCJI...pa i życzę powodzenia
Herk
Offline

Re: natrectwa dotyczace straty ukochanej osoby

przez beata25 27 maja 2010, 20:47
Karo!!!
Wydaje mi sie,ze powinnas pracowac nad soba,bo Twoj chlopak mimo,ze jest wyrozumialy predzej czy pozniej zmeczy sie zyciem z taka osoba.Wydaje mi sie,ze powinnas zaczac bardziej wierzyc w siebie.Uwierz,ze zaslugujesz na wszystko czego tylko zapragniesz. Polecam Ci prace z afirmacjami http://afirmuj.webpark.pl/ To pomoze. A co do palenia zielska...przestan to robic ,jesli wciaz to robisz!!!! Czlowiek staje sie zagubiony,zlekniony i traci sens zycia. Jesli w Twojej glowie pojawi sie negatywny scenariusz,np.ze Twoj chlopak z Toba zrywa odrazu zastap go przeciwstawna mysla pozytywna,wyobrazaj sobie,ze jestescie razem szczesliwi itd. Najwazniejsze to myslec o tym czego sie pragnie w zyciu a nie o tym czego sie nie chce!!!! Buddha powiedzial....Jesteśmy kształtowani przez nasze myśli. Jesteśmy tym, czym one są. Gdy umysł jest niezmącony, przychodzi szczęście i podąża za nami jak cień.

Pozdrawiam i zycze duzo radosci i zadowolenia z zycia!!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
27 maja 2010, 20:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Aligheri i 11 gości

Przeskocz do