Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Needles 28 gru 2006, 15:18
Racjonalnie tego nie wytłumaczę. Uważam, że to coś co jest złudzeniem na 99% ale zawsze zostaje ten 1%. Ludzie mający NN ten 1% biorą bardzo na poważnie (może wynika to z ich wrażliwości, albo doświadczeń), i na wszelki wypadek odwalają kawał dobrej roboty wykonująć samonakręcające się natręctwa i chroniąc swoich bliskich i siebie przez złem tego świata. To jest swego rodzaju ubezpiecznie przed poczuciem winy. Ja w swoich natręctwach kieruję się myślą: jeśl tego nie zrobię (natręctwa), to może skończyć się bardzo źle, więc co mi szkodzi to zrobić, namęczę się, ale będę bezpieczna. To jakby przerysowana hierarchia wartości, naruszenie granic świata prawdziwego, przez świat przedstawiony. Dodam że mam 15 lat, boję się, że wraz z wiekiem objawy będą się nasilać.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
26 gru 2006, 18:48
Lokalizacja
Kraków

przez wk 28 gru 2006, 20:21
To ja 5 nie lubię. Bo moja najbliższa rodzina liczy 6 osób, a piątka to tak jakby jedną osobę odjąć. Kiedyś też miałam wrażenie, że jak zrobię coś ileś tam razy to ktoś umrze w takim wieku. Także najbezpieczniejsze były liczby niskie, poniżej wieku najmłodszego członka rodziny, ale z wyłączeniem piątki i jedynki (bo jedynka to jedna osoba, tak jakoś) albo liczby dość wysokie np. 70. Ale np. 78 już nie, bo 7+8 to 15 i ktoś mógłby umrzeć w wieku 15 lat. Pamiętam nawet, że kiedyś liczyłam ile winogron zjem :]. 7 było mi mało (smakowały :D), to dobijałam do 70 czy tam nawet 100.
Kurcze, miałam (mam) cały system z tymi liczbami :D.

Z książkami też miałam (w sumie to nadal mam w pewnym stopniu) coś takiego, że przed przewróceniem kartki musiałam spojrzeć na jakieś bezpieczne słowo (a niełatwo było takie znaleść, bo do wielu potrafiłam wymyślić dziwne, złe skojarzenia). Oczywiście musiało mieć też odpowiednią liczbę liter. To samo z wyłączaniem telewizora. Np. ostatnie słowo wypowiedziane przez jakąś osobę mi nie pasuje, więc czekam aż powie coś innego i dopiero wtedy zmieniam kanał/wyłączam tv. Ale wiem, że to bez sensu i czasem udaje mi się to opanować :].
Liczyłam (liczę) też różne inne rzeczy np. kroki.
wk
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 20:30

przez Needles 28 gru 2006, 21:33
Jakbym siebie widziała wk! Też tak mam, moja rodzina liczy 4 osoby, ale mieszka z nami babcia więc w sumie 5 a pieska i rybkę też kocham, czyli 7. Ale siedem to znowu numer z dziennika takiego kretyna który kiedyś mi groził, więc też nie dobrze. I tak dalej i tak dalej. Ludzie z nerwicą w pewnej części poścwięcają normanle życie dla rodziny.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
26 gru 2006, 18:48
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez hackthebrain 02 sty 2007, 15:18
Zauważyłem ze natręctwa czasem mijają jak ręka odjoł ale wtedy kiedy jestem pod stresem troche dziwne nie ale ja wogóle jestem jakiś inny

Żeby nie było tak kolorowo to natręctwa się nasilają jak coś chcę zrobić nowego innego wtedy prawie cały rytułał :) brakuje tylko w sumie ofiary z koguta albo małwj owcy :twisted:

Nasilają się jak chce coś zmienić na inne itp.

zauważyłem też ze czasem jak sie wk.... na coś to przewaznie to w końcu rozwale
no jak jest rozwalone to nie bede tego dotykał bo nie bedzie działać

Czasem jest też tak że jak juz jestem naprawde wk....... to jestem w stanie w napadzie złości powywalać wszystkie takie pierdoły które mi utrudniają funkcjonowanie.








"Poznac glupiego po czynach jego - Forest Gump"
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
17 gru 2006, 23:03
Lokalizacja
ze Stolicy czyli z Gdynia

przez Dalida 03 sty 2007, 11:47
Ja przekornie licze do 13...zeby cos zrobic mjsi wypasc na 13 ,jesli nie..ratuje mnie dyscyplina dodatkowa czyli 14!!!

Ale 3 tak jak u was czesto nie mogla byc ta " na koncu" ,wiec na wszelki wypadek dodatkowo wymyslalam czworke.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 sty 2007, 10:25

przez hackthebrain 08 sty 2007, 11:44
Zastanawiam sie nad jednym z kad u na staki rodzaj liczenia no i te torie matematyczne :) przeciez watpie ze kazdy z nas byl w poprzednim zyciu matematymiem wyzszych lotow ale wiecie moge sie mylic


"Rano słucham se w radiu, jak tkwią te chuje w tych jebanych autach. - Dzień Swira"
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
17 gru 2006, 23:03
Lokalizacja
ze Stolicy czyli z Gdynia

ja mam podobnie, ale z literami i wyrazami...

przez Daisy 11 sty 2007, 09:28
Witam,

Bardzo długo się zastanawiałam skąd się to wzięło...otóż ja każdy wyraz "rozkładam" na 2-literówki.
Już tłumaczę: jak gdzieś jadę, albo idę, albo najzwyczajniej w świecie mi się nudzi szukam jakichś napisów, najlepiej żeby były to długie wyrazy, każdy taki wyraz układam w 2 literówki, np: autobus powtarzam w głowie AU-TO-BU-S, ale zostaje mi 1 literka, tak więc tak długo szukam, aż będę miała końcówkę z 2 liter.
Do AU-To-BU-S dodaję np: naklejki i wychodzi: AU-TO-BU-SN-AK-LE-JK-I, i tak w kółko, aż ostatni dodoany wyraz będzie miał końcókę parzystą...

Próbowalam wytłumaczyć to facetowi, popatrzył tylko na mnie dziwnie bo on czegoś takiego nie ma i totalnie mnie nie rozumiał:(

A ja tak mam, jadę autobusem, rozmawiam z kimś, piszę coś, jem, oglądam telewizję, spodoba mi się jakiś wyraz no i muszę go rozkładać...najgorzej jak jest wyraz z RZ lub CZ i one nie są w jednej 2-literówce, czyli -CZ- lub -RZ_, bo wtedy mi sie myli i kilkakrotnie to powtarzam, aż mi wyjdzie dobrze...

Z tego co tu czytam okazuje się, że prawdopodobnie a raczej na bank to jakieś natręctwo...tylko jak z tym walczyć?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 sty 2007, 09:11
Lokalizacja
Wa-wa

przez hackthebrain 29 sty 2007, 10:28
A ja dzis rano mialem jeden z tych "dziwnych dni" ale pwoeidzialem glosno "fakju - bo nie mam czasu teraz" no i po klopocie

wyniki na dzis
hackthebrain vs nn 1 : 0
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
17 gru 2006, 23:03
Lokalizacja
ze Stolicy czyli z Gdynia

Avatar użytkownika
przez Róża 29 sty 2007, 10:37
hackthebrain napisał(a):A ja dzis rano mialem jeden z tych "dziwnych dni" ale pwoeidzialem glosno "fakju - bo nie mam czasu teraz" no i po klopocie

wyniki na dzis
hackthebrain vs nn 1 : 0


He he,ja robię tak samo,zawsze pomaga.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez hackthebrain 20 lut 2007, 12:52
The force is with you, young Różą... but you aren’t a Jedi yet (moc jest z Tobą, młoda Róża... ale nie jesteś jeszcze Jedi)

Trzeba wymyslec pod jaka religie moge sie podczepic mysle o kultowywaniu religji w stylu Jedii :)




[ Dodano: Wto Lut 20, 2007 11:51 am ]
Dzis jest wtorek
Jak narazie wszystko ok i jakos probuje wytrzymac by nie wybuchnac i sie nie zdenerwowac :) jakims glupstwem mam nadzieje ze mi sie uda

[ Dodano: Wto Lut 20, 2007 11:52 am ]
A no i jak by co to trzymajcie kciuki :)
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
17 gru 2006, 23:03
Lokalizacja
ze Stolicy czyli z Gdynia

Bardzo nietypowy problem.Podpowiadajcie.

przez MankaManka 06 lip 2007, 18:26
Witajcie wszyscy,

założyłem konto na tym forum właściwie w celu zadania jednego pytania. Pomyślałem, że to niezła metoda, żeby sobie dodatkowo pomóc. W dziale natręctwa dlatego, że taka jest moja oficjalna diagnoza.

Mój problem, trwający od lat niemal dwudziestu, jest bardzo nietypowy (tak przynajmniej o nim myślę). Dokładne opisanie go kwestia niezłego elaboratu, więc będę się streszczał.

Chodzi o dźwięk. O otaczający mnie i pierońsko drażniący dźwięk.

Od razu zaznaczę, że nie jest to typowa nadwrażliwość słuchowa polegająca na wyjątkowo głośnym słyszeniu wszystkiego i fizycznym bólu tudzież neurogennych szumach, trzaskach itd. Nic z tych rzeczy. Słyszę co prawda bardzo wyraźnie, mam słuch czuły i bardzo muzyczny, od dziecka, ale rzecz w czym innym.

Mianowicie: od dzieciństwa bardzo źle reaguję e m o c j o n a l n i e na niektóre odgłosy otoczenia. Do największej furii doprowadza mnie słuchanie osób ciągających nosem, mających katar; dalej: chrząkających, mlaskających przy jedzeniu i strzelających z zębów.

Mam tak naprawdę problem z opisem tego, co się ze mną dzieje. Po prostu odczuwam przepiekielne rozdrażnienie, wkurwienie, mam ochotę delikwenta pociągającego nosem rozszarpać na kawałki. Całą agresję oczywiście tłumię i moje otoczenie (poza nielicznymi osobami) nie wie, co się ze mną dzieje.

Znajduję na to chyba tylko dwa słowa: koszmar i tortura.

Niestety, problem jest na tyle silny, że nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Po studiach spróbowałem podjąć etatową pracę, po trzech miesiącach zwolniłem się ze względu na... chrząkającego szefa. Absurd. Ale po prostu nie mogłem, to było ponad moje siły. Obecnie próbuję dorabiać tu i tam, cały czas się modląc, żeby mój przyszły pracodawca dał mi osobny pokoik, w którym będę spokojnie siedział (w tej chwili mam bogu dzięki takiego pracodawcę, choć czasem trzeba wyjść do kuchni i problem gotowy).

Tak jest niestety cały czas, z żelazną konsekwencją od wielu lat (prawie 20). Ze względu na katar mamy i chrząkanie taty bardzo wcześnie wyprowadziłem się z domu i od lat mieszkam sam. Wsiadając do metra, albo zagłuszam się muzyką, albo dwa-trzy razy w ciągu przejazdu zmieniam wagon (żeby nie trafić pacjenta z katarem itp.). Mam problem ze spokojnym pójściem do kina, teatru, do knajpy, w ogóle w miejsca publiczne.

Najgorsze, że to uderza w moich najbliższych, a oni tego, co się ze mną dzieje, nie są w stanie zrozumieć. To samo w sobie jest źródłem ogromnych kłopotów. Z biegiem czasu doszło do tego, że zaczął mnie denerwować już nie tylko katar mamy, ale w ogóle brzmienie jej wiecznie zakatarzonego (w moim odczuciu) głosu. Finał jest taki, że z nerwów z największym trudem z nią rozmawiam, a ona źle moją ukrywaną znosi. Płaci za nią własną, niemałą nerwicą.

Powiem Wam, że w takim napięciu trudno jest po prostu żyć. Non stop ekstremalne wkurwienie, nerwy jak postronki, nieprawdopodobne napięcie. I świadomość, że życie ucieka, że człowiek jest sparaliżowany przez swoje nerwy, nie może normalnie żyć, rozwijać się, cieszyć tym, co mógłby osiągnąć. Po prostu totalna kaplica.

Do tego odgłosy wydawane przez ludzi, choć najbardziej wkurzające, nie są jedyne. Denerwuje np. tupanie dzieci sąsiada za ścianą, denerwują krzyki na klatce schodowej, dźwięk telewizora zza ściany. Jeździ człowiek cały dzień po mieście, męczy się, nie może pracować, nie może na niczym się skupić - wraca do tzw. domu - i męczy się dalej. Zaszczuty jak zwierzę.

Nietrudno się domyśleć, że w pewnym momencie pojawia się silna depresja. Ja w tej chwili jako tako sobie z nią radzę, ale wiem, że w każdej chwili może wrócić. I wtedy to już naprawdę jest koniec, leżenie jak ochłap albo próby samobójcze.

- - - - -

To może tyle, w największym skrócie, o tym, co mi dolega. Moje pytanie jest proste: czy ktoś z Was doświadcza czegoś podobnego? Przeszukałem polską sieć i znalazłem historię jednej jedynej dziewczyny, która boryka się z czymś podobnym, jak ja. To też nienajfajniejsza sytuacja - świadomość bycia w tym syfie całkowicie samotnym i niezrozumianym.

Nie oczekuję jednak złotych porad, cudownych środków i pocieszenia. Od lat dość wytrwale się leczę (ze średnim skutkiem, ale próbować trzeba), jestem na lekach przeciwdepresyjnych i innych, zafundowałem sobie psychoterapię długoterminową.

- - - - -

A, jeszcze o jednym pomyślałem, może i tym się z Wami podzielę.

Na temat tego, co się ze mną dzieje, zebrałem przez lata pewną wiedzę i nadal ją zbieram. Na pewno wpływ na rozwój mojej dysfunkcji miało bardzo trudne dzieciństwo - to z jednej strony. Z drugiej - zawsze miałem bardzo wrażliwy słuch, więc częściowo może chodzić o neurologię, a nie neurozę. To myśl o tyle niezła, że mam ewidentne problemy neurologiczne: cierpię na tzw. paraliż przysenny, który wiąże się z omamami słuchowymi i wzrokowymi, mam nieprawidłowy zapis eeg wskazujący na jakieś cechy padaczki skroniowej.

Układa mi się to nawet w jakąś całość: byłem dzieciakiem bardzo słabym psychicznie, gnojonym w szkole i bardzo to przeżywającym, zamkniętym w sobie, lękliwym (neuroza), poza tym od zawsze miałem wyjątkowo czuły, precyzyjny i muzyczny słuch (zajmowałem się przez jakiś czas muzyką), do tego jakieś sprawy okołopadaczkowe (neurologia). Finał: przedziwne schorzenie, wobec którego specjaliści rozkładają ręce albo je lekceważą. Zdaje się, że to cudo nie jest w żaden sposób sklasyfikowane i omija się je - w moim przypadku - wpisem f.42.0 wg icd-10. (Polski psychiatro, psychologu, szansa na wielką karierę! Zdiagnozuj jako pierwszy Zespół Malinowskiego!).

Owszem, natręctwa mam, ale w dużej mierze są one pokłosiem napięć przeżywanych w związku z ową drażliwością dźwiękową.

- - - - -

No, rozgadałem się. Ponawiam zatem pytanie: czy ktoś z Was doświadcza czegoś podobnego? Rozmowa z kimś takim, wymiana doświadczeń może być superpomocną sprawą :)

Wszystkich pozostałych oczywiście też wysłucham z największą przyjemnością. Im więcej punktów widzenia, tym chyba lepiej.

Aha, wybaczcie długość tego wpisu, ale musiałem przynajmniej tyle, to naprawdę minimum.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

przez Kolinka 06 lip 2007, 19:07
Witam, mnie też wkurzaja siorpniecia, chrząknięcia a pociągania nosem mogą mnie doprowadzić do szału, ale chyba nie az tak, zeby czuła to jako problem, który wyklucza mnie z życia z ludźmi. Ja leczyłam się na leki związane z wychodzeniem z domu, jazdą po mieście, a potem przeszłam na dzieciśstwo z tata alkoholikiem i robie to całkiem skutecznie. Moze Ta metoda tobie tez by pomogla na rozładowanie emocji zwiazanych z tymi wszytskimi odgłosami, bo ich nie zmienisz a swoje uczcuia tak. polecam Ci EFT (techniki emocjonalnej wolności) www.eft.net.pl
albo amerykańska strona www.emofree.com
powodzenia:)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 maja 2007, 00:56

przez MankaManka 06 lip 2007, 19:21
Hej,

dzięki za odpowiedź :)

Właśnie, zauważyłem to: innych też wkurza to, co mnie, tylko w dużo mniejszym stopniu i ich życiowo nie paraliżuje i aż takiego hardkoru nie dostarcza. Mój kumpel nie lubi porannych szpilek sąsiadki z piętra nad nim. Inny nienawidzi kapiących rynien. Wielki wynalazca Tesla też miał takie jazdy, dostawał fioła od skrzypiącego łóżka (skonstruował sobie do niego amortyzatory, hehe).

Tak sobie myślę, że to być może jakaś nierozpoznana jednostka chorobowa. Nie mam wykształcenia psychologicznego, ale naczytałem się swego czasu sporo i w klasycznej literaturze (przynajmniej polskiej) tego po prostu nie ma.

Co do EFT, to raczej nie, mam teraz naprawdę niezłą analityczną. Poza tym wkrótce raz a dobrze przebadam się neurologicznie.

Dzięki tak czy inaczej :)
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

przez Zaklopotana 07 lip 2007, 09:38
Witajcie :cry: co do problemu Manka Manka to jest on mi calkiem znany poniewaz sama sie z nim nie moge uporac.Tez wkurza mnie jak ktos wciaga ,chrzaka itd.czasami doprowadza mnie to do furii ze ryczec mi sie chce,nawet jak ktos do mnie mowi to dziala na nerwy.No i te lęki czasami moze przesadne.Jak sie z tym uporac? bo to wykancza:(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 lip 2007, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do