Benzodiazepiny

Masz pytanie związane z lekami ? Chcesz podzielić się 'wrażeniami' z innymi ? Farmakologia czy psychoterapia... ?

Avatar użytkownika
przez filson 13 wrz 2007, 14:46
Tu nie chodzi o zapewnienie tylko o wiarę w to, że się uda choć czasem zajebiście ciężko w to uwierzyć. Sam na własnej skórze tego doświadczyłem, jednak zawsze mimo bezsilności była we mnie ta część, która nie chciała się temu wszystkiemu poddać. Myślę, że każdy z nas ma w sobie tyle siły, żeby walczyć. Nawet jeśli chwilami wydaje mu się, że ją stracił, ta moc gdzieś na nowo się pojawia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
10 cze 2007, 15:28
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez mila 13 wrz 2007, 14:58
Leczę się 7 lat - brałam leki, czytałam mnóstwo książek i poradników o autosugestii, podświadomości, o tym że trzeba wierzyć.. modliłam się - jexdziłam na pielgrzymki do częstochowy i do krakowa jak był papież, błagałam Boga żeby choc troche było mi lepeij - i chyba wszystko co tylko możliwe już robiłam w tym kierunku - oczywiście bardzo wierzyłam w to że wyzdrowieję - ale z perspektywy czasu bardziej nazwałabym to łudzeniem się że coś się zmieni..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
06 wrz 2007, 20:58

przez Amator 13 wrz 2007, 16:07
DanielG napisał(a): Co ważne przestaje winić ludzi za pewne zdarzenia - np. rodziców za braki w wychowaniu które są podstawą moich zaburzeń. Ehhh... to wszystko jest zakręcone, ale możliwe tak więc polecam terapię jeszcze raz. Pochwalę się, podczas wakacji skoczyłem do morza z wysokości ok 8-10 m heh... na odwyku :) dla mnie nie lada wyczyn bo miałem zawsze spory uraz do wody ze względu pewnego zdarzenia z dzieciństwa kiedy to omało utopiłbym się. Co do oczu pisząc teraz hehe no cóż prawię nie widzę liter, wszystko się mieni... a to już ponad 3 miechy ;/ No i co jeszcze, jutro idę za pracą. Mam ofertę na oku mam nadzieję że mnie przyjmą. Pozdrawiam Was/ raport zdany ;)
Niesamowite wręcz, ale o to w tym chodzi!!! O Boże, do pracy... dla mnie, na odwyku to kosmos.

Witam ponownie. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem o nowych odpowiedziach, nie przychodziły na pocztę maile. Ale do rzeczy.

Napiszę wprost bo nie wytrzymam: NIE BIORĘ BENZO od 14.08.2007 czyli 30 dni. Samopoczucie... hm... bardzo nierówne. Zanim jednak napiszę więcej, dodam, że BRAŁEM BENZODIAZEPINĘ 11 LAT!
Odstawiłem nagle, pomimo ogromnego lęku przed objawami. Prawda jest często taka, że boimy się tego co jeszcze nie zaistniało, wywołujemy sami lęki, które potem niekoniecznie musza się pojawić.
Bardzo mi w tym odwyku pomaga sport. Najgorzej czuję się w domu. Dodam, że wcześniejsze próby zawsze kończyły się u mnie niepowodzeniem.

Była niedziela. Pierwsze wyjście na dwór bez leków nie było takie trudne jak się spodziewałem (Byłem i jestem bardzo zdesperowany). Im dłużej czekałem na to głupie wyjście tym bardziej się nakręcałem. Lęk, strach, zawroty głowy i wszystkie te objawy paraliżowały mnie do tego stopnia, że cały się trząsłem, dosłownie potykałem się o własne nogi. To jest coś strasznago, jak psychika potrafi zawładnąć ciałem i umysłem. Ale gdzieś w człowieku jest taka siła, która właśnie w momentach strasznej beznadziei, potrafi się uwidocznić. W tym momencie powiedziałem sobie "dość, nie będzie mi choroba mówiła co mam robić!!!, ona nie zawładnie moim ciałem!!!" Dosłownie takie słowa padły w moim umyśle i zdecydowałem się na wyjście z domu. Było po zmroku, ale kropił deszcz. Poczułem jak świeże powietrze dotarło do moich zmysłów, jak w takiej chwili nagle zachciało mi się żyć. Było to 5 tygodni temu. Poczułem, że mam w sobie jeszcze jakieś siły. 6 dni nie brałem już benzodiazepin ani żadnych innych leków.

W Poniedziałek musiałem iść po leki do psychiatry. Przypisał mi lek o nazwie Ketrel Właśnie. Ten dzień był ostatnim na benzo. Potem odwyk. I tak już wspomniane 30dni do dnia dzisiejszego.

W tym czasie zrobiłem wiele rzeczy bez leków, o których nawet nie śniłem podczas wcześniejszych odwyków. Jest strasznie ciężko, ale nie beznadziejnie. Zmieniłem tok myślenia, przestałem już tak mocno obwiniać innych i siebie. Cały czas pracuje na tym wszystkim, to ogromny wysiłek. Bez sportu chyba nie dał bym rady.
Ale wiecie co w tym wszystkim jest "bardzo ciekawe"? To jak choroba próbuje zawładnąć mną, pokazując coraz to nowe oblicza. Pojawiają się coraz to nowe, przykre doznania.

Uwielbiam rower. Jak na ironię, kilka dni po odstawieniu, pojawił się u mnie nieznany wcześniej ból nóg! Powodowało to okropny spadek formy. Np wcześniej na rowerze robiłem 80km dziennie, a teraz z trudem (z tym bólem nóg) zrobiłem 15km. Co ciekawe objawy te znikały i pojawiały się na zmianę w tym okresie. Cały czas walczę z różnymi objawami fizycznymi , ale coś mi często podpowiada "nie poddawaj się". Nigdy wczesnej nie udało mi się wydobyć z siebie tyle siły. Nie wiedziałem też, że mam w sobie taki wewnętrzny głos. A bywały dni, kiedy byłem już na skraju wyczerpania...
Pojawiło się też dziwne falowanie całego ciała pod wpływem wysiłku, uczucie nie do opisania. Jechałem, lub prowadziłem rower na asfalcie, a uczucie miałem takie jakbym pływał na wzburzonym morzu. Widzenie też miałem nie najlepsze, drzewa w oddali dziwnie mi się rozmywały.

Moim ogromnym celem było zrobienie w tym stanie dalszej trasy. Gdy tylko się wyspałem, spakowałem się i zrobiłem te 80km.
Jak by tego było mało, bo fizycznie w czasie wysiłku czułem się dość dobrze, pojawił się straszny ból w okolicy klatki piersiowej. Nie wiedziałem czy mam się śmiać, zabić się, czy płakać. Myślałem, że mogę mieć chore serce. Bo jak dotychczas, jednym z najlepszych dla mnie lekarstw okazuje się być sport. Jednak wyczytałem potem, że to mogą być bóle nerwicowe. Przestałem się tym przejmować.
Pokonałem znów 80km z powrotem na rowerze.

Miałem jeszcze inne objawy jak np ból czszęki. Był okres, kiedy z rana nie mogłem otworzyć ust, tak mnie bolało. Myślałem, że teraz to nie będę mógł normalnie jeść. Ale jakoś ten ból miną, choć nie całkiem.

To nie wszystko, bo 3 miesiące temu okazało się, że mam kamień w nerce... Powinienem iść do lekarza, ale nie mam siły.... na razie wychodzę z domu tylko z rowerem. Robie "małe kroki" i staram się nie zmuszać do zadań.

Niestety, nie mogę codzienie uprawiać sportu, choć strasznie tego pragnę. Ostatnio nasiliła się u mnie bezsenność. I znów coś, do cholery!!! Ale jak tylko odeśpię to nie wysiedzę w domu. Zjechałem już w tym czasie na rowerze z góry po strasznych wybojach z pędkością ponad 40km/h. Byłem nawet w mieście, wśród setek samochodów. Musiałem przezwyciężyć strach.
Moja osobowość jednak się nie zmieniła tak bardzo. Uwielbiam takie małe wyzwania, kocham sport. Bo w czasie wysiłku coś się dzieje, coś wspaniałego. Zapominam wtedy, po części, o tym co mi dolega, jestem wtedy kimś, choć przez chwilę. Nie rozmyślam o tym co mi się udaje, sam nie wiem dlaczego. Po prostu to wszystko co robie to zbyt mało abym skakł z radości. Za mało. Chwil słabości jest znacznie więcej, ból doskwiera zarówno psychicznie jak i fizycznie. Ale z drugiej strony w dalszym ciągu robię to co lubię najbardziej. Czasem czuję się jak skrawek człowieka, a czasem jak bohater.

Pocieszam się tym, że brałem leki przez 11lat i nie tak szybo wszystko wróci do normy... nawet nie wiem czy wróci kiedykolwiek. Nie myślę już o braniu, nie chcę.

Po części nauczyłem się żyć w bólu, może o to w tym wszystkim chodzi. W sumie życie nakarmiło mnie chyba wszystkimi rodzajami cierpienia, choć cały czas wiem, że są na świecie inni, którzy mają gorzej. Są przypadki beznadziejne a ja, do cholery, takim nie jestem!

Na piszę do Was wszystkich: uwierzcie w to, że w człowieku jest taka siła o której nigdy wcześniej nie wiedzieliście.... w każdym z nas, nie ma wyjątków!

Kurcze, sam nie wierze, że to napisałem. Pozdrawiam.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:33 pm ]
mila napisał(a):Leczę się 7 lat - brałam leki, czytałam mnóstwo książek i poradników o autosugestii, podświadomości, o tym że trzeba wierzyć.. modliłam się - jexdziłam na pielgrzymki do częstochowy i do krakowa jak był papież, błagałam Boga żeby choc troche było mi lepeij - i chyba wszystko co tylko możliwe już robiłam w tym kierunku - oczywiście bardzo wierzyłam w to że wyzdrowieję - ale z perspektywy czasu bardziej nazwałabym to łudzeniem się że coś się zmieni..


Może zbyt wiele od siebie wymagałaś. Ja też bym chciał przenosić góry, oj bardzo. Często zazdrościłem innym a nie potrafiłem cieszyć się z własnych sukcesów. Normalny człowiek nie nazwie u siebie sukcesem wyjście do sklepu albo pójście na spacer. Ja muszę to nazywać inaczej. Mi jest o wiele trudniej niż innym, podobnie jak Tobie.

Też kiedyś jeżdziłem do znachorów, masarzystów, robiłem akupunkturę, brałem różne leki, uprawiałem sporty itd. Nic mi nie pomagało, bo nie wierzyłem w siebie. Nadal nie wierze, za wcześnie.

Często doskwierają mi myśli typu "masz już tyle lat, powinieneś pracować, usamodzielnić się". Zaraz potem pojawia się inna myśl "jak mam pracować, być samodzielnym jak trudno jest mi teraz zrobić głupie zakupy, albo z kimś pogadać".

Ja przez 11lat nie odkryłem w sobie takiej siły jaką mam teraz choć często ledwie się poruszam. Nie wiem tylko na jak długo starczy mi sił.

Myślę, że każdy musi odkryć w sobie nowe możliwości. Ja ciągle uczę się samego siebie, odkrywam siebie na nowo, na trzeżwo.
Chciałbym już tak wiele, a tak niewiele potrafię. Jeśli potrafi się w takiej beznadziei znależć siłę, to jest chyba w tym coś niesamowitego, tak myślę, choć jutro może być inaczej. Sam nie wiem co mam o tym myśleć, sam nie wiem kim jestem i po co. Może kiedyś to odkryję.

Pozdrawiam
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
28 lut 2006, 00:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez filson 14 wrz 2007, 13:05
Stary, zajebiście, że piszesz takie rzeczy !!! Myślę, że wiele osób czytając to pomyśli, że pomimo wszystkich przeciwności losu i złośliwości, które serwuje nam choroba, damy radę z nią walczyć, zawalczyć o własną wolność !!!! To długa droga, czasem bardzo wyboista ale jak po każdym upadku trzeba wstać i dalej iść by dopiąć swojego. Ja, jak każdy z nas tutaj, miałem chwile totalnego zwątpienia i rezygnacji, szczególnie wtedy kiedy czułem się więźniem swojego ciała i umysłu ale zaraz potem zdawałem sobie sprawę z tego, że mam przed sobą jeszcze całe życie i nie mogę dopuścić by przez chorobę przeleciało mi przez palce. Dlatego walczyłem i obiecuje sobie, że będę stawiał czoła każdej kłodzie, którą rzuci mi pod nogi nerwica.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
10 cze 2007, 15:28
Lokalizacja
wawa

przez clon25 16 wrz 2007, 19:50
Witam Was
U mnie nasiliły się bóle pleców i szyi.Nogi mnie też bolą i powiększyło sie oszołomienie. Co do wychodzenia z domu nie mam już lęku.Poprostu załatwiam wszystko co mam do załatwienia.Czuję jednak że mam bardzo mało siły ,niechce mi się nawet cwiczyc...moze dlatego wszystko mnie boli. Objawem który niechce się też zmniejszyc od jakiego czasu jest cos w rodzaju szkła "nałożonego na mózg". Mieliście też tak?
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
23 kwi 2007, 20:58

Avatar użytkownika
przez Ben 16 wrz 2007, 20:19
clon25 napisał(a): Mieliście też tak?


Owszem i taki stan ciągnoł sie falujaco dość długo bo ok. roku. Fale były coraz krótsze i coraz mniej dokuczliwe. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie można było ich przewidzieć a potrafiły dokuczyć w najmniej spodziewanym momencie :?
pozdrawiam
Ben.
Avatar użytkownika
Ben
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
31 sty 2006, 12:54

przez clon25 16 wrz 2007, 23:00
Dzieki. I jak tu podjac jakas prace w takim stanie?
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
23 kwi 2007, 20:58

Avatar użytkownika
przez Ben 17 wrz 2007, 08:46
Chciał bym jeszcze dodać (ku przestrodze), dwa dni temu (2007, 09, 15) mineły dwa lata od momentu całkowitego odstawienia benzodiazopiny. Objawy mam do dnia dzisiejszego, są już sladowe lecz nadal wyraźnie je odczuwam.

Wyjście z uzależnienia jest bardzo trudne ale możliwe :P

clon25 - powodzenia :!:
pozdrawiam
Ben.
Avatar użytkownika
Ben
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
31 sty 2006, 12:54

przez clon25 17 wrz 2007, 10:58
Dziekuje:)
A Tobie gratuluje wytrwałości :!:
Po jakim czasie zaczołes "normalnie" funkjonowac?
Mysle tu o pracy,sporcie,szkole?
Bierzesz jakies leki teraz?
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
23 kwi 2007, 20:58

przez DanielG 17 wrz 2007, 11:50
Nie chce mi się już więcej powtarzać, ale napisze i polecę jeszcze raz.

Dzięki psychoterapii stopniowo i chyba dość szybko umysł staje się jaśniejszy. Ten "balon" z głowy znika i zaczyna się myślenie. Jest tak, że w jego miejsce otrzymałem proces myślenia, a nie takiego hmmm... jakby zamrożenia umysłu szczególnie w sytuacjach stresowych. Gdyby nie silna sytuacja stresowa, którą dano mi przeżyć myślę, że już w tej chwili nie miałbym tych "chorych" myśli. Dodam, że cały czas wspomagam się lekami według zaleceń psychoterapeuty/psychiatry, lecz i te powoli odstawiam.

Nawet w publikacji dr Ashton napisano, że odwyk powinien przebiegać pod okim specjalisty, a najlepszym rozwiązaniem jest dobra pomoc psychologiczna.

Może jednak warto spróbować takiego rozwiązania.

Pozdrawiam,

Daniel

P.S. Unikajcie alkoholu jak ognia ja tydzień temu zdrowo się upiłem i wszystkie najgorsze zaburzenia wróciły.
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
05 paź 2006, 01:12

Avatar użytkownika
przez Ben 17 wrz 2007, 11:55
clon25 napisał(a):A Tobie gratuluje wytrwałości :!:
Po jakim czasie zaczołes "normalnie" funkjonowac?
[ ... ]
Bierzesz jakies leki teraz?


Również dziekuje :P

Mniej wiecej ok roku czasu czułem sie "rozkołatany" objawy wszystkie z opisanych, po tym okresie mogłem już JAKO TAKO funkcjonować. W tym czasie czasmi wspomagałem sie ziołami ot tak profilaktycznie jak miałem cos bardzo ważnego i chciałem stanąć na wysokości zadania a w "krytycznych" momentach jak mnie juz dopadło poprostu łykałem Apap. Leki przeciw bólowe działają na układ nerwowy i chwilowo go przytłumią. Starałem sie funkcjonować całkowicie bez leków i prawie mi sie to udawało. Obecnie nie bierę żadnych leków związanych z układem nerwowym.
pozdrawiam
Ben.
Avatar użytkownika
Ben
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
31 sty 2006, 12:54

przez clon25 21 wrz 2007, 15:45
Znowu jest do du....
Zaczne od poczatku.
Ciezko jest mi napisac ten watek bo mam bardzo ciezki dzien-dzisiaj,ale musze sie gdzies wyzalic.
Stwierdzilem ze juz dosc odwyku musze wziasc zycie w swoje rece i sie za siebie pozadnie,wystarczy tej taryfy ulgowej w ostatnim okresie,wiec zaczolem szukac pracy,od pazdziernika studia zaoczne.Jak wiadomo duzo jest ofert pracy w tym momencie wiec z praca nie ma problemu.Dostalem 2 kontrekte oferty za niezla kase.Mam duzo watpliwosci czy sobie poradze . W dni w ktorych dobrze sie czuje bez problemu jestem wstanie sie zmusic do wykonania zadan ,ktore zostana mi zadane.Ale w dni ciezkie ja niejestem w stanie wyjsc z domu.Nie mam sily, kreci mi sie w glowie i mam totalna pustke w glowie,kazdy problem jest niemal "zyciowym" problemem.Co ciekawe nie mam juz prawie wogole lęku przed wychodzeniem,zalatwieaniem spraw na miescie.Za to mam bardzo duzy dyskomfort w momencie gdy ktos do mnie cos mowi a ja nieczaje co i chodzi.Musze sie poteznie skupiac i udawac ze rozumiem.W zwiazku z tym zastanawiam sie jak ja w pracy mam funkconowac.
Z drugiej strony wiem ze p udanym dniu w pracy bede sie czul swietnie .Maialem tak ostatnio gdyz udalo mi sie dorwac pare fuch.
Benziodiazepiny zaczolem brac miedzy innym dlatego ze mialem duze oszolomienie w glowie,boje sie czy jest inna metoda która mi na to pomoze.Niechce wracac do benzo!! Juz sam niewiem czasami na co ja jestem chory.:(
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
23 kwi 2007, 20:58

przez DanielG 23 wrz 2007, 22:38
Przykro mi stary - znam te problemy z rozumowaniem, mam podobne, ale już wiem gdzie tkwi ich przyczyna. Dzięki psychoterapii zaczyna się wszystko powoli układać, także i myślenie staje się prostsze, czystsze.

Ja jestem prawie 4,5 miecha bez benzo i powiem szczerze jest dużo lepiej niż na początku, ale jeszcze gdzieś daleko ten cholerny koniec objawów. Nie lącze ich już wszystkim z brakiem benzo w organiźmie, ale również z obecnymi problemami które benzo odsłoniły.

Przyczyna moich problemów leży /jak wiadomo/ w dość dalekiej przeszłości. Wielu wydarzeniach z którymi mierzę się na nowo. Momentam też nie mam sił i też mam tego dosyć.

Zauważyłem, że jestem bardzo podatny na zmiany pogody, do tego w badaniach krwi wszyło, że mam nadczynność tarczycy /kolejny powód rozdygotania/.

Ważne jest to, że już wiem z czym się mierzę i skąd się to wzieło, z czym muszę się uporać i czego nauczyć. Jeszcze wiele do przepracowania, wiele do zrozumienia oj .... sporo tego ... i dodam, że to co zaczyna być świadome często boli.

Co do objawów fizycznych zostały u mnie niewiele objawy porównując do tego co działo się 4 miechy temu. Zmęczenie, drżenia, mrowienia, bóle /szczególnie kark i ramiona/, szarpnięcia mięśni. Napewno po części są one spowodowane nadczynnością tarczycy no i oczywiście , chyba głownie przez benzo. Podejrzewam, że nawet obecne problemy endokrynologiczne mają związek z odwykiem. ehhh.... oranizm nie prosty mechanizm ;)i powoli się leczy do tego wszystkiego potrzebuję 2xtyle snu co kiedyś.

Co do pracy ja też już byłem z cv na rozmowie do nowej pracy - zajebiście się czułęm jak wyszedłem z rozmowy i zaproponowano mi pracę w tymże miejscu. Myślę, że warto próbować niezależnieod tego jak jest teraz - jak nie spróbujesz nie poczujesz, nie zmierzysz się z tym i w rezultacie nie będziesz wiedział jak to jest. Ja próbuję choć obecnie czuję się średnio, ale wiem też że praca da zapomnieć o niektórych sprawach kompletnie do tego pozwoli nabyć nowe umiejętności, których brak po benzo jest wielki. Aktualnie mam pracę taką do której chodzę jak chcę do tego nienawidzę jej ze względu na klimat jaki tam panuje. Dodam, że obie prace polegają na stałym, bezpośrednim kontakcie z klientem. Praca nie pierwsza, nie ostatnia więc co się przejmować - a to chyba jedyna droga, żeby przez to wszystko przejść.

Pozdro
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
05 paź 2006, 01:12

przez clon25 24 wrz 2007, 15:51
Hej
Masz rację trzeba zacząc jakąs pracę,wiem o tym że to takie oderwanie od rzeczywistości odwyku....zapomnienie o objawach i skupienie sie na czyms innym,tylko po pierwsze to nie rozwiąże problemu(ów) który mnie w benzo wciągneły,tylko je zatuszuje ,po drugie jak ja mam pracowac jak ja do 13 nie moge zebrac sie z lozka,mam bóle w karku ,ramionach i totalne oszołomienie,a ostatnio zaczynam miec problemy z oddychaniem i musze wyjsc albo na balkon albo na zewnątrz?!
Czasami wydaje mi się że mam objawy jak na początku odwyku.
Tobie gratuluje odnalezienia się w rzeczywistości bez leków...co prawda jesteś 2 miechy przedemną...ale widzę że robisz wielkie postępy:)
Powiedz mi jeszcze jak reagujesz na sport?
Ja po większym wysiłku zwłaszcza po rowerze i bieganiu mam zwiększone objawy!!Pozdrawiam
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
23 kwi 2007, 20:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: boogyman, Google [Bot] i 16 gości

Przeskocz do