Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez maiev 10 gru 2006, 14:03
tez biorę ten lek. Jest dużo lepiej - nie doskonale ale jestem zadowolona jak na razie. Nie jest tak dobrze jakbym chciała, ale leki wszystkiego nie załatwią - musze sama nad soba popracować jeszcze. Wkręcanie chorób minęło na szczęście - inne lęki prawie też. Pozdrawiam. Będzie dobrze. Ten lek u mnie zaczął działać chyba dopiero po 2 tygodniach.
janeczka84 napisał(a):totalnie paralizuja mnie markety

mnie teraz tylko trochę - nie chodzę tam sama co prawda, ale nie kręci mi się w głowie jak widzę to cale zamieszanie jakie tam panuje.
To tyle. trzymaj się!!
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez Al 10 gru 2006, 14:25
Ewa boli kregosłupow moze byc tak wiele ze głowa mała a ost. z nich to rak. mnie ciagle boli i tez pale ale do głowy mi nie przyszło ze to rak, to totalna pomyłka. wiesz co jezeli chodzi o polakow to maja okropna ceche narodowa.......narzekaja na wszystko co ich boli biora lekarstwa dostepne bez recepty, zamiast isc do lekarza bo moze sie okazac za zadnych lekarstw nie potrzeba brac, a nawet te dostepne wszedzie moga miec dla organizmu oplakane skutki. zamiast płakac i narzekac ze cos boli i ze sie cos dzieje o isc do lekarza i sie dowiedziec. takze raz dwa bez gadania do lekarza marsz :)
Al
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
20 lis 2006, 14:49
Lokalizacja
Katowice

:)

przez Szczęściara 10 gru 2006, 15:37
Oj Róża

zgadzam się z Tobą że ziołówkami też można sobie radzić, zgadzam się też z tym że praca nad sobą auto czy psychoterapia są równie ważne jak branie leków. Uważam jednak że może Ty czy inne osoby które już wiedzą że z nerwami nie ma żartów, mogą sobie pozwolić na pewnym już etapie leczenia na próbę radzenia sobie bez ostrej farmakologii.

Ja tez nieawem chce już zacząć odstawianie leków, choć proces ten pewnie potrwa kolejny rok - półtora :) czego też mam świadomość.

Moją intencją było jednak zwrócenie uwagi na to że jeśli ktoś dopiero zaczyna leczenie to nie ma żartów, niekiedy choroba jest na tyle zaawansowana albo poważna, że jedyna możliwość na wyleczenie do uzupełnienie odpowiedniego funkcjonowania neuroprzekaźników w mózgu właśnie za pomocą leków. Ponadto nie można generalizować że leki ogólnie są złe i mają skutki uboczne, każdy lek ma skutki uboczne ale daje szansę powrotu do zdrowia.
Szczęściara
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak to zwalczyć

przez łukaszek11 10 gru 2006, 15:52
Długo zastanawiałem się czy napisać coś o sobie na tym forum i jestem napisałem:)
Mój problem zaczął się mniej więcej jakieś dwa mieśiące temu a może i wcześniej tylko ja nie zwaracałem na to uwagi. Od tych dwóch miesięcy jestem strasznie zdenerwowany nadpobudliwy.Po głowie chodzą mi dziwne myśli czasami nawet przejwaiały mi sie myśli samobójcze ale je odrzucałem natychmiastowo Gdy stoję przed lustrem odnoszę wrażenie ze to nie ja że to ktoś inny. Do tej pory byłem optymistą ciągle sie śmiałęm teraz nie cieszą mnie już rzeczy które do tej pory sprawiały mi radość nie z tej ziemi (siłownia) mam tak jak by lęk przed nią ale zmuszam sie i chodzę tam.NIe wiem co z tym począć może jakieś drobne rady chcę wybrnąć z tego sam nie przy pomocy leków
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
10 gru 2006, 15:09
Lokalizacja
Piotrków Tryb.

Avatar użytkownika
przez samotniczka 10 gru 2006, 17:05
To dobrze, że chcesz się najpierw sam z tym uporać, bo leki to już chyba ostateczność (działania uboczne-wiadomo-jedno leczy, drugie kaleczy etc). Sama staram się ich nie brać, jak już muszę, to piję zioła. Jeśli niedawno byłeś optymistą, to jest szansa, ze znów powrócisz do tego stanu, musisz tylko chcieć. Jeśli nie potrafisz sam sobie pomóc, to najlepiej jak porozmawiasz z dobrym psychologiem. A może to tylko jesienna apatia?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez mysia_fisia 10 gru 2006, 19:16
A ja powiem tak:
najpierw borykałam się z nerwica sama i naprawdę nie dałam rady - było coraz gorzej.
Owszem, alkohol pomaga pozbyć się leku, ale to (przynajmniej moim zdaniem) kiepska metoda :)
Potem brałam leki, które zapisał psychiatra, ale chyba z czasem się na nie uodporniłam, bo lęki wracały.
Wreszcie odstawiłam leki i postanowiła spróbować psychoterapii. I to mi pomogło.
Sądzę, że każdemu pomaga coś innego, ale samotna walka raczej na nic się nie zda, o czym świadczy wiele wypowiedzi na forum.
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

przez łukaszek11 10 gru 2006, 21:05
może i to jest jesienna depresja nigdy czegoś takiego nie miałem jest to trudne do zwalczenia ale jakoś próbuję czasami lepiej czasami słabiej
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
10 gru 2006, 15:09
Lokalizacja
Piotrków Tryb.

przez janeczka84 10 gru 2006, 22:42
mam nadzieje ze zacznie.
internet daje tyle wiedzy medycznej i czlowiek czyta i czyta i sie coraz bardziej nakreca na rozne choroby...tez tak macie? ja tak wlasnie robie i staram sie wogole nie wchodzic do sieci...
Ja tak bardzo nie docenialam tego jak bylam zdrowa.Teraz dopiero to wiem...
ale to wszystko beznadziejene.
oby to byla tylko nerwica....
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
11 wrz 2006, 12:33

przez Mis 10 gru 2006, 23:01
Hej. Dzięki za wszystkie uwagi:)
Potrzebuje tego pisania. Póki co piszę codziennie, możie kiedyś powstanie z tego pamiętnik? Jak dojdę do siebie i nic nie będzie mnie już dolegać, będę tu przychodzić i wspierać wszystkie nerwuski:)

Dzisiaj jestem po imprezie mocnoalkoholowej. Dlaczego tak jest, że po całonocnych imprezach objawy nerwicy się nasilają? Cały dzień czuje się fatalnie. Puszcają mi nerwy, martwie się, że zeświruje, drżą mi ręce, mam zawroty głowy i dziwne uczucie w głowie... NIestety musiałem gdzieś dziś biegać po mieście za sprawami i to mnie wytrąciło z równowagi. Wystarczy jedna mała rzecz, która toczy się nie po mojej myśli i wpadam w wewnętrzną furię. Dziś myślałem, że jestem na granicy wytrzymałości nerwowej i boje się, że ją przekrocze i stanie się coś czego nie będę już w stanie kontrolować. Mam lęk utraty świadomości. Lęk utraty kontroli nad sobą. Lęk, że zwariuje. To jest mój podstawowy problem. Kiedyś miałem stany i objawy jak permanentne kłucie w klatce piersiowej, nerwobóle między żebrowe, duszoności i skoki adrenaliny, małe depresje, ale nigdy nie kojarzyłem tego z nerwicą. To, co się stało dwa miesiące temu (paniczny napad lęku) sprawił, że ja w ogóle nie myślę o objawach somatycznych, bo takie nie występują. Teraz mam objawy czysto psychiczne. Boje się oszaleć. Uważam, że to całkiem realne, że oszaleję. Teraz mam ból głowy, jestem otępiały, często się zawieszam (patrzę w nieskończoność a życie toczy się koło mnie), mam przerważliwiony słuch, rozmazany wzrok, wpadam w wewnętrzną furię z byle powodu co jest pretesktem do tego, żeby mi się ścisnął żołądek i pojawił się paniczny strach przez ześwirowaniem bo na pewno to jest ten moment, w którym już sobie nie poradze z uspokajaniem samego siebie. Piszę wewnętrzna furia, gdyż ja po sobie nie daję nic poznać na zewnątrz. Mam cały czas stan lękowy w sobie, którego poziom podczas dnia i nocy się obniża i podnosi. Jak się podniesie to sądzę, że za moment strace nad sobą kontrolę i przynam się, że kilka razy wydaje mi się, że już byłem bliski tego... To straszne uczucie. Ale moim innym lękiem jest pokazanie moim przyjaciołom, ludziom w pracy, ludziom na ulicy, że mi cokoliwek jest. Więc kontroluję swoje zachowanie analizując czy wszystko co robię jest ok i przypadkiem pewnych słów albo zachowań inni nie odbiorą jakbym ześwirował. Cały czas analizuję siebie. Nie potrafię inaczej. Kiedy przychodzi podwyższony stan lękowy, uspokajam sam siebie, ale spinam się i nie daję po sobie nic poznać choć moje myśli krzyczą Ratunku!!! To cholernie trudne.... Myślę, że ten stan się we mnie rozwija. To kolejny powód do tego, zeby pomyśleć, że za moment zeświruję. Towarzyszy temu fakt kompletnego rozkojarzenia i trudności w koncentracji. Co do innych objawów to pewnie już o nich wiecie, bo napisałem je w moim pierwszym poście. Dziś rano się obudziłem dwie godziny przed czasem i choć byłem wycieńczony imprezą (wieczór kawalerski kumpla, który skończył się rano) to nie byłemw stanie zasnąć bo już spiąłem się tym co mam zrobić za trzy godziny na mieście. W efekcie wychodziłem z domu dwie i pół godziny później i wyadawało mi się, że jestem bliski obłędu.

To co jest we mnie pozytywne, to wielka chęć wyjścia z tego stanu. To wiara w możliwości medykamentów, terapii. To cele w życiu,które mam przed sobą i które chcę zrealizować: dokończyć doktorat, pracować w mojej pracy i rozwijać się, ożenić się z moją cudowną dziewczyną, mieć dom, dzieci, stworzyć rodzinę kochającą i szczęśliwą. Dzieci wychowam bezstresowo:) To ludzie, ktorzy mnie otaczają: moi wspaniali rodzice, któzy mnie wspierają choć nie widzą skali problemu, to moja wspomniana już dziewczyna, moi przyjaciele, którym mam dużo, ale przed którymi udaję, że nei ma problemu a oni o nic nie pytają bo myślą, że jest wszystko w porządku.... Jest we mnie takie myślenie, że ten cały stan, który traktuję jak koszmar jest wynikiem przemęczenia i ogromnego stresu w pracy, podjętych zobowiązań i wystarczy, że odpocznę i wszystko będzie super. Dlatego też strasznie dużo obiecuję sobie po świętach Bożego Narodzenia. Wyłączę komórkę i do Nowego Roku nie bd robi nic. Odpocznę, wyluzuje się, zregeneruję, oddziele grubą kreską wszystko co złe i zaczną na nowo, świeżo rok 2007. Jest jednak we mnei coś co każe mi myśleć, że do tego nie wystarczą dwa tygodnie wolnego.
Zastanawiam się czym ja się włąściwie tak strasznie spinam. Owszem, miałem cholernie męczący i stresujący okres w pracy, ale ja lubię swoją pracę. Teraz w pracy mam problemy z napisaniem najprostszych rzeczy (to mnei dołuje) bo nie umiem się skoncentrować, ale jak się zepnę to robię wszystko co mam do zrobienia w tym dniu i jeśli mnie nic nie wyprowadzic z równowagi to jest oki. Najczęściej jednak coś mnie wyprowadzi z równowagi wtedy boli mnei głowa, wpadam w wewnętrzną furię, czuję, że zaraz zeświruję, tłumię atak lęki i gonitwę głośnych myśli i wychodzę z roboty. Jednakowoż tak samo stresuję mnie zobowiązania, które mam zrobić poza pracą. Mam takie same objawy nerwicy o której tu piszę gdy wiem, że wisi mi nad głową jeszcze robienie długich zakupów, zorganizowanie spotkania towarzyskiego w knajpie itd. Wisi mi coś na głowie i wtedy choruję.
Osobną sprawą jest porównywanie mojej osoby i moich objawów do znanych mi przypadków chorób psychicznych. Wspominałem kiedyś o znajomym z pracy, który seczy się psychicznie. Otóż ten gość jest ode mnei starszy z 5-10 lat więc będzie mieć około 35 lat jak sądzę. Nigdy nie słyszałem żeby coś mu było, choć znam go jakieś 3 lata. Nagle, 2 lata temu otrzymaliśmy mejla od jego żony, że jest w szpitalu psychiatrcznym i na razi enie może kontynuować swojej pracy. Wtedy już czułem się niepewnie ale nie panikowałem tak jak teraz. Leczył się tam kilkanaście tygodni jak sądzę i wrócił do pracy. Nie pracujemy razem, ale współpracujemy przy czym charakter naszych prac jest dosyć podobny więc dlatego pokusiłęm się o porównanie. Wszedłz powrotem w projekty, wszystko było cacy. Mój kumpel zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Wesoły, pogodny, żartujący, pracowity, aż tu nagle trzy miesiace temu bach! Znó informacja, że trafił do szpitala psychiatrycznego. Ktoś rozmawiał z jego psychiatrą i nie wiadomo co mu dokłądnie jest, ale wiadomoże przyczyną jego choroby jest nadmiar obowiązkó. Psychiata powiedział wyraźnie mojemu szefowi. On nie może brać zleceń i tak rpacować, bo te stany będą wracać, będą głębsze i coraz trudniej będzie mu z nich wyjść. Przyszedł do nas ten kumpel dw atygodnie temu. Był jeszcze na lekach i chciał rozliczyć delegację co ją wziął jeszcze przed atakiem. Był taki przymulony, zwolniony przez leki.... To wyglądało straszne. Mam jeszcze inne przypadki zasłyszanych chorób psychicznych wśród opowiadań znajomych. Gość, który przestał reagować na bodźce i patrzył się tylko w punkt. Nie udało się z nim nawiązać kontaktu przez wiele miesięcy. Gość nie mówił tylko oddychałi patrzył w ścianę. Zastanawiam się czy moje długie stany zawieszenia to nie jest początek tego. Powiem wprost: Przypadek mojego znajomego z pracy tak mnei przeraża, że uważam, że jestem na identycznej drodze jak on. Może on też czuł to co ja zanim nie wylądowałw szpitalu tylko nikomu nic nie mówił? Jest to paraliżujące i przerażające. Teraz już nie kłuje mnie serce, nie jest mi duszno. Te stany minęły i wydają mi się błahostkami. Teraz boli mnie głowa i mam te wszystkie stany, o których napisałem w pierwyszym poście. A nade wszystko wydaje mi się, że tracę zmysły... Kochani i co Wy na to?

[ Dodano: Wto Gru 12, 2006 11:01 am ]
Czy ze mną jest aż tak źle, że nikt nie chce odpisać?;) Mam nadzieję, że nie. Ostatni czas był dl amnie w miarę poprawny, to znaczy ani na moment nie zapomniałem o nerwicy, ale nie miałem stanu podbramkowego jak kilka dni temu. Teraz skupiam się na analizowaniu siebie. Skupiam się także na wyłapywaniu urojeń u siebie. Cały czas się napinam czy np. ten autobus, który mnie mija to rzeczywiście jest autobus czy tylko o mnie się wydaje. To, że wczoraj byłem z mamą na zakupach to było naprawdę, czy to mi się śniło, a może... itd. Nakręcam się strasznie. Podjąłem decyzję o odwiedzeniu psychologa na początek. Powiedzcie mi proszę: czy istnieją jakieś testy, które mogą określić czy człowiek ma predyspozycje żeby zwariować? Bardzo chętnie je sobie zrobię.
Rób jak uważasz, uważaj jak robisz
Mis
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
08 gru 2006, 20:55
Lokalizacja
Kraków

przez frontiero 11 gru 2006, 08:59
weroniko witam mam prosbe..
jesli toi nie problem,to prosilbym w wolnej chwili zebys sie do mnie odezwala na gg.Chcialbym chwilke pogadac odnosnie tego tematu,anie chcialbym zasmiecac go tutaj.dzieki z gory i pozdrawiam
moj gg 9235563
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 21:53
Lokalizacja
zielona góra

Co mi jest i jak mam sobie pomóc ?

przez Maniak86 11 gru 2006, 23:18
Witam,
Chcialbym opisac moj problem.
Pisanie tego juz jest dla mnie problemem, bo to tak jak by przyznawanie sie do tego że coś jest ze mna nie tak. Od około 5 lat zaczynałem zdawac sobie z tego sprawe. Chodzi o to, że boje sie ludzi, nie tyle ludzi samych w sobie, ale o to ze zostane odrzucony, wyśmiany. Boje się tego, że ktoś spojrzy mi w oczy i przejrzy na wylot, że w cale nie jestem tym zabawnym, dowcipnym kolegą, z który można się pośmiać, że w cale nie jestem tym kim chciałbym żeby inni uważali. Zawsze chciałem być dusza towarzystwa, zawsze chciałem być lubiany i akceptowany, od zawsze starałem się zaskarbić sobie sympatie innych. I często mi się to udawało, ale do czasu. Potem nadchodziła frustracja, rzeczy zabawne przestawały być zabawne, ludzie się zmieniali, a ja nie, ja dalej próbowałem zgrywać tego samego, "pewnego siebie" cfaniaka. Ciągle próbowałem "dbać" o to, żeby nie zostać sam, żeby mieć z kim pójść na piwo, żeby idąc na studniówkę nie okazało się, że nie znam żadnej dziewczyny. Jednak i tak, zawsze, w każdym towarzystwie odczuwam pewien wewnętrzny niepokój, że zaraz zostane wyśmiany. Myśle że gdzies po drodze zatraciłem samego siebie. Teraz siedze przed monitorem i zastanawiam się kim jestem. Kiedy jestem sam nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak patrze w lustro unikam patrzenia sobie w oczy, bo boje się tego co moge zobaczyć lub nie zobaczyć. Nie wiem kim jestem, nie mam żadnych ambicji, mam marzenia, ale nie mam siły ich realizować.
Odkad pamietam nie potrafiłem zachowywać sie naturalnie w obecności innych ludzi, szczególnie obcych, od których nie wiedziałem czego oczekiwać. Mam pewne grono przyjaciół, wśród, których jestem naturalny, znam ich od wielu lat i wiem, że nie odwróca sie choćbym nie wiem jak się zachował czy coś zrobił. Nie wiem jak to wyjaśnić, wlaściwie czego ja się boje, do konca nie wiem, ale po wczorajszym przeżyciu musiałem coś zrobić, musiałem w reszcie spjrzeć prawdzie w oczy. Wczoraj miałem straszny napad lęku, w pracy. Ludzie z, którymi pracuje są normalnymi, młodymi zdrowymi ludzmi. Pracuje z nimi około pół roku. Pierwsze 4 miesiące było super. Wiadomo, że przez pierwsze kilka miesięcy nikt za dobrze się nie zna, ale w końcu zaczeły się jakieś wspólne wyjścia, wspólne spotkania przy piwie itp. No i było fajnie, jak grałem swoją rolę, raczej wszyscy mnie lubili, zwłaszcza kobiety, bo jestem ponoć przystojny. No i tak to trwało, ale nadszedł czas gdy ludzie lepiej sie poznali, co raz wiecej o sobie wiedzieli, tematy które poruszali powiedzmu 3 miesiace temu przestały byc juz interesujace i wiadomym jest że stopniowo kazdy zaczynal poznawac sie lepiej. Charakter poszczególnych ludzi zaczynał stawać się jasny w raz z upływem czasu. Wszyscy znali sie lepiej, tylko że mnie nikt nie znał lepiej, bo ja nie chciałem dopuścić do tego, żeby ktoś znał mnie lepiej. Z resztą jak miałem to zrobić, skoro ja nawet nie znam siebie... No więc grałem swoją super rolę i robiłem dobrą minę do złej gry, odpowiadałem żartem na żart, uśmiechem na uśmiech, ale w śroku byłem pusty. Któregoś dnia doszło do spotkania. Wszyscy siedzieli praktycznie na wprost siebie, a kierownik w pracy opowiadał coś o firmie. Trwało to ponad godzine. Ja przez ten czas starałem sie skupic na tym co mowi kierownik, ale nie moglem, w głowie siedziała mi inna myśl - "Czy nikt się na mnie nie patrzy ? , Czy nikt nie patrzy mi w oczy?". Nerwowo odwracałem głowę we wszytkich możliwych kierunkach, ukradkiem spoglądałem na twarze moich znajomych, z którymi jeszcze niedawno mogłem spokojnie usiąść i rozmawiać, żartować bez żadnego stresu i sprawiało mi to przyjemność. Niestety 2 koleżanki zauważyły, że wykonuje dziwne ruchy i staje się niespokojny, próbowałem pozorować bawienie się komórką, ale to jeszcze bardziej mnie pogrążało. Nienaturalność moich min i ruchów stawała się coraz gorsza w raz z upływem czasu. Pod koniec tego spotkania odczuwałem już bardzo silny niepokój, wykonywałem nienaturalnie przyspieszone ruchy, i starałem się nie patrzeć w oczy koleżanek, bo wstydziłem się tego. Bałem się co moge zobaczyć w ich oczach, jednocześnie odczuwałem gniew. Mówiłem sobie "Ty czubie! Co ty odp**alasz!?". Dalsze dwa tygodnie w pracy były pełną stresu próbą mojej wytrzymałości. Było co raz gorzej, ludki utwierdzali się w przekonaniu, że coś jest ze mną nie tak. Gadałem od rzeczy, skupiając się tylko na tym, żeby wogóle coś mówić, gdy ktoś mnie o coś zapyta.
Przed wczoraj nastąpiła kulminacja. Przez ostatnie 3 godziny pracy mój lęk wzrastał, czułem na sobie spojrzenia innych, słyszałem ciche szepty, widziałem jak na mnie zerkają, widzą wstyd na mojej twarzy, widza moje przyspieszone ruchy i trzęsące sie ręce. Widzą mój uciekający przed spojrzeniem wzrok. Nie mogłem tego opanować. Nigdy takiego czegoś nie przeżyłem, z pracy wybiegłem szybciej niż zawsze. Jak przyszedłem do domu, przez godzine siedziałem na krześle gapiąc się w róg biurka. Nie czułem nic, nie czułem nóg, ani rąk, ale byłem świadomy. Potem połozyłem sie do łóżka i przez 20 godzin bałem się wstać. Teraz siedze przed monitorem i dalej odczuwam ten lęk, w mniejszym stoniu, ale czuje go. Na samą myśl że mam wrócić do pracy robi mi się nie dobrze, boje się tych spojrzeń, boję się, że zostane sam.
Błagam pomóżcie mi...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
11 gru 2006, 22:15

Avatar użytkownika
przez pulver 12 gru 2006, 00:45
Mysia_Fisia W moim przypadku wyprubowywanie coraz to nowszych leków w ogóle nie wchodzi w rachubę. Pracuję prawie codziennie. w pracy non stop mam kontakt z obcymi ludzmi. Nie mogę sobie pozwolic na skutki uboczne towarzyszace braniu nowych medykamentów. Psychoterapia może i jest dobra ale na to też potrzeba czasu, którego raczaj mam niewiele. Gdybym na przykład siedział całymi dniami w domu, to oczywiscie mógłbym próbowac rózne sciezki zdrowia :lol: ale tak nie jest.
Alkohol oczywiscie nie jest dobrym lekiem szczególnie jezeli towarzyszą mu różne leki(wtwdy jest nieciekawe) - kiedy brałem anafranil i popijałem sobie przy tym zauwazyłem zmniejszoną tolerancje na alkohol i zwiekszenie lęków na drugi dzień. Prawdziwa masakra- w autobusie musiałem wlepiac wzrok w podłogę bo gdy na kogoś patrzyłem odrazu dostawałem drgawek. Dlatego tez odstawiłem anafranil i juz nie pojawiłem się u Pani doktor, pomimo tego że jest bardzo sympatyczna i po za tym profesjonalistka. Na razie radzę sobie sam- zobaczymy jak długo...
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
59
Dołączył(a)
29 paź 2006, 18:13

przez mysia_fisia 12 gru 2006, 09:04
Pulver!
Jak czytam to, co piszesz, to jakbym słyszała siebie sprzed kilku lat. Też tak mówiłam, też miałam pracę i to bardzo stresującą i nastawioną na wynik za wszelką cenę i też mówiłam, że nie mam czasu na próby.
I wmawiałam sobie, że przecież jestem silna i poradzę sobie sama. A w głębi duszy był strach i obawa.
Takie postępowanie na dobre mi nie wyszło (Dobrze mi się teraz mądrzyć, jak patrzę z perspektywy czasu, nie? ;) )
Jednak lepiej nie było, a wręcz przeciwnie. Owszem, ustawienie leków może trwać, ale czy teraz nie masz gorszych objawów niż chwilowe skutki uboczne nowych leków? Na psychoterapię trzeba czasu, ale stopniowo będzie coraz lepiej i łatwiej, a o to chyba chodzi...
Poza tym czas terapii można dostosować do Twojego planu dnia.
Cóż, zrobisz, co zechcesz... każdy dokonuje swoich wyborów. Ja mogę tylko opowiedzieć o sobie.
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

Avatar użytkownika
przez Róża 12 gru 2006, 10:09
Witaj Maniak.Nie wiem jaka jest atmosfera u ciebie w pracy,ale wyglada na to,że nie jest źle.Nie wiem tez czy sie leczysz.Ale jestem pewna,że robisz sobie krzywdę na siłę dążąc do tego zeby cię wszyscy akceptowali.Do mnie do pracy przyszedł chłopak po którym od pierwszej chwili było widać,że coś jest z nim nie tak.Ponieważ nie byl w stanie tego ukryć więc wykonywal dziwne ruchy miny i nawet z wypowiedzeniem sie miał problemy.I co sie stało.Ja oczywiście natychmiast zorientowałam się co mu jest,ale inni nie.Przez pierwsze dni wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem i "oswajali"się z jego zachowaniem.Potem każdy się przyzwyczaił,że jest taki a nie inny.Dziewczyny jak to dziewczyny-roztoczyły nad nim opieke,a chłopcy zaczęli mu pomagać i podejrzewam,że niektórym powiedział,że jest chory.Po pół roku to był już nie ten sam chłopak-wesoły i rozluźniony.Wśród obcych ludzi znalazł wsparcie.
Ważne jest,że pracujesz wśród ludzi młodych z większa wrażliwością,teraz nerwica wcale już nie jest takim tabu i powodem do wstydu.Coraz więcej ludzi na nia cierpi i mają przypadki w rodzinach.
Ale leczyc na pewno bedziesz się musiał.Na początek może lekarz przepisze ci jakieś uspokajacze żebyś mógł się wyciszyć.Na poczatek możesz pójść do rodzinnego,bo w kolejce do psychiatry czeka się długo,a tobie potrzebna jest pomoc natychmiastowa.Pozdrawiam i pisz jak sobie radzisz.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do