Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Znów ta sama historia, a jednak inna...

przez Adelajda76 12 kwi 2007, 22:28
Znów taka sama historia, a jednak inna... Bo przecież jest nas, cierpiacych na nerwice, depresję wielu, jednak zawsze w tym cierpieniu czujemy sie bardzo samotni, wyobcowani, inni. Tym bardziej to boli.
Jestem w kwiecie wieku, mam 31 lat i mnóstwo przykrych przezyć związanych z depresją lękową. 8 lat temu wylądowałam w klinice psychiatrycznej. Doprowadziłam sie do stanu, w którym próbowałam odebrac sobie zycie. Napady lęku stały się jednym ciągiem, nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjscia. Jednak minęło, ale pamiec pozostała. I wciąż czuję się napiętnowana lękiem przed lękiem. Po 4 miesiącach wypisano mnie w stanie remisji. wróciłam do normalnego zycia. Skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam syna. I co dalej? Dzis znów jestem na lekach, walcze kazdego dnia, lecze sie od miesiąca na dziennym oddziale psychoterapii. Lęki powracają, nasilają się i do tego to cholerne uczucie oderwania od rzeczywistości. Znów zaczynam swoją"drogę krzyżową". Chcę żyć, więc wierzę, że wygram. Pierwszą stację mam za sobą....
"Bądź odwazny a moce ci pomogą"
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
09 kwi 2007, 22:57
Lokalizacja
Konin

Avatar użytkownika
przez Mizer 12 kwi 2007, 23:26
może nie wypada obnosić sie z własnymi postami, ale to tak dla Was :D

Mizer

jesteś nieskazitelnie idealna jak tak o sobie myślisz.
Kiedy ktos Ci powie, że jesteś beznadziejna to mu uwierzysz?

Kto wie lepiej? Twoje wewnętrzne przekonanie, że (dobrze: bez lęków, bez tej niepewności, stresów czy czego tam jeszcze) jesteś mimo wszystko idealna..?
Czy może jakiś bubster, który usłyszał Twój drżący ze strachu głos i nie wiadomo co sobie dopowiedział. Jakiś chłopak, co myśli, że jesteś głupia, mimo, że nie miałaś okazji się wykazać ze strachu? Jakaś panna, przy której zachwiałaś się i dałaś się zmanipulować, bo wywarła psychiczną presję, która zawsze Cię równała z ziemią?

Odpowiedź jest jedna- choćby nie wiem jak kto próbował udowodnić, że wie lepiej niż TY, że 'wie' iz jesteś głupia, że jesteś zahukana, że jesteś sztuczna, zrobiłaś krzywy krok na prostym asfalcie, nie umyłaś włosów, nie wytłumaczyłaś komuś do końca ważnej sprawy, to się myli, NIE MA RACJI, nawet kiedy nie wiesz-boisz się mu to udowodnić, on tylko spekuluje, domysla się, odbiera po swojemu, a tam gdzie jest niedokończone lub niewiadoma x dopowiada sobie WLASNA historię, która z Tobą może mieć gówno wspólnego- jedynie my dajemy ją sobie wepchnąć, sądząc, że on nas zna lepiej, że nas prześwietlił na wylot, że ma nad nami władzę, bo jest <haha!> LEPSZY!

jaka jest prawda?
ON się nie przejmuje, że zwisa mu sznurówka z gaci, że my mówimy komuś, że on jest skurwielem. Nie dlatego, że jest SILNY, silni, słabi... gówno warte pojęcia starożytności zastąpione milionami innych określeń. Dlatego, że on ma wpojone, że go NIE INTERESUJE opinia innych ludzi, on WIE o sobie najlepiej, nie da sobie wpoić gówna, bo tak się nauczył od dziecka.

Postawa taka nie jest trudna, jedyne czego nam potrzeba to uświadomienia sobie, że NIE ROZMYSLANIE nad tym co myślą inni NIE ZASZKODZI NAM.
Nic nie stracimy.
Nic!
Nie dowiemy się o sobie nowości z cudzych opinii. Powierzchownych dyrdymałów, wrażeń...


Praca domowa- po przyjściu jutro ze szkoły/pracy NIE MYSL co powiedziałeś/co straciłeś/ że może się nie uśmiechnąłem wtedy kiedy trzeba/ że spojrzałem na kogoś dziwnie i ktoś coś pomyślał.

Ktoś coś pomyślał może nie. Nawet jak pomyślał- to nie wiesz co i za /cenzura/ się nie dowiesz, bo nie jesteś wróżką. A jeżeli sobie pomyślał?- to po co Ci informacja: o czym? Wiesz już wszystko! Spojrzałeś się na kogoś, bo chciałeś np. zobaczyć czy na Ciebie patrzy, pokazać uśmiechem, że jesteś życzliwy, bo miałeś taki odruch nerwowy. Nie starczy Ci ta informacja? ONA wyraża Ciebie, TWOJA myśl nie jego!

Da się nie rozmyslać po przyjściu. Wierzcie- praktykuję od dłuższego czasu. Na początku był to jeden dzień w tygodniu- bo co mi szkodzi dzisiaj nie pomyśleć. Nikt nie umrze. Tak z musu- nie mysleć. Przecież tym sposobem nie wyciągniemy wniosków co źle zrobiliśmy. Nie wyciągniemy wniosków jacy jesteśmy. I gówno prawda, że jak rozmyślimy/ rozgryziemy tę przykrą sytuację to następnym razem postaramy się tego nie popełnić/ nie doprowadzić do kompromitacji. To tak jakby ktos spisywał wiekami fakty historyczne, żeby nie dopuścić do podobnych zdarzeń w przyszłości. A prawda taka- żadne z faktów się nie powtórzyło, każdy plan był jedyny w swoim rodzaju, każda bitwa wyglądała inaczej, wszystko było zdecydowanie inne- nawet "nie ma dwóch takich samych spojrzeń"- to jakim cudem sytuacja idealnie się powtórzy znowu-każdy będzie miał w ustach te same słowa- my będziemy wiedzieć jak na nie zareagować- będzie chodzić o to samo.

Potrzebne?
Nie.
Siłą wyłącz.
Jak kabel od telewizora z kontaktu.

Pierwszy krok taki.
Potrem po mału sami będziecie rozumieć, że zastanawianie się nad innymi to bezsens i strata 70% energii zyciowej.

Ja jestem na 2 etapie Very Happy. Kiedy mam wątpliwości lecę z tym do psychologa. I będzie dobrze Very Happy Rozpisa

jesteś nieskazitelnie idealny jak tak o sobie myślisz.
Kiedy ktos Ci powie, że jesteś beznadziejny to mu uwierzysz?

Kto wie lepiej? Twoje wewnętrzne przekonanie, że (dobrze: bez lęków, bez tej niepewności, stresów czy czego tam jeszcze) jesteś mimo wszystko idealna..?
Czy może jakiś bubster, który usłyszał twój drżący ze strachu głos i nie wiadomo co sobie dopowiedział. Jakiś chłopak, co myśli, że jesteś głupia, mimo, że nie miałaś okazji się wykazać ze strachu? Jakaś panna, przy której zachwiałaś się i dałaś się zmanipulować, bo wywarła psychiczną presję, która zawsze Cię równała z ziemią?

Odpowiedź jest jedna- choćby nie wiem jak kto próbował udowodnić, że wie lepiej niż TY, że 'wie' iz jesteś głupia, że jesteś zahukana, że jesteś sztuczna, zrobiłaś krzywy krok na prostym asfalcie, nie umyłaś włosów, nie wytłumaczyłaś komuś do końca ważnej sprawy, to się myli, NIE MA RACJI, nawet kiedy nie wiesz-boisz się mu to udowodnić, on tylko spekuluje, domysla się, odbiera po swojemu, a tam gdzie jest niedokończone lub niewiadoma x dopowiada sobie WLASNA historię, która z Tobą może mieć gówno wspólnego- jedynie my dajemy ją sobie wepchnąć, sądząc, że on nas zna lepiej, że nas prześwietlił na wylot, że ma nad nami władzę, bo jest <haha!> LEPSZY!

jaka jest prawda?
ON się nie przejmuje, że zwisa mu sznurówka z gaci, że my mówimy komuś, że on jest skurwielem. Nie dlatego, że jest SILNY, silni, słabi... gówno warte pojęcia starożytności zastąpione milionami innych określeń. Dlatego, że on ma wpojone, że go NIE INTERESUJE opinia innych ludzi, on WIE o sobie najlepiej, nie da sobie wpoić gówna, bo tak się nauczył od dziecka.

Postawa taka nie jest trudna, jedyne czego nam potrzeba to uświadomienia sobie, że NIE ROZMYSLANIE nad tym co myślą inni NIE ZASZKODZI NAM.
Nic nie stracimy.
Nic!
Nie dowiemy się o sobie nowości z cudzych opinii. Powierzchownych dyrdymałów, wrażeń...


Praca domowa- po przyjściu jutro ze szkoły/pracy NIE MYSL co powiedziałeś/co straciłeś/ że może się nie uśmiechnąłem wtedy kiedy trzeba/ że spojrzałem na kogoś dziwnie i ktoś coś pomyślał.

Ktoś coś pomyślał może nie. Nawet jak pomyślał- to nie wiesz co i za /cenzura/ się nie dowiesz, bo nie jesteś wróżką. A jeżeli sobie pomyślał?- to po co Ci informacja: o czym? Wiesz już wszystko! Spojrzałeś się na kogoś, bo chciałeś np. zobaczyć czy na Ciebie patrzy, pokazać uśmiechem, że jesteś życzliwy, bo miałeś taki odruch nerwowy. Nie starczy Ci ta informacja? ONA wyraża Ciebie, TWOJA myśl nie jego!

Da się nie rozmyslać po przyjściu. Wierzcie- praktykuję od dłuższego czasu. Na początku był to jeden dzień w tygodniu- bo co mi szkodzi dzisiaj nie pomyśleć. Nikt nie umrze. Tak z musu- nie mysleć. Przecież tym sposobem nie wyciągniemy wniosków co źle zrobiliśmy. Nie wyciągniemy wniosków jacy jesteśmy. I gówno prawda, że jak rozmyślimy/ rozgryziemy tę przykrą sytuację to następnym razem postaramy się tego nie popełnić/ nie doprowadzić do kompromitacji. To tak jakby ktos spisywał wiekami fakty historyczne, żeby nie dopuścić do podobnych zdarzeń w przyszłości. A prawda taka- żadne z faktów się nie powtórzyło, każdy plan był jedyny w swoim rodzaju, każda bitwa wyglądała inaczej, wszystko było zdecydowanie inne- nawet "nie ma dwóch takich samych spojrzeń"- to jakim cudem sytuacja idealnie się powtórzy znowu-każdy będzie miał w ustach te same słowa- my będziemy wiedzieć jak na nie zareagować- będzie chodzić o to samo.

Potrzebne?
Nie.
Siłą wyłącz.
Jak kabel od telewizora z kontaktu.

Pierwszy krok taki.
Potrem po mału sami będziecie rozumieć, że zastanawianie się nad innymi to bezsens i strata 70% energii zyciowej.

Ja jestem na 2 etapie. Kiedy mam wątpliwości lecę z tym do psychologa. I będzie dobrze Very Happy
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez murti 12 kwi 2007, 23:43
Dobre :-) To nic ze Twoj :-)
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
10 mar 2007, 13:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ewa125 13 kwi 2007, 00:16
adelajda przykro mi ze spotkalo cie to ponwnie. moze nie zalatwilas do konca swoich problemow za 1wszym razem? moze byly tylko przyciszone? nie poddawaj sie!!! wszyscy na tym forum walcza z tym samym, a jest nas tak wielu. ja zauwazylam ostatnio ze w naszym przypadku "punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia" czyli w pewnych momentach krytycznych czujemy sie fatalnie, zycie jest bez sensu, nie wierzymy w wyleczenie, nie widzimy szczescia w zyciu , ale jak tylko wyjdziemy z nerwicy swiat objawia sie zupelnie inny,lepszy, piekny, mamy mnostwo planow, pragnienia, checi, radsci jak kazdy inny czlowiek. adelajdo my mozemy przejsc na ten drugi punkt widzenia tylko jak wygramy z nerwica. ja mam ja narazie 1wszy raz i wiem ze 2gi raz jest pewnie jeszcze gorszy bo czlowiek watpi w wyleczenie ale jednak zastanow sie moze tamta nerwica byla "zaleczona" a nei wyleczona... powodzenia buziaki
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez Ronin 13 kwi 2007, 08:47
Aleksandra_27 napisał(a):Mnie też wkółko boli głowa :cry: Najczęściej jest to ból czoła taki piekący jakbym gorączkę miała, wtedy też częściej mam lęki i jest mi gorąco :cry:


Ja sie dołączam do ekipy "Bolących głów" ;) podobnie jak u ciebie odczówam fale gorąca w głowie na przemian z rozpieraniem skroni albo bólem środkowej części głowy. W sumie nie wiem od czego to wszystko, bo nerwica u mnie już bardzo się zmniejszyła . ? czasem zastanawiam się czy to nie od wysokiego ciśnienia , ale nie mam jak zmierzyć prawdziwego wyniku bo zaraz jak usiąde do mierzenia to mnie nerwy łapią i mam 145/95 :?
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
27 lis 2006, 21:09
Lokalizacja
Królestwo Polskie

Avatar użytkownika
przez Tygryska 13 kwi 2007, 11:40
Mam nadzieję że mi to przejdzie. Nie chce chudnąć :( a przynajmniej nie w ten sposób, czuję się bezpiecznie w moim ciałku i przerażają mnie wystające żebra :(
Na szczęscie dzisiejsze śniadanie nie poszło źle: 3 kanapki + pupa zajączka wielkanocneg ;) Oby tak dalej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

Wszytko na raz. (moja historia)

przez mareks 13 kwi 2007, 12:48
Czesc
Mam 22 lata i od 2 lat mieszkam poza polska razem z moja dziewczyna.
Od jakiegos roku mam dosc rozne przezycia. Zaczelo sie w wakacje 06.
Od tego okresu wydaje mi sie jakby caly czas cos mi sie dzialo, to bole serca , dusznosci bole brzucha bole glowy, bole oczu (od swiatla), do tego dochodzi wysokie cisnienie i dretwienie rak nog i warg. brzmi to dramatycznie ale te wszytkie rzeczy wystepuje raz na jakis czas i czasem razem czasem nie.
Bylem juz kilka razy na roznych badaniach i nigdy nic nie wykazaly.
Moj najwiekszy problem teraz polega na tym ze czuje sie jakbym przestal wierzyc lekarza i wmawial sobie ze cos mi jest. Jesli uslysze ze ktos mial jakas powazna chorobe odrazu, zaczynam widziec w sobie objawy tego.
Mam dosc strsujaca prace i caly czas malo czasu na wszytko.
Chailbym wkoncu dowiedziec sie co jest grane. Jestem swiadom tego ze to wszytko moze byc wina stresu i nerwow nie wiem tylko czy w takim stopniu.
Nie mam wiele osob z ktorymi moglbym o tym pogadac dlatego chcialem sie zapytac tu.
Z gory dziekuje
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 12:37

Avatar użytkownika
przez Mizer 13 kwi 2007, 15:43
dear mareks- jako osoba pełniąca funkcję księdza kazaniowicza spieszę z pomocą ;)

przede wszystkim- rozmowę ze specjalistą ZALECAM! wystawiając sobie diagnozę w psychiatrii równie dobrze możemy posądzić siebie o wszystkie zaburzenia naraz, borderline i schizofrenię urojona po czym załamać się, że jestesmy już nieuleczalnie chorzy i na dodatek życie podtruwają nam jakieś złe energie z jądra planety.

Ni ch*ja sami nie ocenimy realnie na ile odbiegamy od "normy" (której i tak nie ma) <piekne, jasne zdanie_^_>

psychiatra, psycholog... Koniecznie w rodzimym języku... Wiem, że jesteś poza granicami. O ile przebywasz w Anglii to rozejrzyj sie za Polskim lekarzem, inaczej niedomówienia będą. <wiesz o tym na pewno ;)>

Co do urojonych chorób- poczytaj topiki forumowiczów w tym dziale, jest jeden taki temat, gdzie nasza paczka dochodzi do wniosku, że prawie wszyscy podejżewali się o stado nowotworów, a tylko co zaboli, to pewnie smierć się chorobą zaczyna.
Przy nerwicy/depresji to nie rzadkość (polecam newsweek z tym dodatkiem o depresji, bardzo swojskie wydanie, tam tez o tym było)

Bóle fizyczne niewykryte przez lekarzy mogą okazać się depresją ukrytą <nie wiem czy tak to się nazywa>

Przed wizytą u psychiatry (ps. nie bój się psychiatry, zdrowych tez mu się zdarza leczyć ;)) przypomnij sobie okolicznośc sprzed dwóch lat, nawet wczesniej. Może to być wynikiem zmiany, stresów, frustracji, które zbierawszy się przez jakiś czas odbiły małe piętno. Jeżeli było coś takiego, na pewno będziesz to pamiętał.

Starałam się jak najwięcej wyjaśnić, mam nadzieję, że w czyms pomogłam.

Z poszanowaniem.
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez Mizer 13 kwi 2007, 15:54
psychiatra mnie kiedyś pytał:
- boli cie może głowa?
- tak
- a gdzie?
- no wszędzie, ale...
- czy to w okolicach skroni?
- tak!!!


nieprzyjemne zmeczenie i ból po niewielkim stresie?
na dodatek- dwa dni może trzymać?

to jest naturalne u wszystkich ludzi, u nas bardzo nasilone.
Gdzie te lęki, gdzie te napięcie i gdzie te emocje będą jak je psychicznie zablokujemy?

w głowie, w karku, w ramionach...

spać po pracy/szkole, masaż, odbicie sobie wielkiej nieprzyjemności BEZPIECZNA przyjemnością. Palenie mi nie pomaga. Pomaga mi smiech, pozytywny kontakt z zaufanymi choćby na siłę, duuuuuużo snu.
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez lula 13 kwi 2007, 21:23
mizer, no cholera, muszę się przyczepić. Jaka do groma depresja ukryta?
Poza tym podpisuję się pod kazdym słowem.
dodam jeszcze mareks, że u mnie na początku wyglądało to co do joty jak w Twoim przypadku. Ten zmasowany atak na wszystkie ustroje mojego organizmu zrobił mi z pupy przysłowiową jesień śreniowiecza. Psychoterapia i kupa przemyśleń nad moim życiem pomogły na tyle, że funkcjonuję.
Każdy atak mija. W moim przypadku jest to maksymalnie 30 minut, więc mam to głeboko...

Ktoś tu na tym forum, nie pamiętam kto napisał zdanie które bardzo mi pomogło. Ataki dopadają tych, którzy się ich boją. A nie ma czego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

przez smerfetka8 13 kwi 2007, 21:32
ale sie zdolowalam :( ja tu prosze o wsparcie a tu klops :P :) boje sie ze to bedzie sie pogaraszac, ze nigdy z tego nie wyjde. wiem ze musze byc twarda, ale jak przychodzi atak to ciezko jest sie na niego wypiąc, ulegam, ulegam i wkoncu polegam :( Myslicie ze z tego da sie wyjsc? obecnie niejestem na zadnych lekach, staram sie z tym walczyc, chodze na psychoterapie ktora nic nie pomaga( niewiem moze to dopiero po jakims czasie zacznie działac)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 13:08

przez m 13 kwi 2007, 21:55
Ja teraz tez nie używam leków ,choć wolę je mieć.Jak już masz atak to chyba za pozno ale jak czujesz ,ze się zbliża to oddechy naprawdę pomagają.
A co do Hydroxyzyny to kiedy było źle czyli na początku kiedy nie wiedziałem co i jak,to naprawdę mi pomogła.
m
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
26 gru 2006, 23:58
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez lula 13 kwi 2007, 22:00
Bo nerwica wraca, gdy my wracamy na stare tory i zapominamy o wyciągnietych wnioskach. Piszę o sobie, bo dla mnie to było niepojęte,że raz ją już zwalczyłam a ona powróciła. Po intensywnej terapii moje zycie wyglądało inaczej. Pilnowałam się, starałam się nie popełniać starych błędów, nie powrócić do wcześniejszych, niedobrych schematów zachowań.
Niestety jak już było dobrze, to zdawałamm się zapominać i krok po kroku wróciłam do dawnych przzwyczajeń.
Teraz znów pracuję nad sobą i nie popełnię już tego błędu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

przez presso 13 kwi 2007, 22:01
Witam

Zauważyłem ,że ból głowy dopada mnie jakby po ataku lęku lub paniki.Występuje jako niby objaw schodzenia ciśnienia czy to tętniczego czy też lękowego.

Pozdrawiam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
30 mar 2007, 20:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], SCF i 32 gości

Przeskocz do