Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 14 paź 2006, 00:34
JanRO napisał(a):...Chciałbym w przyszłosci napisac jak pokonalem nerwice ,to moje marzenie,jedyne...


Moge Cię zapewnić...że napewno kiedyś to napiszesz i bedzie to szybciej niz myślisz... ;)
Pozdrawiam!!!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez aniołek 14 paź 2006, 01:20
Deuniu kochana codziennie mysle sobie,że bedzie lepiej i nie tylko przy polykaniu tabletki!juz nauczylam sie,że kiedy dopada mnie lęk i panika poprostu zamykam oczy i czekam...czekam az to minie!szczerze mowiac mam juz dosyc tego,że codziennie musze sie zamartwiac 'a jak bedzie jutro.jak sobie poradze' juz niewiem skad czerpac sily!pozdrawiam cie cieplo
'LUDZIE LUDZIOM......'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 lip 2006, 20:55

przez Malina-74 14 paź 2006, 09:58
Witam szukam kontaktu z Magdą ktora leczyła się homeopatycznie. Ja właśnie zaczelam. Nie cierpię chemii!!! Prosze skontaktuj sie ze mną. Pozdrawiam cieplutko
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
30 sie 2006, 11:54
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy tez tak macie....

Avatar użytkownika
przez czerwony 14 paź 2006, 10:20
Czesć

Mam pytanie .
Czy jak wstajecie rano to pierwsze o czym myślicie to nerwica?
Ja jak wstaje to pierwsze o czym myśle to to kiedy zacznie mnie bolec głowa, kiedy zaczną sie zawroty.
Oczywiście odrazu wmawiam sobie ze nigdy z tego nie wyjdę , ze bede sie meczył do konca moich dni....
Nie wiem jak moge to zmienic.
Ten strach jest silniejszy odemnie.....
Macie jakies spsoby (o ile tez Was to spotyka)?
Oby Przeszło...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
11 sie 2006, 17:49
Lokalizacja
kIELCE

Avatar użytkownika
przez metka 14 paź 2006, 10:37
od jakiegos czasu mam podobnie, ale dzis uswiadomilam sobie ze dotarlam wlasnie do glownej przyczyny mojej nerwicy - zdaje sie ze jest to szkola; i tak tez rano nie mialam sily wstac z lozka - myslalam ze umieram, a po tym co sobie uswiadomilam wstalam, i wszystko jakby mniej boli..
oczywiscie u Ciebie moze to byc cos zupelnie innego, ale zwykle jest jedna taka rzecz, ktora napedza najwiecej stresu - bo te wszystkie objawy moga byc sygnalami, ze jest jakas sytuacja przed ktora chca Cie uchronic czyniac 'chorym'
oczywiscie moge sie mylic ;)
pozdrawiam...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
04 paź 2006, 13:13
Lokalizacja
land polski wschodniej

Avatar użytkownika
przez ~Maja 14 paź 2006, 10:55
Cześć!
to u NAS jest zupełnie normalne, jeśli wiesz, co i kogo mam na myśli.
Ale ja tak dokładniej po obudzeniu zadręczam się pytaniami w stylu : czy dzisiaj znowu wydarzy się coś przykrego? czy naprawdę muszę tak żyć? kiedy znowu spanikuję?
Ogólnie to zdaję sobie takie pytania retoryczne... Gorzej, gdy złapie mnie "tylko" wielka panika i lęk w nocy, gdy nie mogę zasnąć...
A co ja na to wszystko robię? Jak narazie nic, staram się nie zwracać na to większej uwagi, stosuję autosugestie że będzie ok, ale.. czy pomaga?
Nie wiem.

metka napisał(a):zdaje sie ze jest to szkola

Dla mnie to po prostu NOWY DZIEŃ. Szkoła pewnie też ma w tym swój udział, ale ja się boję wstawać, żyć...

Pozdrawiam
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez pajak_leon 14 paź 2006, 11:23
ano, ogólnie tym charakteryzuje się ta choroba, że całe nasze życie przemienia w oczekiwanie na kolejny atak..wcześniej czy później do takiego przykrego stanu musi dojść, bo na tym polega właśnie autosugestia..a raczej błędne koło autosugestii...im więcej o tym myślisz, tym więcej przykrych rzeczy będziesz doświadczał...jedyne wyjście, jeżeli nie możesz o tym przestać myśleć..zająć się czymś...

Ja wiem, ze jest ciężko..czasem przełamanie się zajmuje mi ok godziny..robię coś..a i tak przez pierwsze godziny nie myślę o niczym innym jak o swojej śmiertelnej :? chorobie..w końcu jednak te głupie myśli ustępują...muszą ustąpić..zawsze tak jest.. :D
A nad tym wszystkim kto panuje?

Jak to kto??

Pająk Leon :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
06 paź 2006, 21:39
Lokalizacja
zewsząd

przez Jonasz 14 paź 2006, 12:18
Tak właśnie jest, jak napisał czerwony. Chociaż czasem, jak się naprawdę śpieszę do pracy, to zapominam o nerwicy lub nie zdążam zaczekać na pierwsze objawy... najgorzej jest z czasem wolnym...
-------------
tak na marginesie, zastanawiam się, jeśli np. 100 000 Polaków ma nerwicę spowodowaną np. kancerofobią, to te 100000 jest takimi specjalistami od wczesnej diagnostyki nowotworów, że onkolodzy mogą być dumni... :))

J
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
13 paź 2006, 23:54
Lokalizacja
Stolica

Długie...smętne? tylko dla wytrwałych ;) ale o nerwicy... ;)

przez ghostdog 14 paź 2006, 13:04
Witam :)
Post będzie trochę długi,dlatego rozumiem że tylko wytrwali dotrą do końca...Jestem nowy,aczkolwiek temat nerwicy nie jest mi obcy ;). Moim problemem jest "reakcja nerwicowa" towarzysząca mojemu jak to określiła pani psycholog "okresowi uwalniania się od domu". Słyszałem kiedyś teorię,że większość chorób typu depresja,nerwica jest spowodowanych : zła rodzina,stres,problemy itd itp (nie ograniczam,wymieniam jednak główne) u mnie jakby spojrzeć jest odwrotnie,dzieciństwo miałem wspaniałe,zawsze byłem wrażliwym facetem ale nie przejmowałem się raczej rzeczami typu szkoła,obowiązki,wszystko traktowałem light'owo ;). Byłem i jestem trochę takim "niegrzecznym chłopcem",imprezy,kiedyś drobne przekręty,różne dziwne często nielegalne akcje jednak z dewizą "nie szkodzić drugiemu" ;). Teraz trochę historii...w wieku 9 lat opuścił nas (Mnie,Mamę,Brata) Ojciec, nadal się widywaliśmy,spędzaliśmy razem czas,ale mieszkał już gdzie indziej. Od tej pory to Mama była główną osobą która utrzymywała dom,dbała o Nas i kierowała nami, razem z bratem skończyliśmy dobre szkoły,dostaliśmy się na studia (On niestety przerwał i łącznie z dniem dzisiejszym pracuje) Ja studiuję do dziś (III rok),zawsze mieliśmy wszystko czego tylko było nam trzeba,mama pracowała na nas ile sił,i żyła naszym szczęściem...Miała wielu adoratorów;),jednak zawsze ważniejszy był Dom i My,i nie było tu czasu na mężczyznę... Sama w wieku 19 lat nie miała już nikogo na świecie - moja babcia wtedy umarła,a "dziadek" odszedł od nich dużo dużo wcześniej,mama została sama z 12 letnim bratem którego musiała utrzymać,pilnować...a sama jeszcze studiowała.. stąd też była bardzo opiekuńcza wobec nas..dbała żebyśmy mieli wszystko i żyli szczęśliwie.. Z czasem dzieci które mają wszystko i robią co chcą, przestają doceniać to co dostały, przestaliśmy cokolwiek robić w domu bo i tak mama to robi (choćby nie wiem jak zmordowana wróciła),częste kłótnie zakończone Jej płaczem...mama nie jest już tak stanowcza jak kiedyś i pozwalamy sobie w domu na dużo więcej niż powinniśmy...bez większych konsekwencji. Problem ze mną zaczął się w styczniu roku 2006 [a więc miałem nieskończone 21 lat]... kiedy to zaczęło się we mnie pojawiać jakieś dziwne napięcie którego nie rozumiałem powodowało ono że nie chciało mi się jeść i było bardzo nieprzyjemne...a pojawiać się zaczęło właśnie w "domowe dni" kiedy siedziałem nic nie robiąc w domu... Długo nie czekałem tylko poleciałem do psychologa żeby "pogadać". Diagnoza : Kryzys usamodzielnienia [nigdy nie wierzyłem w takie bajki,że w ogóle coś się dzieje poza naszą świadomością]. Ponieważ objawy nie były poważne,pani psycholog uznała wizytę jako interwencję kryzysową i powiedziała że przejdzie.. Nie przeszło ;) trafiłem do innej psycholog która bez wiedzy o poprzedniej wizycie też stwierdziła że jest to ten magiczny "kryzys". Sprawa wyglądała tak, siedziałem w domu - i w pewnym momencie czułem że MUSZĘ wyjść do ludzi...spotkać się z kimś...głowa podpowiadała mi że tego chcę i tak rozładuję to napięcie które się we mnie gromadziło..i często tak się działo wychodziłem ..spotykałem się z przyjaciółmi i było ok..czasem natomiast w drugą stronę..będąc w "świecie zewnętrznym" pojawiało się napięcie które mogłem zredukować albo szybko spotykając się z kimś,albo wracając do domu... Oczywiście podjąłem terapię z panią psycholog,rozmawialiśmy o różnych różnych rzeczach,i dużo się dowiedziałem o sobie..które dostrzegłem dopiero teraz..że martwię się strasznie o dom,o to jak mama sobie poradzi kiedy zostanie sama,że nie ma nikogo,że brat jest bardziej olewający niż Ja i ma wszystko gdzieś co się dzieje w domu a mama jest taka słaba..Czułem że to Ja muszę ponaprawiać parę spraw w domu,i wszystko brałem strasznie od siebie..terapia trwała 3,5 mca [czułem się lepiej,ale miałem obawę że to za krótko trochę] i uznaliśmy że mogę spróbować radzić sobie sam. Było nawet ok...napięcie pojawiało się ale mniejsze,i jakoś sobie z nim radziłem,gdy spędzałem dużo czasu poza domem żyłem normalnie,całe wakacje pracowałem bez większych problemów...Teraz gdy skończyłem pracę,wraca szkoła i "stare życie" znów się do mnie dobiera..dlatego nie czekam tylko na dniach lecę pogadać z panią shrink.. To jest tak,że rozrywają mnie dwa światy - ten zewnętrzny który mnie ciągnie do siebie,i ten świat domu...który uważam za bezpieczny,który przyciąga mnie moim dzieciństwem i stabilizacją. Problem w tym,że Ja nie chcę się dać,otrzymałem wiele od domu,dzięki temu jestem dobrym człowiekiem,ale w przyszłości chcę mieć rodzinę,własny dom,dzieci... mamę którą będe odwiedzał...[tak chciałbym żeby nie była sama...] a moja podświadomość chyba tego nie rozumie - i stąd ten stan napięcia...
Codzień modlę się żeby wszystko się ułożyło, żeby kiedyś rzeczywistością stał się obraz w którym będę dorosłym facetem z rodziną i obowiązkami, który nie zapomni o matce która dała mu tyle miłości i będzie NORMALNIE ją odwiedzał widząc szczęśliwie starzejącą się kobietę [najchętniej widziałbym ją z jakimś fajnym starszym panem;)]. Wiem,że sama modlitwa nie pomoże,i że muszę pracować nad sobą.To fakt,co mówi pani psycholog , ten stan nie jest taką głęboką nerwicą,nie mam zawrotów głowy,nawet gdy napięcie mnie dorwie,nie mam problemów z wyjściem na zewnątrz..objawy somatyczne to : brak apetytu,i delikatne ściskanie w żołądku...ale jest to bardzo bardzo nieprzyjemne....przykre i nikomu tego nie życzę. Nie mam zamiaru się poddać,będę próbował każdej możliwości aby wojna w mojej głowie ustała...Będę walczył,bo życie jest piękne,a nadzieja jest bo słyszałem że wielu ludzi już pokonało nerwicę...a więc NADZIEJA jest...

Pozdrawiam i życzę NAM wytrwałości..
[/b]
"Gdyby Bóg preferował przedni napęd,chodzilibyśmy na rękach".
Nissan 200SX ;)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
14 paź 2006, 10:00

Niewiem co mam robić.. prosze o rady...

przez patti1985 14 paź 2006, 14:06
jestem na oddziale psychoterapii juz 4 tygodnie.. i niestety jest jeszcze gorzeń.. nie miałam tak starsznych leków jak teraz.. ciągle kręci mi sie w głowie... na oddziale czuje straszne napięcie cos w stylu padaczki wewnętrznej... nie moge spać.. poza tym na samą myśl ze mam tam wwrócic w poniedziałek odrazu płacze.. najgorsze jest to ze jak tam szłam to nie czułam sie az tak źle///na zajęciach nie moge sie skupić bo mam tak straszne napady lęku.. nie dostajemy żadnych leków tylko słysze "przejdzie Ci..."ja jestem wykończona... mam myśli samobójcze.. i najchętniej bym skończyła ze sobą raz na zawsze...mama na mnie naciska ona poprostu nie rozumie ze ja sie tam męczę..:(Prosze was o rade bo wy jedyni jestescie mnie w stanie zrozumieć... Co ja mam zrobic??? z jednej strony chce sie leczyć ale takiem kosztem jak teraz??? :cry: :cry: :cry: :cry: [/i]
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

przez patti1985 14 paź 2006, 14:26
Ja mam identycznie jak ty.. na początku miałam tak samo.. potem sie rozkręciło dlatego polecam Ci isc do lekarza... jakiegos dobrego.. ja juz choruje 2,5 roku i gdybym szybciej poszła moze juz bym była zdrowa:) Pozdrawiam :(
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

trzymaj dalej sie terapii

przez kazmin 14 paź 2006, 14:29
wiem co przeżywasz. Sam byłem w ośrodku tyle że nie wytrzymałem za długo bo tylko 1 dzień.teraz tego bardzo żałuję.Ale pomyślałem przecież że ja tam jestem po to by sie wyleczyć z tego i że objawy muszą towarzyszyć mi przez pewien okres bo przecież nie znikna wraz z chwilą przekroczenia drzwi ośrodka.
Moja rada: pomyśl jak będziesz sie czuła po ukończeniu terapii, może sie wyleczysz....A jak jeszcze bedą jakieś objawy to będziesz dumna z tego że potrafiłas skończyć terapie!!!
Wiem jednbak co to są objawy i walka z nimi............:(
Powodzenia:)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 lip 2006, 13:29

przez patti1985 14 paź 2006, 14:33
Moim zdaniem rozładowujesz napięcie związane ze wszystkim piciem..ja tez tak robiłam przez dłuższy okres.. moze jakas psychoterapia???
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

przez patti1985 14 paź 2006, 15:08
DZIEKUJE ZA RADE:) ALE JA JUZ NAPRAWDE NIE MAM SIłY::(:(:(:(:(:(:( :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry:
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do