Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

ciągły strach

przez trix 27 sie 2007, 14:00
Mam taka dziwna przypadłośc (bynajmniej dla wszystkich moich znajomych).Zawsze kiedy przechodze koło koscioła,albo mijam jakies kapliczki musze zrobic znak krzyza. przechodzac np 10 minut pozniej koło tego samego miejsca znowu to powtarzam .Nie byłoby w tym nic dziwnego,ale ja to robie nawet 8 razy przy jednym krzyzu.Ciagle wmawiam sobie,że jesli nie odpukam w niemalowane to cos złego stanie sie ze mna albo z jakims członkiem rodziny.Nie umiem tego przerwac,bo ten lek o rodzine jest silniejszy od mojej silnej woli :roll: Już mam tego dosc.Ostatnio nawet moi znajomi to zauwazyli i pukaja sie w czoło jak zaczynam odpukiwac albo ciagle robic znak krzyza.Jak to przerwac?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 sie 2007, 13:50

natręctwa dotyczące swojego ciała

Avatar użytkownika
przez Sian 27 sie 2007, 14:38
Witam wszystkich użytkowników.
Choruję na nerwicę natręctw od 7 lat i coraz trudniej pogodzic mi sie z myślą,ze będę musiała z tym życ do końca swoich dni.O nerwicy wiem juz chyba prawie wszystko,bo nieustannie siedze w internecie i czytam wiele na ten temat.Myslę ze zaden z Was sie temu nie dziwi ;)Jestem własnie w trakcie nawrotu.Kiedys juz napisałam krótką prośbe o pomoc na tym forum i ona zmieniła moje zycie.Mam więc cichą nadzieję ze i tym razem po czyjes mądrej radzie nieco mi ulży.
Chodzi o to że mam o jakieos czasu natrętne mysłi dotyczące swojego ciała.Jakis rok temu miałam atak i nie mogłam przestać sobie wyobrazac ze wychodzę ze swojego ciała.Było cieżko ale jakos przeszło.Teraz znów jest zle.Dwa dni temu w nocy nie mogłam zasnąc i przypomniałam sobie o facecie który siłą własnej woli wyleczył się z AIDS.Wyobrazał sobie,że wirus opuszcza jego organizm i ponoć sie wyleczył.Potem przypomniało mi się jak kolezanka opowiadała o swojej cioci która ciągle twierdziła ze ma guza mózgu wzięli ją do psychiatryka tam sie powiesiła a po sekcji zwłok okazało sie ze miała tego guza.Idąc tym tokiem myslenia,w mojej głowie uroiła się myśl ze jesli ciągle będę sobie wyobrażała ze tracę władzę w nogach,rękach,ciele to w koncu to na pewno się stanie.No i się zaczęło.Dostałam takiego ataku paniki że musiałam natychmiast skontaktować się z moim lekarzem.Zwiększyła mi dawkę leku.Od roku biorę Zotral.Proszę o kontakt jeśli ktoś przeżywał kiedyś podobne rzeczy dotyczące swojego ciała.To mi moze bardzo pomóc.Strasznie się boję ze to mi nigdy nie przejdzie...
Pozdrowienia dla wszystkich,trzymajmy sie..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
131
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 15:54
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez scrat 27 sie 2007, 16:36
Typowe. Mi przeszło bardzo prosto - wmówiłem sobie że jak odpukam to dopiero coś się stanie :) Może banał, ale pomaga. A też było paranoicznie, do tego stopnia że miałem przy łóżku deskę specjalnie po to żeby odpukiwać. Wprawdzie "w zastępstwie" pojawiły się tiki nerwowe... :) Ale wątpię żeby to miało związek.

Zresztą z tego co zauważyłem dużo osób tak ma w mniejszym albo większym stopniu.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Skubanie ...

przez Lukasz1987 27 sie 2007, 19:16
Witam.
przeszukałem, ale takiego tematu nie znalazłem nawet nie wiem czy to co chcę napisać nadaje się na oddzielny temat, ale spróbuję ... do dzieła:

Od jakiegoś czasu kiedy dopada mnie słabszy dzień lub gdy po prostu dopada mnie nerwica zauważyłem, że zębami skubię wargi ... wiem, że to trochę śmiesznie brzmi, ale mam taki problem ... oczywiście gdy mam "lepszy dzień" nie dzieje się nic takiego :(
Jest do dosyć denerwujące bo potem jakby to powiedzieć mam małe zapalenie ... gdy już nie skubię goi mi się ładnie i jest dobrze do czasu gdy znów tam nie będę drażnił ...
hmmm ... chciałbym się spytać czy macie podobny problem i jak zapobiegacie temu :)
wiem, że to może nie jest jakiś wielki problem, ale właśnie min. takie rzeczy są dla mnie uciążliwe
pozdrawiam ...
Mam dopiero 19 lat ...
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
12 sie 2007, 20:40
Lokalizacja
Warszawa

przez apsik84 27 sie 2007, 23:07
ja skubie wargi odkąd pamiętam. Wszyscy na mnie krzyczą i straszą itp itd. ale nic mi nie pomaga... tony kremów, szminek, błyszczyków - nie pomaga :) robiłam to jeszcze przed tym, jak się dowiedziałam że mam nn. NIe wiem to chyba na tle nerwowym - zauważyłam, że nasila mi się gdy się stresuję...

jestem po psychoterapii ale jeszcze biorę leki, wydawało mi się że troche mi to skubanie przeszło, ale chyba jednak nie bardzo ;) nie wiem czy się tego oducze...

pozdrawiam :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez lochness 27 sie 2007, 23:24
Ja skubię, ale skórki wokół palców 8) Też wzmaga się to w sytuacjacvh stresujących, ale nawet bez nich robię to codziennie. Niby nic, ale blizny wokół każdego palca to nieestetyczny wygląd. starałam się tysiące razy, jednak nie potrafię sie odzwyczaić. ale traktuję to chyba luźno, to część mnie, nie jestem modelką, bądź osobą medialną, wiec te palce chyba aż tak bardzo mnie nie przeszkadzają. Ale rozumiem Cię doskonale, że jest to dla Ciebie uporczywe.
Pozdrawiam ;)
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Moja nerwica

przez halibut85 28 sie 2007, 04:42
Witam wszystkich,
Czytając inne posty zrobiło mi się jakoś lżej na duchu, nie z tego powodu, zę jestem złośliwy i sprawia mi przewrotną przyjemność czytanie, jak inni borykają sie ze swoją chorobą, nie. Zrobiło mi się lżej, ponieważ przez wszystkie te lata kiedy cierpiałem (i cierpię nadal) na nerwice natręctw nigdy tak naprawdę nie miałem okazji o tym porozmawiać, nigdy nikt nie opowiadał mi o swoich przeżyciach w tej materii. Może dlatego przez pewien okres czasu wszystko wydawało mi sie mroczne, wstydliwe i na wskroś osobiste. teraz, kiedy czytam Wasze posty wiem, ze nie jestem sam, że można o tym powiedzieć, podzielić sie tymi wszystkimi szczegółami. Sprawić, ze w końcu troszkę "ulży", zdobyć sie na dystans...
Moja nerwica natręctw zaczęła sie coś około 7-8 roku życia, oczywiście nie miała wtedy takiej formy i natężenia jak później, ale to już wtedy kiełkowało. Zaczęło się od tego, ze kiedy oglądałem telewizję z rodzicami i przez dłuższy okres czasu sie nie odzywałem to w głowie roiła mi się myśl czy nie straciłem głosu. Konsekwencją tego było pomrukiwanie, żeby sprawdzić czy jeszcze mam głos. Na początku mruczałem rzadko, przeważnie kiedy oglądałem telewizję lub byłem w miejscu gdzie dłuższy czas trzeba siedzieć, nic nie mówić i być skupionym. Potem przeprowadzałem te "testy" głosu coraz częściej. W końcu rozwinęło się to wszystko, połączyło z innymi, nowo powstałymi objawami i powstał jeden z pierwszych rytuałów - określony sposób mruczenia skombinowany z niektórymi prostymi (aha!) czynnościami typu: wkładanie spodni czy skarpetek, których to oczywiście nie zawsze się udawało wykonać prawidłowo za pierwszym razem i wymagały powtórek i pomrukiwań aż z głowy ulatywało poczucie niepokoju. Czasem trwało to kilkanaście minut. Oprócz tego zacząłem dotykać ścian w domu, drzwi i innych miejsc (nie wiem czemu akurat te), zawsze przechodząc korytarzem musiałem dotknąć ręką ściany lub zahaczyć ją łokciem (kiedy np. niosłem coś w rękach, raz się przez to herbatą gorącą oblałem). Dywan w geometryczne wzorki - nigdy nie stawałem na fioletowych kwadratach. Omijałem (i do dzisiaj to robie) pęknięte płytki chodnikowe. Potem doszło do tego zamykanie oka od tej strony, od której mijam lustro w przedpokoju, nie spoglądanie w lustro kiedy nie potrzebuje (w łazience zamykałem oczy lub pochylałem nisko głowę), kiedy już zdążyło mi sie niefortunnie spojrzeć, to wzrok od lustra mogłem oderwać tylko przez specyficzny, gwałtowny ruch głową (i to mi pozostało do dziś). Na początku bolał mnie kark a potem sie przyzwyczaiłem.
Kiedy byłem starszy pojawiły sie nowe formy, związane z symetrią i liczbami. Wszystkie czynności w wypadku, kiedy nie udało mi się ich wykonać "prawidłowo" za pierwszym razem (prawidłowo, czyli tak, ze znikało uczucie niepokoju) wykonywałem odpowiednia ilość razy np. do siedmiu, dziewięciu, ośmiu, trzynastu (w zależności od tego jaka akurat liczba dawała mi "pokój"). jeśli coś się nie udało za pierwszym razem to robiłem to jeszcze sześć razy i zastanawiałem się czy za tym siódmym (lub dziewiątym, lub trzynastym, w zależności od liczby) jest w porządku. Jeśli nie, to wykonywałem tę czynność znowu siedem razy i w miarę potrzeb kolejne siedem razy. Potem to się przerodziło w superserię - 7x7 i supersuperserię (7x7)x7. Czasem głupie zamknięcie szafki, czy zgaszenie światła trwało kilkadziesiąt minut. Powoli zacząłem mieć ego dosyć i jakoś siłą woli przesunąłem te moje wyliczenia w stronę symetrii. Kiedy zamykałem jedno skrzydło szafki musiałem też na chwilkę otworzyć i zamknąć skrzydło drugie (w czym prawa strona byłą uprzywilejowana bo na niej zawsze kończyłem czynność i nie musiałem już uzupełniać odpowiednią czynnością po stronie lewej). Odnosiło się to też do stawiania kroków w pewnych miejscach, układania przedmiotów i całej masy rzeczy na które już nie zwracałem uwagi i wykonywałem automatycznie. Największe nasilenie mojej nerwicy miało chyba miejsce w liceum i to zwłaszcza przed położeniem się do łóżka. musiałem ułożyć jednym ruchem prześcieradło tak, żeby było idealnie (kilka, kilkanaście minut), odpowiednia kolejność podusze i ułożenie kołdry. jeśli podczas wykonywania tycz czynności coś mnie zakuło lub zaswędziało - zaczynałem jeszcze raz - do dziewięciu, osiemnastu, dwudziestu siedmiu (bo potem ugruntowała się pozycja liczby 9 - przemnożona przez dwa, daje wynik 18 a 1+8 to też dziewięć, 3x9=27, 2+7=9 itd. bardzo mi odpowiadało i odpowiada nadal, ze wszystko, nieważne ile prób, i tak kończy sie dziewiątką). Kiedy już jakimś sposobem pościeliłem musiałem jeszcze wyłączyć telewizor (skacząc kanałami do 9 i z powrotem) wrzucić skarpetki do szafki (nie wiem na czym polegała prawidłowość tej czynności ale zajmowała strasznie dużo czasu) ułożyć na krześle resztę garderoby. I kiedy już to wszystko było zrobione a ja już prawie mogłem sie położyć spać pozostawało jeszcze jedno - zgasić światło i po ciemku, o nic nie zaczepiając położyć sie do łóżka. Oczywiście wszystko wykonane odpowiednia ilością ruchów i kroków i prawie nigdy nie udawało się za pierwszym razem. A kiedy już sie w końcu udało położyć i przemyślawszy to jeszcze raz uznawałem, ze w żadnej czynności nie było błędu, mogłem w końcu zasnąć - nigdy twarzą do ściany i zawsze z prawą stopą pod kołdrą. Średnio od momentu kiedy czułem sie senny i zaczynałem ścielić a momentem kiedy mogłem już zasnąć w łóżku mijały 3 godziny. Oczywiście nie było mowy o skrótach czy pójściu na łatwiznę - myśli magiczne i narastający niepokój. Teraz już wygląda to lepiej, choć pewne rytuały są, zwłaszcza w momentach kiedy sie stresują lub denerwuje - wszystko to wraca.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 sie 2007, 03:48

Avatar użytkownika
przez Twilight 28 sie 2007, 05:01
Pocieszę Cię, że to co opisujesz to standardowe, wręcz podręcznikowe objawy nn i całkiem zwyczajne - ale to już pewnie wiesz, czytając inne posty.

Zabrakło mi tutaj natomiast najważniejszej informacji - czy się leczysz, czy zasięgnąłeś pomocy specjalisty.

Kolejna sprawa, to, może sie mylę - ale wydaje mi się, że wciąż w jakiś sposób skupiasz sie na podmiotach natręctw, a one są tu kompletnie KOMPLETNIE nie ważne. Dziś to mruczenie i tak dalej, jutro, łyżeczka albo meteoryt.

Kiedyś, zapewne sporo PRZED owym mruczeniem, które bierzesz za początek, musiałeś nie pozwalać sobie na odczuwanie czegoś, bardzo, bardzo nie chciałeś czuć jakiejś obawy. Kompletnie nie ma znaczenia, czy to dziś sie wydaje racjonalne, czy nie, ale nie chciałeś tego czuć wtedy na tyle, że ''zamulałeś'' sobie umysł jakimś ''rytuałem myślowym". Z czasem weszło Ci to w nawyk i uciekałeś w ten sposób przed coraz większa ilością odczuć czy obaw, aż do zauważalnego i zapamiętanego przez Ciebie stanu.

Terapia może pomóc Ci dojść do źródeł, poradzić sobie z nimi mądrzejszymi metodami, (powtarzam to w nieskończoność i powtórzę, a napisała to kiedyś Bethi - "odwaga to nie jest nie bać się, odwaga to wiedzieć, że są rzeczy ważniejsze niż strach") pozwalać sobie czuć i teraz.

Objawy będą słabnąć, aż do całkowitego zaniku - nie pojawiły się takie, jakie są od razu, znikać tez będą stopniowo, ale z każdym dniem coraz szybciej.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

natręctwa dotyczące swojego ciała juz odpadam;/

Avatar użytkownika
przez Sian 29 sie 2007, 13:25
Witam wszystkich użytkowników.
Choruję na nerwicę natręctw od 7 lat i coraz trudniej pogodzic mi sie z myślą,ze będę musiała z tym życ do końca swoich dni.O nerwicy wiem juz chyba prawie wszystko,bo nieustannie siedze w internecie i czytam wiele na ten temat.Myslę ze zaden z Was sie temu nie dziwi ;)Jestem własnie w trakcie nawrotu.Kiedys juz napisałam krótką prośbe o pomoc na tym forum i ona zmieniła moje zycie.Mam więc cichą nadzieję ze i tym razem po czyjes mądrej radzie nieco mi ulży.
Chodzi o to że mam o jakieos czasu natrętne mysłi dotyczące swojego ciała.Jakis rok temu miałam atak i nie mogłam przestać sobie wyobrazac ze wychodzę ze swojego ciała.Było cieżko ale jakos przeszło.Teraz znów jest zle.Dwa dni temu w nocy nie mogłam zasnąc i przypomniałam sobie o facecie który siłą własnej woli wyleczył się z AIDS.Wyobrazał sobie,że wirus opuszcza jego organizm i ponoć sie wyleczył.Potem przypomniało mi się jak kolezanka opowiadała o swojej cioci która ciągle twierdziła ze ma guza mózgu wzięli ją do psychiatryka tam sie powiesiła a po sekcji zwłok okazało sie ze miała tego guza.Idąc tym tokiem myslenia,w mojej głowie uroiła się myśl ze jesli ciągle będę sobie wyobrażała ze tracę władzę w nogach,rękach,ciele to w koncu to na pewno się stanie.No i się zaczęło.Dostałam takiego ataku paniki że musiałam natychmiast skontaktować się z moim lekarzem.Zwiększyła mi dawkę leku.Od roku biorę Zotral.Proszę o kontakt jeśli ktoś przeżywał kiedyś podobne rzeczy dotyczące swojego ciała.To mi moze bardzo pomóc.Strasznie się boję ze to mi nigdy nie przejdzie...
Pozdrowienia dla wszystkich,trzymajmy sie..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
131
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 15:54
Lokalizacja
Wrocław

powtarzanie jakiegos zdania, fragmetu tekstu i inne...

przez koshmar 29 sie 2007, 15:23
czesc czy zdarza wam sie tak ze powtarzacie krótki fragment\zdanie z piosenki lub jakiegos tekstu np. z filmu. Ja tak mam jak ide po ulic i np po chwili zauwarzam ze juz od kilku minut powtarzam w głowie to samo zdanie i probuje przestac i czasem jest trudno.

A wogóle to też tak mam,że czasem gadam sam do siebie tak jak bym gadał do ludzi.

I jeszcze kiedyś jak byłem mały szybko biegłem po klatce na 3 piętro do domu bo sie bałem że mi się tam Jezus albo Maryja pojawi i mnie ukara za grzechy... To może być nerwica natrectw? Jakoś bardzo mi to nie przeszkadza bardzo dokucza mi nerwica lękowa, ale jestem ciekawy jak to ocenicie.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
01 paź 2006, 18:19

Avatar użytkownika
przez anonim 29 sie 2007, 15:42
To że powtarzasz sobie jakieś fragmenty np piosenki to normalne, chyba każdy tak ma, że jak spodoba mu się jakiś fragment piosenki czy czegoś i ciągle to powtarza w głowie. Naukowcy nazwali to swędzeniem mózgu :D (w teleexpresie kiedyś mówili o tym, ale nie wiem, czemu tak to nazwali) Nie ma na to rady, chyba zostaje Ci powtarzanie, aż ci się znudzi...
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

przez lochness 29 sie 2007, 18:37
anonim słusznie napisał, że takie powtarzanie dotyka każdego. podoba mi sie to określenie - 'swędzenie mózgu' :)

więc koshmar nie zadręczaj się tym.

Jak byłam mała to też szybko wbiegałam do domu na II piętro, bo bałam się np gwałciciela lub pijaka z dołu klatki. Poprostu dziecięcy strach, bezbronność.

Jedynie to gadanie do siebie może być niepokojące.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez okv 01 wrz 2007, 20:28
Mnie juz dawno tutaj nie bylo, przegladam, trafilam na pytanie bez odpowiedzi, wiec wypada cos nagryzdac.
Powiem tak, jesli czujesz przymus to musi byc i grozba, co jesli tego nie zrobisz. To jest ten problem, przez obawy nie mozna spac, czlowiek czuje sie osaczony, z wielkim glazem na barkach, ciagle zadreczanie. Chodzilam do tych wszystkich specjalistow, ale jesli sie przed nimi nie otworzysz to nie masz na co liczyc. Kiedys mialam pewna wizje psychiatry, musial to byc czlowiek powazny, ale z tygrysim okiem, dodatkowo czytajacy miedzy wierszami, niestety na takiego nie trafilam. Teraz radze sobie z tym zupelnie sama. To glupie, ale musze to napisac. Wbrew podlym, ociemniajacym myslom nic sie nie stanie jesli czegos nie powtorzysz :) A przekonalam sie o tym, kiedy bylam wlasnie na wszytsko obojetna, zlewalam siebie, innych i przy okazji chorobe, nie zalezalo mi. Kiedy czulam, ze musze ponownie podniesc olowek, zastanawialam sie(chcialam logicznego wytlumaczenia), odciagalam dlon, a stwierdzenie "to tylko olowek, daj sobie spokoj, napij sie herbaty z cytryna" stawalo sie moim przyjacielem, i tak juz na niczym mi nie zalezalo, czulam jakbym z calych sil krzyczala w srodku, walczylam ze soba, ale olowek zostal na miejscu, z czasem (jak to bywa) zapominalam o podobnych sytuacjach- takie sa "konsekwencje" klocenia sie ze soba. Nielogiczna podswiadomosc nie moze miec kontroli!
Wiesz, po kazdym takim wyczerpujacym zwyciestwie nabieram pewnosci siebie. Nie zawsze staje sie na piedestale, jednak latwiej jest sie z tego uniesc podczas pierwszych prob kiedy zaliczamy niby stan krytyczny (bez kontaktu z rzeczywistoscia). Podczas tych lepszych dni jest trudniej, bo juz na czyms ci zalezy i boisz sie sprzeciwiac- tu czesto ponosze porazke. Jednak sie nie poddaje, a ludzi z dyplomami juz nie zamierzam odwiedzac. Kiedy przeczytasz cale forum nie bedziesz mial juz zabdych pytan. Pozrawiam
"To dar i przekleństwo"
Avatar użytkownika
okv
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
13 sty 2007, 15:42

leczenie nn

przez 125klara 09 wrz 2007, 23:42
Podobno najlepszą metodą walki z nn jest terapia poznawczo-behawioralna. Kilka prywatnych osrodkow w Polsce sie wlasnie tym zajmuje.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 lip 2007, 15:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do