Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez ashley 03 mar 2007, 16:51
Hej! Nie zamartwiaj się tym, co przyniesie przyszlość. Bądz pozytywnie nastawiona, może przyniesie coś dobrego, co da Ci dużo szczęścia? Nie bój się że nie będziesz z kumpelą w klasie- poznasz wielu fajnych ludzi, którzy będą czuli sie na poczatku podobnie jak Ty. Więc sie zaprzyjaźnic mozecie. I pamietaj- Twoja przyszlość zależy od Ciebie-Ty decydujesz o swoim życiu. Więc już dzisiaj zacznij sobie budować szczęśliwą przyszlość :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez lukas28 03 mar 2007, 18:27
tak wiem ze jestem swoim przyjacielem ale czasami mysli sa tak natarczywe ze trudno je powstrzymac.momentalnie nastepuje przygnebienie, poczucie beznadziei, myslotok, wizualizowanie sytuacji( jak na w moim przypadku w tym cholernym autobusie).nastroje zmieniaja sie jak szalone, mysli szybuja i smutek jakis taki nieopisany nadchodzi...trudne jest zycie ale warto walczyc o siebie tym bardziej ze wiosna idzie i powietrze pachnie juz inaczej.buzka ashley
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
02 mar 2007, 14:48
Lokalizacja
Pulawy

przez biala2 03 mar 2007, 19:13
Cześć Łukasz ja gdybym mogła cofnąć czas gdybym wcześniej znalazła to forum to bym znalazła dobrego psychologa i chodziła na psychoterapię ale nikt mnie nie pokierowałWylądowałam u psychiatry dostałam leki i po sprawie Tylko że świadomość że muszę je brać do końca mnie przeraża Pierwsza sprawa że wiąże się to z kosztami a druga to czuję się niewolnicą leków Czasami mam już tego wszystkiego dość Jak się dobrze czuję to mogłabym góry przenosić a czasami czuję się do niczego Ja ci radzę szukaj dobrego psychologa i gnaj i szukaj do skutku bo nie każdy lekarz jest kompetentny i zna się na rzeczy bużka
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
06 lut 2007, 23:37
Lokalizacja
WARSZAWA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

oj dziecko

Avatar użytkownika
przez GRACJA 03 mar 2007, 19:34
Po pierwsze = zanim coś zrobisz to dobrze pomyśl - to podstawa myślenia dla nerwicowców. Masz obawy bo są podstawy do takiego myslenia. Przede wszystkim. Nie rób glupot. Ja wiem ze ludzie z nerwica sa impulsywni. Ja to też mam. Ale masz problem bo postąpiłes pochopnie i nie wiesz jakie sa tego skutki. Myśl jak cos robisz. Ale - gdy to sie juz stało to tylko psychiatra-a on dopiero kieruje do psychologa. No i psychoterapia. Mysle ze jednak najszybciej przyniesie ci ulge , uspokojenie badanie w kierunku HIV itp. Chyba sie nie mylę. Masz problem bo nie znasz skutków swojego lekkomyślnego postępowania. Może moje słowa wydadzą Ci się ostre, ale tak trzeba . Dla twojego zdrowia. Działaj. Badaj sie i zdrowiej. pozdrawiam
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

9 lat przegrywanej walki.

przez Splot 03 mar 2007, 19:49
Witam. Chcialbym sie podzielic z Wami moja 9-letnie historia hipochondrii i nerwicy lekowej. Zaczelo sie niewinnie ok. 10 lat temu. Mieszkalem wtedy z rodzicami i bratem. Brat jezdzil do dziewczyny i wracal poznym wieczorem, ostatnim dziennym autobusem. Bardzo sie o niego balem. Codziennie wieczorem czekalem do godziny 23.09, kiedy to autobus zjezdzal na petle i wypatrywalem brata z okna. Kiedy widzialem jego sylwetke wylaniajaca sie zza budynku, ktory przeslanial petle oddychalem z ulga. Gorzej, gdy nie wracal na czas, a wtedy jeszcze nie wszyscy mieli telefony komorkowe. Jednego razu powiedzial rodzicom, ze bedzie pozno a oni mi nie powiedzieli o tym i czekalem na niego do 3 w nocy lazac od okna do okna w panicznym leku, az sie dowiedzialem. Pamietam ten dzien, jak wczoraj. Codziennie wieczorem wyobrazalem sobie, jak ktos w ciemnym tunelu pod torami, przez ktory musial przejsc on, aby dojsc na autobus wbija mu noz. Codziennie to widzialem i plakalem. Moj lek rozrosl sie tak bardzo, ze balem sie o wszystkich bliskich nawet za dnia. Nie chcialem zeby ktokolwiek wychodzil z domu. Wolalem juz wszedzie isc sam, chociaz sam balem sie chodzic po ciemku. Zawsze wtedy mialem mysl, ze jestem sam i nikt mi nie pomoze, a wszyscy ludzie znikneli, bylo ciemno etc... najgorzej bylo, jak nie widzialem w zasiegu wzroku czlowieka. Wtedy bieglem do domu zobaczyc, czy ktos tam jest. To bylo bardzo nierealne dla mnie wtedy: niczym sen, albo raczej koszmar na jawie. Mysle, ze to moze miec korzenie w zachowaniu mojej mamy, kiedy bylem maly i niegrzeczny: wtedy mowila do mnie, ze jak sie nie uspokoje to sobie pojdzie, a ja przysiegalem, ze juz nie bede, plakalem, blagalem. Kiedy wychodzila gdzies, albo wychodzili gdzies z ojcem i bylo ciemno to ja latalem od okna do okna patrzac, czy nie wracaja. Nawet teraz tak mam, chociaz mam juz 22 lata. Boje sie o moich bliskich nawet wtedy, gdy sa w domu, a ja jestem poza nim. Boje sie, ze w razie czego nie bede mogl im pomoc i czuje sie winny, ze nie jestem z nimi.

Innym moim lekiem, ktorego ataki miewam srednio kilka razy w roku to lek o wlasne zdrowie i zycie. Czasami jest to typowa hipochondria, czasami reakcja na faktyczne objawy i dolegliwosci. Zaczelo sie to od bolow glowy w roku 1998. Oczywiscie byl to "rak mozgu". Od tamtego razu dobre 3 razy mialem raka mozgu, 4 razy sleplem, 3 razy gluchlem, raz mialem HIV (chociaz ryzykowny kontakt byl jedynie moja iluzja). Oczywiscie wiekszosc z tych objawow byla wymyslona, badz byla projekcja. Takie nerwice pojawialy sie u mnie od 1 do 3 razy w roku i wykradaly mi z zycia po 2-3 miesiace w roku. Zaczynalo sie to glownie jakims delikatnym bolem lub inna dolegliwoscia, plamka na oku, piskiem w uchu. Wystarczyla jedna mysl. Wystarczylo, ze zwrocilem na to uwage i nastepowal paniczny lek. Balem sie, nie wiedzialem, co sie dzieje. Balem sie, ze cos zlego sie dzieje z moim zdrowiem. Chcialem od tego uciec. Uciec przed choroba, zlem, ktore chcialo zabrac moje zdrowie, zycie, szczescie, wszystko, co dla mnie wazne. Chcialem od tego uciec, ukryc sie gdzies, uciec sie pod obrone domu, rodziny. Z drugiej strony czulem sie bardzo bezbronny, wiedzialem, ze dom/rodzina, nic mi nie pomoze w walce z choroba. Czulem sie samotny i bezbronny. Najgorsze, ze nikt mnie nie rozumial. Czasami szedlem do lekarza. Mowil on, ze wszystko jest OK, albo nie. Jezeli wszystko bylo OK wtedy sie uspokajalem, ale czasem mialem watpliwosci co do negatywnej diagnozy. Z czasem jednak wszystko przechodzilo. Jezeli faktycznie bylo cos zlego ze mna wtedy nastepowala druga faza nerwicy. A faktycznie to depresja. Tak bylo, gdy myslalem, ze slepne. Wmawialem sobie wylewy do siatkowki bla bla bla. Okazalo sie, ze mam astygmatyzm -0,5. Przez 2 miesiace po tym dryfowalem w depresji, alkoholu, otepieniu. Nie moglem sie pogodzic z mysla, ze bede musial z tym zyc. Chcialem od tego uciec. Nie wierzylem, ze to mnie spotkalo, ze nie jestem niesmiertelny, niezniszczalny, ze moja mlodosc mija, ze nie jestem idealny. Po 2 miesiacach pogodzilem sie z tym i praktycznie nie zauwazam mojej wady. W zeszlym roku mialem podobnie, ale ze sluchem. Mianowicie nie chodze wcale na imprezy, koncerty, ale slucham duzo muzyki. Brat zabral mnie na jeden koncert i doznalem urazu akustycznego. Rowniez wtedy dojscie z tym do ladu zajelo mi dobry miesiac. Tez nie chcialem przyjac do wiadomosci, ze cos ze mna jest nie tak. Rowniez otarlem sie o alkohol i depresje. Wydawalo mi sie, ze jestem gluchy, niedoslysze etc. Kiedy sie z tym pogodzilem zapomnialem o tym.

Tydzien temu pod prysznicem cos zaczelo piszczec mi w lewym uchu. Normalnie nie zwracam na to uwagi, ale tego nia chyba bylem jakis oslabiony psychicznie i zaczalem o tym myslec. Wrociwszy do pokoju zdalem sobie sprawe, ze strasznie szumi mi w uszach. Pamietam, ze zawsze mialem jakies tam szumy w cichym pokoju i nigdy nie zwracalem na nie uwagi. Ale to nie przeszkodzilo mi w wywolaniu z tego powodu panicznego leku przed... wlasnie nie wiem przed czym. Przeciez nie ogluchne z dnia na dzien, ale boje sie, ze bede musial zyc z ta wada przez reszte zycia i chce od tego uciec. Ta chec jest bardzo silna, a niemoznosc ucieczki powoduje rezygnacje z zycia, frustracje i depresje. Bylem z tym u lekarza, ale on dal mi tylko prochy antydepresyjne, bo silny stres tylko nasila szumy uszne i on chce, abym sie uspokoil, zanim ewentualnie wysle mnie na badania. Ale ja nie czuje sie spokojniejszy, bo ciagle o tym mysle a im wiecej o tym mysle, tym bardziej sie stresuje i tym bardziej chce uciec, a to wzmacnia jeszcze objawy i stopien ich odczuwania. Nie ma sekundy, zebym o tym nie myslal. Najgorsze jest to, ze mieszkam aktualnie sam, za granica i nie mam do kogo sie zwrocic. Nikt mnie nie rozumie. Kazdy kaze wziac sie w garsc. Ale ja juz nie moge, za dlugo zwlekalem z leczeniem. Nie dam rady w pojedynke. Za miesiac jade do domu na tydzien, ale nie wiem, czy mi to pomoze i nie wiem, czy do tego doczekam, bo rodza mi sie w glowie glupie mysli. Chcialbym cofnac czas o tydzien, zanim to sie zaczelo i nie isc wtedy pod prysznic. Trace juz kontrole i nadzieje. To wszystko jest dla mnie nierealne, mam wrazenie, ze snie jakis straszny koszmar. Placze, kiedy to pisze. Krzycze niemym krzykiem. Czuje, ze przegrywam.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 mar 2007, 18:42
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez ~Maja 03 mar 2007, 20:40
Trochę mnie to dalej przeraża, ale... W końcu prawdziwa przyjaźń prze3ma wszystko (: Jak już się przyjaźnimy te 9 lat.. to czemu miałybyśmy się nie przyjaźnić za te następne, (...), i następne dziewięć?

Miałam trochę głupi sposób patrzenia na tą sprawę, bo nic innego nie potrzebowałam, niż TEJ przyjaźni. Mam tylko ją, chciałabym dalej być jej najelpszą przyjaciółką, ale w głębi to tak naprawdę chciałabym się otworzyć bardziej...
Gdyby np. ona gdzieś wyjechała, a ja miałabym też jeszcze grono innych przyjaciół to i tak byłabym nieszczęśliwa do końca życia.
Boże, jednak jako nerwicowiec jestem strrasznie lojalna i wierrrna.
Przyjaciółki.. Będziemy nimi na zawsze i nic tego nie zmieni. :mrgreen:

~ . . . Dziękuję Wam! . :*
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

przez Splot 03 mar 2007, 20:42
Szumy mam od dawien dawna. Pamietam, ze zawsze jak siedzialem w cichym pokoju, albo zatykalem uszy to jakis tam szum slyszalem. Przy innej okazji bylem u laryngologa i jednak mam jakies tam niewielkie uszkodzenie sluchu, ale nigdy nie kojarzylem tego z szumem, bo mam go od "zawsze" i nigdy tak na prawde nie zwracalem na niego uwagi. Dopiero ostatnio zwrocilem nie niego uwage i to on lezy u podstaw mojej najnowszej nerwicy. Mieszkam od 2 miesiecy w prawie idealnie cichym pokoju i dopiero tydzien temu wlaczyl mi sie pisk w obu uszach? Nie wierze w to. Albo cos mam z uszami, albo byc moze od mieszkania w tej ciszy obnizyl mi sie prog slyszalnosci, albo od nerwicy wyostrzyly mi sie zmysly a szumy sie nasilily. Tak sie nakrecilem, ze dopiero teraz mam jazde. Caly leb mi jakby szumi, nie tylko uszy i przy zasypianiu czasem slusze puls w jednym z uszu. Jestem tym tak zaabsorbowany, ze o niczym innym nie mysle. Niech to szlag!
Jak nie oko to ucho <sic!>
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 mar 2007, 18:42
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez Justynka 03 mar 2007, 21:24
Witaj na forum!mam nadzieję, że tu znajdziesz choć trochę ukojenia...szczególnie teraz jak jesteś za granicą i nie masz za dużo osób, które mogłyby cię wspierać.
Jeśli cię to pocieszy, to powiem ci, że podobnie chodziłam od lekarza do lekarza z masą różnych dolegliwości i strasznie się zlościłam, kiedy twierdzili, że jestem zdrowa. Ale gorsze od złości było to, że czułam się samotna i nikt mnie nie rozumiał i nie wspierał. W pewnym momencie mialam taki stan, że stwierdzilam, że jeśli sama sobie nie pomogę, i będę tylko leżała i drżała ze strachu, to równie dobrze od razu mogę sobie usypać grób :roll: Postanowilam coś z tym zrobić i jestem w trakcie robienia.... ;)
Chciałabym ci powiedzieć, że nie jesteś sam ze swoją chorobą i że nerwica, to nie koniec świata, nie umrzesz na nią, tylko nie radzę jej lekceważyć.
Mnie sporo pomogło dowiadywanie się różnych rzeczy na temat tej choroby, dlategą radziłabym poczytać trochę, by ją zrozumieć i nauczyć radzić sobie z nią. Można nauczyć się żyć z nerwicą! A jak nauczysz się z nią żyć, to łatwiej ci będzie ją pokonać.
I jeśli tylko będziesz miał możliwość, to zgłoś się do psychologa i rozpocznij leczenie.
Kiedyś wstydziłam się tego, że jestem chora i muszę chodzic do psychologa. Teraz w ogóle się z tym nie kryję. To żaden wstyd.
Życzę powodzenia i pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
30 sty 2007, 20:40

Mam 20lat a czuję się jak staruszka

Avatar użytkownika
przez Ania1987 03 mar 2007, 21:33
Czy czujecie to samo!? Nie ma dnia żeby mnie coś nie bolało, doświadczenie i pogląd na wiele rzeczy za sprawą choroby tez stały się takie poważne, sztywne, dojrzałe. A gdzie ta beztroska młodość, o której mówili nasi rodzice (może, dlatego tak trudno jest im nas zrozumieć)!? Co z piosenką dwudziestolatki!? Gdzie ten wigor? Chęć życia!? Szaleństwo!? Co ja będę pamiętała kiedyś z młodości skoro ja wcale nie czuję się teraz młodo? Przecież my tracimy (podobno) najlepsze lata swojego życia, ale czy można je w naszym przypadku nazwać najlepszymi!?

Czy ktoś czuje się podobnie czy tylko ja tak mam!?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

przez Splot 03 mar 2007, 21:33
Dzieki za Twoje slowa. Ciezko mi sam sie za to zabrac. Moze podswiadomie wcale nie chce? Na pewno jestem typem, ktory lubi sie uzalac nad soba. Moze chce, zeby ktos sie mna zajal? Ale gdzie tu logika i rozsadek? Swiadomie nigdy nie pchalbym sie w to szambo, jakim jest nerwica. Nawet najgorszemu wrogowi nie zycze tego uczucia, ze boje sie zyc, boje sie byc we wlasnym ciele, chce byc gdzies indziej, gdzies, gdzie jest bezpicznie.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 mar 2007, 18:42
Lokalizacja
Gdynia

przez Splot 03 mar 2007, 21:38
Czuje sie identycznie. Nic dodac nic ujac. Czuje sie ciezko, fizycznie jestem malo sprawny, psychicznie wyprany, mam wrazenie, ze najlepsze lata mam juz za soba. W dodatku najlepsze lata spedzilem w nieleczonej nerwicy. Zal mi tych lat. Bardzo.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 mar 2007, 18:42
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez Justynka 03 mar 2007, 21:48
Dokładnie cię rozumiem, tyle w nas neurotykach sprzeczności :roll: Chcemy wreszcie żyć normalnie, wziąść się za siebie, być niezależnym, samodzielnym, radzic sobie z problemami, a jednocześnie to najchętniej schowalibyśmy się do mysiej dziury i żeby nas tam tylko ktos głaskał, pocieszał, wszystko za nas robił i w ogóle oddychał za nas :shock: Ale co by to było za życie :?: :? Wegetowanie nie życie.
Też mi się nie chce pracować nad sobą Splot, ale pomyśl sobie, że to jest szansaaaaaaaa, szansa na wyjście z gów.......a :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
30 sty 2007, 20:40

Avatar użytkownika
przez Ania1987 03 mar 2007, 21:53
Dokładnie mam to samo wydaje mi się że najlepsze lata mam już za sobą (i też były z nie leczona nerwicą) ale ile ich w sumie było 3, te imprezy, wolność, szaleństwo, a przede wszystkim nieświadomość choroby, ile ja bym dała żeby czuć się tak jak wtedy!?

O tak i właśnie w tych słowach zachowuje się i myślę jak staruszka, a ja przecież mam 20 lat nawet jeszcze 19 i szaleństwo jeszcze przede mną! Tylko jakoś w to nie mogę uwierzyć
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

Avatar użytkownika
przez CIALO liceum DUSZA muzeum 03 mar 2007, 21:53
a mnie zal tego, ze jak bylam zdrowa to nieszanowalam tego, i zaluje ze moje dzieci maja taką gglupią mame co ciagle biega po lekarzach, i ciagle sie zle czuje i zaluje ze moj mąz ma taką zone ozięblą nieczulą i bez przerwy marudzącą ze cos ją boli, zasluzyl na lepsza.........stukla mi trzydziestka, moglabym jeszcze pocieszyc sie zyciem , a tak? nic tylko nerwica, nerwica nerwica.............
NIEMOGE ZMIENIĆ ŚWIATA, NIEMOGE ZMIENIC LUDZI......NIEPOTRAFIE TEZ ZMIENIĆ SIEBIE.....
Posty
376
Dołączył(a)
27 lut 2007, 09:38
Lokalizacja
lodz

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 14 gości

Przeskocz do