TIANEPTYNA (Coaxil,Stablon,Tatinol)

OPINIE użytkowników na temat leków przepisywanych w leczeniu nerwic, depresji itp.

Czy tianeptyna pomogła Ci w Twoich zaburzeniach?

Tak
39
48%

Nie
33
40%

Zaszkodziła
10
12%

 
Liczba głosów : 82

przez Rena 20 sie 2007, 19:00
Ja brałam Coaxil rok i bardzo mi pomógł czułam się świetnie, więć zaczęłam go odstawiać przy nawrocie choroby juz mi nie pomaga i lekarz zmienił mi na Cital, biore od jutra i boje się skutków ubocznych. Pozdrawiam
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
09 lip 2006, 21:17
Lokalizacja
Gdańsk

przez 1507 21 sie 2007, 15:40
a co zrobiłaś z psychoterapeutą ? dlaczego wracasz do leków, jak ci lekarz odstawiał lek stopniowo czy odrazu, jak długo byłaś bez leku po odstawieniu, czy chodzisz na psychoterapię, ja biorę coaxil po to by złagodzić moją nerwice ale stawiam na psychoterapię, bo chcę wyjść z lekó 2 lata brałem paxtin, sulpiryd i convulex, z paxtinu lekarz mnie po dwóch latach odciął przez co w drugim tygodniu po odstawieniu miałem zejścia depresyjne , przetrzymałem potem było lepiej, 5 miesięcy nie brałem leku przeciw lękowego, w między czasie zwiększono mi convuleź do 300 na noc bo miałem zmiany nastrojów, z tego też mnie nagle odciął i przeszedłem na citaxin pochodna citalu w polskiej wersji, przez 4 dni przezyłem koszmar, odstawiłem nie brałem ni przez m-ąc , zmieniłem lekarz poszedłem na psychoterapię, dostałem coaxil jest najsłabszy z tych leków które brałem po to by układ nerwowy sie dostosował do nowej sytuacji, zbyt nagle odstawione miałem leki, coaxil ma mi pomódz się odbić na zasadzie koła ratunkowego, o odstawieniu teraz mam decydować ja i lekarka mi powiedziała ze będę odstawiać stopniowo jak tylko lepiej sie poczuję i moge przejść na zioła. Ludzie jesli wasze lęki wynikły z określonych przezyć, sytuacji to potraktujcie leki jako chwilową deskę ratunku, znajdźcie dobrego psychologa który pomoże wam oswoić lęki i się od ni odzwyczaić. Ja na początku myslałem że to tabletka mnie uleczy,dlatego łykałem je tak długo a okazuje się że to w naszych umysłach drzemią siły które nas niszczą i potrafią uleczyć, farmakoterapię należy traktować jako przejściową, nie wyobrażałem sobie zycia bez psychotropów po dwóch latach łykania teraz sobie potrafię to wyobrazić że zamiast tabletki na moje nerwy wypiję meliskę, i będzie dobrze ale to wymaga czasu i nastawienia odpowiedniego do tego. Ja się właśnie na to nastrajam choć są czasem chwile cięższe, to tym bardziej się mobilizuje na drugi dzień lub w chwile po tym że dam radę .
Pamiętacie najważniejsza jest dobra psychoterapia, leki mają nas wspomódz a nie byc jedyną deska ratunku. POLECAM KSIĄŻKĘ dla lękowców:


Mój lęk, mój koszmar. Autor: Anna Klassen na faktach

Historia młodej kobiety, której udało sie wyjść z zaklętego kręgu lęku...Historia młodej kobiety, której udało się wyjść z zaklętego kręgu lęku i powrócić do normalnego życia.

Choroba, która przez wiele lat towarzyszyła Annie w jej codzienności, to uogólnione zaburzenia lękowe. Cierpi na nią wiele ludzi. Chorzy żyją w permanentnym lęku, dręczeni przez ciężkie symptomy cielesne, którym towarzyszy silny dyskomfort psychiczny. W taki oto sposób ich codzienność staje się męczarnią, najprostsze funkcje, najbardziej oczywiste czynności mogą się okazać barierą nie do pokonania. Anna miała wielkie szczęście. Udało się jej uwolnić z tego "więzienia cienia", dzięki wieloletniej terapii i intensywnej pracy nad sobą. W tej książce opowiada o swojej długiej drodze przez mękę i powrocie do normalnego życia.

Anna jest młodą mężatką. Właściwie niczego nie brakuje jej do szczęścia. Ale kiedy tylko zostaje sama, zaczyna się "to": walenie serca, mrowienie w nogach, duszność i szum w uszach. Anna boi się, że zwariuje, że umrze. Przez cały czas prześladuje ją nieznośny wewnętrzny niepokój. Po urodzeniu pierwszego dziecka pogrąża się ostatecznie w ciemności. Bywają dni, że nie ma nawet odwagi wyjść z domu, nieustannie szuka dróg ucieczki. Boi się wsiąść do autobusu, do pociągu i metra. Jej świat z dnia na dzień staje się coraz mniejszy. Ma 27 lat i była już u wielu lekarzy, kiedy wreszcie neurolog stawia diagnozę: zaburzenia lękowe.

Z pomocą doświadczonej terapeutki krok po kroku przełamuje diabelski krąg lęku i powraca do normalnego życia.
1507
Offline

przez Goplaneczka 26 paź 2007, 14:49
yyy... czytam sobie Wasze opinie... Mnie coaxilem leczono szpitalnie, mam to teraz kontynuować :?
Na pytanie o skuteczność leku kazano mi zaufać wyborowi lekarza. Tylko, że to już któryś lek z rzędu. Mam dość ufania ludziom, którzy nigdy tego nie łykali.
Goplaneczka
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Koletha 26 paź 2007, 21:17
A ja brałam coaxil 4 tygodnie i zauwazylam, ze moja depresja poglebia sie. malo tego wrocily po tym leku stany lekowe jakich nie mialam od kilku lat co zawdzieczalam hydroxyzinum i sedamowi. Niestety lekarz kazal mi je zamienic na coaxil:/ 4 dni temu postanowilam odstawic ten lek poniewaz uczucia dusznosci w klatce piersiowej byly nie do wytrzymania. Moja lekarka mowi, ze to glupota i ze nie wierze w lekarza, a ona z kolei nie wierzy w skutki uboczne ktore jej opisuje, ale odstawilam. Mam od wczoraj lekkie objawy odstawienne podobne jak po sedamie, ale i tak jest lepiej. Byc moze innym pomaga, ale ja nie polecam. Pozdrawiam wszystkim cieplo i zycze zdrowka.
Sustine et abstine...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
08 mar 2007, 12:56

przez Goplaneczka 27 paź 2007, 14:19
Koletha-rozumiem Cię doskonale... Ja długo walczyłam, by mi dali spokój z lerivonem. Powiem tyle-zmień lekarza. Masz prawo mieć do niego zaufanie, jeśli Cię nie słucha-następny.
Generalnie po miesiącu nie powinno być skutków ubocznych-jeśli są tp już nie zabawa.
Czasami mam wrażenie, że warto by psychiatrów nakarmić tableteczkami szczęścia, by sami zobaczyli jak to wygląda.
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Koletha 27 paź 2007, 20:45
Masz racje. Dzieki za odpowiedz. Wlasnie jestem w trakcie szukania nowego lekarza. Zastanawiam sie takze nad dziennym oddzialem nerwic. Terapia chyba jednak bedzie lepsza niz te ciagle leki, ktore nie przynosza rezultatow. Pozdrawiam cieplutko:*
Sustine et abstine...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
08 mar 2007, 12:56

Avatar użytkownika
przez samotniczka 28 paź 2007, 17:48
Na mnie Coaxil też nie działał i również go nie polecam, u mnie nasilił poczucie smutku i płaczliwość. Psychiatra natychmiast kazała odstawić i przepisała inny. Kobieta jest nastawiona bardziej na psychoterapię niż na branie leków, pod tym względem cieszę się, że do niej trafiłam, bo większość psychiatrów faszeruje pacejntów lekami, nie zważając niestety na ich samopoczucie. Do pełni szczęścia brakuje tylko psychologa z takim samym wyczuciem i powołaniem do swojego zawodu, bo dotąd trafiałam na samych cianiasów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez 1507 20 lis 2007, 21:01
niestety to na co pomagają leki u jednych , to udrugich nasilają, psychotropy czasem nam przepisują lekarze na wyrost i zamiast polepszyć robią nam krzywdę i ciężko jest później wrócić nawet do stanu poprzedzającego leki, tak był, jest u mnie,po 2 m-ach zażywania coaxilu nasilały mi się lęki odstawiłem poczułem sie lepiej i postanowiłem wytrzymać i tak wytrzymałem już 3 miesiąc bywa ciężko ale najczęściej wieczorem i to też daje radę przetrwać, razem z pszczelim mleczkiem , dziurawcem, nerwobonem i psychoterapeutą. Zaglądam tu rzadko , zalecenia od terapeuty by się nie nakręcać. Pomaga.
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez -BMW- 16 gru 2007, 21:34
Ja osobiście brałem już różne leki (Lexotan, Alprox, Stimuloton, Doxepin, Velafax, Chlorprothixen, Sulpiryd, Coaxil, Hydroksyzyna). I mogę jedynie stwierdzić, że tak naprawdę to stany lękowe i "dziwne" lęki pojawiły się u mnie dopiero w momencie gdy zacząłem je brać.
Jeśli chodzi o Coaxil to w dawce 2x1 powodował on u mnie pobudzenie i rozdrażnienie (musiałem wychodzić z domu i coś ze sobą zrobić). Bałem się np. gdy popatrzyłem na wysoki budynek, bałem się gdy siedziałem w domu i pomyślałem, że mógłbym wyskoczyć z samolotu na spadochronie. Momentami miałem wrażenie jakbym "leciał" do tyłu albo jakby woda w kranie powoli się lała. I nie ma w tym nic dziwnego ponieważ słyszałem już takie opinie.
Na pewno nie jest to placebo - lekarze tak "gadają" ponieważ oni sami nigdy nie brali tych tabletek. Jeśli ktoś był już na silniejszych lekach to nie ma co się oszukiwać, że to pomoże od razu. Najpierw organizm musi się oczyścić i "odreagować" poprzednie leki. Zazwyczaj jest to ciężki okres jeśli ktoś przechodzi to "na sucho".
Z własnego doświadczenia jednak wiem, że gdy już przejdzie się najgorsze to poźniej jakoś to idzie.
Coaxil może też nie pomóc wcale, albo jeszcze bardziej pogłębić zły stan zdrowia (na każdego lek działa inaczej i nie ma tu jakiegoś szablonu; to nie jest tak jak z przeziębieniem, że wszyscy "łykają" to samo i wszystkim pomaga).
Odstawienie Coaxilu też nie powinno być gwałtowne jak wszystkich leków.
Ja tylko przez 2 dni nie wziąłem rano tabletki i już miałem przykre doświadczenia. Lęki były nasilone i ogólnie źle się czułem. Gdy biorę po pół tabletki rano i wieczorem to jeszcze jakoś funkcjonuję.
Coaxil oprócz działania przeciwdepresyjnego, wyrównuje też przewodnictwo nerwowe. Jeśli więc ktoś brał różne leki tak jak ja, to ten lek teoretycznie powinien mu pomóc. Ale praktyka ma się czasami nijak do teorii. A lekarze zamiast słuchać, dają człowiekowi jak najwięcej tabletek i chcieliby żeby nikt im nie marudził, że coś mu dolega. A moje pytanie brzmi: "To od czego oni w końcu są?". Chyba nie chodzi o to, aby człowiek zapomniał jak się nazywa, tylko o to aby jakoś z tego wyjść.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 gru 2007, 15:13
Lokalizacja
Z daleka albo bliska

przez 1507 17 gru 2007, 13:12
uważam że od psychiki są terapeuci, ale jeśli coś zaczyna się dziać z ciałem mamy dużo różnych objawó somatycznych to terapia nie wiele pomoże , mozna nuczyć się to akceptować i wytrzymać, ale skoro jest zakłócona praca nuroprzekaźnikó to trzeba chyba wtedy iść w leki, co do coaxilu jeszcze chciałem dodac że nasiliły mi się po 2 m-cach zarzywania myśli tak zjechane ze bałem się samego siebie, po odstawieniu myśli i leki ustąpiły choć nadal są ale juz nie tak silne jak w czasie zazywania, i wnerwia mnie to bo czasem myslę że leki psują nam mózgi
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez -BMW- 17 gru 2007, 19:19
1507 ja też nieraz czuję lęk przed samym sobą.
Jeśli chodzi o mnie, to pojawiło się to gdy lekarz gwałtownie odstawił mi Lexotan. W sumie wtedy to bałem się wszystkiego - całego świata, który mnie otacza. Później niecały rok brałem chlorprothixen i sulpiryd. Im dłużej to brałem, tym czułem się coraz gorzej. W końcu się "wkurzyłem" no bo ile można brać te leki, a poprawy nie ma wcale. Poprosiłem lekarkę o to, że chcę schodzić z dawek. Stopniowo zaczynałem czuć się coraz lepiej. Później była mile zaskoczona jaka jest poprawa i doszła do wniosku, że nie mam zaburzeń na neuroprzekaźnikach :D . Po takim okresie regularnego zażywania nie ma jednak cudów - coś w tej głowie zostało rozregulowane.
1507czytając twoje wcześniejsze posty doszedłem do wniosku, że u Ciebie tak jak i u mnie lekarze za dużo "nagmerali". Nie można tak "skakać" i ciągle zmieniać leków jak to niektórzy z nich robią (ja też miewałem takie "zjazdy depresyjne" nawet po odstawieniu Coaxilu).
Jeśli chodzi o Sulpiryd o którym wspominałeś wcześniej, to o ile dobrze pamiętam powoduje on zmiany hormonalne. Skutkiem długotrwałego zażywania tego leku może być: obniżenie libido, niepokój, depresja, uczucie zmęczenia, drażliwość, labilność emocjonalna (wszystko to, może oczywiście występować bez brania tego leku). Ja u siebie zaobserwowałem praktycznie wszystkie te objawy. Najgorzej było z popędem płciowym. Gdy brałem te leki to właściwie był on równy 0. Nawet gdy wcześniej byłem nerwowy tak nie było (a wiadomo, że ma to wpływ na te sprawy).
Myślę, że jest to także zasługa Chlorprothixenu. Czułem się po nim jak emeryt. Gdy wcześniej spokojnie podciągałem się na drążku kilkanaście razy, to po tym z ledwością zrobiłem trzy powtórzenia. Gdy odstawiłem lek, to po około 2 miesiącach wróciło to do normy.
Najgorsze jest dla mnie to, gdy lekarz daje najpierw coś na uspokojenie, a później na pobudzenie (Sulpiryd ma działać aktywizująco). A w praktyce sprowadza się to do tego, że człowiek stopniowo aczkolwiek regularnie wyniszcza swój organizm. Najpierw dostaje coś żeby usnąć, a później żeby był w stanie rano wstać trzeba go "reanimować". Dać mu "kopa" na cały dzień. I tak wkoło. Przecież tak nie można żyć!!!
Ja, gdy brałem chlorprothixen rano i wieczorem byłem strasznie "przymulony". Gdy ktoś mówi, że wstał rano lewą nogą, to ja z całą odpowiedzialnością mogę powiedzie, że wstawałem na czworakach :D .
Nagła zmiana porannej dawki chlorprothixenu 15mg na sulpiryd 50mg spowodowała, że czułem się jakbym był w wesołym miasteczku. Cały dzień miałem wrażenie jakbym jeździł windą, nieważne czy leżałem czy stałem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 gru 2007, 15:13
Lokalizacja
Z daleka albo bliska

przez 1507 17 gru 2007, 22:36
a skad lekarz wiedział że nie masz zaburzeń w neuroprzekaźnikach? po czym to można poznać? jak się masz teraz leczysz się?

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:38 pm ]
generalnie na psyche mi weszło po pół roku zażywania leków przeciw lękowych, myśłę że wtedy poznałem inne wcielenie lęku
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez -BMW- 19 gru 2007, 20:16
Ja osobiście myślę, że mi też na psyche weszło. Ja do póki nie zacząłem brać jakichkolwiek leków, to miałem jedynie objawy somatyczne (typowo nerwicowe: kołatania serca, zawroty głowy, mrowienia itp.). Później dopiero zaczęły się "jazdy". Żaden lekarz nie wciśnie mi jednak "kitu", że te "jazdy" zaczęły się same z siebie. Tak nie było. A lekarze do których, chodziłem w ogóle mnie nie słuchali i nie wierzyli mi w to co mówię. Dopiero mój czwarty lekarz nie kwestionował tego co powiedziałem. Konsultowałem się jeszcze z innym psychiatrą i też nie miał wątpliwości co do moich odczuć.
Ja też poznałem inne wcielenie lęku. Zacząłem bać się rzeczy, które nigdy mnie nie przerażały, ba nigdy bym nie pomyślał że można bać się niektórych rzeczy. Uważam, że tak na prawdę te leki zamiast znosić lęki, tylko je powodują. Ale jest to tylko i wyłącznie moje prywatne zdanie. Nie mogę się odnosić do innych osób ponieważ każda osoba jest inna. Wiem tylko, że znajoma mojej mamy też zaczęła miewać lęki po odstawieniu benzodiazepin, a brała te leki na uspokojenie. Co do reszty leków to trudno mi się wypowiadać, ponieważ nie mam takiej pewności. Moje przykre doświadczenia zaczęły się właśnie od leków z tej grupy i tak to się ciągnie. Jeśli mam być jednak szczery to po innych lekach, też właściwie nie czułem się dobrze. Sam już nieraz "głupieje" co jest po czym. Za dużo tego było i za często zmieniane.
Każdy lek ma jakieś skutki uboczne (np. po lekach na nadciśnienie też można mieć duszności, ale nie wpływają one raczej na psychikę).
Wracając do koleżanki mamy, to po rocznej terapii u psychologa wyszła z tego i czuje się normalnie. Było ciężko, ale udało się jej. Ma czasami objawy nerwicowe, ale nie można powiedzieć że uniemożliwiają jej one normalne funkcjonowanie (w końcu każdy zdrowy człowiek jak się zdenerwuje to "wali" mu serce, albo ma czasami zawroty głowy i nie wynika to wcale z tego że jest chory).

Odnośnie neuroprzekaźników

Moja obecna lekarka chciała mi zrobić badanie EEG (w końcu nic z tego nie wyszło). Nie wiem dokładnie na czym ono polega. W internecie znalazłem informacje, że diagnozuje się przy jego użyciu min. głuchotę, skłonności do padaczki i zaburzenia neurologiczne. Powiedziała, że po tych wszystkich lekach które brałem nie dziwi się, że coś takiego się porobiło. Chciała chyba dowiedzieć się czy impulsy nerwowe mają prawidłowy przebieg.
Poprzednia lekarka powiedziała, że nie mam zaburzeń na neuroprzekaźnikach ale nie wiem po czym to stwierdziła. Podejrzewam, że po prostu tak sobie "chlapnęła". Nie przeprowadzała mi żadnych badań. Wtedy tak sobie myślałem, że jakbym miał coś nie tak z tymi przekaźnikami, to nie mógł bym w ogóle funkcjonować bez leków. Ale sam już nie wiem.
Myślę też, że od początku lekarka postawiła mylną diagnozę. Pewnie założyła, że mam zaburzenia na neuroprzekaźnikach. Nie pomyślała jednak że jest to skutkiem gwałtownego odstawienia benzodiazepin. Powiedziała, że jest to niemożliwe żeby było to po lekach. Ale ja i tak wiem swoje (co zresztą potwierdziło dwóch innych lekarzy psychiatrów). Gdy jeszcze raz dała mi lek z tej grupy, "uciekłem" od niej.

Jeśli ktoś ma siłę i chęć jeszcze dalej to czytać :D

Fakt jest faktem, że bez leków czułem się lepiej niż przed. Mam tu na myśli okres gdy dość długo je stosowałem (prawie rok czasu). Chlorprothixen i Sulpiryd, które dostawałem na początku znosiły mi objawy odstawienia Lexotanu. Ale później zacząłem się po nich odizolowywać od świata zewnętrznego. Żyłem w świecie własnych myśli. Zastanawiałem się dlaczego zupa, którą jem mieści mi się do "buzi". Czułem różnicę między tym jak byłem w domu, a tym jak wyszedłem na zewnątrz. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć. To tak jakbym odczuwał "inną atmosferę". Później gdy jechałem sam pociągiem dotarło do mojej świadomości, że jestem SAM. Od tego momentu zacząłem bać się samotności (wcześniej nigdy tak nie było). Później było już coraz gorzej.
Od początku coś mi nie pasowało w moim samopoczuciu ale nie potrafiłem tego określić. Stopniowo coś zaczęło "przedzierać" się do mojej świadomości. Zacząłem się zastanawiać nad tym co robię i właściwie po co to robię. W końcu zacząłem "czuć" swoje myśli. To tak jakbym zaplanował sobie co chcę zrobić, zanim jeszcze o tym pomyślałem. Temu wszystkiemu towarzyszyło ciągłe pobudzenie i rozdrażnienie. To zadecydowało o tym, iż postanowiłem odstawić te leki.
Po odstawieniu leków rozdrażnienie i otumanienie zaczynało ustępować. Przestałem "czuć" swoje myśli (pytał mnie o to mój drugi psychiatra, ale wtedy nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi :shock: )

Co robię teraz

Jestem cały czas pod kontrolą psychiatry. Zacząłem chodzić na psychoterapię i czuję, że mi to pomaga. Po konsultacji z lekarzem zmniejszyłem dawkę Coaxilu (w sumie to zalecił mi on brać Cilon albo Rispen ale strasznie się boję). Jak tylko dostałem Coaxil to już ogarnęło mnie przerażenie. Ogólnie to mam straszny uraz do lekarzy i jadę do nich tylko wtedy, kiedy kończą mi się leki albo coś mnie niepokoi. Staram się wspomagać homeopatią i lekami ziołowymi: Validol, Nervendragees. Magnez też wzmacnia układ nerwowy (gdy moja mama leczyła się na nerwicę, to pomogły jej dożylne zastrzyki z glukozy i magnezu). Ostatnio staram się chociaż trochę ćwiczyć (mam na myśli wysiłek fizyczny), tak też zalecił mi psychoterapeuta.
Uważam też, że bardzo istotne jest wsparcie psychiczne (chyba najistotniejsze). Jeśli posiada się kogoś kto potrafi zrozumieć, kogoś z kim można porozmawiać o tym na co dzień. Spotkanie z psychoterapeutą to tylko mały wycinek życia. Na co dzień człowiek musi radzić sobie sam. Jeśli ma się kogoś zaufanego, albo jeszcze lepiej kogoś kogo się kocha, spędza się z nim dużo czasu. Uważam to za najlepszą terapię. Ja z pomocą tej drugiej osoby przetrwałem bardzo trudne chwile. W pewnym sensie znosiłem to wszystko też dla niej. Niestety gdy między nami źle zaczęło się układać, to wszystko się "posypało".
Ponieważ jestem osobą wierzącą, to wierzę w to że Bóg mi pomoże. Wierzę, że nie będą to ani leki, ani lekarz ani nikt inny tylko Bóg.
Wierzę w to że Ty, 1507, ja i wszyscy ludzie z tego forum dadzą sobie radę. A ja Tobie i sobie życzę tego, że przyjdzie kiedyś taki dzień gdy będzie można uśiąść spokojnie przed telewizorem ze wspomnianą przez Ciebie meliską i powiedzieć:"Jestem wolnym i szczęśliwym człowiekiem".

Pozdrawiam i przepraszam, że nie odpisywałem ale też nie wszystko czytam żeby się nie "nakręcać" :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 gru 2007, 15:13
Lokalizacja
Z daleka albo bliska

przez 1507 20 gru 2007, 12:50
jestesmy po jednych pieniądzach, mnie po odstawieniu leków przyszły mysli tak zjechane że szok miewam je do dziś z różnym nasileniem, a przeciez nie chce być taki jak w swoich myslach, terz jetem wierzący i podobnie jak ty wierzę że wstanę rano i poczuje to coś co da mi siłę i pęd do zycia ze kiedyś to musi się dobrze skończyć, choć tak naprawdę nie potrafię sobie tego wyobrazić, tak jak bym juz nie znał innego lepszego życia, ponieważ ostatnio jest mi ciężko, doszedłem do wniosku że po nowym roku jak wytrzymam pojadę znów do lekarza , dostałem namiar na panią profesor z Łodzii może w końcu będzie to ta osoba która mnie wyciągnie z tego, myślę że jestem w stanie pogodzić się z farmakologią ale tylko gdy da ona pozytywne rezultaty a nie słuchac lekarza który wciska mi coś i mówi że tak mam być, a ja czuje że tak ma nie być, a potem dostaje jeszcze większego kręćka, 2 lata farmakologi dały mi takie odczucia 6 m-cy uspokojenia nerwicy i ok ale później należało znaleźć drogę inną dać mi sznse na samodzielną walkę a nie wciskać że musze brac jeszcze trochę i trochę i zaczeła z tego rodzić się chyba depresja, myśli natretne dotyczące leczenia, mojego lekarza i pracy która dołozyła się do problemu nie było dnia a ni godziny w której nie poddał bym wątpliwości mojego leczenia i stanu z tym związanego ale nie miałem odwagi by przerwac leczenie. Zdecydowałem się na ten krok po dwóch latach, ale potakiej mieszance chemi móz może oszaleć, mam przerwe od marca tego roku od leków przeciw lękkowych, w miedzy czasie brałem coś na stabilizację na stroju, odstawiłem wytrzymałem m-ąc wróciłem do leczenia u kogos innego coaxilem , z dnia na dzień robiłem sie po tym leku coraz bardziej smutny nerwowy wróciły problemy z ciśnieniem spadło zainteresowanie żona odciąłem się od dzieci miałem nasilone zjechane myśli, odstawiłem we wrześniu , przeszedłem na zioła , było ciężko przez pierwze dwa tygodnie, potem się polepszało , pogarszało i tak na zmianę ale czułm że daje z tym radę że może będzie ok, niestety od tygodnia mam kryzys z dnai na dzień znów mnie dopada coraz większy spadek nastroju, wątpliwości i myśłi zjechane oraz lękliwość. Stąd moje zwątpienie. Spróbuję z tym się uporać , wytrzymać, czasem browar na chwilkę pomaga ale na zbyt krótko. A po nowym roku jak bedzie nadal nie do wytrzymania spróbuję znów leków, może jesli jedne leki posuł, to moze drugie naprawią, dlatego nie będę liczyć się z kasą pojadę do pani profesor a nie do jedynego lekarza ps. w nasym mieście u którego w przychodni średnia wieku to 60lat, może pani profesor ze swym bogadszym doświadczeniem mi pomoże. Pozdrawiam wszystkich i wesołych świąt wam życze, pełnych radości i miłości.
1507
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do