SERTRALINA (Zoloft,Asentra,Asertin,Sertagen,Setaloft,Luxeta)

OPINIE użytkowników na temat leków przepisywanych w leczeniu nerwic, depresji itp.

Czy sertralina pomogła Ci w Twoich zaburzeniach?

Tak
192
61%

Nie
73
23%

Zaszkodziła
52
16%

 
Liczba głosów : 317

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 17 sie 2007, 14:24
suave no dziś trzeci dzień i jest nieźle z tym, że ja zaczęłam od dawki 1/4 tabletki przez 4 dni potem 1/2 przez 6 dni, 3/4 przez 4 dni i potem cała tak lekarz mi rozpisał aby było jak najmniej tych "cudownych" efektów ubocznych i póki co jest nieźle...

cieszę się, że u Ciebie wszystko dobrze oby tak juz pozostało :D
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez suave 17 sie 2007, 14:26
Bardzo dobrze rozpisał, za 1 razem jak zapodałam całą to miałam noc z głowy. Trzymam kciuki za Twoje zdrowie, a jak masz jakieś pytania zoloftowe lub inne - pytaj śmiało. Za wyjadaczkę się nie uważam (zresztą co to za sukces: ,,jestem świetna w jedzeniu leków" ;), ale swoje już przeszłam.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
02 lip 2007, 10:21
Lokalizacja
Szczecin

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 17 sie 2007, 14:31
suave dziękuję bardzo :) i vice versa to mój trzeci nawrót nie ma się czym chwalić co prawda :roll: ale zawsze chętnie pomogę i pogadam :D
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez fanka setaloftu 19 sie 2007, 02:42
ciesze sie Wanilka, ze setaloft Ci pomogl! mi juz troche przeszlo, ale przez pierwsze tygodnie faktycznie, bylo zajebiscie.... ;)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
25 mar 2007, 00:58
Lokalizacja
polska/scotland

przez nefi 19 sie 2007, 19:31
ja właśnie odstawiłam 1,5 miecha temu leki. czuje się śpiewajaco (odpukać w niemalowane). brałam i effectin i asentrę i zoloft i jeszcze cos innego juz sama nie pamietam. bywało różnie, ale zoloft dał mi najwięcej. effectin mogłam łykać jak cukierki nic nie dawał, poza tym, żę spiewająco chudłam. teraz czuję się dobrze, trochę to trwało i tez cały czas chodzę na terapię. w końcu się odważyłam pogadać z psychologiem bo do tej pory na wszystkich których trafiałm miałam uczulenie. nie mogłam znieść tego zbolałego wyrazu ich twarzy przy każdej rozmowie. wyglądali tak jakby sami potrzebowali pomocy. nie wiem dlaczego teraz mam takie zaufanie, czy to dlatego, że moja psychiatra dopasowała mi psychologa charakterem czy też dlatego, że po prostu dałam sobie szanse na to by sie w końcu pozbyć mojej zmory deprechy i lęków z nią związanych. czuję się tak jakby mnie ktoś obudził z długiego snu. życzę Wam tego samego.
pzdr
.... nie ma ludzi normalnych....
.....są tylko nie przebadani......
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
19 sie 2007, 19:11
Lokalizacja
Greystones IE

odstawienie asentry

przez nefi 19 sie 2007, 19:43
hejka. ja własnie odstawiłam asentrę czy tam zoloft w sumie na jedno wychodzi. odstawiałam po pół tabletki i już 1.5 miesiaca jestem czysta. na poczatku jak zawsze troche byłam rozkojazona i drżały mi mięśnie, ale po odstawieniu effectinu było sto razy gorzej. teraz czuję sie bardzo dobrze i tylko moja waga oszalała, tak duzo to jeszcze nigdy nie wazyłam i utyłam od tak, praktycznie nie jedząc bo biorac te leki mao co jadłam,a przy odstawieniu w ogóle nie chce mi sie jeść. mam pytanko czy ktoś miał taki problem z waga przy asentrze. podobno czasem podnosi poziom prolaktyny i dlatego się tyje?????? co gorsza nie widze żeby coś mi z tej wagi po odstawiniu spadało i się zastanawiam czy nie powinnam porobic sobie jakis badań. może te leki cos mi namieszały w organiźmnie.
pozdrowionka dla asentrzaków :)
.... nie ma ludzi normalnych....
.....są tylko nie przebadani......
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
19 sie 2007, 19:11
Lokalizacja
Greystones IE

przez Wanilka 22 sie 2007, 00:41
no i tu jest problem....
mam zwiekszona dawke do calej tabletki( 50mg rano) i umieram....
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
15 lip 2007, 23:14
Lokalizacja
Opole

Avatar użytkownika
przez Mooni 24 sie 2007, 11:21
do Bad Girl.
Po zwiększeniu dawki (z tym, że dawkę brałam minimalną 25mg przez pierwsze dwa tygodnie) na 50mg nie odczułam żadnych większych historii niż to, co było na początku brania. Niestety, teraz mija 3 tydzień od zwiększenia i wczoraj napadło mnie niestety. Bóle głowy mam od paru dni, dzwonienie w uszach i zawroty głowy. Rano pobeczałam się w drodze do pracy bez powodu: po prostu szłam i płakałam. No i znów lęki się pojawiły. Poczekam do poniedziałku, jak nie minie, dzwonię do mojego lekarza. Jestem jednak dobrej myśli :) Widocznie to nieuniknione. Staram się nastawić pozytywnie - na razie z miernym skutkiem, ale zawsze to dobry początek ;)
Pozdrawiam
Jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
670
Dołączył(a)
24 sie 2007, 09:13

przez Memento mori 24 sie 2007, 11:53
hej,
czy zauwazyliscie u siebie zwiekszone pocenie po luxecie? Co prawda mamy teraz duchote ale czy jest to powod do przerwania tego leku?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 sie 2007, 11:46

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 26 sie 2007, 11:41
Witaj Mooni!
u mnie mija już tydzień jak zwiększyłam dawke... i nic nie odczułam... myślisz że po dłuższym czasie mogę też odczuwać takie skutki uboczne?
Biore te 100mg ale tak naprawde nie widze żadnej poprawy...
wciąż depresja daje o sobie znać...
ja już chyba nie potrafie myśleć pozytywnie... ;)
pozdrawiam i dziękuje za informacje :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez nefi 26 sie 2007, 12:52
hej Bad Girl i Mooni.
nie nastawiajcie się od razu negatywnie. u mnie leki zaczęły działać dopiero od 100mg i tak po około 1-2 miesiacach poczułam się dopiero lepiej. raz było lepiej raz gorzej. skutki uboczne też były urocze bo nie spałam, nie jadłam, zero koncentracji. kombinowali mi jeszcze z lekami raz brałam je rano, raz wieczorem, ale w końcu się przystosowałam i zaczęło być co raz lepiej. nie ukrywam cały czas też chodzę na terapię, bo mój lekarz powiedział wprost, że leki większości problemów za mnie nie załatwią, ale pomogą w ich rozwiązaniu jesli sie wezme za terapię. bałam się jej strasznie bo moje przygody z terapeutami nie były fajne i do nikogo nie miałam zaufania. moja pani doktor wreczyła mi numer do terapeuty i powiedziała :"idz zobacz, jak ci się nie spodoba to pójdziesz do nastepnego az znajdziesz kogos kto ci pomoże". zbierałam sie miesiąc żeby drndnąc do tej pani w końcu zadzwoniłam i mykam co wtorek do psychologa już od roku. powiem wam, że same leki by mi myslę, że nie pomogły. niektóre rzeczy w nas za głęboko siedzą, a lek powoduje tylko, że się lepiej czujemy bo te rózne bolesne dla nas rzeczy czy leki sa po prostu przytłumione. polecam dodanie sobie terapii do leków bo ja w końcu po 7 latach staje na własnych nogach i przestaje się bac zycia.
trzymajcie sie i owocnej walki o siebie zycze.
.... nie ma ludzi normalnych....
.....są tylko nie przebadani......
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
19 sie 2007, 19:11
Lokalizacja
Greystones IE

przez Jaga 26 sie 2007, 22:31
Witaj Nefi,
Gratuluję Ci takiego optymizmu!!! Masz może na niego jakąś receptę? Ja walczę z depresją już 10 lat. Asentrę biorę już od 2 lat i tyle samo uczęszczam na terapię. Myślę, że dzięki niej jeszcze funkcjonuję. Twój lekarz mówi tak samo jak mój terapeuta "same leki nie pomogą". Zgadzam się z tym i polecam każdemu borykajacemu się z tą przypadłością. Trochę tylko brakuje mi sił, aby ciagle w to wierzyć!!! Jestem własnie po kolejnym zwiekszeniu dawki do 100. Zaliczyłam po raz kolejny taki zjazd, że aż strach. Zaczynam się już tego bardzo bać a myślałam, że przez ten czas nauczyłam się już z tym żyć. Od dawna staram się z tym walczyć, tłumaczyć sobie, nastawiać sie pozytywnie ale ostatnio zauwazyłam, że coraz częściej odpuszczam. Życie nauczyło mnie, że trzeba się ciągle z czymś mocować tylko coraz częściej nie mogę odpowiedzieć sobie na pytanie jak długo i dlaczego ja, moja rodzina, itp. Wiem, że to banalne pytania i do tej pory odpowiedź była dla mnie oczywista a teraz coś się zmienia. Czy ja wpadam w jeszcze większy dół? Co się ze mną dzieje? Boję się tego!!! Zaczynam kochać spokój, podczas gdy do tej pory mój dom był zawsze pełny ludzi, przyjaciół, wesoły i gwarny. Teraz nie chce mi się nikogo zapraszać i przyjmować. Po przyjściu z pracy zamykam drzwi i cześć!!! A wtedy myśli wariują jak szalone!!! Czy ja wariuję??????????????????
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 lip 2007, 17:47

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 26 sie 2007, 22:32
nefi twoja wypowiedz podtrzymuje mnie na duchu... może potrzeba troche więcej cierpliwości. na czym tak naprawde polega terapia? o czym rozmawiasz z psychologiem? (jeśli można wiedzieć?).
ja jak na razie do leków stosuje jeszcze terapie hipnozą.


nefi napisał(a):bałam się jej strasznie bo moje przygody z terapeutami nie były fajne i do nikogo nie miałam zaufania.


ciężko jest trafić na dobrego terapeute?

pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez nefi 27 sie 2007, 11:05
Hej Jaga i BadGirl,
Jaga nie wariujesz... masz gorszy czas i to wszystko. Wiecie kiedy mi zaczęło się tak na prawdę poprawiać ..... gdy uświadomiłam sobie sama pierwszy raz tak namacalnie, że to nie lęki i depresja rządzą moim życiem tylko ja. Zaczęłam małymi kroczkami robić rzeczy na które brakowało mi odwagi lub się ich bałam. Usiłowałam sobie przypomnieć czego tak na prawdę chcę od życia, bo przez ta chorobę zapomina się o tym, że ludzie mają marzenia i je realizują. Leki dały mi tak na prawdę możliwość tzw. rozbujania się, dawały mi kopa na dana chwile, ale starałam się z tych kopów wyciagać jak najwięcej. Wychodziłam sama z domu, szłam po zakupy, wychodziłam z psem, zaczęłam wychodzic do znajomych, najpierw na troche bo było mi ciezko ( a generalnie to jestem bardzo towarzyska), a kiedy było mi na prawdę źle, dawałam sobie 1 dzień na rozpacz, ale tylko 1 dzien, nie dłużej bo wiedziałam, że to ściagnie mnie w dół. Przestałam byc dla siebie surowa i traktowac się jak jedna wielka porazkę, która zostaje w tyle podczas gdy inni zyja. Przypomniałam sobie o czym marzyłam przed chorobą, wzięłam wielki kolorowy karton i wykleiłam kawałkami z gazet swoje marzenia, dodajac do nich moje zdjecia i optymistyczne napisy. Taka 'mapa mojego zycia' wisi przy moim łóżku. Codziennie gdy wstaje ja ogladam i widze, że małymi krokami ide ta droga. Z psychologiem to też dla mnie nie było łatwe BadGirl, nie potrafiłam mówić o sobie, o swojej rodzinie, o lekach, o tym, że czuję sie jak jeden wielki nieudacznik losowy. Myslę, że wiele tu zawdzięczam mojej pani psychiatrze, po raz pierwszy ktos mi wreczył numer telefonu do psychologa nie każąc mi tam iść tylko dając otwarta furtke i mówiąc :"spróbuj jak nie ten to inny". trochę trwało zanim zadzwoniłam, ale w końcu poszłam i to było to. Co do samej terapii to jest wiele jej dziedzin. Ja generalnie na tym etapie opowiadam juz o swoich problemach, radościach, czego się boje co mnie denerwuje. Psycholog mi podpowiada pewne kroki, a czasem po prostu w delikatny sposób stara się pokazać mi jak pewnymi rzeczami z mojego zycia nie powinnam się przejmować. Musiałam tez przejść przez etap opowieści o mojej rodzinie. Nie było łatwo, ale poszło. Mysle, że w terapii najwazniejsza oprócz terapeuty samego w sobie jest szczerość. To co siedzi Wam w głowach, wierci i boli, po prostu powiedziec i nie powiem jest czasem trudno, ale jak juz sie to zrobi to czuję się jakbym 100kg zostawiła w gabinecie. Myslałam, że po moich porażkach z psychologami terapia jest nie dla mnie, ale teraz wiem, że stawia mnie na nogi. Jaga, a co do pytań :"dlaczego to moja rodzina" to sa bardzo ważne pytania i każda rodzina ma na nie inne odpowiedzi, ale nie traktuj tego jako czegos złego, traktuj to jak cos co trzeba naprawić. Moge Wam się przyznac, że w mojej rodzinie, nie ja jedna mam takie problemy. Moja mama miała depresję, walczyła z nia przez wiele długich lat, ale teraz jest bardzo dobrze. Moja starsza siostra do tej pory dokładnie nie wiem co jej było, ale jej sytuacja rodzinna doprowadziła ja do takiego załamania nerwowego, że miała zwidy. Teraz jest dobrze, jeszcze walczy o siebie, ale jest bardzo dobrze. Taka jest prawda żyjemy w takich czasach a nie innych, wrazliwi ludzie czasem nie godzą się na pewne rzeczy i dopadaja ich różne choróbska, jednym choruja dusze a innym ciała. Dbajcie o siebie kobiety i nie załamujcie się, możecie mieć gorszy dzień, ale to wszystko, każdy je ma, najwazniejsze to aby starać się ograniczać te gorsze dni, po prostu mówić:" dzis koniec zbieram sie do kupy" i iść zrobić cokolwiek, nawet wyjść do kiosku bo bilet autobusowy, albo umyć sobie głowe. Trzymajcie sie i jesli mnie się udało to wam tez, szczerze w to wierzę.
pzdr
.... nie ma ludzi normalnych....
.....są tylko nie przebadani......
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
19 sie 2007, 19:11
Lokalizacja
Greystones IE

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 29 gości

Przeskocz do