Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez .Tomek 12 lis 2007, 19:41
dziubek napisał(a):Wiec prosze odpowidzcie mi czy to naprawde nerwica??

My możemy przypuszczać, a na pewno to Ci to potwierdzi psycholog, więc radzę się wybrać ;)

sredniowieczna_panna, to wygląda mi na to, że jak już mówisz masz pewne obsesje, czyli jakąś formę NN a do tego dochodzą jeszcze jakieś lęki i niepokoje co może być nerwicą lękową. Chociaż tego nie gwarantuję lekarzem nie jestem. Sprawa z rodziną [szczególnie z matką] wygląda tak jakby oni mieli problemy i próbowali się dowartościować czy nie wiem co dowalając Tobie. Może Twoja matka miała taką matkę jaką sama teraz jest i nie umie się po prostu z Tobą dogadać. Wiem jedno, że powinno się z tym iść na psychoterapię jak najwcześniej ale widzę, że masz z tym problemy. Napisz mi jak dokładnie wygląda to, że nie możesz sobie zafundować terapii. Myślałaś o znalezieniu pracy? Albo o państwowym psychologu?
Pozdrawiam.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

przez sredniowieczna_panna 12 lis 2007, 20:43
Trudno opisac, jak to dokladnie wyglada, bo piszac tak dlugiego posta, nie potrafie oddac swojej relacji z rodzina i z innymi-za duzo spraw naraz. Łatwiej sie to ze mnie "odczytuje", kiedy akurat ktos mnie zrani i wypisuje sie na blogu albo (najczesciej) na kolezenskim forum. (oba niestety zahasłowane, wiec nie moge zalinkowac).

Co wydaje mi sie pewne, to to, ze moje problemy zaczely sie w okresie dojrzewania, kiedy mialam problemy z rowiesnikami, a wzmogły sie, kiedy bylam nieszczesliwie zakochana (pisalam o tym w kilku zalinkowanych postach). I ze problemy z akceptacja siebie rzutuja na wiekszosc moich problemow emocjonalnych. I niestety, problemy emocjonalne rzutuja na zdrowie fizyczne (jelito drazliwe, hiperprolaktynemia czynnosciowa).

Z terapia to jest tak, ze bylam raz u psychologa (rok temu, mialam bardzo silne objawy NN, te z pierwszego posta) i umowilam sie, ze bede chodzic do tej pani na terapie, tylko pierw mialam isc do psychioatry po diagnoze, bo pani psych miala szereg przypuszczen (depresja, nerwica, zla samoocena, problemy w komunikacji z innymi ludzmi itd), ale powiedziala, ze bez opinii lekarza nie moze pracowac. No i zbieralam sie do tego, probowalam pojsc do panstwowego psychiatry po ta opinie, ale jak pisalam-dwa razy stchorzylam... nie wiem, czemu :((((((( chyba balam sie, ze powie, ze sobie cos ubzduralam i ze wcale nie potrzebuje leczenia... moze to wplyw tego, ze rodzice lekcewaza problem (typu mama czy tata: "po prostu ksiazek sie naczytała").

Prace zaczynam za rok, bo wtedy bede studiowac zaocznie. Teraz studiuje dziennie i w tym roku pisze prace dyplomowa, wiec nie mam kiedy isc do pracy:( Tzn moglabym niby dawac korepetycje, ale sie do tego nie nadaje. JAk wspominalam, moj facet niedlugo wyjezdza, na poczatku grudnia, a ja mam tyle roboty na uczelni, ze nawet ostatnio trudno mi bylo wygospodarowac cchociaz 1 dzien w tyg, aby sie z nim spotkac, a co dopiero gdybym miala isc do pracy:( Mam co prawda dostawac stypendium naukowe za zeszly rok akademicki, ale z tego, co mi wiadomo, ma to byc 80zl/ms, czyli tyle, ile kosztuje 1 wizyta:/ a trudno mi wyciagac jeszcze z kieszonkowego drugie tyle (pani psych proponowala 2 spotkania w ms lub 4, wybralabym te 2), skoro kieszonkowe mam jeszcze na np. ksero, telefon, jedzenie na uczelni itp., szczegolnie, ze rodzicow tak na prawde stac na ta psychoterapie. Skad wiem? Ano stad, ze od listopada zeszlego roku do teraz co jakis czas slysze o tym, czy np. nie chcialabym chodzic na jakies kursy jezykowe albo np. tata chcial kupic działke itp. Oni maja pieniadze, tylko lekcewaza problem, uwazaja, ze 160zl/ms to za duzo;( (dla mnie to duzo, bo to akurat moje wypracowane nauką kieszonkowe na takie rzeczy, jak jedzenie na uczelni, telefon, ubranie, skladki klubu, do ktorego naleze, czasem jakies bilety, ale dla nich to nie jest az taki majatek) (moze mysla, ze terapia to jakies pogaduszki i tyle?) wiec dlaczego mialabym wykladac ze swoich oszczednosci, ktore nie sa jakies niemozliwie duze? To nisprawiedliwe:( ale mam dosc juz wracania do tego tematu, bo wtedy mnie traktuja jak kogos, kto sie po prostu nie wyspał i ma zły humor:( albo jak dziecko ("wyjdz, to nie film dla ciebie!") Nie umiem romzmawiac o swoich problemach w domu, bo wiem, ze zostałyby zle odebrane;( np. niezrozumiane lub zrozumiane opacznie, spłycone... wiadomo, ktos kto nigdy nie przeszedl takich problemow, nie moze zrozumiec...ale czemu nie moze traktowac mnie powaznie?;( chyba po prostu tego nie potrafią:((((

W jednej rzeczy widze nadzieje-wspominalam o hiperprolaktynemii. Lekarka jeszcze tego 'oficjalnie' nie potwierdzila, ale mam wyniki badan potwierdzajace to. Hiperprl. czynnosciowa to taka choroba, ktora sprawia, ze pod wplywem stresu nastepuje gwaltowny wyrzut prolaktyny do krwi. Przez to ma sie takie 'kobiece' problemy typu nieregularny okres itp, generalnie kobiety z hiperprl maja problem z zajsciem w ciaze. A skoro ja sie stresuje praktycznie codziennie, to moj organizm wariuje z ta prolaktyna i mam nadzieje, ze kiedy pojde do gin, to babka takze zaleci, abym sie wybrala do psych - szczegolnie, ze leki, ktore bierze sie na ta chorobe, maja skutek uboczny w postaci zaburzen emocjonalnych i po nich to dopiero moze byc... To bedzie jakis dowod dla rodzicow, ze to rzeczywiscie jest wazne...

Gdybym miala wieksza sile przebicia, to bym umiala pogadac z nimi, ale skutecznie mnie zniechecili do takich rozmow:( Zdecydowana wiekszosc powaznych rozmow konczy sie klotnia. Albo po prostu tych rozmow nie ma, profilaktycznie, zeby sie nie denerwowac.... Niby to jest typowe w tym wieku, ale kiedy widze np. rodzine mojego chlopaka, tam wszyscy maja zupelnie inne podejscie doo siebie, sa bardziej otwarci i weseli, bo u nich panuje partnerski model rodziny... to wydaje mi sie, ze to nie jest typowe tak na prawde, ze to zalezy tylko i wylacznie od ludzi. Pewnie chca dobrze, ale im nie wychodzi.

Co do lekarza panstwowego-u nas w przychodni jest jedynie psychiatra, nie ma psychologa. Szukalam, ale znalazlam jedynie platnych. Poza tym...szczxerze omowiac, chetnie bym chodzila do tej pani, u ktorej bylam, bo czulam sie u niej swobodnie, a to wazne dla kogos, kto ma problem w kontaktach z innymi...
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Obsesje- terapia?

Avatar użytkownika
przez jaaa 15 lis 2007, 16:23
Czy ktos chodzil z was na terapie z zwiazku z tematem? czy jest ona lepsza i skuteczniejsza nic leki?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Załamana86 19 lis 2007, 15:14
Witam wszystkich znerwicowanych,

Ja cierpię na podobny problem, także związany z nie tolerancją pewnych odgłosów, ale od początku.

To że na świecie w ogóle jestem, graniczy z cudem (ginekolog mojej mamie powiedział już na początku ciąży, że nie ma szans donosić i wręcz upierał się na aborcję), po urodzeniu przez jakiś czas był problem - traciłam przytomność, było podejrzenie uszkodzenia mózgu, jednakże badania nic nie wykazały.

Ok 3 roku życia zapadłam na dziwną chorobę, której lekarze nie potrafili zdiagnozować (zanik słuchu, zanik mięśni w całym ciele, bóle, bezsenność).

Choroba trwała do 8 roku życia, wyciągnęłam się z niej cudem dosłownie, dzięki medycynie naturalnej (głuchota cofała mi się w sumie najdłużej, bo do ok 11 roku życia).

W międzyczasie zaczęłam si ę interesować muzyką, bo jak się okazało mam predyspozycje w tym kierunku (nie małe ponoć) i oto jak miałam 11 lat, w wakacje stało się coś, co przewróciło mi życie do góry nogami.

Najpierw spełniło się moje wielkie marzenie - dostałam psa. Radość jednak była krótka - nie mogłam znieść ciągłego piszczenia czworonoga. Na szczęście to się skończyło dość szybko, bo po ok 3 tygodniach od jego przybycia do mojego domu.

Na początku sierpnia 98' mój genialny starszy brat wpadł na pomysł podłączenia komputera do kolumn (gdyż jego zdaniem zwykłe głośniki miały za małego kopa) i przez następnych 8 godzin, w całym domu rozlegała się niezwykle mroczna, oparta dosłownie na 3, powtarzających się dźwiękach muzyka z pewnej gry komputerowej.

Nie jestem Wam w stanie powiedzieć, jakie to u mnie przerażenie wywołało, przez następny miesiąc dochodziłam do siebie, najgorsza była reakcja mojej znerwicowanej matki, która nie wiedziała jak mi pomóc z jednej strony, a z drugiej nie mogła zrozumieć co się ze mną dzieje.

Metodę wtedy miałam jedną - by męczącą mnie melodię zagłuszyć innymi.

Minęło prawie dziesięć lat od tamtego wydarzenia, do tej pory jeszcze raz zdarzyło mi się przeżyć pewną melodię w podobny sposób, w wakacje po pierwszej klasie lo. Wtedy też zagłuszyłam tą melodię inną melodią.

Problem zaczął się ostatnio - sfrustrowana tym, że nic nie udało mi się osiągnąć w dziedzinie muzyki, którą się zajmowałam jeszcze miesiąc temu, roztrzęsiona domową awanturą na Wszystkich Świętych i podjudzona kolejną melodią, która wywołała u mnie napady paniki odstawiłam muzykę, ponieważ moje lęki zawsze brały się z tego jednego źródła ---> z kąta mojego pokoju, w którym przesiedziałam ostatnie 14 lat mojego życia, niezdolna w pełni do normalnego funkcjonowania pośród innych ludzi, odkąd w skutek wyżej opisanej przeze mnie choroby zostałam "wyklęta" na dzielnicy tak przez koleżanki i kolegów ze szkoły jak i przez ich rodziców i rzez nauczycieli.

Ostatnio, jak słyszę muzykę, gdziekolwiek jestem, zaczynam wpadać w panikę - boję się że zwariuję od tego, ponieważ nawet jak już jej nie słyszę uszami, to kołacze sie w mojej głowie, nie mogę tego "wyłączyć" a im bardziej próbuje tym bardziej mnie to męczy, nie mogę już przed tym uciec, nawet nie jestem w stanie zająć się prostymi aczkolwiek koniecznymi czynnościami codziennymi, strach przed muzyką, która w najmniej odpowiednich momentach pojawia się w mojej głowie i nie chce zamilknąć doprowadził do znacznego pogorszenia się moich wyników w nauce (jestem na II roku studiów dziennych).

Swędzenie mózgu swędzeniem mózgu, ale jak tu żyć z czymś takim?
:cry: :cry: Jutro wybieram się do psychiatry (próbowałam się zarejestrować wcześniej, ale u nas w mieście jest z tym nie mały problem)

Mam 21 lat, i naprawdę nie wyobrażam sobie życia z tym "czymś" przez następnych np 50 lat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
19 lis 2007, 14:43

natrectwo

przez sawik160284 20 lis 2007, 20:10
witam. mam taki problem.otoz leczylem sie na fobie spoleczna.bylem u psychiatry i dal mi leki "rexetin". bralem je pol roku i postanowilem zaprzestac tego bo minialny czas brania tego leku to taki czas. i teraz moje ataki powracajatzn. np mam taki paradoks ze jak ktos "wymiotuje" lub mowi o tym to tez mi sie zbiera. mam tez powroty fobii spolecznej.mieslicie takie objawy? chyba jednak zbyt krotki czas mialem tego leczenia. a jak bralem leki czulem sie lepiej
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sty 2007, 21:20

przez Lena 20 lis 2007, 20:18
Sam przestales brac czy w porozumieniu z lekarzem? Jesli sam, to bylo to malo odpowiedzialne... A lekarz powinien zmienic lek, jesli zle sie po nim czujesz, a nie odstawic. Same leki i tak nie wystarcza, poszukaj dobrego terapeuty.
Lena
Offline

przez .Tomek 20 lis 2007, 20:27
jaaa napisał(a):Czy ktos chodzil z was na terapie z zwiazku z tematem? czy jest ona lepsza i skuteczniejsza nic leki?

samymi lekami obsesji nie wyleczysz.
sawik160284 napisał(a):witam. mam taki problem.otoz leczylem sie na fobie spoleczna.bylem u psychiatry i dal mi leki "rexetin". bralem je pol roku i postanowilem zaprzestac tego bo minialny czas brania tego leku to taki czas. i teraz moje ataki powracajatzn. np mam taki paradoks ze jak ktos "wymiotuje" lub mowi o tym to tez mi sie zbiera. mam tez powroty fobii spolecznej.mieslicie takie objawy? chyba jednak zbyt krotki czas mialem tego leczenia. a jak bralem leki czulem sie lepiej

Co do tego zgadzam się z poprzedniczką.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

moje natrectwa na przestrzeni lat

Avatar użytkownika
przez bazooka deathcore 24 lis 2007, 11:29
zauwazylem, ze mam dwa rodzaje natrectw. pierwszy rodzaj to natrectwa nagle, napadowe, mysli sa krotkie i bardzo silne. napad taki trwa z reguly kilka godzin i konczy sie z reguly wizyta na izbie przyjec. przestalem wzywac pogotowie ratunkowe, bo oni na takie rzeczy ci nie pomoga, owszem, maja dobre checi, ale zwykle ich wizyta polega na podaniu 100 - 200 mg hydroxyzyny. natrectwa te dotycza smierci - wyskoczenia z wysokosci lub poderzniecia gardla.

druga grupa natrectw to natrectwa wolnofalowe, plynace przez dlugi czas. zwykle dotycza zdrady w zwiazku, przez moje mysli przechodza rozne okropne, bluzniercze obrazy. sa dokuczliwe ale nie wymagaja zadnej interwencji.
zbanowany
Posty
10
Dołączył(a)
24 lis 2007, 10:53
Lokalizacja
szczecin

Avatar użytkownika
przez jaaa 24 lis 2007, 12:50
wspolczuje ,musisz starac sie sam panowac nad tymi myslami ,nie skupiaj na nich uwagi ,zyj chwila ,duzo zajec tyle moge poradzic

a leki bierzesz jakies wogole na natrectwa?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Moja nerwica natręctw

przez AgnieszkaZ. 25 lis 2007, 12:05
dzis po raz kolejny zrobilam te okropne rytualne rzeczy..mam ich dosyc..mechanizm choroby jest prosty..mysli,lek i czynnosci...jakis czas temu (2mies.)zmarl moj wujek...od jakiegos czasu nekaja mnie mysli z nim zwiazane...dzis np.wmowilam sobie,ze moj wujek lezal jeszcze gdzies przed pogrzebem...chodzi o dzien 25..ale teraz mamy listopad nie wrzesien..probuje to sobie jakos tlumaczyc...w ogole w ten dzien w ktorym robie,,te rzeczy"jest jakjims sadnym dniem i musi byc idealny...mam dosyc tej choroby...mam nadzieje,ze tym razem sie nie poddam mysla i lekowi;)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 lis 2007, 11:59

Avatar użytkownika
przez jaaa 26 lis 2007, 12:50
ehh nie rozumiem czego jak biore leki czuje sie zdrowa i nie mam zadnych obsesji ,mysli natretnych a bez nich mialam pieklo? co zrobic by po odstawieniu lekow bylo tak jak teraz :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez Marpas 28 lis 2007, 13:39
Witam! :) Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy mam NN. Poczytałem forum, poszukałem w sieci i okazuję się, ze chyba jednak tak. Opiszę Wam pokrótce dlaczego tak myślę. Już w wieku 10-12 lat miałem cały zestaw tików nerwowych: wzruszanie ramionami, silne, intensywne mruganie oczami, lizanie palców - podnosiłem naraz obydwie dłonie do ust i jednocześnie lizałem po 2 palce z każdej dłoni (albo: lewa-prawa-obydwie dłonie), powtarzałem taką czynność co kilkadziesiąt sekund. Robiłem to, bo palce wciąż wydawały mi się zbyt suche. Oczywiście im więcej je lizałem, tym bardziej mi się wysuszały, więc było to zamknięte koło... Standardem były równo ustawione kapcie przy łóżku, rzeczy składane w kosteczkę, zamiłowanie do kątów prostych (do dzisiaj czuję dyskomfort, gdy np. książki, gazety, pudełka itp. nie są poukładane równo względem siebie albo względem powierzchni, na której leżą). Denerwuje mnie, gdy ktoś ogląda ze mną film i nie uważa, albo jest rozproszony. Jeśli mi samemu coś przerwie, albo sam się rozproszę muszę cofnąć film tak, żeby niczego nie pominąć... Liczę schody, po których wchodzę/schodzę, jeśli coś ma mieć wymiar (rysunek techniczny, komórka tabeli) to albo rzeczywisty (do 4 miejsca po przecinku :)), albo zaokrąglony do pełnej, parzystej liczby. Zliczam litery w wyrazach - nie muszą być parzyste, żebym się dobrze poczuł ;) - jeśli są inne (np. 9, 15...) szukam innej prawidłowości (9 to 3x3, 15 to 5x3). Mniej komfortowo jest, jeśli są to liczby pierwsze. Inne zachowania związane z jakimś rodzajem z symetrii: gdy zrobię krok do przodu prawą nogą i (nie wiem jak to określić) „zauważę” go, skupię na nim jakoś szczególnie swoją uwagę, to zaraz muszę wykonać taki sam lewą (też będąc na nim „skupiony”) potem np. obiema - skok albo coś w rodzaju skoku... Ten schemat (lewa-prawa-obie funkcjonuje zresztą u mnie w różnych innych przypadkach). Sprawdzanie przed spaniem kurków od gazu, kontrola klamek, zamka, sprawdzanie, czy się na pewno czegoś nie zapomniało (pomimo, że 2, 10, 15, 30 sekund wcześniej już sprawdzałem)... Te wszystkie zachowania są ze mną tak długo jak sięgam pamięcią... Poza tym rytuały: ubieranie się i rozbieranie w odpowiedniej kolejności, określone schematy przy myciu okien, naczyń, myciu w wannie, zawsze te same miejsca dla konkretnych przedmiotów (i rozdrażnienie, kiedy ktoś mi coś przestawia albo przenosi)... Z tego co przychodzi mi jeszcze do głowy to np. ściąganie z sieci tutoriali (samouczków) do programów graficznych. Wyszukiwanie, konsekwentne przeglądanie, zapisywanie, katalogowanie, tak, żeby mieć wszystkie. I narastająca frustracja, bo przecież to niemożliwe, żeby je wszystkie w końcu zgromadzić! Jest też jakieś dziwne rozdwojenie: jestem grafikiem i mam raczej twórczy, „rozbujany” przez wyobraźnię umysł. Ale kiedy zaczynam tworzyć, rysować, nie mogę wyjść poza prostokątne ramy, kąty proste i symetrie – to przytłaczające i zniechęcające... Jest też sprawdzanie po kilka-, kilkanaście razy tego co się napisało (postów, dokumentów...) i poprawianie ich, bo jakiś wyraz nie jest na „swoim” miejscu, jakiś użyty „nie ten”... Sznurowadła w butach wiąże w określony sposób... Cóż, jest tego trochę. :)

Jest też niewiarygodna wnikliwość, konieczność analizowania własnego działania połączona z niedowartościowaniem. Zależy mi na opinii innych ludzi, jednak od czasu do czasu staram się z tym walczyć, prowokować ich reakcje np. przez zmianę wyglądu, ubioru - bez wielkich ekstrawagancji, po prostu jakąś zauważalną zmianą. W ten sposób się testuję: czy stchórzę pod naporem reakcji i się wycofam, czy potrafię zbagatelizować uwagi innych... Bardzo się do tego przykładam ostatnio, żeby nie robić sprawy z błahych sytuacji. Wiecie (to może być trochę zagmatwane), mam takie coś, że wiem, taki wymyślony, chyba mało realny obraz tego, jak postrzegają mnie inni (konkretni) ludzie. Do tego (nieprawdziwego) obrazu dopasowuję swoje zachowanie, tak, żeby coś zmienić, albo naprawić. Muszę też wiedzieć jak najwięcej o tym, co ktoś o mnie myśli, żeby naprawianie miało sens i było skuteczne. Jeśli zrobię kolejną rzecz „nie tak”, już wyobrażam sobie jak to wpłynie na mój obraz w oczach innych i staram się zrobić to lepiej. Ale wpadam wtedy w błędne koło wyjaśniania wszystkiego, wypytywania, tłumaczenia się, co jeszcze bardziej narusza mój wyimaginowany wizerunek, zamiast po prostu machnąć na to ręką i być sobą.

No cóż, wątpliwości co do mojego stanu chyba nie ma. :)

Przejdę jednak do sedna. Tiki nerwowe z dzieciństwa minęły, Wszystkie moje natręctwa są męczące, ale mając ich świadomość czasami (nawet często) robię im na przekór i nie daje się im ślepo prowadzić. Udaje się. Co prawda w przypadku niektórych z nich odczuwam wyjątkowo silny przymus, ale i z tym udaje mi się poradzić, a gdy ulegam nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. Czyli te wszystkie moje dziwactwa nie są nadmiernie uciążliwe i potrafię z nimi normalnie żyć. Bałem się totalnej utraty kontroli, gdy na świat przyszło pierwsze dziecko, że nie będę potrafił zaakceptować chaosu, nieprzewidywalności i bałaganu jaki może wprowadzić mały człowieczek, ale – o dziwo – dosyć szybko to zaakceptowałem. Wprowadziliśmy z żoną jednomyślnie pewną rutynę w opiece nad dzieckiem, potrafię wykryć i zdefiniować w zachowaniu naszego dziecka pewne regularności – to chyba trochę pomaga...

Gorzej gdy chodzi o moje kompleksy i chęć podobania się innym, podporządkowanie opinii innych i kreowanie własnego wizerunku – to bywa wyjątkowo denerwujące... Ale, jak pisałem, staram się być sobą i lekceważyć to, jak inni mnie postrzegają. Cóż, nie jest to terapia bezszokowa, bo przy okazji czuję, że tracę kontrolę nad pewną dziedziną mojego życia (nie będę miał wpływu na postrzeganie mnie przez innych, ale czy kiedykolwiek ten wpływ tak naprawdę miałem?). Na razie mnie to fascynuje i czuję się przyjemnie wolny w chwilach, kiedy zupełnie nie zawracam sobie głowy reakcjami innych. Chwilami (falami) przejmowanie się wraca i wtedy już nie jest tak kolorowo...

A! Pytanie! :) Czy istnieje możliwość, że moje objawy się pogłębią i nerwica nasili się z biegiem czasu? Mam w tej chwili ponad 30 lat i nie wiem, czy czasami nie zacząć już teraz szukać pomocy, zanim sprawy nie rozwiną się zbytnio?

Pozdrawiam – M.


PS. Świetnie, że trafiłem na to forum. To pocieszające, że nie jest się samemu, a już zupełnie niesamowite, że można mówić o swoich fobiach i ktoś inny to rozumie! :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
28 lis 2007, 11:10

przez Layla 02 gru 2007, 17:56
hej, jestem tu nowa i postanowiłam podzielić się moją historią. Nie jestem pewna czy mam nerwicę natręctw, gdyż nikt jej u mnie nie zdiagnozował, nie byłam u psychiatry ani u psychologa, jednak czytając o nerwicy natręctw widzę wiele objawów, które pojawiają się u mnie.
Z pozoru wszystko wygląda normalnie, udaję, że nic mi nie jest, tylko czasami jest tak ciężko...Najgorzej jest wieczorem gdy idę spać, to wszystko się nasila. Strasznie się boję, nie wiem czego, czasami ogarnia mnie lęk, ale nie znam jego źródła, boję się, że coś mi się stanie i wtedy zaczynają się różne czynności, które muszę wykonać. Już od dawna muszę dotykać różnych rzeczy po kilka, kilkanaście razy określonej rzeczy, albo konkretnego koloru. Jest to strasznie męczące, moja rodzinę to śmieszy,ale dla mnie nie jest śmieszne, że muszę czegoś dotykać i w zasadzie nie wiem dlaczego to robię, po prostu coś mi mówi,że muszę i już, a jak się próbuję powstrzymywać, to odczuwam dziwny niepokój, że coś mi sie stanie, albo pójdzie mi coś nie po mojej myśli. Gdy leżę w łóżku i próbuje zasnąc muszę najpierw dotknąć pare razy w określonej kolejności łóżka, sciany, szafki, poduszki... Kolejną sprawą jest sprawdzanie różnych rzeczy, czy np drzwi są zamkniete, staram się panować nad tym, ale jest jedno natręctwo, które nie daje mi spokoju- noszę soczewki i codziennie wieczorem muszę się upewnić czy na pewno ściągnęłam je na noc. Niby wiem, że je ściągałam, wiem, że gorzej widzę, a więc nie mogę mieć założonych soczewek, ale i tak muszę się upewnić, sprawdzam po kila razy, czy na pewno są w pojemniczku, patrzę w lusterko czy nie mam ich na oczach, patrzę na różne rzeczy czy gorzej widzę i to wszystko nie daje mi spokojnie zasnąć, wstaję z łóżka i idę sprawdzić czy je ściągnęłam, chociaż nawet jak bym w nich spała nic takiego strasznego by sie nie stało, ale MUSZĘ to sprawdzić. Mam również jakies myśli, że mogłabym sobie lub komuś innemu zrobić coś złego. Budzę sie w nocy i się zastanawiam co by było gdybym skoczyła teraz z balkonu, albo idę ulicą i myśle o tym by wskoczyć pod przejeżdżający samochód, nie żebym chciała się zabić lub kogos innego, bardzo chcę żyć, tylko nachodzą mnie takie myśli i nie potrafię ich od siebie odsunąć. To wszystko się we mnie gromadzi, leżę w łóżku i się boję, że coś się stanie, że ktoś przyjdzie i mnie skrzywdzi, każdy szelest, jakiś odgłos i patrzę w okno czy tam przypadkiem kogoś nie ma.
Ten stan trwa od kilku lat może dłużej trudno mi powiedzieć, czasami jest lepiej, w ogóle o tym nie myślę, cieszę się życiem, ale czasami jest naprawdę ciężko. Wiem, że powinnam iść do jakiegoś specjalisty, ale zawsze miałam problem przed zwierzaniem się komuś z moich problemów czy osobistych spraw, ze wszystkim zawsze próbowałam radzić sobie sama, ludzie nawet bliscy tak mało o mnie wiedzą, nie potrafię się przed nikim otworzyć. Poza tym nie jestem pewna czy chciałabym się"tego" pozbyć, zyję z tym i czuję jakby ta choroba była częścią mnie, lecząc się czułabym jakbym pozbywała się swojej osobowości, części mego charakteru. Nie chcę przyjmować żadnych leków, chcę sama walczyć z tym , ewentualnie, żeby mi ktoś podpowiedział jak mam to robić. Wsparcia ze strony rodziny nie mam praktycznie żadnego, bo choc mówiłam im o tym, to oni tarktuja to jako jakieś moje dziwactwo, nic takiego, że cos sobie wymyślam, ale oni nie wiedzą jak ja się boję. A żeby było śmieszniej to sama studiuję psychologię i może kiedyś zrozumiem przyczynę swojego zachowania.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 gru 2007, 17:18

Homeopatia

przez AgnieszkaZ. 10 gru 2007, 11:33
zalecam wszystkim homeopatie....mi pomaga a stosuje ja dopiero drugi tydz.,jest naprawde dobrze..nalezy udac sie do specjalisty-lekarza homeopaty..przeprowadza wywiad a potem przepisuje odpowiednie leki..powodzenia:) :lol:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 lis 2007, 11:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do