Wieloletnie leczenie antydepresantami

Masz pytanie związane z lekami ? Chcesz podzielić się 'wrażeniami' z innymi ? Farmakologia czy psychoterapia... ?

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 27 sty 2015, 11:59
Dodatkowo jeśli sama mirta w wyższej dawce choć trochę zadziała tak jak kiedyś to będzie super.


rozumiem .
Te leki maja to do siebie ,że za pierwszym razem zawsze działaja spektakularnie skutecznie ,,, każde następne podejście to coraz mniejszy efekt .
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9027
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez lunatic 27 sty 2015, 12:01
benzowiec84,
Rozwazam bo dlugo takiej meczarni nie wytrzymam,juz nawet probowalem dwa razy w ciagu ostatnich miesiecy,odstawilem jednak po 3 tygodniach bo czulem sie jeszcze gorzej
Offline
Posty
5335
Dołączył(a)
07 lis 2010, 10:55

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez miko84 27 sty 2015, 12:05
Kalebx3 wiem, dlatego ew. wyższa dawka, mirta wg. badań jest bezpieczna jeśli chodzi o wyższe dawkowanie.
miko84
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez Zbychu 1977 27 sty 2015, 12:29
Zastanawiam sie czasami jak bym sie czuł gdybym nic nie brał.Być może depresja sama by minęła po 2 miesiącach jak to swego czasu było.
Zbychu 1977
Offline

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez Kosmaty 27 sty 2015, 12:45
Ja tak mam mija i znów przyłazi. Jazda bez trzymanki można sie przyzwyczaić
Avatar użytkownika
Offline
Posty
366
Dołączył(a)
17 sty 2015, 15:16
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez warrior11 27 sty 2015, 13:45
Kalebx3,
Nie zauważasz u siebie,po tylu latach brania psychotropów,problemów z wątrobą,nerkami lub innych problemów somatycznych?
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1004
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez depresja24h 27 sty 2015, 22:43
Na tą chwilę nie wyobrażam sobie odstawienia leków, zresztą wg opinii psychiatrów, każdy nawrót depresji zmniejsza szanse na całkowite odstawienie leków. Znajduje się już w tej grupie, która raczej będzie musiała brać je do końca życia, co nawet nie byłoby dla mnie problemem gdy ich działanie było stałe. Doszłam do wniosku, że jednym jest ta choroba przez którą cierpię, a drugim stosunek otoczenia, jak również psychologów i psychiatrów, wg których depresja (u mnie już właściwie CHAD) jest mówiąc wprost lenistwem. Może psychologów nie będę winić, bo oni nic nie wiedzą o chemii mózgu, receptorach, neuroprzekaźnikach itd. i zakładają, że depresja jest przyczyną jakiejś sytuacji zewnętrznej, złego dzieciństwa... Jak tego nie znajdują następuje próba wmawiania istnienia tej przyczyny (tak było u mnie chłopak albo szkoła), a jak już o zgrozo rozwiążesz jakieś ich testy to wychodzi, że jesteś potworem.. Śmieszne jest to, że wynikiem tych testów jest zawsze jakieś zaburzenie, nie ma czegoś takiego jak "zdrowy" lub "normalny" Więcej o toksycznej psychologii w "Zakazanej psychologii" Witkowskiego.

Skupię się jednak na leczeniu psychiatrycznym. W życiu miałam kontakt z wieloma psychiatrami, lepszymi i gorszymi. Trafiłam na taką z piekła rodem, która od razu pakowała najwyższe dawki leków (np. lamotrigina - zaczyna się od 25 mg, a ona mi od razu walnęła 200 mg, olanzapina 30 mg (nigdy nie miałam głosów ani urojeń) i mnóstwo innych), a mojemu ojcu, który jest całkowicie zdrowy psychicznie, dała 60 mg fluoksetyny na stres w pracy:) Mój ojciec na szczęście tego nie brał. Ja zgłaszałam iż czuje się coraz gorzej, więc ona dała mi zajęcia: przez cały dzień musiałam sprzątać jak typowa sprzątaczka (odkurzanie, mycie podłóg, szorowanie kibli domestosem, prysznicy, podlewanie kwiatów, pranie, sprzątanie kup po jej psach, sprzątałam nawet jej gabinet(!)). Było to dla mnie wtedy straszne, ponieważ po tym jak się zmęczyłam miałam halucynacje, byłam mocno otumiona lekami i halucynacje. Chciałam żeby dać mi spokój i żebym po prostu mogła leżeć w łóżku, najgorsze co można robić człowiekowi z depresją to zmuszać go do robienia czegoś na co nie ma sił. Jak czegoś nie chciałam zrobić to w zemście zabierała mi papierosy i kosmetyki do mycia, a sama paliła. Wystarczy, że zabrala mi calkiem telefon i nie pozwoliła nigdzie dzwonić z ich stacjonarnego. Gdy wróciłam w końcu do domu po tym piekle, przestałam zupełnie jeść oraz wymiotowałam z tego szoku i przerażenia. Później podjęłam próbę samobójczą, gdyż przestałam wierzyć, że cokolwiek mi pomoże. Trafiłam na SOR, a oni mnie na przymusowe leczenie do zwykłego szpitala psychiatrycznego.

W sumie najbardziej bałam się, że znów będę zmuszana do sprzątania, bo ja nie jestem w stanie. Na szczęście u mnie w szpitalu było w ogóle zabronione to aby pacjenta zmuszać do obowiązków (ma tylko jeść, brać leki, ewentualnie pościelić łóżko przy wizycie). Pani ordynator powiedziała mi iż sądzi, że to są zaburzenia osobowości i leki mi nie pomogą. No ale podali wtedy wenlafaksyne i trazodon. W 3 tygodniu zaczęło się coś we mnie zmieniać, zaczęły ustępować myśli samobójcze, zaczęłam nawet oglądąć telewizor, powoli nabierałam energii i napędu. Byłam w coraz lepszej formie. Gdy wyszłam na pierwszą przepustkę do domu spędziłam ją w sposób aktywny i nie wegetowałam leżąc w łózku. Gdy już opuściłam szpital, a był to czerwiec wybrałam się do lasu i czułam już wolność od tej choroby, samo istnienie i oddychanie dawało mi już radość, widziałam świat w pięknych barwach. Dźwięk muzyki rozbrzmiewał wyraźniej i napwał energią, euforią. Dodatkowo ustąpiła fobia społeczna, mogłam swobodnie rozmawiać z ludźmi i się już nie stresowałam. No ale dostałam skierowanie do ośrodka zaburzeń osobowości, pytałam siebie po co? Przecież dobrze się czuje, nie pije, nie ćpam, nie bije. Palenie rzuciłam w tym okresie samopoczucia, bo miałam w sobie motywację by wyznaczać sobie cele i je osiągać, sprawiało mi to przyjemność, że staje się lepszym człowiekiem. Wtedy też przyszedł taki okres, gdy zaczęłam siebie poznawać - co lubię robić, jakie jedzenie mi smakuje, jaka jestem. Chciałam się cieszyć życiem, korzystać z życia, poznawać ludzi i świat. Wróciłam na studia, dobrze mi szło, nauka i czytanie sprawiało mi przyjemność. Ustąpiły też bóle karku i kręgosłupa z którymi zmagalam się kilka lat, wystarczył godzinny spacer a mnie już wszystko bolało.

Chodziłam dalej do tej lekarki, ale miałam do niej taki trochę uraz o to zaburzenia osobowości. Co lepsze odwiedziłam swoją poprzednia dręczycielkę:) Kupiłam dyktafon i się wybrałam. Zrobiłam jej awanturę o to wszystko co mi zrobiła (jeden z lekarzy potwierdził, że leczenie było złe). Ta chora kobieta jeszcze rozkrusza leki, nawet te o przedłużonym uwalnianiu. Powiedziała mi, że szkoda, że mi nie dała więcej leków, to bym przynajmniej mordy nie darła - to jej słowa. I że powinnam dalej leżeć w łóżku, że jestem dalej chora. Chciała mi podać zastrzyk (o nie już raz mi podała haloperidol, gdy chciałam stamtąd wyjść) i mnie tam znów zamknąć! O nie, ani złotówki już nie dostanie. Zadzwoniłam po policję i powiedziałam o tym co się dzieje. Co najlepsze policja nie chciała przyjechać, mieli to daleko gdzieś, musiałam dzwonić 3 razy. To ona zasymulowała, że dzwoni po karetkę żeby mnie zabrali do szpitala psychiatrycznego, naopowiadała jakiś kłamstw. Policja w końcu się zjawiła, przedstawiłam im sytuacje, wyprowadzili mnie stamtąd, żadna karetka nie przyjechała, wtedy się kapnęłam, że mówiła do słuchawki. Traumę miałam niezłą, w końcu poszłam do jakiegoś psychologa i opowiedziałam co mi się przydarzyło. Przekazałam jej nagranie, ale ona na następnej wizycie powiedziała, że komputer jej nie odczytał (ja sprawdzałam pendrive'a przed oddaniem i wszystko był git). Kapnęłam się, że sytuacja jest trudna, ona jest psychologiem i nie chce się pewnie w takie sprawy mieszać. Dałam sobie spokój. Byłam też w prokuraturze złożyć doniesienie osobiście, ale Pan dyżurny, a to sobie pójść do biura podawczego, napisać list i zostawić. Ogólnie poczułam się jak jakiś intruz i ostatecznie dałam sobie spokój. Zresztą ta kobieta straciła raz prawo do wykonywania zawodu psychiatry i co mimo to dalej leczy, pewnie dała w łapę komu trzeba i tak się kręci. Bolała mnie ta sprawa bardzo, bo jest wiele osób pokrzywdzonych przez nią.

W listopadzie (jakieś pół roku później) mój stan zaczął się stopniowo pogarszać, myślałam, że przez pogodę, zakupiłam sprzęt do światłoterapii, ale słabo to pomagało. Mimo to wciąż się jakoś trzymałam, rano ciężko mi było wstać, chodziłam na popoludniowe zajęcia. Dociągnęłam do połowy lutego, kolokwia zdałam, przyszła sesja. Pojawiły się myśli samobójcze, coraz gorzej, powoli przestawałam wychodzić z domu, jak miałam egzamin z którego kolokwium miałam zdane w styczniu nie poszłam, bo nie miałam sił by wstać z łóżka już wiedziałam, że to nawrót. Zamknęłam się w chacie i nikomu nie otwierałam. Rodzice kapnęli się, że coś jest nie tak i w połowie lutego trafiłam znów do szpitala. Nie wiedziałam wtedy, że te leki mogą przestać działać i lekarze nie wiedzą dlaczego. Moja lekarka znów o tej terapii, wtedy pomyślałam że albo ona nie rozumie co ja do niej mówie albo udaje. Dostałam kolejne leki, tym razem nie miałam tyle szczęścia, leki nie zadziałały.

Po nieudanej kuracji trafiłam do kliniki. Tam miałam rozmowę z psychologiem klinicznym - standardowo pytania o dzieciństwo, dochodzenie skąd ta depresja, ale w większości skupianie się na sprawach nieistotnych (jakieś związki czy osoby nic już dla mnie nieznaczące). Podsumowaniem tego było oczywiście zwykłe lenistwo "Idź do jakiejś pracy, może jakąś szkołę policealna zrób chociaż, jak nie chce Ci się uczyć". Pomyślałam po co ten cały teatr, przepytywanie, a na końcu taki cios. Zagotowało się we mnie po tym, poprosiłam o rozmowę z lekarzem (było po godz 14), przyszedł lekarz dyżurujący, powiedziałam, że spotkala mnie niemiła sytuacja ze strony psycholog i chce się wypisać na własne żądanie. A on mi na "Każdy się boi prawdy o sobie" w taki drwiący sposób. Powiedziałam, że chce rozmawiać z kierownikiem kliniki, a on, że nie. Numer telefonu do kierownika, nie Powiedziałam, że mam prawo żądać wypisu to regulują prawa pacjenta. W końcu zadzwoniłam na infolinię Rzecznika Praw Pacjenta i poinformowałam o problemie. Oni mi na to, że lekarz dyżurujący nie może mnie wypisać, że muszę poczekać rano na ordynatora. Jak dalej będzie problem to mam zadzwonić. A co ten lekarz zrobił? Napisał skierowanie do sądu rodzinnego o moje przymusowe leczenie, ponieważ deklarowałam przy nim myśli samobójcze. To było kłamstwo. Następnego dnia mnie wypisali.

Zaczęłam się już leczyć na własną rękę, stałam się wrogo nastawiona do ludzi. Pojęłam, że nikt mnie nie zrozumie. Analizowałam siebie na wiele różnych sposobów. W podstawówce byłam jedną z lepszych uczennic w szkole, chodziłam na wiele konkursów, rodzice byli ze mnie dumni. W gimnazjum najlepiej w klasie (zawsze świadectwo z paskiem), potem poszłam do liceum, tu szło mi już gorzej, w II klasie liceum sporo imprezowałam, III klasy liceum nie przeszłam. Wtedy na jesień pojawiła się choroba i byłam pierwszy raz u psychiatry. Nie wiem skąd pojawił się ten stan. Najpierw byłam bardzo ospała, potem męczliwa, zaczęłam wagarować w domu, aż straciłam chęć życia, zrobiłam się otępiała i tak doszło do próby samobójczej. Z tej depresji jakoś się wykaraskałam swoimi siłami i jakieś życie jeszcze miałam - skończyłam liceum, poszłam na studia. Byłam w dwóch związkach, drugi właśnie skończył się dlatego iż nie miałam sił się z nim spotkać, chociaż go kochałam.

Mam teraz dobrego lekarza. Jednak po ostatniej nieudanej kuracji reboksetyną słyszę od niego znów o nieśmiertelnej terapii i jestem zła. Bo skoro mówię, że rzadko wychodzę z domu, większość dnia leżę w łóżku, umycie się jest dla mnie jeszcze problematyczne i posiłki robi mi mama to jak miałabym pójść na terapię. Gdy zrobię coś jest to zwykłe zmuszanie się, zero pasji, zero radości, satysfakcji, uczucie wyczerpania. Czynności, które kojarzą się ludziom z przyjemnością np. - wakacje za granicą, oglądanie filmów, imprezy, zakupy, gry - nie chce mi się. Moje życie opiera się na jakimś przetrwaniu tylko, żeby mieć gdzie spać, zjeść, skorzystać z toalety, mieć leki, jakieś pieniądze. Żadnych wyższych potrzeb, bo wszystko mnie nuży.
I nie mam pojęcia jak mam to lekarzowi wytłumaczyć. Wiem, że on niewiele może, jakie mamy leki, takie mamy i nie jest cyborgiem, ale to zrozumienie z ich strony też jest potrzebne... czasem.

A co do lenistwa to sądzę, że jest ono wtedy gdy ktoś wybiera czynność, która w danej chwili jest dla niego mniej uciążliwa lub przyjemna np. zamiast nauki języka idzie do kina. Różnica w depresji jest to, że nie ma wyboru, bo cokolwiek by nie robić wszystko męczy. Ja nie wyobrażam sobie w takim stanie założyć rodziny, bo ja nie mam ochoty na rozmowy i nie wykazuje zainteresowania normalnymi ludźmi. Choroba nauczyła mnie doceniać te chwile, w których czuje się dobrze, gdy posłucham muzyki i mam ochotę ją słuchać, gdy wyjdę z domu,bo chcę, a nie muszę. I jeszcze mała dygresja - uważam, że sporo osób, które deklarują depresję wcale jej nie ma. Gdy człowiek, który nabrał kredytów, nie widzi możliwości spłaty i chce się zabić, on nie jest w depresji. On po prostu nie widzi na tą chwilę rozwiązania tej sytuacji, czuje się przytłoczony i dlatego chce ze sobą skończyć. Gdyby tej osobie dać te pieniądze i spłacić dług, a inaczej mówiąc wyeliminować problem, on raczej poczuje się szczęśliwy i będzie żył dalej. W depresji tak nie ma - nawet gdyby podarować mi wille z basenem, nie będzie to miało żadnej wartości dla mnie, bo ja tam pójdę i dalej będę leżeć w łóżku. Moim problemem jest uczucie wyczerpania, wypalenia, anhedonia, apatia, męczliwość, brak sił witalnych nie bardzo widzę jak miałabym to wyeliminować terapią. Ta depresja to chyba bardziej jest uczucie, a one generują negatywne myśli.

P.S. Dziś leci 3 tydzień brania cymbalty i coś zaczynam czuć jej działanie, mam takie motyle w brzuchu i napisałam długi post, normalnie raczej mam z tym problem.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
22 maja 2014, 22:24

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez asl 27 sty 2015, 23:24
Kosmaty napisał(a):zostaje zaburzona, w zależności od ilości i czasu trwania dawkowania, po kilku latach trwałe zmiany

czyli co, wypalają się receptory? ...i dupa :(
nie zregenerują sie
Avatar użytkownika
asl
Offline
Posty
311
Dołączył(a)
30 gru 2013, 15:38
Lokalizacja
DE

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez benzowiec84 27 sty 2015, 23:30
miko84 napisał(a):benzowiec84 a Ty próbowałeś odstawić SSRI? Skoro je postrzegasz jako zło to czemu je bierzesz?


Próbowałem odstawić , czułem się jeszcze gorzej ,SSRI coś tam jednak pomagają , ale zmulenie i senność nie mija , dlatego idę jutro Po weelbutrin i zdam relacje czy mi przepisała czy nie . Dodam 150 bupropionu do 20 fluo , powinno być dobrze wtedy. 3 neuroprzekażniki będa zaatakowane

Ktoś wie ile maksymalnie można brać Wellbutrin? to znaczy jaki długi okres czasu.
Bupropion 300
Klon/alpra 2mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1724
Dołączył(a)
14 sty 2014, 04:24

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez lunatic 27 sty 2015, 23:34
ja tez sie czuje gorzej, na paroksetynie narzekałem ze nie mam za bardzo chęci i motywacji na nic i tak mija dzien za dniem bez jakiejś historii, wszystko puste i monotonne, bez jakiegoś wyrazu, ale nie było czegoś takiego jak mam teraz, ze czuje ogromne osłabienie i wyssanie z energii, to jest normalnie niemozliwe zeby tak sie czuć, musi być jakiś konkretny powód tak silnego obnizenia napędu

-- 27 sty 2015, 22:35 --

ja brałem Wellbutrin ponad pół roku ale bez SSRI
Offline
Posty
5335
Dołączył(a)
07 lis 2010, 10:55

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez benzowiec84 27 sty 2015, 23:36
[quote="Kalebx3"]
Benzowiec ja k Ci dokucza libidi proponuję zwiększyć dawke Paroksetyny lub zagłuszyć się neuroleptykiem , a unikać agonistów dopaminy - ( żart ) ;)
A jak jak się będziesz czuł chłopie w wieku 45 lat ?
[quote]

dobry żarcik Kalbex , ale ja biorę fluoksetynkę :) mam nadzieje że mi bupropion nie zwiększy libida, bo wtedy będe dymał wszystko co na drzewo spierdala :)))

nie wiem czy dożyję 45 lat a jak dożyje to pewnie będe czuł się na 85 lat wtedy:)
Bupropion 300
Klon/alpra 2mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1724
Dołączył(a)
14 sty 2014, 04:24

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez asl 27 sty 2015, 23:36
Kalebx3 napisał(a):
mając 45 lat postrzegasz się za starego? smutne to


-ja wiem czy smutne ?
Jeszcze sie jakoś trzymam i nie robie pod siebie to chyba nie jest aż tak źle .
Chyba sie popłaczę ze szczęścia i smutku na raz, kiedy trzeba będzie mi odejść z tego padołu .
Ważne ,żeby jutro z rana wstać z radością życia , a nie je-bać uniki .
I tak co dnia wzmacniać się psychotropową codziennością inwalidy . ;)

wnoszę, że nie potrzebujesz jeszcze laski ani balonika ;) tak trzymać :great:
Avatar użytkownika
asl
Offline
Posty
311
Dołączył(a)
30 gru 2013, 15:38
Lokalizacja
DE

Wieloletnie leczenie antydepresantami

Avatar użytkownika
przez benzowiec84 27 sty 2015, 23:38
lunatic, Mam to sano każda czynność mnie męczy , jestem patologicznie senny i zmęczony mimo że nic teraz nie robię , wstaje jestem zmeczony i tak codziennie , nie mam siły na nic . dlatego stawiam na Wellbutrin . to pobiore go 6 miesiecy razem z fluo

-- 27 sty 2015, 22:40 --

ps: ide ogladać uprowadzona 3 , pozdro mordki kochane :*. Zmuszam się nawet do oglądania filmu
Ostatnio edytowano 27 sty 2015, 23:40 przez benzowiec84, łącznie edytowano 1 raz
Bupropion 300
Klon/alpra 2mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1724
Dołączył(a)
14 sty 2014, 04:24

Wieloletnie leczenie antydepresantami

przez lunatic 27 sty 2015, 23:40
benzowiec84,
ale mi nie chodzi o to ze mnie jakieś czynności męczą, czuje coś takiego nawet nic nie robiąc
coś jest nie tak z tą serotoniną, na Wellbutrinie miałem kiedyś podobnie po jakimś czasie jak nie było działania serotoninowego, z czasem zaczynałem czuć to samo wielkie osłabienie
Offline
Posty
5335
Dołączył(a)
07 lis 2010, 10:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do