Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

Masz pytanie związane z lekami ? Chcesz podzielić się 'wrażeniami' z innymi ? Farmakologia czy psychoterapia... ?

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez kalina_k 06 mar 2011, 12:25
Wiesz Lady, naprawdę bardzo chciałabym mieć tylko takie problemy jak masz Ty... no, ale niestety mam "trochę" większe. Nie obraź się, ale ja autentycznie odnoszę wrażenie, że sama na siłę stwarzasz sobie te problemy, nie wiem czemu, może masz za mało wrażeń w życiu, nudzi Ci się? To nie jest ironia, może naprawdę tak być, sama piszesz, że nie masz zbyt wielu przyjaciół, nie masz chłopaka, wnioskuję po tym, że masz dużo wolnego czasu, z którym nie masz co zrobić. Nadmiar wolnego czasu powoduje, że ludzie dostają "głupawki", dziwne myśli im przychodzą do głowy, może tak jest w Twoim przypadku? Twoim jedynym życiem jest praca, ten feralny facet i to jest jednocześnie jedyną "rozrywką" w Twoim życiu, nie masz innych spraw na głowie, więc całą swoją uwagę poświęcasz tej sytuacji. A jeśli chodzi o kompleksy, zaniżoną samoocenę, to też tego nie rozumiem, to chyba jakaś Twoja wymówka tylko... Jakie kompleksy można mieć w tym wieku??? Jak jesteś zdrowa, masz ręce, masz nogi i jeśli można z Tobą pogadać o czymś jeszcze oprócz faceta z pracy to nie widzę powodów, dla których nie mogłabyś znaleźć "amatora" na siebie...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lis 2010, 13:43

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez refren 08 mar 2011, 03:32
Jeżeli jesteś od tego faceta uzależniona, to leki niewiele pomogą. To tak, jakby leczyć lekami narkomanię. Na nałogi tylko zmiana myślenia, najlepiej terapia, bo samemu się nie da tak na zawołanie. Ale i tak to jest proces, wymaga pracy, ale z dnia na dzień Ci nie przejdzie jak ręką odjął.
refren
Offline

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

Avatar użytkownika
przez nomode 11 mar 2011, 23:50
Oczywiście, że leki mogą pomóc przy nieszczęśliwym zakochaniu. W Twoim przypadku wydają się nawet konieczne bo stan ten trwa stanowczo za długo. Myślę, że po rozpoczęciu kuracji farmakologicznej masz szansę spojrzeć na swoją sytuację z większego dystansu i będzie to impuls do dalszej pracy nad sobą. Nie słuchaj tych głosów, że zmieni Ci się osobowość, będziesz wyprana z uczuć itp. To są głosy osób które spróbowały jednego leku, zresztą źle dobranego i głoszą jakie to straszne. G... prawda. Z uczuć to mogą wyprać cię środki uspokajające np. neuroleptyki. Leki podnoszące poziom dopaminy mogą Cię tych emocji dostarczyć więcej.
Jest taka zasada dotycząca stosowania leków, którą wyznają niektórzy lekarze. Zastosuj taki lek po którym poczujesz, że zaczynasz żyć tak jak chcesz. Potem psychoterapia sama do Ciebie "przyjdzie".
Osobiście nie boją się leków, sam eksperymentowałem z różnymi ale największy przełom to była psychoterapia, tylko, że Ty musisz się przekonać do takiej formy leczenia. Jeszcze odnośnie Twojego stanu. To już nie jest miłość - to złość za upokorzenia i odrzucenie. Z pewnością jesteś wsciekła również na siebie za to, że dałaś się tak upokożyć i zniewolić.
Ja kiedy zostałem odrzucony przez kobietę którą kochałem nad życie w akcie bezsilności postanowiłem, że zerwę z papierosami. Kupiłem Zyban (lek pomagający w zrywaniu z paleniem, podnosi poziom dopaminy) i nie dość że udało mi się uporać z nałogiem to miłość też przestała być mi potrzebna. Oczywiście nie dosłownie, przestałem odczuwać czarną rozpacz na myśl o niej. Kiedy ją spotkałem mogłem normalnie rozmawiać, nawet sprawiało mi to satysfakcjlemę a za to nie rozpieprzało mnie z powrotem, nie szukałem sygnałów potwierdzających, że może coś jescze. . . . Zacząłem z powrotem normalnie żyć. Zyban to było 2w1 :).
Jakie korzyści w dłuższej perspektywie. Przestałem się bać zranienia. Kolejny mój związek to bardzo intensywne i satysfakcjonujące mnie doświadczenie i chociaż już go nie ma to ja czuję się jeszcze mocniejszy. Zresztą był on dużo dojrzalszy niż ten pierwszy. Mimo, że byłem bardzo mocno zaangażowany to w miarę szybko się otrząsnąłem - już bez Zybanu.
Podsumowując: Uważam, że leki mogą pomóc w "pozbieraniu się" po toksycznym związku i co więcej być przyczynkiem do rozpoczęcia pracy nad sobą !!!.

-- 11 mar 2011, 23:10 --

I jeszcze jedno:
Zyban, Welbutrim - to nawet dla zdrowych, którzy miłość traktują trochę "nałogowo" i zbytnio cierpią z braku dopaminy

SSRI - dla osób, które nie podniosły się i zagubiły - no ale wiadomo to wskazuje na głębszy problem

lady_destroy - istnieje tylko niebezpieczeństwo, że jak leki zadziałają i twój nastój wzrośnie uwierzysz w swoją siłę i zamiast wykorzystać energię do zdystansowania się, będziesz chciała żeby było znowu jak dawniej.
Ja uważam, że zmiana pracy to tylko byłoby odsunięcie problemu, który jest w tobie. Więc nie rób tego tylko wykorzystaj sytuację by ten problem pokonać. To będzie prawdziwe zwycięstwo. Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 mar 2011, 23:29
Lokalizacja
Katowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez lady_destroy 12 mar 2011, 19:04
Nomode, twoja wypowiedź bardzo podniosła mnie na duchu! Cieszę się, że znalazła się choć jedna osoba, która uważa tak jak ja :) Ja też uważam, że zmiana pracy to ucieczka przed problemem, który jest we mnie. Zresztą oprócz faceta z pracy ja mam ogólne problemy z samą sobą, kompleksy, niska samoocena, nadwrażliwość, obawa przed krytyką, lęk przed zranieniem, jestem niemal pewna, że sama z siebie nie ogarnę swojego życia. Czemu uważasz, że istnieje niebezpieczeństwo, że jakbym brała leki i by one zadziałały, to mogę źle spożytkować tą "energię" i będę chciała, by było jak dawniej? Co przez to rozumiesz?
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
02 lut 2010, 23:55

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez refren 14 mar 2011, 14:00
nomode "Potem psychoterapia sama do Ciebie "przyjdzie"

Sama nie przyjdzie.
refren
Offline

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

Avatar użytkownika
przez nomode 15 mar 2011, 12:26
lady_destroy napisał(a):. . . Czemu uważasz, że istnieje niebezpieczeństwo, że jakbym brała leki i by one zadziałały, to mogę źle spożytkować tą "energię" i będę chciała, by było jak dawniej? Co przez to rozumiesz?


Wiesz, zawsze istnieje takie ryzyko. ja widzę to tak: Gdyby porównać osobę do samochodu to można w uproszczeniu powiedzieć, że osoba w depresji/nerwicy jest jak samochód z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Zbyt dużo energii życiowej marnuje na walkę ze swoimi problemami a na realizację swoich celów już nie starcza. I gdy taka osoba zaczyna brać leki - napęd wzrasta ale hamulce dalej trzymają. Dopóki bierze leki jest ok ale przy próbie odstawienia lęki wracają z podwójną siłą. A psychoterapia to poprostu zwalnianie hamulca. Ale są zapewne osoby decydujące się na leki, których emocje funkcjonują w prawidłowy sposób i wtedy same sobie potrafią pomóc.
Odnośnie ciebie to nie wiem jak się zachowasz ale zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że pójdziesz w "napęd" a nie w "zwalnianie hamulca" :).
Podczas terapii psychoterapeutka zwracała nam uwagę, że w przypadku pojawienia się takich toksycznych relacji jak ta u ciebie, w pierwszej kolejności należy szukać podobieństw do relacji z rodzicami.

-- 15 mar 2011, 11:31 --

refren napisał(a):nomode "Potem psychoterapia sama do Ciebie "przyjdzie"

Sama nie przyjdzie.



Był to taki skrót myślowy. Chodziło mi raczej o to, że do psychoterapii trzeba dojrzeć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 mar 2011, 23:29
Lokalizacja
Katowice

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez miki74 15 mar 2011, 22:28
lady_destroy napisał(a):Ja też uważam, że zmiana pracy to ucieczka przed problemem, który jest we mnie.
Jasne, lepiej nie uciekać, lecz się babrać w tym g..., w którym teraz tkwisz. Jak wolisz to od powrotu do normalności, to o co Ci właściwie chodzi?
miki74
Offline

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez lady_destroy 17 cze 2011, 18:01
hej, w środę miałam wizytę u psychiatry. trafiłam do starszej kobiety (około 60 lat), ale dość energiczna i jak się okazało, twardo stąpająca po ziemi. przedstawiłam jej swoje problemy, ona stwierdziła, że na moim etapie życia to nie są żadne problemy, wypisała mi skierowanie do psychologa, bo stwierdziła, że mną jednak powinien zająć się psycholog, a nie psychiatra. oczywiście porozmawiała ze mną, ale muszę stwierdzić, że raczej nie użalała się zbytnio nade mną, miała raczej zdroworozsądkowe podejście do problemów, które jej opisałam. stwierdziła też, że jestem zadbana i atrakcyjna i nie ma mowy o żadnej głębokiej depresji, w ogóle nie wiedziała, co właściwie ma mi wpisać w kartę. i w końcu wpisała "zaburzenia adaptacyjne" i "osobowość niedojrzała". zastanawiała się też, czy w ogóle przepisywać mi jakikolwiek lek i w końcu przepisała mi CITRONIL 20mg, kazała przez 8 dni brać po połóweczce, a potem po jednej tabletce rano. stwierdziła, że to raczej delikatny lek, który mnie nie zamuli a powinien wyciszyć wewnętrzny lęk. nie kazała mi się też wczytywać w ulotkę, ale się wczytałam niestety ;( przerażająca... dzisiaj wzięłam pierwszą połóweczkę rano i po około dwóch godzinach odczuwałam taki lekki dyskomfort. generalnie było do przeżycia, miałam taki leciutki niepokój, ale nie mam w ogóle apetytu. mam nadzieję, że to się nie utrzyma zbyt długo? jestem i tak szczupła, w sumie najlepiej by było, abym ani nie chudła, ani nie tyła... ktoś brał ten lek?
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
02 lut 2010, 23:55

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 17 cze 2011, 18:07
lady_destroy, Pamiętam ,że się oburzyłaś, jak napisałam ,że w Twoim przypadku psychotropy to jak siekiera na komara, widzę jednak ,że pani doktor trafiła Ci się w miarę rozsądna.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Czy leki antydepresyjne leczą nieszczęśliwą miłość?

przez lady_destroy 17 cze 2011, 18:29
w miarę rozsądna, ale jednak leki mi przepisała... wiem, że sama strasznie się upierałam przy tych lekach, a teraz jak przyszło co do czego to zaczęłam panikować. i to wzięłam dopiero jedną połóweczkę proszka i to chyba jednak nie najmocniejszego. w dodatku dzisiaj wielu skutków ubocznych nie mam, poza brakiem apetytu a i tak zaczęłam strasznie panikować i się bać... boję się teraz, czy sobie nie narobię gorszej biedy tymi lekami... ehhh

-- 17 cze 2011, 21:47 --

będziecie pewnie śmiać się ze mnie, ale mam pytanie: jak długie jest działanie takiej połówki tabletki antydepresyjnej jak Citronil? to chyba było moje pierwsze i ostatnie pół tabletki anty... to nie mój klimat jednak, czuję się jak żywy trup po niej, mam na myśli to, że nic na mnie nie robi wrażenia, dowiedziałam się dzisiaj pewnej niemiłej rzeczy i normalnie to bym sobie popłakała, dała upust emocjom płacząc, a nie mogę się rozpłakać!!! w dodatku ten totalny zacisk w żołądku, brak apetytu, ja dopiero teraz czuję się chora... niech ta tabletka ze mnie zejdzie i wyrzucam to na śmietnik...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
02 lut 2010, 23:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: heyjoe i 9 gości

Przeskocz do