Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez tomal 18 sie 2006, 22:06
Ja miałem najpierw leki związane z chorobami psychicznymi, schizofrenia, paranoja... Potem pojawił sie lek, w którym bałem sie, że zrobie komus krzywdę(obejrzałem cos o morderstwie w TV), teraz jestem na etapie tego samego, ale troszke osłabionego. Wyszukuje w sobie rózne choroby, których nie mam...

Dam dobrą radę, nie czytajcie nic o chorobach. Ja czytałem i czytam:P i raz na jakis czas mam te same objawy...co jest nie prawdą...

CZy wy też macie podobne lęki?
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

przez Anula1_1 18 sie 2006, 22:10
mi przez 2 tyg non stop chcialo sie wymiotować. Brak apetytu i ciągłe mdłości. to był czas kiedy codziennie sie zamartwiałam od rana do nocy co mi jest. Ale ani razu nie wymiotowałam choc kilka razy probowałam sie zmusić mysląc ze wtedy lepiej mi sie zrobi. ale i tak sie nie udało. Teraz juz raczej przeszło choc czasem wracaja te okropne mdłości...
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 sie 2006, 13:19

Avatar użytkownika
przez Magda-27 18 sie 2006, 22:44
Limba, leki odstawiłam 3 miesiące temu i jak narazie wszystko jest w porządku.
szukam osób chętnych podjąć współpracę z FM GROUP Polska http://www.perfumyfm.sileman.net.pl
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
891
Dołączył(a)
22 lis 2005, 13:23
Lokalizacja
Ruda Śląska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Anula1_1 19 sie 2006, 01:27
powiem Ci tak...u mnie zaczeło sie identycznie 3 miesiace temu....Spaliłam sie jak głupia, spanikowałam okropnie, myslalam ze sie udusze, ze zawalu dostane i takie tam. to byla chyba najgorsza sytuacja w moim zyciu, bo też autentycznie myslałam ze zaraz umre i juz nie wstane. Potem nastepnego dnia "mamo dziwnie sie czuje", ból klatki piersiowej i związany z tym stres ze moze cos mi sie z sercem stało jak paliłam i zawalu dostane albo coś podobnego. Uczucie depersonalizacji również sie zaczęło i niestety trwa d dziś tyle ze nie non stop.Czulam sie tak jakis tydzien...Potem na jakis czas przeszło...ale strach został...i poleciało...potem juz na kazdym kroku na kazdą "górke" na ciele panikowałam, na każdy normalny ból głowy czy coś....panika ze na pewno cos mi jest. i tak zostało...przeklinam ten dzień kiedy sie tak spaliłam... NEVER EVER
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 sie 2006, 13:19

przez Anula1_1 19 sie 2006, 01:46
otumanienie...skąd ja to znam...nienawidze tego uczucia. czuje sie wtedy taka tępa, skupiona na wlasnych doznaniach, jak troche pijana i odrealniona.i nawet nie umiem okreslic czy wtedy kreci mi sie w glowie czy jak...czuje sie jak młotem walnieta w głowe. NIENAWIDZE TEGO UCZUCIA!!! U mnie też cala nerwica zaczela sie od tego jak sie zjaralam jak głupia...i spanikowałam totalnie mysląc ze dostane zawału albo jakiegos wylewu do mózgu...az moj chlopak powiedzial ze jeszcze w takim stanie to nie widzial nawet swoich kolegów...tzn nie widzial zeby ktokolwiek tak spanikował...No i zostalo do dzisiaj to uczucie leku o wlasne zdrowie. Od 2 miesiecy na niczym innym nie umiem sie skupic...Ostatnio spanikowalam bo m isie wydawalo ze mam na reku jakies zgrubienie. poszlam do lekarza i jak mu je pokazałam to...on stwierdzil ze nic w ogole nie widzi zebym miala cos nie tak...Dajcie spokoj.... przeklinam tamten dzien jak sie opalilam....NEVER EVER....od tamtej pory nie mam ochoty ani na alkohol ani nawet na papieroska, wrecz przeciwnie...dymu nawet w ogole zniesc nie moge...
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 sie 2006, 13:19

przez Dąbrówka 19 sie 2006, 12:58
Witajcie, juz oddłuższego czasu czytam to forum ale w końcu postanowiłam sie zalogować :) Niestety też mam stwierdzoną nerwicę lękową (stwierdzono 2 lata temu - a dwa lata zanim ją stwierdzoną męczyłam sie okropnie). W sumie to juz 4 rok męczarani z małymi przerwami. Nerwicy dostałam na tle chorób (bliska mi osoba zachorowała na raka a wcześniej jak byłam dzieckiem miałam juz doczynienia z rakiem mojego brata) i na tym tle dostałam lęków, że sama zachoruję, że zachoruja moje dzieci, obsesyjnie zaczęłam czytać encyklopedie o chorobach, oglądać każdy fragment mojego ciała i moich dzieci w poszukiwaniu.....guza. Doszło do tego, że nie byłam w końcu w stanie oglądać ani słuchać niczego co było związane z chorobami - zaraz dostawałam ciśnienia w głowie. Oczywiście nie zadawałam sobie sprawy, że to nerwica a objawy się pogłębiały. Oto co miałam i mam do tej pory ale juz nie tak nasilone:
- uczucie że zemdleję
- ciśnienie w głowie (uczucie, że mi ją rozsadzi, jakby ktoś wpuścił mi za dużo powietrza)
- bóle głowy (były okropne - nie wiedziałm,że tak mocno może boleć głowa i wymyśliłam sobie,że pewnie mam guza albo dostnę udaru)
- drętwienie kończyn i innych fragmentów ciała
- zaburzenia widzenia
- skurcze naczyń krwionosnych w twarzy (jakby ktoś mi naciągnąl nerwy wzrokowe i okolice zatok szczękowych - gwałtowne i bardzo nieprzyjemne uczucie)
- szumy uszne (okropne, słyszałam nawet własne ciśnienie krwi)
- zawroty głowy (było okres że miałam kilka w ciągu dnia)
- panika przed spotykaniem się w większej ilości osób, wyjściem do miejsc publicznych (objawia się tym, że nie mogę usiedzieć na miejscu, kręcę się , przeczesują włosy itp.)
- wiele innych ale najważniejsze i najczęstsze są powyżej.
Oczywiście chodziłam do lek. ogólnego, która w końcu patrzyła na mnie jak na hipochondryczkę, więc prywatnie przebadałam oczy (dno oka), zrobiłam prześwietlenie zatok, tomograf głowy, leczyłam się przez bardzo długi okres u laryngologa, bo moja nerwica usadowiła sie w głowie, zatokach i gardle (zanik błony śluzowej). Było okres, że chodziłam trzymając się ścian - schudłam i myślałam, że to koniec. Wtedy postanowiłam jeszcze iść do psychiatry, bo spostrzegłam że ataki przechodzą czy nasilają się w konkretnych syt. I jakie było moje szczęście, że gdy ja zaczynałam mówić co mi dolega a pani dr kończyła to co chciałam właśnie powiedzieć - diagnoza: mocna newrwica depresyjno-lękowa. Dostałam lek antydepresyjny ale nie pamiętam nazwy do tekgo Alprox w razie ataków (rewelacyjny lek na mnie działał super) i do tego zastrzyki z magnezu od 1cm - 10 cm i wtedy poczułam, że żyję. Półroku byłam jak nowo narodzona, potem ataki były czasmi ale ostatnio znowu wracam do punktu wyjścia. Nie rozumiem tego, nic się nie dzieje, życie ma szczęsliwe, pracę a jednak.....wczoraj miałam bardzo silny atak, jestem załamana. Dodam jeszcze, że gdy ja
tak ciężko przechodziłam nerwicę, ciągle chorowały moje dzieci (łacznie ze szpitalem), okazało się że to były objawy somatyczne , dzieci widząc mnie w takim stanie same chorowały - boję sie nawrotu, w przyszłym tyg. znowu musze iść do psychiatry.....
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
19 sie 2006, 12:24

Czy da się samemu?...

przez kretka 19 sie 2006, 17:05
Często ostatnio tu zaglądam...
Po latach brania leków (obecnie nie biorę) i psychoterapii (obecnie jestem w krotkoterminowej, ale nie czuję efektów) zastanawiam się, czy można z tego wyjść samemu. Wiem już praktycznie wszystko o nerwicy lękowej, o moich napadach paniki. Wiem jak przebiegają, na czym polegają, co się wtedy we mnie dzieje. I teoretycznie wiem, co robić. jedyny problem to wcielić to w życie. czy są tu osoby, ktore same skutecznie walczą z lękiem?
Znajoma powiedziała mi "też byłam chora, ale zawzięłam się, wychodziłam na siłę, umierałam ze strachu, ale wychodziłam i udało się".
Czy to w ogóle możliwe?
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

przez kretka 19 sie 2006, 17:10
DarkAngel, gratuluję. Jesteś cholernie dzielny i sobie świetnie radzisz, co mnie się niestety od lat nie udaje :(
Ja cierpie na napady paniki związane z wychodzeniem z domu i byciem samemu w domu. W ogóle nie lubię być sama, a poza domem to w ogóle nie jestem w stanie. Mam mnostwo objawów wegetatywnych- zawroty głowy, kołatanie serca, drżenie, duszności, bole brzucha... Masakra.
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Avatar użytkownika
przez agapla 19 sie 2006, 17:44
Oczywiście ja tak robię i co najważniejsz są tego efekty ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Aga1 19 sie 2006, 17:48
Cześć kretka, ja co prawda jestem teraz na lekach ale ide do przodu.Sa sprawy ktorych przez kilkanascie lat nigdy nie załatwiałam sama, zawsze obok był maz. Teraz wychodze sama.Sa dni kiedy nie ma problemu , moge zjechać sama "pół świata ' , ale sa i dni kiedy czuje sie gorzej i wtedy stawiam wyzwanie nerwicy. Ostatnio choć serce walilo mi jak mlot jechałam z dzieckiem pksem, a potem na szkolenie. I udało sie ja zwyciężylam. Nie załamuj sie tylko walcz bo ona Cie połknie z butami.Pozdrawiam :twisted:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez kretka 19 sie 2006, 18:15
Kurde, znowu mi się nie udało do końca zadanie z wychodzeniem do śmietnika:-( Tym razem zeszłam na parter, dotykałam już drzwi wyjściowych, ale nie przełamałam się, wróciłam na górę:-( Wkrótce jednak sprobuję znowu.
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Avatar użytkownika
przez agapla 19 sie 2006, 18:26
Kretka śmietnik cię nie połknie bierz śmieciory i uderzaj na dół !pomyśl sobie że czeka cie za to duża nagroda ,że za wszelką cene musisz tam dotrzeć! ;) nie poddawaj sie! Ja jak miałam takie lęki przed autobusem to moj chłopak zastosował tzw terapię wstrząsową ,na siłę mnie wciągnął do autobusu , myslałam że dostanę zawału ale nic sie nie stało i potem bylo juz tylko lepiej i za to jestem mu wdzięczna!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez kretka 19 sie 2006, 18:36
Wiem, Agapla, wiem, że nic się nie stanie... Ale lęki sa tak silne, że musze pomału. Dziś zeszłam na parter, jutro dotrę do smietnika. Na pewno:-)
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

przez feniks 19 sie 2006, 23:33
Hej Kretka!
czuję sie tak, jakbym dokładnie to ja napisała ten temat. Mam te same wątpliwości. I podobną sytuacje. Jestem w 2 klasie LO , ale przez 1,5 roku mialam nauczanie indywidualne troche w domu, troche w szkole.
Jestem corka alkoholika z ktorym wciaz mieszkam, wiec nie jest latwo.
Nie potrafie oddalic sie od domu, bez mozliwosci natychmiastowego, bardzo szybkiego powrotu. Jesli np. mialabym isc gdzies sama daleko, albo jechac to nie potrafie. Nie potrafie jezdzic sama autobusem, z kims tez czasem nie. Dzis bylam z Mama i psem na spacerze na osiedlowych dzialkach i tak krazylysmy alejkami zeby byc blisko wyjscia i tym samym blisko domu.
Napewno pewnego rodzaju terapia jest po prostu to zrobic i sie nie przejmowac, ale nie lubie takich odpowiedzi , typu po prostu to zrób i bedzie super. Przeciez dobrze wszyscy wiecie ze czasem sie uda, a czasem nie i to owszem zalezy od podejscia ale tez od wielu innych czynnikow.
Napewno musisz probowac, tak jak i ja, ale z umiarem, nie na sile. Jesli wstajac rano zadreczasz sie co musisz dzis zrobic, dokad dojsc i na ile, to odpocznij i daj sobie wolne.
Chetnie sie z Toba skontaktuje . Napisz na p-w jesli masz ochote.

Trzymam za Ciebie kciuki i pomodle sie dzis za Ciebie(zaraz ide spac) zeby Twoj jutrzejszy dzien byl dobry i zeby Ci sie polepszylo.

Pomysl ze ja tez sie boje.I wiele innych osob,ktore tu przychodza tez.Nie jestes sama:)
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
29 kwi 2006, 13:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do