Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez kalusia145 18 paź 2011, 16:20
Jestem w stanie ubzdurać sobie obojetnie jaką dziewczyne ze jestem w niej zakochana, to jest straszne, meczące. ;/ i brak mi siŁ. POMOCY

-- 18 paź 2011, 17:20 --

boli, męczy, nie chce tego.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 paź 2011, 17:53

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Avatar użytkownika
przez kaska.raitano 18 paź 2011, 17:24
Monika1974 Może i skapitulowałam :bezradny: nie wiem jak się do tego zabrać. Ale wiesz co? Spotkałam się z ludźmi z forum. Fakt że przed spotkaniem cały dzień i całą noc się denerwowałam, ale powiem tobie, że niesamowite. Spotkałam ludzi tak otwartych, tak sympatycznych, a co najważniejsze? Oni wiedzą wszystko, nie trzeba się kontrolować, nie popędzają kiedy coś mówisz, mają jakieś swoje pasje. Dwa razy spotkałam się z nimi, bardzo fajna grupa ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
06 sie 2011, 22:29

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez kalusia145 19 paź 2011, 12:32
kalusia145 napisał(a):Jestem w stanie ubzdurać sobie obojetnie jaką dziewczyne ze jestem w niej zakochana, to jest straszne, meczące. ;/ i brak mi siŁ. POMOCY

-- 18 paź 2011, 17:20 --

boli, męczy, nie chce tego.




no i stało się, ubzdurałam se koleżankę z mojej klasy, z którą się kumpluje, i gadamy ze sobą, jeździmy zawsze z innymi kumpelami na dyskoteki, tzn z ekipą, a teraz juz nie bede mogła chyba ;/ Dzis już nie szłam do szkoły, bo sie bałam. Nie wiem jak mam tam iść jutro i pojutrze. JJak mam sobie radzić z tym?
Boję się np, ze jak bede z nią gadała to sie zakocham w niej, to jest chore. :(((((
Nigdy tak o niej nie myślałam ;/ jest moją dobrą kumpelą, zawsze zazdrościłam jej niebieskich oczu, bo zawsze chcialam miec takie bardzo niebieskie, a nie mam. ;/ a teraz boje sie na nią patrzeć, boje sie z nia gadac, a ona do mnie caly czas gada ;// jak mam sobie radzić z tym? ja jużż nie daje rady ;////

-- 19 paź 2011, 12:35 --

jestem w stanie ubzdurać sobie kazda inna, ale akurat nią sobie ubzdurałam, a nie np. kumpele jakas z innej klasy, byloby latwiej, a ja z nia jeszcze sie kumpluje! ;/ dobrze ze w sobote ide do lekarza, moze wkoncu mnie wyleczy ;/
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 paź 2011, 17:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez Artur_Hose 19 paź 2011, 12:45
Tu potrzebny psychiatra. Sama sobie nie poradzisz. Państwowy czy prywatny bez różnicy. Jak zaczniesz brać leki to będzie lepiej. Nawet sam efekt placebo w pewnym sensie powinien Ci pomóc. Nie zwlekaj bo bez pomocy lekarza nic się nie zmieni samemu.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
15 paź 2011, 21:51

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez kalusia145 19 paź 2011, 14:15
Ale ja biorę leki, które kiedyś mnie wyleczyły. Tylko teraz nie pomagają. ;// to jest choroba... nerwica, czy ja jestem inna?! ja już chce, zeby bylo tak jak kiedyś.

-- 19 paź 2011, 15:06 --

kalusia145 napisał(a):Ale ja biorę leki, które kiedyś mnie wyleczyły. Tylko teraz nie pomagają. ;// to jest choroba... nerwica, czy ja jestem inna?! ja już chce, zeby bylo tak jak kiedyś.


efekt placebo, tzn?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 paź 2011, 17:53

Maską zakrywam swoją nerwice, a życie umyka....

przez Zirael 24 paź 2011, 20:36
madeline20 napisał(a):Mysle , ze jestem wrazliwa osoba , zachwycam sie pieknem swiata i boleje nad biada i niesparwiedliwoscia.. szkoda tylko , ze to moja postrzeganie swiata kiedys tak swierze i niewinne teraz zostalo przytepione...
Bol i strach odbieraja mi sily , netrectwa karza ciagle sie kontrolowac , nie ufam nikomu( poza moim chlopakiem) nie potrafie sie do nikogo zblizyc, a najgorsze jest to , ze ciagle udaje kogos, kim nie jestem:( , juz dawno nalozylam maske i teraz ona mi towarzyszy nieustannie, innym wydaje sie , ze jestem wesloa, usmiedhnieta, pogodna , ale to tylko pozory...niestety..chyba potrfaie sie dobrze maskowac ..nie wiem czy jest to powod do dumy(?)
czy wy tez macie wrazenie , ze zycie ucieka wam przez palce , a swiat zyje gdzies obiok was??


hej;) jestem tutaj nowa także nie wiem czy ten post dobrze się doda. Chciałam się podzielić z wami moją historią.Nawet jak na wspomnienia to trudny temat...Ale chce pokazać wszystkim osobom ktore mialy lub maja podobny problem ze mozna z tego wyjsc. jakis czas temu moze 2 lata bylam nastolatka jak wszystki szalona, zadowolona z zycia.bez zadnych problemow, moze tamm jakies milosne ale z tym co przygotowal dla mnie los to bylo nic.gdy bylam mala to zawsze powtarzalam sobie ze bede silna niezalezna kobieta. bylo roznie. mialam kompleksy troche pryszczy i troche tluszczyku na biodrach ale ogolnie uwazalam ze jestem nie brzydka dziewczyna. moje zycie zmienilo sie o 180 stopni kiedy pojechalam z siosta na zarobek w trakcie siostra poklocila seie z tatem i chciala wyskoczyc z jadacego samochodu.po czyms takim dostalam jak by psychicznego wstrzasu. 2 tyg chorowalam. w szkole mialam zatargi z dziewczynami ze straszej klasy i dalam sobie rade tylko dlatego ze bylam dobra w buzce no i dzieki moim przyjaciolom, robilam dobra mine odo zlej gry. wszyscuy mysleli ze jest ok ale ja swoje myslalam. w miedzy czasei rozstalam sie z chlopakim ktorego naprawde kochalam. tylko ja wiem co wtedy przezylam.. nie umialam sie z tym pogodzic a to mnie tylko dobilo. doszlo do tego ze cyrklem wyrylam sobie rane na nadgarstku ale szybko zrozumialam ze nie tedy droga.Ale czulam sie coraz gorzej. smutna.zaczelam sie zastanawiac po co chodze. tak zaczela sie moja choroba.w nocy nie spalam mialam tzw zespol niespokojnych nog. gdy budzilam sie w nocy widzialam tylko zerandol moim natrectwem byly mysli samobojcze. cala noc potrafilam przeplakac. o tym co sie ze mna dzieje powiedzialam przyjaciolce i mamie to one mnie z tego wyciagnely. wiem ze bylo zle tutaj na forum widze ze sie o tym nie mowi ale to co ma sie w glowie to jest tragedia nie wiedzialam czy jestem chora czy opentana.gdy myslalm ze juz nic nie moze gorszego mnie spotkac to los obdarzyl mnie jeszcze gorszym bagarzem.doszly jakis schizy ich balam sie najbardziej. szlam do kosciola duza zamknieta przestrzen... w glowie mialam glupie mysli zwiazane glownie z tym zeby wyjsc na srodek i zrobic cos glupiego ale krzyknac cos. jeju bilam sie sama z myslami . aby wytrzymac godzine w kosciele bez glupich wybrykow to byl taki wysilek ze slabo sie robilo.kolejny proble. jade autobusem do szkoly. wydaje mi sie ze on wcale nie wiezie nas do szkoly tylko chce gdzies wywiezc... zalamka tylko zamknac sie z domu i nigdzie nie wychodzic. w szkole wcale nie bylo lepiej na 3 pietrze az mnie ciagnelo zeby wyskoczyc z tych schodow.. otwrte okno.. jedna mysl.nie chcialam tego, samo sie myslalo. przyjaciele duzo pomogli nie pozwolili siedziec w domu bo to byl by juz gwozdz do grobu. na przekor chorobie ja jeszcze bardziej wyszlam do ludzi i chyba to mnie uratowalo. gdy juz nie widzialam zadnego sensu zadnego najmniejszego swiatelka tylko smutek zal i placz powiedzialam dosc. poszlam do pracy tam gdzie najwiecej ludzi. potem lekarz do psychiatry od razu szybko okazalo sie ze takich jak ja jest wiecej. trudno sie bylo zdecydowac bo jak ktos slyszy slowo psychiatra to od razu mysla ze wariaty tam tylko chodza a nie prawda to zwyykly lekarz tyle ze od duszy i umyslu on naprawde pomaga trzeba tylko sie zdecydowac przelamac sie.przepisali leki, dostalam nowa szanse;) mam zawiozla mnie na przelewanie wosku nie sadzilam ze to pomorze ale co tam mi szkodzilo. pojechalam i o dziwo pomoglo. gdy objawy powoli zaczynaly ustepowac to bylam w 10 niebie. wtedy nawet usmiech drugiej osoby byl powodem do szczescia.Ale wiecie co modlitwa najbardziej pomagala. to jest najwazniejsze trzeba wierzyc. potrafilam sie modlic w szkole na lekcji w kolejce w sklepie. zasypialam z rozancem w rekach albo z pismem swietym przy sercu. o bogu nie zapomnialam on byl ze mna i bardzo mi pomogl.po co opowiadam swoja historie? bo wiem ze jest wiecej takich osob z takimi dolegliwosciami. nie kazdy ma taka silna wole kochanych przyjaciol i cudownych rodzicow. i nie każdemu udaje sie z tego wyjsc.Mi się udalo. i dziekowac bogu bede za to do konca zycia. dziele sie tym poniewaz chce by osoby z takimi przypadlosciami tak latwo sie nie poddawaly. zycie jest jedno nie wolno nam sie poddawa. mozemy tak jak wszyscy jezdzic na koncerty, bawic sie szalec. tylko troche wysilku i wiary w siebie trzeba;) walczie do konca zadnym wstydem jest isc do psychiatry wiele ludzi do niego chodzi to tylko lekarz on wam pomoze. zrobcie ten jeden krok a potem bedzie juz tylko lepiej.mam nadzieje ze choc troche pomoglam wam w podjeciu dobrej decyzji.dodam jeszcze ze zyje teraz normalnie. mam 20 lat pracuje ucze sie zaocznie. swojej milosci jeszcze nie spotkalam ale spotykam sie z jednym milym panem i mysle ze ulozy sie mi z nm;) ale zobaczymy jak to bedzie. zycze wam powrotu do zdrowia;)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 paź 2011, 19:21

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez nuits 11 lis 2011, 22:40
Witam :)
Ostatnio zastanawiałam się, czy można wyleczyć na zawsze nerwicę natręctw i w ten sposób trafiłam na te forum. Poczułam,że po prostu powinnam opowiedzieć swoją historię:)

Tak na prawdę nigdy nie miałam zdiagnozowanej nerwicy natręctw. Ale nie wiem czym innym mogło to być. Byłam wtedy w podstawówce- oczywiście ciągnęło się to trochę, do gimnazjum zapewne, o ile nie dłużej(dziś mam już 22 lata). Moje natręctwa były różne. Przez pewien czas nie poszłam spać, dopóki nie pocałowałam wszystkich różańców i świętych obrazków w domu. Innym razem znów miałam napady płaczu, co wieczór i nie mogłam się uspokoić. Było też oczywiście specyficzne chodzenie po chodniku, a jeżeli już jedna stopa nadepnęła na próg, druga koniecznie musiała zrobić to samo;) Oczywiście też nie wyszłam z domu, dopóki nie sprawdziłam 10 razy czy wyłączyłam żelazko, czy nie ulatnia się gaz, potem wracanie, żeby sprawdzić czy zamknęłam dom. Niby standard. Owszem, ale dopóki nie utrudnia codziennego życia i nie powoduje ogromnego strachu i stresu. Oczywiście to nie wszystko, ale każde natręctwo zawsze wiązało się ze strachem.

Największym jednak problemem było mycie rąk. Do krwi. Myjesz ręce, wycierasz, wyrzucasz papierowy ręcznik. Dotykasz niechcący kosza. Ponownie myjesz ręce. Uff, udało się bezpiecznie wyrzucić ten cholerny papier. Wychodzisz z toalety i niestety chyba było coś na klamce- umyj ręce ponownie. Kiedy miałam pokaleczone dłonie- wiadomo, ciągle mnie coś piekło. Był to dla mnie sygnał,że dłonie są brudne i znów trzeba je umyć, najlepiej kilka razy. Podlewanie kwiatów było katorgą! Przeczytałam,że niektóre kwiaty,nawet domowe, mogą być trujące. Obieranie ziemniaków tak samo, bo wyczytałam gdzieś, że białe wąsy są trujące i bałam się, że otruję całą rodzinę. Właśnie strach był w tym najgorszy. Ok, dotknęłam czegoś co zapewne było trujące, ale ja sobie zdaję z tego sprawę i już za chwilę umyję ręce. Ale moja rodzina nie wie tego, że jest to np. na klamce i otruje się. Każdy okruszek, każdy mały śmieć był zagrożeniem. Teraz wydaje mi się wręcz nierealne, że kiedyś tak myślałam, ale wtedy potwornie bałam się. No i ten uśmieszek, chociażby mojego wujka, gdy po raz kolejny szłam umyć ręce. Rodzice byli w porządku, starali się pomóc. Zwłaszcza mama. Kazała mi mówić jej za każdym razem,że chcę umyć ręce. Mogłam to zrobić dopiero, gdy mi pozwoliła. Zawsze byłam dzieckiem, które bardzo się słuchało mamy ;) Z czasem zrozumiałam, że czasem ta czynność nie jest konieczna. Oczywiście nie od razy. Dlatego np. jadłam jabłka- musiałam je przecież umyć! a przy okazji też ręce. Inne natręctwa wygasały, pojawiały się itd. itp. ale nie były aż tak ciężkie.

A dziś.... No właśnie- to "dziś" to główny powód, dla którego piszę. Dziś studiuję stomatologię. Dotykam ran, mam kontakt z krwią, ze śliną. Biorę do ręki preparat z bakteriami, biorę do ręki wymazówkę z wydzieliną z gardła, strzykawki, zarazki nie stanowią takiego problemu. Zmieniałam pościel w szpitalu, przebywałam w szpitalu zakaźnym- bez stresu. Nie boję się rzeczy, które kiedyś wydawały by mi się śmiertelnym zagrożeniem. Oczywiście przestrzegam zasad bhp, ale jestem pewna,że kiedyś nie dała bym rady :) Ostatnio tylko przed przyjmowaniem pacjentów przy umywalce, koleżanka powiedziała mi- przecież już myłaś ręce!! Trochę się przestraszyłam, powiedziała to z uśmiechem, który kogoś mi przypomniał ;) Ale jestem pewna- to było moje pierwsze umycie rąk! ;)

"Umyć ręce to chyba słowa, które powtórzyły się w tym poście zbyt wiele razy. Tak czy inaczej chcę dodać Wam otuchy. Szukajcie pomocy, otaczajcie się dobrymi ludźmi ( znajdziecie ich np. tu na forum :D ) Powodzenia w walce, bo niewątpliwie jest to walka. Każdego dnia. Ale wszystko jest do zrobienia!! :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lis 2011, 22:04

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez soja 13 lis 2011, 23:52
Witam . Wieki mnie tu nie było . Niestety nadal żyję i męczę się na tym ziemskim padole . Ile to już lat :bezradny: ? Sama nie wiem . Przestałam liczyć . W mojej sytuacji zmieniło się tylko to, że do ZOK dołączyła depresja i że zapijam psychotropy wódką :mhm: . No i natręctwa zmieniły kierunek . Ogólnie jest do d...y :-| . Już się pogodziłam z faktem, że nigdy się z tym dziadostwem nie rozstanę :bezradny: . Bo co niby mam zrobić :bezradny: :bezradny: :bezradny: ??? Jestem za słaba, żeby żyć i za słaba żeby umrzeć . Może wkońcu zapijanie tropków wódzią pomoże mi przenieść się do krainy wiecznych łowów :105: . Przepraszam, że nie napisze nic pozytywnego, ale nie miałabym o czym . Ciekawe, czy ktoś mnie tu na forum jeszcze pamięta :roll: ?
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
19 sie 2006, 15:12

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez nuits 14 lis 2011, 21:07
siłą rzeczy Cię nie pamiętam, bo jestem tu nowa. Wiem,że łatwo napisać "Nie załamuj się, walcz, będzie dobrze, będzie lepiej" i wiem,że pewnie nie na wiele się to zda. Czy masz kogoś bliskiego, kto mieszka z Tobą, interesuje się? Absolutnie nie mieszaj leków z alkoholem!! Niektóre leki zaczynają działać dopiero po jakimś czasie, wiec bierz leki, tak jak masz to zalecone i poczekaj. Ewentualnie poproś lekarza o zmianę leków, ale NIE PODDAWAJ SIĘ!!!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lis 2011, 22:04

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez soja 14 lis 2011, 23:11
Nuits , nie mam nikogo bliskiego ( najbliższa mi osoba jest w zaawansowanym stadium raka ) i nikt się mną nie interesuje . Jestem wycofana ze świata żywych . A co do skutków łączenia wódki z psychotropami to doskonale je znam . Robię to co robię, z pełną świadomością tego co się może stać . Poczytaj moje wcześniejsze posty to dowiesz się co nieco o mojej historii . Dziękuję za zainteresowanie .
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
19 sie 2006, 15:12

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez magdam22 14 lis 2011, 23:49
Zirael, nuits, to naprawdę bardzo optymistyczne posty, wlewające nadzieję w takich jak ja. Przebrnęłam już przez różne rodzaje nerwic, depresji, przy czym natręctwa są najgorsze. Pięć miesięcy brania leków i wiele lat użerania się z tym okropieństwem ze wsparciem bliskich mi osób, nie pomagają. Szczerze mówiąc, jest gorzej. Mam wrażenie, że moje nerwice przybierają postać coraz bardziej zdegenerowaną. Wymyślam na ich potrzeby coraz to głupsze rzeczy i tym się karmię. Nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić, bo woli zmian było we mnie bardzo wiele. Z każdym miesiącem przełamywałam się coraz bardziej, by walczyć, dla siebie, dla tych osób, które mnie kochają. Jestem fizycznie zdrowa, mam co jeść, a jednak nie potrafię normalnie żyć, tego najbardziej znieść nie mogę. Mam u swojego boku kochającego faceta, a jednak duszę się w tym swoim życiu, bo nerwica zabiera mi WSZYSTKO. Nie potrafię normalnie funkcjonować z tym strachem obsesyjnym, że kogoś skrzywdziłam, zamordowałam, z tym, że zamkną mnie do więzienia i to szczęście pod postacią mojego związku ktoś mi zabierze. Wiem na czym mój strach polega. Raz - problemy w domu, poniżanie, ból - teraz wreszcie mam wspaniały związek, zatem na pewno coś się stanie, co mi to zabierze. Dwa - nieustanne poczucie winy, obwinianie się za wszystko, dorabianie absurdalnych teorii, strach przed odłączeniem z bliskimi mi ludźmi, opinia innych ludzi. Trzy - związane jest to z moim kierunkiem studiów, zwłaszcza wszelkiego rodzaju przepisy karne. Poza tym obawa o wszelkiego rodzaju zatrucia, choroby, skrzywdzenie bliskich mi osób - także obce mi nie są.

Co ja mogę zrobić? Jak mam wziąć się za siebie? Jak sobie wreszcie skutecznie pomoć?
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
17 sie 2011, 15:02

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez Jastekowy 18 lis 2011, 15:16
Chore myśli - uwaga dość długie.

Witajcie, jestem Piotr, dziś podzielę się z Wami moją historią bo sam już sobie nie daję rady z moimi chorymi myślami, co doprowadza powoli do rozpadu mojego związku i mojej psychiki.
Zacznijmy od początku.. Jeszcze za czasów podstawówki, podobała mi się pewna dziewczyna, wiadomo, podstawówka, zauroczenie. Była ona 2 lata starsza ode mnie, kiedy ja byłem w 4, ona była w 6 klasie. No i od podstawówki chciałem z nią być, nic z tego nie wyszło, w gimnazjum również, nic.. aktualnie jestem w 2 klasie liceum, i w listopadzie ubiegłego roku wreszcie udało nam się być razem, nie odpuściłem i wreszcie osiągnąłem to czego od zawsze pragnąłem - bycia z nią. Sytuacja jest o tyle głupia, że ona mi mówiła że również zawsze chciała ze mną być, aczkolwiek coś ją blokowało, nieważne. Kocham ją, idealizowałem ją od zawsze, ale kiedy my nie mieliśmy za sobą dość dobrego kontaktu, ona miała anoreksję, bulimię i depresję. Zażywała przez jakiś rok narkotyki, spotykała się z chłopakami z którymi się kochała bez uczucia.. Miała nawet faceta który miał kobietę, zerwała z nim z tego względu iż dowiedziała się że będzie miał dziecko, ich związek trwał 8 miesięcy i kiedy ona powiedziała mu że chce odejść, mieli wypadek w samochodzie i do tej pory ma czasami bóle pleców (TO WŁAŚNIE NON-STOP MNIE MĘCZY) A więc przejdźmy do sedna sprawy.. ja nie mogę się pogodzić z jej przeszłością, niedawno nam minął rok, jest nam cudownie, ale chore myśli w mojej głowie typu wyobrażenia że oni się kochają, kiedy tamten gościu godzinę wcześniej mógł się kochać z inną, mnie brzydzą.. Kiedy widzę samochód alfa-romeo (ten który miał ten facet), moja złość sięga zenitu.. Po prostu czasami nie mogę przestać myśleć jak wielką ona była 'dziwką' wręcz ! Aaaaaaa! Doprowadza mnie to już do szału..
Proszę, pomóżcie..
Ostatnio edytowano 19 lis 2011, 00:46 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu Pozostałe zaburzenia
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 lis 2011, 15:07

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez thedoglov 18 lis 2011, 19:00
Witam :)
Poczytalam sobie troche to forum i stwierdzam ze moge mieć NN , moj problem polega na tym że tak jak pare tu osob "boje" sie pewnych liczb np liczby 7 bo kiedys zobaczylam na jakims grobie date z 7demką , kiedys bałam sie tez 6stki tylko teraz nie potrafie sobie przypomniec dlaczego ale pewnie tez cos podobnego , boje sie wypowiadac imiona ludzi ktorzy odeszli np jezeli moja sasiadka zmarla a miala na imie Grazyna to ja boje sie tego imienia i unikam jego wypowiadania wiec kiedy ktos mnie pyta o imie osoby a ona akurat ma tak na imie to udaje ze nie pamietam :/ jak pomysle o osobie ktora odeszla to szybko musze pomyslec o kims kto żyje , jak wyjde z pokoju myslac o osobie zmarlej to musze sie wrocic i wychodzac pomyslec o osobie zyjacej , jak sie czesze i robie kitke pomysle o osobie zmarłej musze zrobić ta kitke jeszcze raz myslac o kims żywym i te ciagle mysli ze cos zle zrobilam <załamka> ze w pracy cos zle zrobilam i pewnie mnie za to wyrzuca ze jak powtarzałam jakąś czynnośc to ktos to widział i pomyslal ze mam z głowa itd ....... czy to oznacza ze mam NN czy jeszcze coś gorszego ?? pomóżcie !!!! :bezradny:
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
18 lis 2011, 18:44

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 19 lis 2011, 00:52
Jastekowy, Myślę, że już wcześniej miałeś obsesyjne myśli, żeby z nią być. Dążyłeś do związku z nią przez tyle czasu. A później podobny mechanizm-obsesyjne myśli na jej temat.
Myślę, że jeśli chcesz z nią być, to musisz pogodzić się z jej przeszłością. Zaakceptować ją.
Jeśli nie pójdziesz do przodu o ten krok, niestety...obsesja wciąż będzie trwała.
Twoje wyobrażenia rzeczywiście są niepokojące.
Albo zaakceptujesz swoją dziewczynę, albo nie będziecie razem. Taki związek nie ma sensu.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do