Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez peace-b 29 wrz 2006, 19:22
Droga Moniczko

Przyczyny powstania zapalenia jelita grubego nie są znane, niemniej jednak wpływ na ich powstanie mogą mieć infekcje bakteryjne i wirusowe.

Przebieg choroby jest różnoraki: czasem stan chorobowy utrzymuje sie przez dłuższy czas, czasem pojawiają się nawroty i remisje ale są też przypadki że choroba ustępuje samoistnie po długim okresie objawowym! Musisz więc uzbroić się w cierpliwość.

Zapalenie jelita leczy się przede wszystkim farmakologicznie poprzez podawanie leków przeciwzapalnych. Jedynie w skrajnych przypadkach długo utrzymujących się stanów zapalnych i ich ciągłych remisji (przez wiele lat) stosuje się leczenie chirurgiczne, aby nie dorpowadzić do późniejszych powikłań jakimi może być: perforacja jelita, rak, niewydolność wątroby, kamica żółciowa itd. Dlatego nie myśl proszę o powikłaniach bo do nich daleka i wieloletnia droga. Bądź nastawienia że choroba minie sama w skutek farmakoterapii bo u większości osób tak właśnie jest.

Możesz tez sama przyczynić się do zelrzenia lub ustąpienia jej objawów poprzez zmianę diety. Przede wszystkim unikaj potraw i produktów bogatych w błonnik, nie jedz potraw wzdymających (warzywa kapustne i strączkowe, napoje gazowane), nie pij alkoholu, unikaj ostrych przypraw i potraw smażonych. Wg. niektórych zaleceń powinnaś unikać także produktów mlecznych.

W wypadku zapalenia jelita zalecane jest unikanie nadmiernego stresu poniewarz zaostrza on chorobę i jej męczące objawy, dlatego też choć Twoja nerwica nie jest przyczyną powstania choroby to jednak może ją nasilać.

Pozdrawiam
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez JanRO 29 wrz 2006, 20:42
Witam .Tez mialem łomotanie serca przez 2 miesiace całą dobe i wreszcie mineło,ale pojawiły sie inne objawy i tak w kółko.
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
21 maja 2006, 00:30
Lokalizacja
Slask

Avatar użytkownika
przez gusia 29 wrz 2006, 20:49
No tak...ja sobie tak nóżką przeważnie "trzęsę",i często słyszę.."Aga,przestań,czym się denerwujesz?"..ale ja wcale sie nie denerwuję,tak już mam poprostu :mrgreen:
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja historia - proszę o opinie. DŁUGIE!!!

Avatar użytkownika
przez biedronka 29 wrz 2006, 23:46
Moja nerwica liczy sobie juz 10 lat. Przyczyniła sie do niej w 99% moja matka, tyran i despota. Właściwie począwszy od wczesnego dzieciństwa aż do teraz pamiętam jedynie awantury przez nią inicjowane, bicie czym popadnie, zabranianie wszystkiego, nieuzasadnione złośliwości, wieczna krytyka, totalny brak uczuć i obwinianie mnie o wszystko. Od kiedy sięgam pamięcią ciągle mam poczucie winy, ciągle myslę, ze nie jestem wystarczająco ładna, mądra itp. żeby mnie kochać. W moim domu zawsze na pierwszym miejscu była moja starsza siostra. Moja nerwica zaczęła się od depresji spowodowanej zwolnieniem z mojej pierwszej pracy. Zwolniłam się sama, mniejsza o powód, w kazdym razie w domu zamiast zrozumienia spotkałam sie tylko z wyrzutami. Wpadłam w depresję, która powoli przeszła w nerwicę lękową. Koszmarne lęki, derealizacja, lęk przed choroba psychiczną itp., klasyczne objawy. Stopniowo jednak czułam się coraz lepiej, głownie dzięki mojemu chłopakowi (obecnie mężowi) i od mnie więcej 3-4 lat czułam się super. Dodam, ze nie brałam leków ani nie chodziłam na terapię. Jakiś rok temu, tuż po urodzeniu dziecka zaczęło się znów, aczkolwiek w nieco innej formie, mianowicie opanował mnie okropny lęk przed chorobami, w szczególności rakiem. Setki badan, mnóstwo wydanych pieniędzy i wszystko ok. To mnie jednak nie do końca przekonało i żyłam tak sobie cały czas bojąc się tego cholernego raka. W międzyczasie mój mąż, moje największe oparcie wyjechał do Anglii, a ja została sama z małym dzieckiem. Od początku planowaliśmy, że po kilku miesiącach do niego dołączymy, ale… No właśnie, cały czas mieszkam z rodzicami, a moja matka niestety wcale się nie zmieniła, jeśli już to tylko na gorsze, terroryzuje mnie, krytykuje, wtrąca się we wszystko, a ja nie umiem się jej przeciwstawić (a może po prostu jestem tchórzem) , w jakoś chory sposób czuję się od niej zależna, pewnie też dlatego, ze gdy po urlopie macierzyńskim moja firma kopnęła mnie w d… to rodzice bardzo nam finansowo pomagali. No i ten wyjazd… matka niby twierdzi, ze to rozumie i że jest ok., ale dziwne, ze jej mina mówi coś innego. Ona panicznie boi się zostać sama na starość, a poza tym nagle ucieka jej jedna ofiara i pozostanie jej znecanie się tylko nad ojcem (niestety mięczak bez kręgosłupa, podporządkowany całkowicie matce). Wiem, że najbardziej odpowiadałoby jej rozwiązanie ja tu, a mój mąż w Anglii. A ja gdzieś tam podświadomie mam znów poczucie winy, ze jestem wyrodna córką, bo zostawiam biednych rodziców samych (siostra mieszka jakieś 500m dalej :!: ). I własnie teraz gdy za miesiąc mam wyjechać ta cholerna nerwica znowu się odzywa, wracają lęki i co najgorsze to ta zakichana derealizacja brrrrr. Ale tym razem czuję też, że trochę sama sobie to wszystko wmawiam, derealizacji nie było dopóki nie zaczęłam o niej myśleć, ale jak już raz pomyślałam to nie mogę przestać i znów zyję w lęku przed nią. Czasem analizując moje zycie dochodzę do wniosku, że jestem w jakimś stopniu cierpiętnicą i odpowiada mi rola ofiary, nie wiem, może tak mi dobrze, bo ktoś się w końcu nade mną lituje i interesuje, a ja nie muszę nic robić, bo przeciez jestem taka biedna i chora? Zauważyłam, ze jak czuję się dobrze to czegoś mi brakuje i np. spacerując z dzieckiem zaczynam oddawać się rozmyślaniom na temat realności otaczającego mnie świata i d… zbita, zaczynam się bać. Tak sobie myślę, że może coś w tym jest, może ta cała moja nerwica to tylko wymówka, ucieczka od odpowiedzialności? W zasadzie to mogłam się już dawno usamodzielnić, ja pracowałam i dobrze zarabiałam, maż pracował za granicą, ale wszystkie pieniądze przepuściliśmy na jakieś pierdoły, zamiast np. kupić mieszkanie i odciać się od toksycznej matki.

I tutaj mam prośbę, proszę oceńcie obiektywnie moją historię i powiedzcie czy Waszym zdaniem nie jest tak, że już dawno mogłabym przegonić tę cholerę nerwicę, ale gdzieś tam w głębi ducha wcale tego nie chcę, bo tak mi wygodnie? Przyjmę każdą krytykę ;) , z góry dzięki za opinie.

Pozdrawiam wszystkich nerwusków, którym chciało się to przeczytać :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
05 lut 2006, 22:44

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 00:34
biedronka Twoja historia jest nieco podobna do mojej tzn. moja matka z kolei zawsze mnie kontrolowała i to do form paranoi. Miałam być idealną córeczką, dobrze się uczyć i być grzeczna. Nie mogłam myśleć samodzielnie bo matka zawsze wiedziała wszystko najlepiej. Wytworzył się u mnie przez to pewien rodzaj poczucia obowiazku i bycia lojalnym w stosunku do rodzica - ale to charakterystyczne dla osób z rodzin dysfunkcyjnych (jak nasze).

Musiałam nauczyć się później że to moje życie i to ja o nim decyduję - a nie matka, bo matka nie będzie żyła za mnie. Wciąż dażę ją szacunkiem co jednak nie zmienia faktu że podejmuję decyzje samodzielnie, czesto wbrew niej. Wiem że robię słusznie bo nawet jeśli popełnię błąd będzie to mój błąd który czegoś mnie nauczy. Matka chciała ochronić mnie od całego zła a dużej mierze sama jest odpowiedzialna za wkopanie mnie w nerwicę i stany depresyjne :?

Kiedyś matka powiedziała mi że zachowuję się jak cierpiętnica i zapytała jak długo zamieżam nią być? Może i jest w tym odrobina prawdy.. czasem lubię użalać się nad sobą i wyolbrzymiam fakty aby inni ludzie mi współczuli. Może to już charakterystyczne dla nas - neurotyków?

Ludzie popełniają błędy. Nie obwiniaj się o "rozrzucenie pieniędzy na pierdoły" - mam nadzieję że chociaz mieliście z nich frajdę. Jaki byłby sens kupna mieszkania skoro i tak planowaliście wyjechać, wybraliście tańszą i łatwiejszą drogę: matkę która da wam mieszkanie, jedzenie i jeszcze w razie czego przypilnuje dziecka. Czasem nie warto usamodzielniać się na siłę lub za szybko. Wiem że z tego co piszesz nie łatwo Ci mieszkać z matką jednak pomyśl sobie o tym tak że gdybyś mieszkała sama i wszystkie obowiazki spadłyby nagle na Twoją głowę - czułabyś się jeszcze gorzej a Twoja nerwica pogłebiła. Przynajmniej ja tak to widzę :)

Pozdrawiam
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez listonosz 30 wrz 2006, 08:05
witam przeczyatlem twoj post i widze ze mialem podobne problemy co ty mialem bo moi rodzice niezyja jestem jedynakiem // niewiem jak ty// umnie bylo podobnie wieczne wtracanie sie nawet wybieranie szkoly zawodu itp a gdy poznalem zone to wtracanie sie i nadodatek szantaz emocionalny naszczescie zamieszkalismy osobno .. wiem ze twoja mama jest uciazliwa ale sprobuj z nia porozmawiac ja na przyklad napisalem mojej mamie list i wytlumaczylem ze ja kocham ale mam teraz wlasne zycie . twoja mam ma do ciebie zaborcza milaosc ktora wlasnie sie wyraza tak jak ja opisalas ale szczera rozmowa i jezeli jest mozliwosc wyprowadzki powino pewne zeczy zakonczyc niezapominajac przytym o okazywaniu mamie milosci ale na zasadach partnerskich jestescie malzenstwem ito jest i powino byc najwazniejsze ja mojej mamie napisalem ze 1 BOG// jestem wierzacy// 2 moja zona i dzieci 3 rodzice taka jest kolej rzeczy mozesz mame zapewniac ze nie zostawisz ja ona sie tego boi ale niepozwol cie azeby zadzila waszym zyciem mamie potrzebna jest pomoc ale na pierwszym miejscu wasza rodzina to najwazniejsze pozdrawiam i przepraszam ze moje mysli sa troche takie nieskladne ale twoj post wiele mi przypomial jak bylo umie zycze powodzenia :smile: :smile:
Miłosc zwycięża
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
22 sie 2006, 23:03
Lokalizacja
chorzow

Dzisiaj się wyprowadzam.

przez kretka 30 wrz 2006, 09:14
Nerwy...
Wszystkie moje rzeczy w kartonach i smutek, że zostawiam mój kochany młodzieńczy pokoik.
Już dziś wyprowadzam się z rodzinnego domu, w którym było mi naprawdę dobrze.
Czeka na mnie nowe życie.
Bardziej samodzielne.
Lęki trzymają się mocno, ale wierzę, że dam sobie radę.
Może wymuszona samodzielność pomoże mi?
Jak nie to zawsze mam w kieszeni na wszelki wypadek Xanax i komórkę, żeby zadzwonić do męża:-)
Ale mam też dużo wiary, że będzie dobrze.
Odezwę się za jakiś czas, jak już się urządzę.
Trzymajcie kciuki:-)
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Avatar użytkownika
przez biedronka 30 wrz 2006, 10:14
Peace-b cóż ja mieszkam z rodzicami, ale i tak wszystko jest na mojej głowie. Tato jak zawsze trzyma się na uboczu, a mama kompletnie nie ma podejscia do dzieci i zajmowanie się nimi to dla niej raczej przykry obowiązek niz przyjemność. Więc równie dobrze mogłabym mieszkać sama.
Kilka lat temu jeszcze nie myslelismy o wyjezdzie, własciwie nie mieliśmy żadnych planów, dlatego trochę zła jestem na siebie, bo wtedy już mogłam stac sie niezależna i może emogracja nie byłaby konieczna, a tej też się boję :?

Listonosz bardzo chiałabym porozmawiać z moja mamą, sęk w tym, że to niemozliwe, już niejdnokrotnie podejmowałam takie próby, ale zawsze kończyło się to stwierdzeniem, ze i tak ja jestem winna wszystkiemu, zresztą wszyscy traktujemy ją żle itd. Z nią po prostu nie da się rozmawiać, uważa, że tylko ona ma rację, zresztą jest też zdania, ze dzieci powinny się rodziców bać :shock: No i co to za matka, która swoje własne dzieci obgaduje do obcych ludzi i ciagle ubolewa nad tym, ze inni mają lepsze dzieci niz ona :cry: Zresztą dla mojej mamy zawsze najważniejsze były pieniadze i opinie nnych. Wokól kasy kręci się jej zycie, masz pieniadze to zasługujesz na szacunek, nie masz - jesteś nikim.

Ech... mogłabym tak pisać i pisać, ale jakoś nie czuję, ze moja mama mnie kocha, nigdy tego nie czułam :(. Żal mam tylko do siebie, że ciągle zabiegam o jej aceptację, której zresztą nigdy nie dostałam, zamiast machnąć na to wszystko ręką i życ dalej. Wtedy pewnie łatwiej byłoby mi powalczyć z nerwicą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
05 lut 2006, 22:44

Avatar użytkownika
przez gabi82 30 wrz 2006, 10:40
Kretko trzymam kciuki i życze powodzenia! Napewno bedzie dobrze. :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
29 sie 2006, 16:52
Lokalizacja
warszawa

przez Moniczka 30 wrz 2006, 10:47
Dziekuje za porady i pocieszenie.A co z ukochanymi jogurtami?A frytki czy shoarma?Nigdy juz ich nie bede mogla zjesc?A czy moje objawy moga sugerowac cos innego niz zapalenie jelit?(nadzieja matka glupich...)
Juz 7 dzien jem tylko sucharki,kisiel i skorki chleba.To horror.Chce jajecznicy! :cry:
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 11:50
Trzymamy kciuki i życzymy powodzenia. Myśl pozytywnie :)
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez Jon Snow 30 wrz 2006, 11:52
Również 3mam kciuki!! :D
Daj znać koniecznie jak leci!!
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
27 maja 2006, 23:28

Avatar użytkownika
przez peace-b 30 wrz 2006, 12:00
Oprócz zapalenia jelit może być to infekcja bakteryjna lub wirusowa. Do "normalnej" diety będziesz mogła powrócić gdy problem zniknie bo jeżeli zrobisz to teraz będziesz się po prostu bardziej męczyć.

Pozdrawiam
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

slonce swieci za oknem

przez tanya 30 wrz 2006, 12:53
i szlag mnie trafia ze w glowie mam karuzele i miekkie nogi jak pomysle o wyjsciu z domu w poniedzialek musze wracac do pracy jak tego dokonac czuje sie jak 80 letnia emerytka po 3 wylewach a mam do cholery dopiero 32 lata!!!!!!!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
25 wrz 2006, 12:44
Lokalizacja
anglia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do