Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Gosia 28 cze 2006, 21:04
moze zbyt nagle go odstawilas?
a moze to taki etap przejsciowy?
rozmawialas o tym ze swoim psychiatra?
gg
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
26 lis 2005, 10:53
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

Avatar użytkownika
przez NcL 28 cze 2006, 21:11
darunia mialem tak samo ... sluchaj sa 2 opcje
- tak zareagowal twoj organizm tzn tydzien spoko potem pogorszenie stanu ale to trzeba przeczekac albo lyknac cos na uspookojenie..
- a druga sprawa moze poprostu jeszcze za wczesnie
Avatar użytkownika
NcL
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
29 kwi 2006, 20:39

przez giovanna 28 cze 2006, 21:22
no a u mnie tak się porobiło,że nawet na czytanie nie mam ochoty,chociaż bardzo lubię,muszę pójść do biblioteki może coś ciekawego znajdę i chociaż na jakiś czas będę miała spokój
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
20 cze 2006, 16:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Eva 28 cze 2006, 21:36
Giovanno jestem w Twoim wieku i czuje to samo .Czesto mam chec wyjsc z domu i isc przed siebie ,ale jestem odwazna tylko w poblizu mojego domu bo dalej to juz tylko z ... przewodnikiem bo sama nie poradze sobie.Mam jedynie ten komfort ze nie musze pracowac choc z drugiej strony w ten sposob pozbawiłam sie codziennych prob z wyjsciem samej z domu.Jedyne z czego jestem zadowolona ze teraz nie mecza mnie juz leki w domu .Bardzo czesto jestem w nim sama ,bo mąż pływa a syn ma 22 lata wiec ma swoje życie. Ale cały czas mam nadzieje ze kiedys wstane rano ubiore sie i pojde sama do sklepu .... Dodam jeszcze ze od 5 lat nie biore zadnych lekow a to co mnie trawi od srodka to trwa juz prawie od 20 lat . Wiele czasu zmarnowałam ale nie mogłam zrozumiec tej choroby i uwazałam ze biorac same leki przejdzie mi po nich ,a tu sie okazuje ze to nie jest wszystko bo potrzeba czegos wiecej - zmiany nastawienia do zycia,pogodzenia sie z przykrymi sprawami i wybaczenie niektorym osoba.Mysle ze nie było by tyle problemow gdyby od dziecka uczono nas jak zyc jak sobie radzic w zyciu zeby nie miec pozniej takich problemow. Pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez betty 28 cze 2006, 22:06
calkiem sie z Toba zgadzam Eva... same leki nie wystarcza, jak juz wczesniej pisalam leki sa tylko na objawy, a reszte to my musimy zmienic, czasami nawet nie wiadomo co, ale od czegos trzeba zaczac, i wiesz co Ci powiem nigdy nie jest za pozno, bo my caly czas zyjemy, i mozemy wszysto...
ja wczesniej nie mialam pojecia ze cos takiego istnieje, owszem o nerwicach sie slyszalo, ale ze to az tak rujnuje zycie to czlowiek sobie nie wyobrazal, moze gdy by sie o tym wiecej mowilo, w tv, w szkole, wiecej uwagi zwracalo by sie na stresy aby ich w miare mozlowosci unikac, moze i rodzice mogliby zauwazyc juz cos w dziecinstiwe u dziecka, ze za bardzo sie przejmuje w zyciu....itd...a moze ja teraz za bardzo wyjezdzam w perfekcje, bo przeciez zycie pelne problemow jest....sama juz nic nie wiem
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

Avatar użytkownika
przez no_fear 28 cze 2006, 23:14
pietruszka napisał(a):Mam okropny lęk przed braniem jakichkolwiek środków farmaceutycznych. Ale podobno psychoterapia bez leków może działać szybciej. Jakie macie zdanie na ten temat?


Miałem podobne podejście, teraz z perspektywy wiem ze w tych najgorszych momentach powininem bardziej pomagac sobie chemią - za bardzo mnie to wymęczyło zanim psychoterapia zaczęła działać.
Yes Can Do!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

Avatar użytkownika
przez Eva 28 cze 2006, 23:28
Masz racje Betty o nerwicach sie mowiło ze kazdy ja ma ,ze troche sie podenerwuje, pokrzyczy i za chwile człowiek sie uspokoi .Taka jest wiedza w społeczenstwie na temat nerwicy . Jesli ktos ma problemy ze soba i nie moze zrozumiec co sie dzieje to musi odwiedzic lekarza specjaliste ,ale tu jest nastepna niewiedza w społeczenstwie ze jak ktos sie leczy u psychiatry to nie znaczy ze ten ktos jest nienormalny ja rowniez w ten stereotyp wierzyłam i zaden lekarz mnie nie oswiecił tylko zapisywali leki i inkasowali naleznosc ,a ja cierpiałam i czekałam kiedy one zaczna działac ,ale zadnej poprawy nie czułam wrecz przeciwnie coraz wiekszy doł .Czułam sie sama ze swoja choroba na całym swiecie ,a mąż nie potrafił mi pomoc bo tak na prawde sama nie wiedziałam jak ma to zrobic.Wszystko zmieniło mi sie jak poznałam osoby takie same jak ja i zaczełam sie zastanawiac dlaczego inne moga sobie z tym poradzic a ja w tym tkwie .Moim problemem było ze wszystko najpierw w sobie myslałam co powiem a pozniej jak miałam cos powiedziec to i tak stałam jak słup i nic nie mowiłam ,robiłam wszystko co mi ktos kazał tzn.matka bo decydowała o miom zyciu ona nie ja . Miałam w sobie cały czas poczucie krzywdy ,niezrozumienie przez innych,odrzucenie przez najblizszych,wszystkie krzywdy swiata wydawały mi sie ze sa z mojego powodu ,to wszystko było do czasu .Teraz nauczyłam sie mowic NIE nauczyłam sie brac co ja potrzebuje i nie boje sie powiedziec przykrych słow jesli uwazam ze mam racje.W nerwicy potrzeba duzo cierpliwosci ,zrozumienia bliskich ich akceptacji nas takich jacy jestesmy bo w koncu ideałow to raczej nie ma ,kazdy ma prawo byc niedoskonałym i miec swoje potrzeby ktore musza byc zaspokajane.Jesli człowiek to ma wtedy nerwica nie jest juz taka straszna,ale fakt w społeczenstwie trzeba o tym mowic bo najgorsze co moze byc to poczucie wyobcowania .Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez betty 29 cze 2006, 00:36
wiesz Eva, ciesze sie, ze jestes... mile to ze jest takie forum i wspieramy sie w cierpieniu... tylko ze czytam te posty i widze tylko licytacje kto jakie tabletki bierze... a najwazniejsze w tym wszystkim jest zrozumienie mechanizmu calej tej nerwicy i zastanowienie sie nad przyczyna a nie ubolewanie nad skutkiem... ja od 2 lat cierpie, a od roku pracuje nad soba w gronie grupy wsparcia...niektorym sie wydaje, ze takie grupy to tylko ubolewanie jeden przez drugiego...nie w moim przypadku, istnieje tutaj we Wloszech stowarzyszenie takich ludzi jak my ktorzy wspolpracuja z psychologami i psychiatrami, w kazdym miescie istnieja takie grupy, ktore sa przewodzone nie przez psychologow, ale przez osoby ktore cierpialy i ktore z tego wyszly, czyli osoby ktore zrozumialy... ja na poczatku nie wiedzialam o czym mam mowic, wydawalo mi sie ze mam opowiadac o moich objawach, ale nie oto tutaj chodzi... pytali mnie sie jakie emocje czuje, a ja nie potrafilam odpowiedziec, dopiero po dwoch miesiacach cos jak by sie ruszylo we mnie i powoli zaczelam rozumiec cale moje zycie... to ze jestem uzalezniona emocjonalnie od rodzicow, to ze na moje wybory wplywaly zawsze inne osoby, to ze zadowalam oczekiwania innych, zawsze, wszedzie i dla kazdego... a teraz w wieku 27 lat nie potrafie sobie odpowiedziec na pytanie czego ja tak naprawde chce od zycia... mimo, ze mam wiele jeszcze do zrobienia, to jestem szczesliwa, ze w miare szybko zareagowalam, i ja juz dziekuje mojej nerwicy lekowej za to ze jest i powoli mnie uwalnia z klatki, ktora sama sobie stworzylam...
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

Daliście mi nadzieję- pierwszy raz w życiu

przez lena81 29 cze 2006, 01:29
Jeszcze wczoraj czułam, jakbym była w tunelu bez wyjścia do momentu, gdy wieczorem nie weszłam na neta i nie odkryłam tej strony. Nawet nie wiecie, jak bardzo pomogły mi Wasze wpisy wrócić do jako takiej równowagi. Jeszcze została depresja, zobojętnienie i poczucie alienacji, ale przynajmniej płaczę, a to chyba znak, że wracam. Przepraszam, że trochę się wywnętrznie, ale chyba nikomu to nie przeszkodzi, a ja mam taką potrzebę, bo jeszcze nigdy z nikim, prócz Mamy, nie rozmawiałam o tym, co sie ze mną dzieje. Mam 25 lat, studiuję filozofię i psychologię ;-), lęki mam od 3. roku życia. Były to tylko lęki nocne, tzn. budziłam się i biegałam po chacie widząc co jest wokół mnie, a jednak nadal przebywając w realiach sennych. Potem przeważały lęki gdy usypiając wydawało mi się, że serce przestaje mi bić i umieram. zastanawiałam się, jak to jest, że mogę ruszać ręką, że oddycham- bałam się, że przestanę, bo się tym zmęczę. Raczej nie miało to związku ze śmiercią taty, bo mimo że Go kochałam, jako dziecku łatwo mi było przyjąc czyjeś odejście. Wiele jazd nakręciłam sobie automatycznie paląc niegdyś trawę z ekipami ,,mistyków" i filozofów, a relatywizmu świata i postrzeżeń nie zdołałam obalić podczas tylu lat nauki- te kierunki to chyba najgorsza rzecz, jaka może przytrafić się osobie o takich tendencjach.
Pierwszy atak nie mający związku z nocą miałam kilka dni po tym, jak mój ówczesny facet zmusił mnie to stosunku. Byłam dziewicą i było to dla mnie bardzo ważne- miałam 20 lat. O gwałcie wiedziała tylko moja siostra, bo komu miałam powiedzieć? Przecież leżałam z nim w jednym łóżku, naga tuliłam się do niego- on sam stwierdził, że to naturalne, co się stało. Do tej pory mam z nim kontakt- łatwiej mi było przyjąć jego wersję, niż zaakceptować prawdę. Moja podświadomość nie dała się oszukać- tydzień po tym fakcie obudziłam się i miałam totalną amnezję- przez chyba parenaście minut nie pamiętałam NIC- co to pralka, kim jestem, po co jest TV. Potem, jak doszłam do siebie, dwie noce krzyczałam, a w dzień czułam straszną ścianę między mną a otoczeniem. Nawet nie widziałam wyraźnie... Po wielu dniach przeszło mi to... Były jeszcze epizody z lękami, ale nie tak wyrażne jak tamten i ten... wiele się złych rzeczy wydarzyło, ale przecież nie jestem wyjątkiem. Siostra zaczęła ćpać heroinę, mama leciała na psychotropach i miała myśli samobójcze, ja w tym czasie kursowałam 300 km miedzy mamą a uczelnią, umarło kilka bardzo bliskich mi osób, potem sister wychodziła z nałogu, ale załapała HCV, rok temu zaszła w ciążę i usunęła, 2 m- ce temu była przekonana że ma HIV ale okazało się, że nie, ja mam już teraz własne M1, jestem projektantką i kuratorem, w domu też się uspokoiło i właśnie TERAZ, gdy wszystko jest OK, ja wysiadłam psychicznie. Początkiem było to, jak gdzieś przypadkiem przeczytałam o zapaleniu mięśnia sercowego i w tą sobotę sparalizowało mnie przed Arkadią. Wylądowałam po wielkim przedstawieniu na pogotowiu. Ciśnienie-100 na 60. Na izbie przyjęć leżała dziewczyna, która również miała atak nerwowy i powiedziała, ze to nic, bo przy takich atakach to norma. Potem te objawy, o których wiadomo- duszenie, płytki oddech, drętwienie rąk. Co mnie zaniepokoiło i było nowe to mroczki przed oczami i krótkie chwile, gdy urywał mi sie kontakt z rzeczywistością- tzn. ,,spadała" mi kurtyna na oczy i nie rejestrowałam tego, co się wokól mnie dzieje. No i chyba najbardziej dokuczliwe- brak poczucia identyfikacji z własnym ciałem, ze sobą. Nie wiem, dlaczego.
Pani dr zapisała mi xenoxin, czy jakoś tak, ale nie będę tego brała- postaram sobie dać radę sama. Najgorsze są już nie noce, ale poranki, gdzie muszę przejśc kolejny dzien. Ale dam sobie radę- zapiszę się na terapię. Wcześniej oszukiwałam się, że to nic takiego, ale to bardzo poważnie wpływa na moje życie. Wiem, że musze sobie poradzić- dla siebie, mamy i siostry. chyba najtrudniej mi będzie odnależć siebie, ale to forum dało mi przynajmniej tyle, że w swojej chorobie czuję się normalna i zrozumiana. Pierwszy raz. I nie klnijcie, że tak się rozpisałam, bo to przez to, że pierwszy raz... Pozdrawiam Was gorąco i musimy wierzyś, że damy radę. PA!!!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 cze 2006, 02:05
Lokalizacja
warszawa

przez Gosia 29 cze 2006, 10:20
damy rade chociaz teraz widze ze u mnie tez zaczelo sie w dziecinstwie
tak jak ty plakalam w nocy i chodzilam we snie
musze porozmawiac o tym na terapi
zycze zdrowka
:D
gg
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
26 lis 2005, 10:53
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

Totalna załamka

przez izka 29 cze 2006, 10:52
Witajcie. Jak tak czytam wasze wypowiedzi to widzę, że Wy macie w sobie siłę walki z nerwicą,jedni wiekszą inni mniejszą, ale nie chcecie tak łatwo sie poddać. Podziwiam Was za to. Ja nietety jestem już całkowicie wypalona. Nie chcę i nie mam sił na to by walczyć. Mam 31 lat a czuję się jak bym miala ze 130. Mam już dość tego za... życia.Mam synka którego bardzo kocham i dla którego muszę żyć,ale powiedźcie jak tu żyć i funkcjonować. Jakie szczeście może dać matka mająca problemy sama ze sobą. Z męzem chyba też zaczynamy sie oddalać, mam wrażenie że jemu to nie przeszkadza, a mnie jeszcze bardziej pogrąża. Nic nie warte jest takie życie,to tylko wegetacja.Może uznacie że użalam się nad sobą, ale ja naprawdę tak czuję. Jednak najgorsze jest to, że nie mam z kim o tym porozmawiać.Zostaje mi tylko to forum.Przepraszam jeśli powiało zbyt ogromnym pesymizmem.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
19 maja 2006, 16:32

przez ania30 29 cze 2006, 10:59
trzymaj sie to okres przejściowy , za jakiś czas będzie lepiej ja mam 30 lat , tez mam syna 7 latka były okresy kiedy było bardzo bardzo żle , ale były tez ok. Powiem ci ze dziecku to potrzebna mama nawet i ta chora niz żadna . wiem co mówie , poniewaz jak ja miałam 7 lat to moja mama która też byla chora zrobila mi numer i popełniła samobójstwo , konsekwencje tego czynu ponosze do dzis , w pewnym stopniu przyczynila sie do tego ze mam nerwice . Więc ja mojemu dziecku takiego numeru nie wykręce . A z nerwica uwierz mi da sie żyć . Pozdrawiam i nie załamuj sie.
życie jest piękne
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
07 cze 2006, 18:48
Lokalizacja
polska

przez lena81 29 cze 2006, 10:59
Droga Gosiu, pewnie, że damy radę. Najważniejsze jest to, by wierzyć, choć to tak trudne, bo niczego w zyciu nie boję się tak jak siebie. Pierwszy raz zdecydowałam się na terapię, możesz mi napisać, czy w nerwica idzie często w parze z depresją, czy na terapię chodzisz prywatnie czy do państwowego ośrodka, jakie efekty przynosi i czy brałaś też leki, bo ja ich absolutnie nie chcę. Dużo tych pytań, ale nie mam się teraz kogo poradzić, bo książek to już się naczytałam. Pozdrawiam, miłego dnia!!!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 cze 2006, 02:05
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Eva 29 cze 2006, 11:59
Witaj Leno81 chociaz jestem przeciwniczka lekow bo mi nie pomogły ,ale tobie jednak radziła bym cos brac, chociaz na poczatku zebys mogła uspokoic mysli i pozbierac sie .Leki i tak nie wylecza cie z nerwicy ale pomoga dojsc do pionu a pozniej czeka juz na ciebie walka o zmiane nastawienia do swiata i przede wszystkim do zaakceptowania siebie takiej jaka jestes . Widze ze jestes dziewczyna myslaca wiec szybko poznasz zasady działania nerwicy ,one wcale nie sa takie straszne ale wazne w tym jest zeby lekcewazyc objawy ktore utrudniaja zycie np.czeste zawały czy bole onkologiczne.Mam nadzieje ze z czasem zanikna ci takie objawy jakie sopwodowały twoj pobyt na pogotowiu,bo gdy cos sie zacznie dzic to nie boj sie tego poboli i za chwilke przestanie ,ale jak sie tego przestraszysz to sama sie ładnie nakrecisz z finałem na ostrym dyzuze.Nie boj sie nerwica nie jest taka zła i przede wszystkim z tego mozna wyjsc ,moze nie całkowicie ale zyc zupełnie bez atakow,czego Tobie zycze :) Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do