Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez mono 04 lut 2007, 22:25
i nie stawiaj sobie sam diagnozy-tylko się nakręcisz. od stawiania dniagnozy jest lekarz-my mozemy wydedukować coś błędnie.


No właśnie mi się wydaje że byłbym spokojniejszy gdybym wiedział konkretnie co mi jest. Być może masz rację. Ani psycholog ani lekarz nie postawili rzeczowej diagnozy (poza deprechą, rzecz jasna) , pewnie to celowo. Tak czy tak będę myślał o tym co mi jest bo nie umiem odciągnąć od tego myśli.
Lęku pręcik, gdzieś za mostkiem, przy aorcie żarzy się bez przerwy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
10 gru 2006, 21:52

WAŻNE!!!

przez nitka 05 lut 2007, 02:35
SŁUCHAJTA :) ;p !!!!!! Wiem, że długo , ale naprawde zależy mi na tym temacie!!! Przeczytajcie proszę...
jako NOWA w zacnym gronie chciałabym się przyłązyć do syskujsji i troszkę sie powymądrzac;)
myślę, że temat jest wręcz priorytetem - czy nerwica jest mną? ja jestem nerwicą? my stworzyliśmy nerwicę? kto kim steruje? my nerwicą? nerwica nami? co nerwica nam daje? co my dajemy nerwicy? dajemy nerwicy siebie...a ona w nas rośnie, narasta. najpierw cichutko drży ręka..zimno..aha myśli nerwica to jest dobry grunt. i panoszy się a my ją pielęgnujemy bo nam...pomaga...
I dlaczego tak mało jest dyskusji na ten temat na tym forum?!!?!!!
Jestem na początku terapii. Byłam u dwóch psychologów, u Pań, które uważnie mnie słuchały, przytakiwały, kazały otwierać i zamykać drzwi, żeby przełamac sie, mówiły aha taka tak, i nic poza tym. Do trzech razy sztuka- trafiłam do człowieka, który wytłumaczył mi mechanizm powstawania nerwicy. I własnie on wydaje mi sie tłmaczy bardzo wiele.
A więc nerwica...jest częścią nas. Jest naszym systemem, sposobem zachowania, który my sami wykształciliśmy w sobie. Próbujemy z nią walczyć, tak jak tu wyżej, ty cholero, ty małpo wynoś sie ze mnie!!
Ale jak to? to tak jak bysmy wyrzucali własną nerkę...niby chcemy sie jej pozbyć bo coś z nią nie tak, ale przeciez czujemy w środku, że jest częscią nas. więc wyrzućmy tą nerkę, ale bez nerki nie da się życ. sposob? wstawić nową. Wyobraźmy sobie, że ja ty -jako człowiek-jesteśmy wielką firmą. mamy do załatwienia masę spraw, wstawanie rano, wyjazdy, szkolenia, ciągłe douczanie się, do tego telefony, faksy, faktury, wszystko na naszej głowie. w pewnym momencie problemy zaczynają nas przerastać...szukamy rozwiązania AHA! zatrudnię sekretarkę! ona sie zajmie większością spraw, z którymi sobie nie radzę! będzie odbierała telefony, wysyłała listy, przynosiła kawę, umawiała, pilnowała terminów, będzie nas wyręczać...I TU WAŻNY MOMENT (sekretarka=nerwica, bez żadnych złośliwości dla sekretarek jako takich ;) jest nam bardzo pomocna. Kiedy ją zatrudniamy czujemy ulgę. Jest moment (ktory ja sama próbóję znaleźć w swoim życiorysie) w którym popadanie w sekretarkę, było dla mnie świetnym rozwiązaniem. było dla mnie wygodne wyręczanie się nią. była moim przyjacielem. jednak jak to sekretarka, ma własne życie (w naszej firmie:) zaczyna przejmować nad nami kontrolę. nie zauważamy nawet kiedy to ona staje sie mózgiem biura...ona decyduje kiedy się z kim spotkamy..kiedy wyjdziemy...ustala nam grafik dnia ;) !!! wtyka nos w nie swoje sprawy, podsłuchuje ;) a jakby tego było mało żąda podwyżki i rozszerzenia zakresu działalności ;) wtedy zaczynamy się orientować, że to nie jest dobre rozwiązanie, czujemy się nieswojo z TĄ KOBIETĄ ZA ŚCIANĄ (zaczynamy biegać po lekarzach, serce, głowa, guz, krążenie, arytmia, wada serca, ekg usg rentgeny, echo serca, rezonans magnetyczny, pogotowi, anemia, astma co jeszcze? cos pominęłam ;)?) ZWOLNIĆ JĄ! ale zaraz...nie tak hop siup. Sekretarka też ma swoje prawa. Zacznie się buntować, powoływać i będzie jeszcze gorzej. Przecież pomaga nam a my chcemy ją wyrzucić?? Ale postanawiamy -NERWICY STOP! i wyrzucamy sekretarkę. Tylko teraz...cała firma znów na naszej głowie. Wszystko się sypie...tak nie może być. I w tym momencie pojawia sie psychoterapia. Czyli stopniowe zawężanie działalności nerwicy...ehmm przepraszam sekretarki ;) i jednoczesne kombinowanie, jak to zrobić, żeby prowadzić firmę (żyć) i radzić sobie. Planować i upewniać sie, że sobie poradzimy bez niej. Że potrafimy sami. Że jesteśmy samowystarczalni i nie musimy kryć się za dłuuuugimy pazurami sekretarki!!! bo tak naprawdę chcemy sami układać sobie życie...tylko coś gdzieś nam nie poszło
Może nie powinnam rozpowszechniać teorii tego Pana, ale chcę bardzo się z Wami tym podzielić!! Z tymi, którzy tak pieczołowicie pielęgnują i zapisują objawy działalności naszej sekreterki. Którzy sa na początku drogi tak jak ja i nie wiedzą co się dzieje, są zdezorientowani i nie panują nad sobą, nad swoim życiem. Czują, że coś, ktoś nimi zawładnął...nie daje spać;(
Myślę, że to dobry sposob, odkąd ja tak myślę jest mi o wiele łatwiej. Nie wiem co wam mówia, jak was prowadzą terapeuci, ale wiem, że trudno jest trafić do odpowiedniej osoby.
Wyobraźmy sobie, że nerwica jest taką kuleczką, zwierzakiem, pilotem, czymkolwiek, co mieści się w nas. Co się w nas rozwinęło za naszą NIEŚWIADOMĄ! zgodą. Umieśćmy ją, zlokalizujmy w naszym ciele. Obojętnie gdzie, w kolanie, w tyłku ;) czy w sercu....Niech przybierze formę, skoro jest już, nie da się zaprzeczyć w nas, istnieje. Niech ma imię, pinda, małpa, stworek, stefan, jakiekolwiek które do niej pasuje;) niech ma kolor i formę. Niech nie będzie zestawem objawów, tylko istotą którą w sobie wyhodowaliśmy. I nie możemy od razu wyrzucić bo będziemy czuć pustkę. Więc jest. Wiemy już jak wygląda i czym się zajmuje ;) a zajmuje się ograniczaniem nas ;)
Teraz wychodzimy na dwór i czujemy...że pojawia się...ale nie tylko kołatanie serca, duszności cokolwiek. Wyobraźmy sobie, że odzywa się ten stworek, widzimy go i możemy z niim pogadać. zapytać co się nie podoba? Czego się boi? moze wynegocjowac 5 minut dla siebie, na spacer. moze poprosic zeby poczekala chwilę aż kupimy mleko a jak wrocimy do domu niech nami potrzęsie? ale najpierw my. My i nasze sprawy są na pierwszym miejscu, potem ona...a później uczmy się zastępować ją własnymi mechanizmami obronymi...ale to już kolejna bajka
CO O TYM MYśLICIE??!!!
pozdrawiam!!
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

przez wiatr 05 lut 2007, 10:51
Wiatm Wszystkich bardzo serdecznie. Brak mi słów by Wam podziękować za wszystko co dla mnie robicie. O Panie! Za ten - DEKALOG - / zachowam go w pamięci i będę się starala nim posługiwać na forum . Natomiast niektóre punkty postanawiam wykorzystać w życiu codziennym. Nazwe je ,,moja droga życia" . Jednocześnie bardzo dziękuję za szczere uśmiechy skierowane do mnie. Nie zrozumcie mnie żle, nie jestem egoistyczną osobą i samolubną. Doskonale sobie zdaje sprawę że na forum jest ogromna ilość osób potrzebujących wsparcie i zrozumienie od drugiej osoby bylam przygotowana że nikt nie napisze. Bo silą rzeczy nie jest to możliwe. Ja to rozumiem.Dlatego też przez kilka dni wiele rozmyślalam ,zadawając sobie wiele pytań i poszukując na nie wlaściwych odpowiedzi .Dlaczego? Odpowiedzi byly różne. Zdawalam sobie sprawę że nie mam prawa oczekiwać pomocy od innych ludzi jeśli sama nic nie będę robila. Ot, tak na gotowca. Gdyż to nie tędy droga, a efektów żadnych. Muszę pocierpieć a czas zagoi rany. Mam blizny, to nic .
Wejście na forum bylo silniejsze odemnie, bezwzględu co zastanę, pomyślalam sobie to nic, wejdę będę śledzila posty osób / nie ukrywam są również te szczegolnie bliskie mi, o których się martwię by im się udalo a sloneczko rozpromienilo ich buzie / którzy mają różne problemy i im się udaje. Podziwiam ich, bo warto mają coś w sobie....Walczą ...i mają odwagę . No i jestem i w najśmielszych ocekiwaniach ,, przyjechalo do mnie pogotowie na sygnale" Szybka reanimacja to wasza obecność szybko leczy a zamieszczone mądre cytaty ,glęboko je przemyślałam " - znikają blizny. dzisiaj simiem twierdzć , że w najgorszej chwili nie jestem sama. Podaliście dloń tonącemy. O Panie. Wyszłam na brzeg a przdemną droda na której puki co brak powalonych drzew, czysta i równa . No to idę dalej .................... :lol: Pozdrawiam serdecznie Wszystkich ;)
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez alexA 05 lut 2007, 10:51
Ja też już nie mam siły od dwóch miesięcy non stop czuje się źle, mam bóle w sercu, bóle głowy, drętwienie rąk, szumy w uszach, zawroty głowy, bóle w piersiach, kulkę w gardle, brak powietrza, a dzisiaj w nocy to miałam wrażenie że się gotuję od środka.
Dzisiaj chyba już nie wysiedzę w pracy, codziennie rano jak wstaję to już jestem zmęczona i zastanawiam się jak mam dalej żyć ?
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
29 sty 2007, 15:22

Jak to wytrzymac

przez olivia11 05 lut 2007, 14:43
JUZ sama nie wiem jak to mam wytrzymac codziennie sie zle czuje ,jak sobie radzicie z tymi bolami
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
15 sty 2007, 15:43

Avatar użytkownika
przez pajak 05 lut 2007, 15:30
ja sobie nie radze;/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

przez BOGDANKA 05 lut 2007, 16:18
Olivia! Tak naprawde obojętnie co kto powie- bedziesz sie źle czuła dopóki nie zaczniesz panować nad swoimi lękami. To jest strasznie i ohydne, wiem, jak bolesna bywa nerwica. Wiem jednak także, że można ją łagodzić. Nerwicowiec myśli o swoich problemach 24/7, wydaje mu się, że nikt nie jest bardziej nieszczęśliwy niż on (znam to z autopsji:). Ja walcze z nerwicą z całych sił każdego dnia. Staram się pomimo wszystko przełamywać lęki i nie dawać się. Ważne jest, aby mieć kogoś komu możesz powiedzieć o swoich lękach. Trzeba również ciągle powtarzać sobie, że będzie dobrze i przestać ciągle wsłuchiwać się w siebie!!!! Stosuję metody relaksacyjne i staram się ciągle coś robić, aby nie dawać się niepokojom. Oczywiście bywają gorsze dni, nieprzespane noce czy nagły lęk, ale taka jest właśnie nerwica. Wiem jedno- najgorsze co można zrobić to poddać się i panikować. Mam ogromną nadzieje, że sobie poradzisz!
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
29 gru 2006, 15:46

przez nitka 05 lut 2007, 18:20
mamy na to czas ;) mamy mnostwo czasu zeby ja w sobie odszukac, sprawdzic kiedy sie ujawnia i jak gleboko w naszej duszy siedzi. ale warto ja znalezc bo trudno walczyc z wiatrakami ;)
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Avatar użytkownika
przez Ania1987 06 lut 2007, 13:19
Tak zgadzam się trzeba o tym nie myśleć(a wręcz przeciwnie myśleć pozytywnie) przecież ten ból ma podłoże w naszej głowie i sami go wyzwalamy napędzając się złymi myślami. Kontrolując swoje myśli możemy kontrolować siebie i wygrać walkę z tym paskudztwem(przecież psychoterapia to nic innego jak zmiana sposobu myślenia, pojmowania naszych lęków i trybu życia). Mnie bardzo pomagają techniki relaksacyjne. Grunt to się nie poddawać! Powodzenia!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

przez wiatr 06 lut 2007, 13:38
Olivia tak na poczatek witam Cię. Jeśli i ja mogłabym coś zasugerować to oba rękami podpisuję się pod tymi życiowymi postami. Procz tego codziennie buduję samą siebie myślami pozytynymi , nie chcę sie poddawać . To tylko robią przegrani. Nie chcę być przegrana. I wierzę ,że jeśli się coś bardzo bardzo pragnie to w najmniej oczekiwanym momencie nadejdzie.Pozdrawiam cieplutko.
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

przez olivia11 06 lut 2007, 13:44
ja staram sie myslec pozytywnie,ale ja sie codziennie zle czuje i mam leki dlatego czasami juz nie mam ani sily ani nadzieji
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
15 sty 2007, 15:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do