Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Prośba o pomoc

przez Matka 01 paź 2008, 15:13
Witam. Dziękuję za cenne informacje.
Chciałam wyjaśnić, że chodząc do psychologa czy na warsztaty psychologiczne (metoda Herllingera) walczyłam o odzyskanie swojej równowagi psychicznej (nie umiałam sobie radzić z tą trudną sytuacją). Moja bezsilność w sytuacji kiedy mój syn praktycznie wyłączył się z życia, obserwowanie jego stanu (z przystojnego, wesołego mężczyzny stał się wychudzonym, smętnym facetem) doprowadzała mnie nieomal do załamania psychicznego. Dzięki intensywnej pracy nad sobą odnalazłam pewną stabilizację psychiczną. Wiem, że mój spokój jest jednym z najważniejszych czynników w walce o odzyskanie sił i radości mojego syna. Stąd staram się najlepiej jak potrafię pracować nad sobą .
Szukałam też pomocy u psychiatrów i psychoterapeutów.Jednak nie otrzymałam żadnych przydatnych w mojej sytuacji rad. Jedyne co usłyszałam od jednego z nich, to że nie powinnam się zgadzać na żądania chorego. Dobrze mówić, a tymczasem to ja na co dzień jestem z osobą cierpiącą na ZOK i muszę mierzyć się z trudnymi sytuacjami i agresją syna. Straciłam wiarę w specjalistów.
Co pogarsza sytuację, to fakt, że syn nie chce ze mną rozmawiać. Nie tylko na temat choroby, ale co gorsze na jakikolwiek temat. Unika mnie jak może. Ucieka nawet od kontaktu wzrokowego. Czasami rozmawia ze mną, ale tylko zza drzwi. To dla mnie bardzo trudne :-(
Przypadkowo znalazłam w internecie Waszą stronę i pomyślałam sobie, że tutaj na pewno dowiem się co naprawdę czują osoby mające ZOK i może tutaj otrzymam wskazówki - jak mogę pomóc mojemu synowi.

Jego choroba trwa już ponad 4 lata. Bywały okresy kiedy potrafił się ostro zmobilizować. Dokończył studia - napisał pracę i obronił się. Podjął pracę, chodził na siłownię, spotykał się z dziewczynami. Bywały też bardzo trudne chwile. Tak jak teraz.Całkowicie wyłączył się z życia. Stracił pracę i co gorsza dziewczynę. Wiem, że czuje się bardzo osamotniony. Ja niestety nie mogę zapełnić tej luki, bo mnie w żaden sposób nie dopuszcza do siebie.
Byłabym bardzo wdzięczna za Twoje doświadczenia :-) Szczególnie uwagi dotyczące tego jakiego postępowania oczekiwałabyś od bliskich? Które byłyby Twoim zdaniem pomocne? Jakie postępowanie Twoim zdaniem jest najskuteczniejsze w zwalczaniu objawów???

---- EDIT ----

Mogłabyś mi coś więcej powiedzieć o tym jaki wobec Ciebie zastosowano szantaż? Może jest to jakaś metoda w przypadku mojego syna?
Dodam, że syn nie chce słyszeć o leczeniu i braniu leków. Jakakolwiek próba rozmowy na ten temat powoduje u niego straszny niepokój i agresję. To mnie przeraża, bo wiem że to samo nie minie, a tylko może się nasilać.
Bardzo dziękuję, że odpowiedziałaś mi. Może obie mogłybyśmy sobie pomóc? Ty mi opowiesz o swoich problemach, a ja jako obca osoba, spróbuję Ci pomóc :-)
Matka
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 wrz 2008, 13:55

Re: help

przez Matka 02 paź 2008, 08:54
Kochanie,
tak mi przykro, że się tak męczysz. Jesteś silną, wrażliwą osobą i na pewno podejmiesz właściwe działania. Zacznij od zastanowienia się jakiego wybrać psychiatrę. Czy to powinna być kobieta czy mężczyzna i w jakim wieku. Oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia mają swoje strony internetowe, na których m.in. zamieszczają informacje "Gdzie się leczyć" np. www.nfz-poznan.pl lub www.nfz-wroclaw.pl. Tam wybierzesz dział "Opieka Psychiatryczna I Leczenie Uzależnień", potem poradnie zdrowia psychicznego. Masz tam podział na powiaty, gminy i dzielnice. Przy każdej poradni masz adres i nr telefonu. Zadzwoń i dopytaj rejestratorki o lekarzy. Wybierz takiego, który spełniał będzie twoje kryteria. Dodam, że do psychiatry nie potrzeba skierowania. Wystarczy się zarejestrować i pójść z dowodem tożsamości.
Nie czekaj. Wyszukaj już dziś poradnie i wybierz swojego lekarza. Im szybciej zaczniesz leczenie, tym szybciej odzyskasz spokój i radość życia. Jeśli mogłabym Ci w czymś jeszcze pomóc, proszę napisz do mnie. Ja Ci wczoraj odpisałam na Twoją odpowiedź z propozycją wzajemnej pomocy :-) ("Prośba o pomoc", Matka). Cieplutkie uściski od Matki :-)
Ps. Może powiesz mi jak Ci na imię. Łatwiej będzie nam rozmawiać :-)
Matka
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 wrz 2008, 13:55

Re: Prośba o pomoc

przez kasika2008 02 paź 2008, 22:16
witam Panią serdecznie,

A ja jako osoba chora, uważam że robi Pani bardzo żle.To miłe że troszczy się Pani o swojego syna ale niewolno robić tego kosztem siebie.Uważam że syn doprowadzi Panią do załamania nerwowego.Proszę jak najszybciej znależć dla syna jakiś szpital,najlepiej przyprowadzić lekarza do domu.Pani mu w tej chwili nie pomaga ale pogarsza sytuację i do tego niszczy siebie.pozdrawiam
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
09 mar 2008, 14:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

prośba

przez lidia123 06 paź 2008, 10:53
Mój syn jest chory na nerwice natrectw a przy tym ma jeszcze depresje.Poniewaz sytuacja wyglaada bardzo zle,leki mu nie pomagaja leczy sie juz 9 ms.Mam pytanie czy ktos moze był w osrodku w Orzeszu???Leczył ktos sie tam???Poza tym jeszcze jedno pytanie czy ktos dostał rente z takim schorzeniem???Syn ma 15 lat.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 kwi 2008, 10:58
Lokalizacja
Kraków

Re: prośba

Avatar użytkownika
przez magik223 06 paź 2008, 16:46
lol nerwica w wieku 15 lat? I depresja ? niby czym spowodowana?
To chyba może byc Twoja wina :P Co do renty nie wiem ale zarabianie na dzieciaku w taki sposob to eh ;]
Co do leczenia to może nie ośrodki ale pozowlic pobawic mu się z rówieśnikami ? A nie trzymac jak wiewiórke w pudełku ?:|
Powiedzieć, że bez wiary świat jest mniejszy tym samym wierzyć w drugie życie, a to pierwsze spieprzyć"
"A co zdobyte nigdy nie bedzie szczytem -Widze szczyt, a za szczytem-Zaszczyt za zaszczytem-Lsnienie mistrzostwa kieruje moim bytem"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
05 paź 2008, 16:15

Re: prośba

przez lidia123 06 paź 2008, 17:06
Po co piszesz takie głupoty!!!Nie pytam o rente w celu zarobienia!!!a skad wiesz że go ktos trzyma w klatce.Widac ,ze nie masz pojęcia o czym pisze!!!A dokładnie to NN ma od 13 roku zycia!!!I na pewno przeze mnie!!!

---- EDIT ----

Depresja spowodowana chorobą!!!

---- EDIT ----

Tak jak myslałam.Przeczytałam Twoje posty na tym forum i rzeczywiście nie masz pojęcia o czym pisze!!!
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 kwi 2008, 10:58
Lokalizacja
Kraków

Re: prośba

Avatar użytkownika
przez danuta2543 06 paź 2008, 18:19
lidio bardzo ci współczuje jako matka na pewno przezywasz syna chorobę a co do rety to musi ocenić lekarz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 18:36

Re: prośba

przez Alexandra 07 paź 2008, 07:25
Nie skomentuje wypowiedzi Magika. Nie wiem, kto to jest, ale na pewno nikt, kto ma jakiekolwiek pojecie o tej chorobie. Madra osoba wie, ze nerwica spotyka zarowno dzieci, mlodziez, jak i doroslych. Teraz coraz czesciej kilkunastolatkow. Tak wiec nie reaguj na takie posty.
tyle ode mnie
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: prośba

przez sebcio 07 paź 2008, 07:44
Przedewszystkim magik223, zrob najpierw cos z ta swastyka, zmien avatara
sebcio
Offline

Re: Moja historia - czyli jak to się zaczło - natrectwo liczb

przez sebcio 07 paź 2008, 17:10
nie martwcie sie, nie musicie juz sie bac liczby 666, najnowsze badania wskazuja na to ze pierwotnie Ap.Sw.Jana zostala niepoprawnie przetlumaczona (skopiowana) i liczba bestii (wcale nie Szatana) to 616.
A raczej wszystko wskazuje na to ze tu chodzi o cesarza Nerona.
sebcio
Offline

Re: Moja historia - czyli jak to się zaczło - natrectwo liczb

przez Matka 10 paź 2008, 16:21
Witam :-)
jestem matką syna, który od ponad 4 lat z walczy z tym TYRANEM złego myślenia.
Powiem Ci Hackthebrain, że syn dokładnie jak Ty wychodził z założenia, że doskonale sobie z tym poradzi bez psychoterapeutów i "prochów". Okazał się bardzo twardy w walce, ale niestety efekt jest taki, że teraz NN nasiliła się tak bardzo, że praktycznie wyłączył się z życia. Z przystojnego, wesołego faceta stał się nerwowym, chudym smutasem. Niestety wystawił mnie poza margines osób, które mogą mu pomóc. Wprzągł mnie w swoje rytuały. Moje próby przeciwstawiania się tym rytuałom kończyły się agresją (chwilami walił pięściami w szyby w drzwiach i krwawiły mu ręce), że nie wspomnę o słowach jakie kierował do mnie. To było straszne, bo nie wiedziałam jak się odnaleźć w takich sytuacjach. Sama wpadłam w taką depresję, że nie miałam sił do życia. Musiałam szukać pomocy u psychologa. Gdyby nie to, to pewnie byśmy się pozabijali :-(
Niestety teraz doszedł do krytycznego momentu - stracił wszelkie nadzieje. Kolejne nieudane związki z dziewczynami, niepowodzenia w pracy, problemy z jedzeniem (rytuały przeszkadzały mu w jedzeniu) spowodowały, że stracił siły psychiczne i fizyczne. Stał się wrakiem człowieka!!! W końcu przyznał się do choroby!!! Kilka dni temu trafił do dobrego psychoterapeuty (wspólnie z moim bracholem zorganizowałam mu wizytę). Bez naszego udziału na pewno nie miał dość sił, żeby zorganizować sobie tę wizytę. O dziwo od razu po wizycie wykupił "prochy" i zaczął je brać. Widać, że miał ogromną determinację, bo bez tego NIGDY NIE ZDECYDOWAŁBY SIĘ BRAĆ "PROCHÓW". Mam nadzieję, że dzięki temu odnajdzie siły,żeby rozpocząć terapię, która przywróci go do życia. Psychiatra (który notabene został dobrze oceniony przez mojego wymagającego syna) po rozmowie z nim stwierdził, że mimo ogromnego nasilenia objawów, ale przy jego zdrowym samokrytycyzmie w ocenie jego stanu psychicznego są szanse, że już w ciągu 6 miesięcy powinien wrócić do normalnego życia.
Na razie nie ma pracy i pewnie przez ten czas nie będzie miał dość sił, żeby ją znaleźć. Niemniej jednak to wszystko głupstwo, jeśli tylko odzyska wigor i radość życia. NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ!!! Te 4 lata to był prawdziwy koszmar zarówno dla niego, jak i dla mnie. Obserwowanie jak się męczy, jak fizycznie się kurczy (schudł 15-20 kg), a jego twarz staje się posępna i pełna agresji, to było PONAD MOJE SIŁY.
Przepraszam, jeśli moja opowieść wydała się zbyt przykra. Niech stanie się ona dla Ciebie pewnym doświadczeniem, nad którym warto się zastanowić.
Jesteś młodym człowiekiem, który ma dla kogo żyć i dlatego nie bagatelizowałabym tej podstępnej choroby. Nigdy nie wiadomo kiedy może się ona przerodzić w TYRANA. Stąd gorąco namawiałabym Cię, żebyś znalazł dobrego psychoterapeutę, który przywróci Ci spokój i harmonię.
Cieplutko pozdrawiam,
Matka
Matka
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 wrz 2008, 13:55

Re: Moja historia - czyli jak to się zaczło - natrectwo liczb

przez Valijka 10 paź 2008, 16:31
Myślę, że w pewnym momencie trzeba pójść po pomoc...

Ja byłam dziś u psycholożki. Bardzo miła i kompetentna. Uprzedziła, że nie będzie łatwo, ale powinno być dobrze. Tylko najpierw zaleciła podleczenie się lekami i zaczniemy psychoterapię. Powiedziała, że zrobiłam pierwszy krok, a to znaczy że jestem mądra i umiem walczyć o siebie. Mówiła też, że wielu młodych ludzi walczy z tym cholerstwem.

Tylko zasmuciła mnie moja mama. Psychiatra dla niej=wariat. Trudno jej to zaakceptować, że chcę sie leczyć.

:(
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
08 paź 2008, 16:28

Re: Moja historia - czyli jak to się zaczło - natrectwo liczb

przez mamtegodosc17 10 paź 2008, 17:57
up nie przemuj sie rodzicami , mimo ze bardzo kocham mame to nie potrafie jej wybacyzc tego ze mnie nie rozumie i momentami jestem blisko znienawidzenia jej , lecz zawsze sie opamietuje i nigdy nie wyrzucam z siebie slow zeby potem zalowac . Mnie rodzina niszczy , jest tokstyczna , staram sie od nich odciac psychicznie i musze powiedziec ze mimo ze to jest samolubne to wychodzi mi to na dobre a ja juz mam dosc cierpienia z ich powodu .
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 paź 2008, 15:53

Re: Prośba o pomoc

przez etien 11 paź 2008, 13:37
Witam!

Choruje na ZOK od trzech lat. Na początku byłam pewna, że ten cały stan jest przejściowy i sama jakoś z tego wyjdę. Jednak rzeczywistość wyglądała inaczej, stałam się istotą nie zdolną do robienia czegokolwiek. Podobnie jak z Pani synem całymi dniami leżałam, nie myłam się, nie wychodziłam z domu tylko cały czas myślałam. Próbowałam w myślach rozgryść wszystkie te obsesje które mnie dopadały i nie dawały mi spokoju. Czasami popadałam w załamanie i krzyczałam sama na siebie, na te myśli itp. Miałam różne głupie myśli, wydawało mi się iż przez te myśli krzywdzę swoich bliskich co właśnie powodowało, że w jakiś sposób stawałam się dla nich agresywna. Tak naprawdę czułam się winna, że mam takie myśłi. Moja mama wtedy obserwując to co się ze mną dzieje próbowała mnie umówić do psychiatry jednak ja się wzbraniałam i ostatecznie nie poszłam.
Jednak przyszedł taki moment, iż czułam się już fatalnie i wiedziałam iż potrzebuje pomocy. Zaczełam chodzić do psychologa i to w jakimś tam stopniu mi pomogło. Jednak były okresy gorsze i lepsze... Za namową psychologa i mając świadomość, że nie chcę w życiu niszczyć tego na czym najbardziej mi zależy, w lekkiej desperacji udałam się do psychiatry. Przepisano mi leki. Przyznam, iż świadomość brania leków mnie załamała, tym bardziej że czułam się po nich otępiała i zobojętniona. Popadłam w depresje - brałam i na to leki. Po paru miesiącach poczułam się lepiej i natychmiast rzuciałam przyjmowanie jakichkolwiek leków. Byłam przeciwniczką leczenia farmakologicznego. Potem przez kolejnych chyba 8 miesięcy chodziłam tylko do psychologa. Zaczeło mi się pogarszać.
Myślę, że trzeba dojrzeć samemu do tego aby podjąć świadome leczenie. W tamtym czasie podjełam leczenie w takim stanie jakby histerii i nie byłam na to w ogóle przygotowana dlatego mnie to załamało.
Od miesiąca jest ze mną źle. Są dni kiedy właśnie się nie myje, śpię do południa, dosłownie nic nie robię. Jestem bezrobotna i to dodatkowo mnie załamuje. Jednak przyznaję, że mam dosyć tego stanu i chcę się wyleczyć. Wierzę, że mi się uda. Jestem teraz świadoma i przygotowana na leczenie. Od dwóch tygodni biorę leki. Póki co minęła mi depresja ale natrętne myśli wciąż bardzo intensywnie mnie atakują. Ale jestem dobrej myśli, wierzę iż leki w końcu na te myśli też zaczną działać. Jestem gotowa podjąć cały ten trud aby tylko wyzdrowieć. Chcę być szczęśliwa i tylko to głupie NN mi w tym przeszkadza.
A co do Pani sytuacji jeśli chodzi o oczekiwania chorego odnośnie rodziny to mnie najbardziej wkurza kiedy moja mama bagatelizuje całą sprawę. Kiedy rzuca teksty typu, że jeśli bym się wzięła do roboty to przestałabym mysleć. Zeby to było takie proste. Wkurza mnie to, że jak w końcu wyjdę z domu, spotkam się z bliskimi mi osobami to ona narzeka, że nie posprzątałam. Czepia się według mnie głupich drobiazgów, które w danej sytuacji są dla mnie najmniej ważne. Zamiast cieszyć się, że chociaż coś udało mi się danego dnia zrobić. Moja mama nie uświadamia sobie, że to jest choroba, że to co jest dla zdrowego oczywiste nie musi wcale być oczywiste dla mnie. Wiem, że obecnie moje dni wyglądają fatalnie i wcale tego nie chcę. Staram się, chodź często z tymi myślami przegrywam. I wszelkie jakieś takie ostre uwagi ze strony bliskich są irytujące. Lubię kiedy widzę, że mama się o mnie troszczy, np. łagodnie zachęca mnie do wyjścia na spacer, dodaje mi otuchy i wiary że z tego wyjdę. Wolę kiedy mama nie komentuje i nie krytykuje tego, że np. znów snuję się jak cień po domu. Wolę wtedy normalną zwyklą rozmowę np. na temat filmu niż na mój temat. Irytujące jest kiedy czasami chcę o czymś z mamą pogadać, bo potrzebuję zadać parę pytań aby się uspokoić i widzę nie chcęć mojej mamy do tej rozmowy. Pytania osoby z ZOK mogą być dla zdrowego głupie, niedorzeczne itp., ale one często budzą tyle strachu, że jest to nie do opisania. I jeśli ktoś spokojnie mógłby to wytłumaczyć pokazując iż nie trzeba się bać to byłoby super. Mojej mamie niestety brakuje cierpliwości i nie chce ze mną rozmawaić o tym bo się denerwuje zaraz na mnie. Oczywiście nie o wszystkim można porozmawiać z bliskimi, o tej całej większości nie da się porozmawiać, to tylko do wglądu dla psychologa. Ogólnie wolałabym aby moja mama miała jakomkolwiek wiedzę na temat ZOK, wtedy pewne rzeczy byłoby jej łatwiej zrozumieć. Mi osobiście pomaga też zbieranie różnych informacji na ten temat gdyż to uświadamia mi, że to tylko choroba i nie muszę przejmować się tymi myślami.

---- EDIT ----

Jeszcze tylko dodam, iż zazwyczaj wszyscy psychiatrzy odradzają bliskim powtarzania rytuałów pod namową chorego.
W każdym razie ja od kiedy mam ZOK nie mogę oglądać wszytskich filmów, bo niektóre tematyki wywołują we mnie stres i właśnie obsesje. Naszczęście moi bliscy w tej kwesti się do mnie dostosowują.
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do