Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez fisiel 11 kwi 2008, 18:36
pytasz o stopniowe przechodzenie tych myśli. więc najpierw pojawiła się chwilowa myśl, która równie szybko zniknęła: a jak to schizofrenia? obleciał mnie strach, ale myślę sobie: nie , na pewno nie... ale chyba sama sobie nie uwierzyłam bo zaraz po tym weszłam na wikipedię i przeczytałam o objawach. co prawda to prawda - nie miałam się do czego przyczepić oprócz swojej hipochondrii i skłonności do histeryzowania (które też występują w schizofrenii). i od tego się zaczęło, z każdą chwilą gdy bardziej się zagłębiałam w czytanie objawów, zaczęłam sobie wyobrażać jak wyglądałoby moje życie gdybym na to zachorowała - w tym momencie - atak paniki. Od tego momentu - najpierw niezbyt często ale z czasem coraz bardziej - zaczynałam próbować się "przyłapywać" na objawach, co wzmagało mój lęk. wiadomo jak działa nerwica - myślisz o czymś co powoduje lęk, przez co jeszcze bardziej o tym myślisz i lęk tak rośnie stopniowo.
i tak miesiącami się zamartwiałam, aż doszła mi depresja - i to był najgorszy moment - kilka razy byłam w stanie derealizacji i właśnie wtedy najbardziej się siebie bałam bo wszystko odczuwałam inaczej. wiadomo- im bardziej się bałam tym bardziej się nasilało.
teraz, wraz z nadejściem wiosny zaczęłam się czuć coraz lepiej. tak po prostu. zapisałam się na drugą wizytę u psychologa (na pierwszej powiedział mi że to na pewno nie schizofrenia, ale nie przestałam się zadręczać). byłam przedwczoraj. pomogło mi. zapewnił mnie drugi raz że to nie schizofrenia, ale uświadomił mnie że przez to moje wkręcanie wpadłam właśnie w stan derealizacji co jest pochodną psychozy. więc wiesz, nakręcając się można sobie pogorszyć. ale nawet będąc w odmiennym stanie świadomości - wiedziałam że jest akurat coś ze mną nie tak. gdy się uspokajałam, to mijało całkiem albo się polepszało. i nie wpadnij teraz przypadkiem w panikę że dostaniesz derealizacji - ja Cię tylko przestrzegam. Widzisz na moim przypadku że nie warto się martwić takimi głupotami. bo jak by nie patrzeć takie obawy jak nasze są głupie. bo że się martwimy przecież nie jesteśmy w stanie niczemu zapobiec, co ma być to będzie i nie mamy na to wpływu! - okrutne ale prawdziwe. ja się na początku nie chciałam z tym pogodzić. tak samo jak nadal nie moge się pogodzić z myślą że kiedyś wszyscy umrzemy, że umrze moja rodzina itd. panicznie się tego boję. ale taka jest kolej rzeczy. na dłuższą metę nie możemy uciekać od życia bo na prawdę wylądujemy w kaftanie i na tym się skończy ;)
W każdym razie-bo zboczyłam z tematu- przeszło mi kiedy przeczytałam że jak się ma nerwicę nie można mieć schizofrenii (nie wiem czy to bajka dla uspokojenia innych - jeśli tak to skuteczna na mnie :))
Myślę że dla Ciebie mogłoby być najlepsze na poradzenie sobie z tym problemem - nie wierzenie w duchy. rozumiem że jesteś osobą wierzącą, ale spróbuj może (nie wiem czy to dobry pomysł, tylko proponuję) przeanalizować przypadki opętania, ale nie biorąc przez chwilę pod uwagę wiary, tak z punktu naukowego (NIE MYŚL że Cię nakłaniam do zaprzestania wiary! - piszę żeby nie było wątpliwości:)). może dojdziesz do wniosku że nie wierzysz w duchy i zło, a zaczniesz wierzyć tylko w dobro :) niepotrzebne Ci zamartwianie się. to tylko człowieka wyniszcza.
ja od myślenia o schizofrenii byłam ciągle w stanie załamania nerwowego, ciągłe ataki paniki. Na prawdę. Spróbuj na to patrzeć inaczej. Jeśli wierzysz w opętanie - pomyśl tylko, jeśli przestaniesz się tego bać to nic Cię nie zdoła opętać bo będziesz silna i sobie z tym dasz radę!
nie wiem czy Ci pomogłam ale mam nadzieję że tak :) i proponuję dużo zajęć, nie wiem czy uczysz się, czy pracujesz. a jeśli nie, to proponuję solidne sprzątanie w domu, albo wyjście z przyjaciółmi- musisz się od tego oderwać. wiem że jest ciężko. mi tez bylo cholernie ciezko.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 12:09

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 11 kwi 2008, 20:28
dzieki fisiel mądre rady!Jednak po przeanalizowniu głębszym dochodze do wnioskow, ZE lek ktory teraz odczuwam ..po natrectwach..towarzyszył mi cale zycie.Był to lęk pochodzący z mojego rodzinnego domu.Wychowalam sie w domu gdzie alkohol był na pierwszym miejscu.To starszne przezycia z dziecnstwa, podejrzewam tkwią w mojej nieswiadomej czesci i ja..i te natrectwa moga byc tego objawmi.Np.bałam sie nieraz ojca, ze nam cos zrobi pod wpływem alkoholu..nie wiem, czy mozna, ale chyba mozna to jakos powiazac z moimi natretnymi myslami, o tym, ze ja moge komus cos zrobic:(
chyba sie zapisze na refundowaną terapie DDa dorosłych dzieci , alkoholikow, moze to cos mi da..bo na prywatnego psychoterapeute mnie nie stac

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:55 am ]
"Jak zapewne mogliśmy się przekonać na podstawie przytaczanych przykładów, zawierających opisy historii życia różnych osób, formy lęku człowieka mają swoją genezę oraz historię swego rozwoju. Rozmiar, intensywność i przedmiot naszego lęku, kiedy już jesteśmy dorośli, zależą od tego, co przeżyliśmy w dzieciństwie. Człowiek, którego dzieciństwo było szczęśliwe, w zasadzie potrafi, jeśli nie dosięgną go ze strony losu jakieś nadzwyczajne ciosy, poradzić sobie z podstawowymi formami lęku egzystencjalnego, przynajmniej w tym sensie, że nie stanie się on przyczyną jego chorób, ponieważ dzieciństwo dało mu solidny fundament osobowości.

Ktoś, kto natomiast był skazany w dzieciństwie na lęk i trudne sytuacje, które go przerastały i w których nie miał się wówczas do kogo zwrócić, będąc dorosłym przeżywa lęk jako coś o wiele bardziej obciążającego i przygnębiającego, gdyż porusza on w nim lęk z dzieciństwa, z którym wtedy sobie nie radził. Dla takich osób pewną pomocą może się stać psychoterapia w jednej ze swoich form. Może wystarczyć nawet samo tylko uświadomienie sobie, że lęk ten - którego rozmiar jest dla zewnętrznego obserwatora niezrozumiały - porusza i ponownie wywołuje trudne przeżycia z okresu dzieciństwa, wobec których jako dziecko było się wówczas bezradnym, lecz do zmierzenia się z którymi ma się teraz do dyspozycji coś, czego wówczas brakowało: zaufanie, nadzieję, umiejętność wglądu w siebie i odwagę."

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:56 am ]
[b]Gdy doświadczamy któregoś z wielkich lęków, oznacza to konfrontację z jednym z wielkich wyzwań życia; akceptując lęk, a potem próbując go przezwyciężyć, wyzwalamy bowiem w sobie nowe umiejętności - każde opanowanie lęku jest zwycięstwem, które nas umacnia, każda ucieczka przed nim jest porażką, która czyni nas słabszymi.[/b]
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

przez fisiel 12 kwi 2008, 15:57
i jeszcze proponuję, kiedy już poczujesz się lepiej, przestaniesz się tak często zadręczać różnymi głupimi myślami, przestań lub ogranicz wchodzenie na takie fora jak to, w ogóle radziłabym przestać czytać o objawach itd. chyba że będziesz miała jakieś wątpliwości które nie dadzą Ci funkcjonować normalnie. chociaż i w tym przypadku myślę że lepsza by była wizyta u psychologa, człowieka obeznanego w temacie. jemu też możesz się wygadać. bo jakby nie patrzeć tutaj są sami ludzie z zaburzeniami nerwicowymi, chcąc nie chcąc, czytając tutaj różne rzeczy może Ci się pogorszyć humor, albo wyczytasz coś co Cię przerazi i zaraz sama to wyszukasz u siebie. a w nerwicy raczej trzeba zapomnieć i nauczyć się normalnie żyć mimo wszystko :) czytając wypowiedzi ludzi takich jak my, z takimi samymi bądź podobnymi objawami i problemami tylko się zagłębiamy w naszej nerwicy i problemach, a przecież wszyscy chcemy od tego uciec i zapomnieć. ja teraz spróbuję tak zrobić, ciekawe czy się uda :)
pozdrawiam, trzymaj się!
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 12:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez pietrucha 14 kwi 2008, 17:10
Dziewczyny, ja moge to tylko potwirdzic.Te wszystkie objawy mam i ja- uczucie derealizacji i strach przed obledem lub schizofrenia. Czasami jest to nie do zniesienia.Jade do mamy na kawe, wiem ze jest sama i hop-panika.A najlepsze w tym wszystkim jest to, ze czasami mi sie wydaje, ze juz sie nie boje, ze to zrobie, tylko ze moze ja chce to zrobic.Paranoja.Ja jestem bardzo lagodna, bezkonfliktowa osoba i ciagle sie pytam, co jest grane, skad sie u mnie to wzielo?? W srode mam wizyte u psychiatry, ciekawe co powie? Czasami mam wrazenie, ze ja juz wiem tyle na ten temat, ze nic nowego sie nie dowiem. Jak to jest, jestesmy wyedukowani na maxa , jesli chodzi o NN i mimo to ciagle sie boimy???
A na forum bede zagladac, bo nie chce uciec od tego tematu, moze i ja komus kiedys pomoge?zreszta to dzieki WAM nie popadlam w obled, gdyby nie to forum, nigdy nie dowiedzialabym sie, ze nie jestem sama.
Milego dnia!!
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 mar 2008, 15:17
Lokalizacja
dolnyslask

przez SLVK 15 kwi 2008, 18:04
ksiazke trzebaby napisac.....
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
02 kwi 2008, 14:37

przez SLVK 16 kwi 2008, 12:29
uwazalem niemal identycznie ale jak chcesz sie dowiedziec jak wszystko sie potoczylo w moim przypadku daj znac gg 12282095 lub na pr wiadomosc
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
02 kwi 2008, 14:37

Avatar użytkownika
przez jaaa 16 kwi 2008, 23:30
ja tez sie balam, panicznie lekow a teraz polepszyly moj stan i schodze z nich wlasciwie przestalam juz brac
obsesje mi wyleczyly

ale dalej mam poczucie ze sobie nie daze sama ze sobaa taka moja natura juz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Gdy atakują natręty...

przez mariusz123567 20 kwi 2008, 19:38
Nie wiem może moje porównanie komuś pomożę zrozumieć siłe natręctw... a raczej nasza słabosc wobec ich...


Idziesz ulicą zaczepia Cię ktoś, naśmiewa sie z Ciebie, ty w tym czasie na przykład starasz się jej pokazać, ze jestes lepszy itp...
Wróg nie odchodzi i jeszcze bardziej sie irytuje a Ciebie to zaczyna wkurzac, ze nie daje spokoju.

Druga sytuacja
Idziesz ulica zaczepia Cie ktoś, nasmiewa sie z Ciebie, ty olewasz to idziesz dalej wiedzac , ze ta osoba jest nikim przy Tobie i nie ma racji.
Ta osoba widzi ze nie reagujesz na nia, odchodzi i nie atakuje,, moze po czasie znowu to zrobic..


Masz koszmary.
Snia Ci sie leki, ze Ktos Ciebie bije itp, starasz sie z nimi walczyc a ona nadal sie nasilaja i sie bardziej pocisz.
Snia Ci sie koszmary, uwazasz to za cos ciekawego, i nie przejmujesz tym co Ci sie snilo, tylko opowiadasz znajomym ciekawa historie.


Mam natrety, walcze z nimi boli glowa, nasilaja sie co chwile.j est zle

Mam natrety, olewam ja przytakiwuje im, zgadzam sie z nimi, smieje sie znich, odchodza....


Jakie jest wasze zdanie?
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez Mafju88 20 kwi 2008, 19:40
najlepiej nie zwracac na ne uwagi.. chociaz kazdt wie jakie to bardzo trudne czasami bywa i wrecz wydaje sie niemozliwe
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

przez major kupricz 21 kwi 2008, 18:18
Nie potrafie zdiagnozować czy to co mi dolega to nerwica natręctw. Czasami wydaję mi się, że jestem nosicielem wszystkich możliwych nerwic i kompleksów. Może ktoś z Was domyśla się co mi dolega? (oczywiście jeśli macie cierpliwość by przeczytać mojego posta w całości!)

Problem nr.1: Irracjonalne zamartwianie się
W zasadzie to wszystko może byc powodem do zamartwiania się. Czasami sa to myśli hipochondryczne, np. strach, że zaraziałem się HIV korzystając z publicznej toalety albo podając nieznajomemu rękę.
Zamartwianie się może też mieć podłoże moralne lub etyczne. Męczące wyrzuty sumienia z powodu błahych przewinień lub myśli z przeszłości, poczucie, że zrobiłem coś społecznie nieakceptowanego lub wbrew mojemu wewnetrznemu kodeksowi etycznemu.

etc

Nowym zjawiskiem jest zamartwianie sie z powodu zamartwiania sie czymś w przeszłości i straconym przez to czasem :lol:

Czasami wystarczy przespać się z problemem i następnego dnia mi przechodzi. W gorszych przypadkach zamartwianie sie może trwać wiele dni albo nawet tygodni, może równiez powracać cyklicznie. Najgorsze jest, że w tym stanie nie trafiaja do mnie żadne racjnonalne argumenty. Z perspektywy czasu obiekt mojego zamartwiania się wydaje mi się absurdalny i niedorzeczny. Zdaża się jednak, że w ciągu kilku godzin wyśmiewany wcześniej lęk może powrócić.

Uznałem, że powinienem ignorować każdą pojawiającą się niepokojąca myśl. Tymczasem jak się już taka pojawia to mimowolnie muszę z nią polemizować, rozdrapując przy tym rany i potem jest już za pozno.

Czasmi jak nie mam żadnych zmartwień i obowiązków to czuję, że popełniłem jakiś błąd i odczuwam wewnętrzny niepokój.

Należy jeszcze zaznaczyć, że zamartwiam się wyłącznie tym co zdarzyło się w przeszłości, nie da się już odkręcić i co najważniejsze stało się wyłącznie z mojej winy


Problem nr.2: monstrualny kompleks niższości
W okresie dojrzewania miałem niewielu kolegów i czułem sie nieakceptowany przez otocznie (może jakis wpływ mialo to, że mieszkam zagranicą, poszedłem do szkoły nieznając języka, a jego opanowanie szło mi topornie). Czułem się wyobcowany, otępiony i jakby oderwany od rzeczywistości. Nie byłem w stanie identyfikować się z jakąkolwiek grupą, jak widziałem ludzi razem czułem zazdrość i żal. Odczuwałem wewnętrzną pustkę.
Kompleks niższości w końcu sprawił, że zacząlem nieakceptować samego siebie. Nie odczuwałem milości do swoich swoich bliskich, bo oni byli przecież częścią mnie, którego nie lubiłem. A żeby kochać innych przecież trzeba kochac siebie.
Wykreowałem idealny obraz siebie, do którego dążyłem. Nic co robiłem nie mogło być sprzeczne z wizerunkiem który tworzyłem. Porzuciłem dotychczaowe zainteresowania, które były "niemodne". Nakupowałem sobie masę markowych ciuchów naiwnie myśląc, że poprawią moją samoocenę. Nie żyłem tu i teraz, tylko przyszłością, majac nadzieję, że kiedyś będę szczęśliwy.

W wieku 16 lat przeszedłem nagłą zmianę. Polubiłem siebie, zacząłem sie cieszyć życiem, na nowo odkryłem jak ważna jest rodzina, wróciłem do dawnych pasji. Zdałem sobie sprawę jak głupi byłem. Powody przez które czułem się wcześniej nieszczęśliwy (brak przyjaciół, niezainteresowanie ze strony dziewczyn etc) stały sie dla mnie trywialne i płytkie. (Ironią losu akurat wtedy zyskałem przyjaciół). Ale chyba nigdy do końca nie pozbyłem się kompleksów, chociaż je bardzo ograniczyłem.

Ale jakos ta cała historia mnie przez ostatnie kilka lat nie dręczyła. Wręcz przeciwnie, czułem radość, że odnalazłem szczęście i dumę, że sam dokonałem tej wewnętrznej zmiany. Uznałem, że wyciągnęłem wnioski z dawnych błędów.

Wszystko zmieniło się kilka tygodni temu. Rodzice się ostro pokłócili, a w domu panowała jadowita atmosfera. Wtedy naszła mnie myśl: "Czy jestem szczęśliwy?" i "Czy kiedykolwiek byłem szczęśliwy?". Zacząłem odczuwać wyrzuty sumienia, że w zasadzie nigdy niczego mi nie brakowało, a ja mimo wszystko nie bylem w stanie odczuwać szczęścia. Równocześnie zacząłem roztrząsać po kolei stare obiekty mojego zamartwiania się. Przerodziło sie to w depresję ktora dręczy mnie już od wielu tygodni.
Njgorsze jest to, ze jeszcze kilka miesięcy temu optymistycznie i z nadzieją patrzyłem w przyszłość. Akurat miałem zdawać maturę, myślałem, że złapie witar w żagle. Czułem, że lepiej być nie mogło. A teraz odczuwam beznadzieję i pustkę.

Myślicie, że skłonność do zamartwiania się, natrętne myśli i kompleksy mają ze sobą coś wspólnego? Czy mogą one być objawami zaburzeń obsesyjno-kompulswnych albo innych nerwic?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 kwi 2008, 00:41

pomocy! nie daję radę!!

Avatar użytkownika
przez songo 21 kwi 2008, 19:08
witam!
pomocy!
poradżcie mi ,bo nie wiem co mam robić jestem zupełnie zagubiony ,chodzi o to,że troszkę dbam zdrowie ,ale chciałbym zapobiegać różnym chorobom ,czyli profilaktyka w każdej specjalizacji,widamo,że jestem młody mam 15 lat i nie jest to wskazane dla mnie tak ajk dla starszych,ale jednak chciałbym ,ale tylko to co bezpłatne ,bo jak płatne to już rezygnuję ,bo jestem tak zmotywoowany,żeby robić profilaktykę bezpłatną ,chodzi o badania i wizyty u specjalisty ,tylko jest problem bo mam takie coś chcę to zapobiegać ,ale nie chcę mi się tego robić czyli chodzić na wizyty wiadmo jakby takie coś było co dzień to bym sobie odpuścił,a jak jest raz na długi czas to mówię sobie takie coś ,żę zrobię i będę miał spokój na długi czas ,wiem,że nie powinno się niczego robić na siłę ,ale mówię sobie ,że to raz na kiedyś nie ma po co się kierować zasadą nic na siłę ,ale o co tu chodzi ,ja wiem ,że ze względu na moją chorobę powinienem to zlekceważyć,ale nie mam zamiaru,bo w tej chorobie najważniejsza jest walka ,a nie uciekanie ,i napewno to przyniesie skutek na jakiś czas,ale póżniej znów coś się pojawi i znów będę się zamartwiał ,więc o co tu chodzić chcę zapobiegać,a nie chcę mi się iść ,co mam zrobić i mam prośbę ,nie bierzcie pod uwagi mojej choroby,-bo tą chorobę można wyleczyć nie tak,że będzie się lekceważyło ,tylko tak jakbym był zdrowy? w końcu,ale męka!.pozdro.
Dragon Ball
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
17 wrz 2007, 20:25
Lokalizacja
wrocław

Avatar użytkownika
przez yoyo 21 kwi 2008, 19:22
ja się pogubiłam....o czym Ty piszesz?? chciałabym zrozumieć, ale taka panika, i stres w Twoim poście, że wymiękłam....
I nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym była z kamienia
I pozwól mi, pozwól mi spróbować jeszcze raz
Jeszcze raz....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
22 paź 2006, 20:00

przez mariusz123567 21 kwi 2008, 20:31
ja mam w glowie filmy takie, ktore w zyciu nie istnialy haha ;D to mnie wkurza, albo ktore w zyciu nie beda istniec;/;(
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez mariusz123567 21 kwi 2008, 20:31
tez nic nie sczailem , i chcialem napisac "przjedzie Ci idz pograc w pilke"
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do